Magdalena Tereszczuk-Brach: Na jednej z grup na Facebooku natrafiłam ostatnio na wpis zatroskanej mamy, która nie potrafiła sobie poradzić z sytuacją, w jakiej znalazła się jej 17-letnia córka. Nastolatka związała się z dojrzałym, prawie 50-letnim mężczyzną. Mama szukała sposobów na rozbicie tej relacji za wszelką cenę, bo uważała, że dziewczyna zniszczy sobie życie. Zaczęłam się wtedy zastanawiać, jak z psychologicznego punktu widzenia można spojrzeć na taki związek i czy rzeczywiście jest powód do niepokoju?
Aleksandra Lutoborska: Psychologiczny wymiar tego tematu rodzi iluzję, że wszystkie takie sytuacje można włożyć w jeden schemat. Ja mam poczucie, że zupełnie nie można. Właściwie tyle, ile jest takich sytuacji, tyle może być różnych kontekstów. Oczywiście, takim najbardziej potocznym, trochę pop-psychologicznym skojarzeniem jest relacja oparta na figurze ojca, zwłaszcza jeśli różnica wieku jest naprawdę duża.
Ale jest też wymiar, który ostatnio mocno mnie zaciekawił. Można się zastanawiać, czy ta różnica wieku w przeżyciu osób w parze zawsze jest tak ogromna, jak nam się wydaje. Dzisiaj mówi się o tym, że skoro całość życia ludzkiego się wydłuża, zmienia się też rozkład pewnych faz rozwoju. Kiedyś adolescencja zaczynała się mniej więcej około 13. czy 14. roku życia. Dziś zaczyna się wcześniej, ale w związku z tym trwa też dłużej. Podobnie wydłuża się dorosłość, która ma swoje kolejne podetapy. Można więc pytać, czy w niektórych sytuacjach taka różnica wieku tworzy rzeczywiście niezwykle zróżnicowaną parę, czy raczej są to osoby, które pod pewnymi względami są do siebie podobne. Na przykład mężczyzna około trzydziestego roku życia może być psychologicznie bliski nastolatce czy bardzo młodej dorosłej. Te osoby, wchodząc w relację, mogą mieć różne pobudki i zaspokajać różne potrzeby, od takich stricte opiekuńczo-ojcowskich, po inne, z różnymi akcentami emocjonalnymi.

Aleksandra Lutoborska /fot. archiwum prywatne
Musimy też jasno powiedzieć, że w Polsce kontakty seksualne z osobami powyżej 15. roku życia są w pełni legalne. Oczywiście pod warunkiem, że są dobrowolne. A dobrowolne to znaczy nie pod przymusem, bez gratyfikacji finansowej, bez stosunku władzy i zależności. Jeżeli rodzic ma wątpliwości dotyczące bezpieczeństwa córki albo klarowności od strony karnej, powinien zgłosić sprawę na policję albo na telefon alarmowy. Wtedy sprawa będzie badana. Jeżeli okaże się, że nie ma okoliczności przymusu, zależności czy innych nieprawidłowości, to taka para może być legalnie w związku. I mówiąc trochę brutalnie: nic nikomu do tego. Dodam jeszcze, że znam też takie dziewczyny, które traktują starszych mężczyzn jako poważnie braną pod uwagę grupę docelową.
Dlaczego?
Często mówią o wcześniejszym doświadczeniu rozczarowania rówieśnikami. Znam na przykład dziewczynę, która z mojego punktu widzenia wydaje się osobą bardzo atrakcyjną, ciepłą, inteligentną, ogarniętą i zadbaną. Natomiast od rówieśników dostawała taki feedback, że, powiem brutalnie, jest gruba. Myślę, że my, jako dorośli, patrząc na nią, w ogóle tego nie widzimy. Widzimy raczej, że ma piękne włosy, że dba o siebie, że ma piękny uśmiech. Dalej mówiła, że jednocześnie interesują się nią starsi mężczyźni, nie pięćdziesięcioletni, ale na przykład trzydziestopięcio-, trzydziestoośmioletni. Że oni ją szanują, zachwycają się nią, bardzo dobrze ją traktują. I ona zaczyna się zastanawiać, czy właściwie nie rozważyć związku z takim mężczyzną. Bo jeżeli dla jej rówieśników najważniejsze są jej wymiary i czysto zewnętrzne atrybuty, to może szczęśliwsza, spokojniejsza i bardziej doceniona będzie się czuła w relacji z dojrzalszym mężczyzną.
