Trend „wakacji bez zdjęć” zyskuje na popularności. Ale czy to zawsze dobry pomysł, tłumaczy psycholożka
Coraz więcej osób podczas wakacji rezygnuje z robienia zdjęć, wyłącza media społecznościowe i zostawia smartwatch w domu albo hotelowym sejfie. Oczywiście ograniczenie bodźców cyfrowych przynosi wiele korzyści, pomaga obniżyć poziom napięcia, poprawić koncentrację i zmniejszyć przebodźcowanie, pytanie tylko, czy w ślad za tym nie tracimy czegoś, co wpływa na jakość naszego życia. – Może warto skupić nad tym, po co pokazujemy pewne rzeczy innym ludziom, a nie na tym, po co w ogóle robimy zdjęcia. Kiedy karmimy się życiem innych ludzi, uważając, że nasze własne jest mało ciekawe, to już tylko krok do negatywnych ocen i krytyki – zauważa Edyta Zając, psycholożka i autorka programów rozwojowych.
Przybywa osób, które chcą odpoczywać bez telefonu z aparatem pod ręką. Choć nie jest to jeszcze masowy trend, wyraźnie widać go w badaniach społecznych, zwłaszcza za oceanem. Według Hilton Trends Report już około jedna czwarta respondentów świadomie wyłącza media społecznościowe podczas wakacji, a kolejna jedna czwarta stara się ograniczać korzystanie z urządzeń cyfrowych podczas wyjazdu.
Offline za pieniądze
Branża turystyczna bardzo szybko zauważyła, że offline przestaje być dodatkiem do wakacji, a zaczyna być ich główną atrakcją. Amerykański „Vogue” opisywał niedawno oferty hoteli i resortów wdrażających ideę cyfrowego odłączenia. Instaluje się tam specjalne programy wygłuszające, goście zamiast telefonu otrzymują polaroid, ołówek, notes, analogowy odtwarzacz muzyki i papierową mapę okolicy z zaznaczonymi na niej „hotspotami” oferującymi równie analogowe atrakcje. Zamiast telewizorów zaprasza się na kolacje w ciszy, oferuje medytacje, spacery po lesie i rytuały snu. Niektóre luksusowe resorty zatrudniają nawet „detox concierge” – osoby, które pomagają gościom przejść przez proces cyfrowego odłączenia.
Jeszcze kilka lat temu podobne rozwiązania wydawałyby się ekstrawagancją. Dziś coraz częściej stają się odpowiedzią na nasze realne psychiczne zmęczenie. Nie ma się czemu dziwić. Jak wynika z danych z 2024 roku, statystyczny Polak odblokowuje smartfon średnio 58 razy dziennie, a rekordziści nawet 200 razy. Co trzeci dorosły Polak korzysta z aparatu niemal bez przerwy. Nietrudno się domyślić, jak wpływa to na poziom przebodźcowania i zdolność organizmu do regeneracji. Jesteśmy zmęczeni i wyczerpani, a nieustanny przepływ informacji i potrzeba bycia na bieżąco zdecydowanie zawłaszczają naszą uwagę i czas.
By doświadczyć cyfrowego odłączenia, nie trzeba wcale wyjeżdżać do resortów na końcu świata. Wystarczy nasz swojski Beskid Wyspowy, gdzie niekiedy za zasięgiem trzeba się nachodzić. Czy jest to jednak najważniejsze?
– Przez pewien czas robiłam warsztaty w miejscach, gdzie naprawdę trzeba było kombinować, by mieć internet. Widziałam, że uczestniczki dosyć szybko oswajały się z tym, niewiele było sytuacji, by ktoś był tym totalnie wytrącony z równowagi – częściej stało za tym jakieś realne wytłumaczenie, np. małe dzieci czy choroba. Nawet teraz, kiedy działamy już w miejscu, gdzie internet hula, ludzie rzeczywiście chcą odrzucenia ekranu, nie biorą telefonu na warsztaty czy posiłki – opowiada psycholożka i autorka programów rozwojowych Edyta Zając.
Wakacje „pod zdjęcia”
Dochodzi do tego presja publikowania treści z wakacji. Prawie połowa turystów przyznaje w ankietach, że media społecznościowe negatywnie wpływają na jakość ich odpoczynku. Nie ma wątpliwości, że współczesne wakacje coraz częściej biegną równolegle w dwóch rzeczywistościach – tej realnej i cyfrowej. „Pod zdjęcia” wybieramy restauracje i plaże, a pytanie, jak coś będzie wyglądało na ekranie, odbiera niekiedy całą radość chwili.