Często spotykamy się też z takim stwierdzeniem, że kiedy młoda dziewczyna szuka starszego partnera to znaczy, że jej relacja z ojcem pozostawia sporo do życzenia. Zastanawiam się jednak, czy to nie jest stereotyp. Z drugiej strony faktycznie znam 30-letnie dziewczyny, które są w związkach z mężczyznami 65-letnimi i z tego co wiem, ich relacje z ojcami nie były najlepsze.
Warto to trochę zniuansować. Może być tak, że czegoś w relacji z ojcem rzeczywiście brakuje, jakiegoś wymiaru obecności, i być może wtedy najłatwiej jest to znaleźć w związku z dojrzałym mężczyzną. Ja cały czas patrzyłabym tutaj jednak na zmianę pokoleniową. To, o czym mówisz, także w kontekście twoich koleżanek, jest już trochę przesunięte. Dziś czterdziestoletni mężczyzna mógłby oczywiście fizycznie być ojcem siedemnastolatki, ale nie sądzę, żeby taki atrakcyjny dla młodej dziewczyny facet automatycznie niósł ze sobą taki przekaz. Kiedy myślę o takim mężczyźnie, jego wyglądzie, o jego sytuacji życiowej, to rozumiem, że może to być po prostu singiel, który dosyć wygodnie i dostatnio żyje, korzysta z życia, bawi się, rozwija i tak dalej.
Myślę sobie, że może warto też spojrzeć na to od drugiej strony. Bo my bardzo koncentrujemy się na tym, czego siedemnastolatka szuka w czterdziestolatku, a może warto zadać pytanie odwrotne: czego czterdziestolatek szuka w siedemnastolatce? Cały czas mówię oczywiście o sytuacjach, które nie mają charakteru nadużycia czy czynu karalnego. Czego ten mężczyzna chce i jak przeżywa własną dorosłość, jeżeli założymy, że z siedemnastolatką prawdopodobnie długo jeszcze nie stworzy takiego związku, do którego zwykle zakładamy, że relacje partnerskie mają prowadzić. Pojawia się więc pytanie, jak to psychologicznie rozumieć. Myślę jednak, że samo dotykanie aspektu psychologicznego nie pozwoli zobaczyć całej perspektywy, bo jest ona też bardzo mocno socjokulturowo uwarunkowana.
No właśnie. Przecież jeszcze nie tak dawno temu związek z dużą różnicą wieku był czymś normalnym.
Tak, jeszcze 100-150 lat temu to była norma. Dzisiaj takie związki nas dużo bardziej szokują bo mamy świadomość pedofilii, prostytucji, stręczycielstwa, zjawisk takich jak „galerianki” i różnych innych form wykorzystania. Z drugiej strony zapominamy czasem, że wiele zjawisk społecznych dzieje się zupełnie normalnie, bez negatywnego podtekstu. Znam pewnego czterdziestolatka, to zamożny, wykształcony mężczyzna, który ma dużo młodszych znajomych. Są to osoby pełnoletnie, ale różnica wieku jest duża. Zna te wszystkie osoby dlatego, że łączy ich pewna określona muzyka, której słuchają, spotykają się w tych samych klubach, na tych samych imprezach. To pokazuje, że ten człowiek w jakimś stopniu czuje się rówieśnikiem młodzieży, chociażby za sprawą wspólnych zainteresowań.
Co powinien zrobić rodzic bardzo młodej dziewczyny, gdy dowiaduje się, że jego córka jest w związku ze starszym mężczyzną?
Przede wszystkim rozmawiać z dzieckiem, ale to, jak ta rozmowa będzie wyglądać może zależeć również od tego, jaki mają kontakt ze sobą. Jeśli jesteśmy blisko i córka któregoś dnia przychodzi do mnie i mówi: „Mamo, poznałam takiego mężczyznę. Bardzo go cenię, szanuję, kochamy się, ale wiesz, on ma 50 lat. Chciałam z tobą o tym porozmawiać”, to jest to oczywiście zupełnie inna sytuacja niż wtedy, kiedy mam córkę, z którą właściwie nie mam kontaktu, i zaczynam się o nią niepokoić dopiero wtedy, kiedy widzę coś bardzo dla mnie kontrowersyjnego.
Tutaj bardzo ważna jest kwestia świadomości rodzica. I nie chodzi o obwinianie ani ocenianie, bo każdy rodzic ma takie pola, których nie widzi, takie martwe punkty. Czasami to są rzeczywiście tylko punkty, a czasami to są ogromne obszary. Jeżeli jako rodzic bardzo wielu rzeczy nie widzę, a potem nagle spada na mnie jak grom z jasnego nieba informacja, że moja siedemnastoletnia córka ma pięćdziesięcioletniego partnera, nie wiadomo skąd, to wtedy jest to zupełnie inne zdarzenie. Jeżeli natomiast ta sytuacja jest osadzona w bliskiej relacji, w której mamy kontakt i rozmawiamy, to daje nam to podstawę do tego, żeby te rozmowy po prostu dalej prowadzić i dowiedzieć się jak najwięcej. Prawdopodobnie jest też wtedy szansa na poznanie takiego partnera.
W sytuacji, kiedy bliskiej relacji nie ma, wydaje mi się, że to jest przede wszystkim zaproszenie do sprawdzenia, czy my jeszcze możemy coś zrobić, żeby tę relację z dzieckiem odbudowywać. Bo jeżeli nie mamy takiej relacji, w której córka przychodzi i nam o tym mówi, to nasz wpływ na jej życiowe wybory jest bardzo znikomy. Możemy robić awantury, stawiać zakazy, moralizować, ale skuteczność tego będzie żadna. A przede wszystkim nigdy się nie dowiemy, jaka jest naprawdę materia tej relacji, co się tam rzeczywiście dzieje.
Rolki
Zgadzam się, ale czy nie uważasz też, że sytuacja, w której nastolatka sama przyjdzie do rodzica i powie, że ma dużo starszego partnera, może być rzadkością?
Oczywiście byłoby dużą naiwnością sądzić, że to jest sytuacja powszechna, że taka siedemnastolatka przychodzi do rodzica i mówi o swoim związku ze starszym mężczyzną wprost. Jeżeli tak mówi, to prawdopodobnie jest to też rodzina, w której sam fakt rozmowy na taki temat nie stanowi aż tak dużego problemu. Natomiast tutaj chodzi raczej o coś innego. Jeżeli córka miała wcześniej inne relacje i jakoś o nich rozmawialiśmy, a nie było to obarczone ogromnym lękiem, ani nie było tematem tabu, to wydaje się, że pole do dyskusji na temat obecnego związku jest szersze.
Poza tym, jeżeli na przykład oglądałam z córką wiele filmów i w części z nich pojawiał się podobny wątek, a my rozmawiałyśmy: „Jak ty to widzisz?”, „Co o tym myślisz?”, to mamy już jakąś płaszczyznę porozumienia. Jest wtedy większa szansa, że czegokolwiek się dowiemy. Wydaje mi się, że taką nić porozumienia się po prostu buduje. A ponieważ ten temat jest trudny i kontrowersyjny, i myślę, że większość siedemnastolatek będzie tego świadoma, to zdecydowanie łatwiej będzie nawiązać jakikolwiek dialog w tej sprawie, jeśli mamy już wcześniejsze doświadczenie rozmów na niełatwe tematy.
Której ze stron taka relacja może więcej dać? Młodszej dziewczynie czy starszemu mężczyźnie?
To zależy od tego, jaka ta relacja jest. Jeżeli założymy, że mamy do czynienia z dwojgiem dojrzałych emocjonalnie ludzi, którzy są w stanie stworzyć dojrzały związek, to tylko wtedy można liczyć na to, że każda ze stron może wynieść coś dobrego. Bo jeśli spotykają się osoby niedojrzałe, to nie wiem czy wiele dobrego może z tego wyniknąć. I nie wiem też, czy zachodzi tu jakaś szczególna różnica między takim związkiem z dużą różnicą wieku, a jakimkolwiek innym związkiem. Przy czym to jest pytanie, czy 17-latka może być dojrzała, i czy 40-latek, wiążąc się z dziewczyną w tym wieku, spełnia kryteria dojrzałości. Zakładam, że jest różnie.