Tyle teoria. Tylko czy w praktyce sami siebie nie okradamy z pewnych doświadczeń i wspomnień?
– Pracuję z kobietami, które często są wypalone życiowo i wyczerpane, ale bardzo zaangażowane w to, by ulepszać życie dzieci, rodziny, męża czy partnera. Mam wrażenie, że nie mają one swojej zapisanej historii, bo dokumentują życie innych, a nie swoje własne. Przywozimy z wakacji setki zdjęć dzieci w słodkich pozach, zdjęcia męża z dziećmi. A gdzie my byłyśmy? Jak byłyśmy ubrane, co nas cieszyło? – pyta ekspertka.

Edyta Zając / Fot. archiwum prywatne
Jak tłumaczy, gdyby ktoś miał kiedyś opisać historię tych kobiet, ilustrując je różnego rodzaju zdjęciami, to okazałoby się, że w ich fotograficznej dokumentacji brakuje wielu lat!
– Czasami w ramach „zadania domowego” rekomenduję, żeby taka kobieta robiła codziennie zdjęcie. Nie tylko selfie, ale fajnie podanego obiadu, filiżanki z ulubionym napojem, ciekawego kwiatu czy przedmiotu. Mamy teraz tak duży zalew informacji, że jeżeli karmimy się nimi choćby kwadrans dziennie, a nie dokumentujemy w żaden sposób swojego życia, to tak naprawdę nasze życie nie jest o nas – uważa ekspertka.
Być tu i teraz
Osoby, które decydują się na krótsze i dłuższe okresy bycia offline, dość szybko koncentrują swoją uwagę na otoczeniu, lepiej pamiętają rozmowy, a z czasem mniej myślą o tym, jak wyglądają. – Jeżeli to idzie w parze z tym, że codziennie zapiszę, co robiłam, z kim spędziłam czas, pogadam z kimś, to będę mieć poczucie „ugruntowania”. Jeśli potrzebuję do tego robienia zdjęć, to co w tym złego? – pyta Edyta Zając.
Za selfie czy zdjęciem ciekawie podanego posiłku zawsze stoją przecież emocje chwili. Być może właśnie dlatego wiele osób z sentymentem wraca do starych zdjęć z często analogowych czasów, które, choć rozmazane i niedoskonałe, oddają atmosferę chwili, radość czy tęsknotę.
Robienie zdjęć samo w sobie nie jest więc problemem. Problem pojawia się wtedy, gdy zapraszamy do ich oglądania publiczność.
– Może warto skupić nad tym, po co pokazujemy pewne rzeczy innym ludziom, a nie na tym, po co w ogóle robimy zdjęcia. Kiedy karmimy się życiem innych ludzi, uważając, że nasze własne jest mało ciekawe, to już tylko krok do negatywnych ocen i krytyki. Przyjrzyjmy się swoim uczuciom, sprawdźmy, czy jest w nas złość, zawiść czy zazdrość, bo nad tym warto popracować – zauważa Edyta Zając.
Edyta Zając – psycholog, autorka programów rozwojowych, twórczyni Pracowni Psychologicznej. Na co dzień pracuje z kobietami w obszarze emocji, stresu, wypalenia i zmiany. Prowadzi warsztaty oraz procesy rozwojowe, łącząc wiedzę psychologiczną z doświadczeniem pracy indywidualnej i grupowej. W swojej pracy koncentruje się na mechanizmach gotowości do zmiany, regulacji emocji i podejmowania decyzji.
Polecamy
„Obudziliśmy się z ręką w nocniku”. Magda Bigaj o higienie cyfrowej, AI i zakazie telefonów w szkole
W pułapce perfekcyjnego odpoczynku. Dr Merijn van der Laar: „To starania o idealną noc kradną nam spokój”
Młodzi spędzają 7 godzin dziennie przed ekranem. Eksperci Forum Cyfrowego Obywatelstwa biją na alarm
Zakaz telefonów w polskich szkołach od września. Ministra Barbara Nowacka: „Jest to decyzja przyspieszona”
się ten artykuł?