To może jednak rodziców nie powinien przerażać fakt, że ich córka ma starszego partnera?
Gdybym była matką takiej 17-latki, która weszła w relację ze starszym mężczyzną, to zadałabym sobie pytanie, co tak naprawdę przeraża mnie w takim związku? Być może w niektórych aspektach ten lęk nie wynika z realnego zagrożenia, tylko z wyobrażeń na temat takiej różnicy wieku. Związek z równolatkiem również może być destrukcyjny i wyniszczający. A może przeraża mnie to, że córka uprawia seks ze starszym mężczyzną? Ale może warto się zastanowić nad tym, że ten seks z 40-latkiem, który ma zupełnie inne umiejętności niż młody chłopak, będzie lepszy niż seks z równolatkiem? A może ten 40-latek będzie lepszy bo… się myje? Znam młode dziewczyny, które właśnie narzekają, że ich równolatkowie się nie myją i stanowi to dla nich duży problem.
Jeżeli czterdziestolatek wiąże się z siedemnastolatką, możemy z dużym prawdopodobieństwem założyć, że nie szuka głębokiego, dojrzałego, wieloletniego związku. Co nie znaczy, że chce tę osobę wykorzystać czy skrzywdzić.
Tak więc warto zrobić krok wstecz i spróbować zrozumieć co nas paraliżuje w tej myśli o związku naszego dziecka z kimś starszym. Czy przeraża mnie to, że jest tam jakiś rodzaj przymusu, presji, zależności albo coś bardzo niepokojącego? Jeśli tak, to wymaga to wdrożenia zupełnie innych narzędzi – mamy wtedy do czynienia z przestępstwem, i potrzebujemy chronić nasze dziecko. Ale jeżeli jest to lęk obyczajowy, to warto się zastanowić, o czym on właściwie jest. Skąd we mnie taki wstyd? Skąd poczucie, że to jest nie w porządku? O co tak naprawdę chodzi w tej obawie?
Czy miejsce poznania pary z dużą różnicą wieku ma znaczenie? Mam na myśli na przykład sytuację, w której 40-latek poznaje młodą dziewczynę przez internet na jakimś czacie, grając w gry. Czy to może być ten sam mężczyzna, który pozna tę samą dziewczynę w kawiarni?
Albo czy to będzie ten sam mężczyzna, który pozna w internecie 14-latkę i trochę wszystko mu jedno?
No właśnie.
Wydaje mi się, że miejsce i sposób poznania mogą mieć znaczenie. Tak samo jak kontekst, w którym ta relacja powstaje. Wyobrażam sobie dziesiątki miejsc, w których taka relacja może się zacząć, tak jak każda inna znajomość. Miejsca w internecie, gdzie się gra, mogą być dzisiaj naprawdę bardzo naturalną przestrzenią. 17-latek i 40-latek grający w taką samą grę nie są żadną egzotyką, tylko normą. To tak jak ten znajomy, o którym wspomniałam, ten który słucha takiej muzyki, jakiej słuchają bardzo młodzi ludzie. Jeśli więc ta granica między młodą dorosłością, a późniejszą dorosłością mocno się zaciera, to naprawdę spotkanie w internecie może być zupełnie naturalne. I musimy to oddzielić od sytuacji, kiedy ktoś szuka ofiar, czy to w klubie czy w internecie. Prawo jasno to reguluje, wskazując, co jest czarne a co białe, natomiast jest też mnóstwo szarości. Miałam taką pacjentkę, która będąc nastolatką w liceum, spotykała się ze starszymi mężczyznami. Do niczego nie dochodziło w sferze kontaktu fizycznego, bo zawsze spotykała się z nimi w miejscach publicznych, ale formułowała to mniej więcej tak: „On chce na mnie popatrzeć, okej. A za to funduje mi zakupy, na które idę z koleżankami”. No i pozostaje pytanie, co to właściwie jest? Z całą pewnością nie jest to dojrzała relacja.
Porozmawiajmy o sytuacjach tak zwanego “groomingu” w relacji z dużo starszym partnerem. Po czym poznać, że córka jest do czegoś zmuszana?
Jeśli córka nie mówi tego wprost, to trzeba wyłapać sygnały, które mogą wymagać dużej wnikliwości, bo nigdy nie będą jednoznaczne. Załóżmy, że wiemy już, że córka jest w relacji ze starszym mężczyzną i na przykład widzimy, że zaczyna mieć pieniądze z niejasnego źródła albo dostaje dużo prezentów. To jest to sygnał, że warto się temu przyjrzeć. Warto wtedy rozmawiać z córką o tym w taki sposób: „Słuchaj, rozumiem, że to jest fajne, że te prezenty cieszą. Rozumiem to. Tylko zastanów się, co to w tej relacji oznacza. Czy to nie jest forma pozyskiwania twojej sympatii, uwagi albo relacji z tobą?”. Warto po prostu uwrażliwiać córkę na to.
Natomiast kwestia samego zmuszania do bycia z kimś w relacji to już inna sprawa. Jeżeli ktoś jest ofiarą przemocy, bo zmuszanie do czynności seksualnej jest po prostu przemocą, to możemy się spodziewać, że w pewnym momencie będzie to po córce widać. Może pojawić się obniżenie nastroju, płaczliwość, izolowanie się. Tylko że to jest trudne do obserwowania, bo zakochanie u siedemnastolatki również może wyglądać w sposób intensywny i zmienny, a u nastolatków, jak wiadomo, jest to częste zjawisko. Warto też pamiętać, że bycie ofiarą przemocy nie zawsze od razu daje wyraźny sygnał na zewnątrz, że dzieje się coś złego. Odczyn zapalny nie pojawia się z dnia na dzień, tylko mija jakiś czas, zanim stanie się to widoczne. Jest to więc sytuacja potencjalnie niebezpieczna. Tylko żeby dochodziło do przemocy, różnica wieku wcale nie musi być tak duża.
Wróćmy jeszcze do rozmowy na temat takiego związku. Jak ona powinna wyglądać? Wyobrażam sobie, jakie to musi być trudne i jak łatwo można dać się ponieść emocjom.
To prawda i warto dać sobie czas do namysłu, jak do tego tematu podejść, bo rzeczywiście można spalić możliwość nawiązania kontaktu. Dlaczego warto zachować spokój i rozmawiać spokojnie? Dlatego, że jeżeli to jest relacja w miarę bezpieczna i niezagrażająca, to w spokojnej rozmowie możemy się tego dowiedzieć. A jeżeli to jest relacja nieprawidłowa, szkodliwa i nastolatka jakąś częścią siebie już to wie, to kiedy będziemy gwałtowni i impulsywni, znacznie trudniej będzie nam się o tym dowiedzieć, bo powstanie konflikt.
Na pewno warto z drugim rodzicem, jeśli jest obecny w życiu córki, wspólnie to przegadać i zastanowić się, jaką interwencję podjąć. Zachęcałabym też do tego, żeby powiedzieć wprost, co samemu się w związku z tym przeżywa. Na przykład: „Słyszę, że twój partner ma pięćdziesiąt lat. Nie ukrywam, że jest to dla mnie jakoś konfundujące, bo sama jestem w podobnym wieku i czuję się z tym niezręcznie. Potrzebujemy cię zrozumieć. Czy możesz coś więcej o tym powiedzieć?”.
Zachęcam też, żeby nie robić z tego jednej rozmowy, w której siadamy sobie, głęboko patrzymy w oczy i przez dwie godziny musimy wszystko ustalić. Możemy porozmawiać kwadrans. Jeżeli czujemy, że napięcie narasta, można powiedzieć: „Dobrze, przemyślimy to i jeszcze wrócimy do tematu”. Po jakimś czasie można wrócić i powiedzieć: „Wiesz co, rozmawialiśmy z tatą i zastanawiamy się, bo różnie bywa, czy ten mężczyzna jest z tobą po prostu bezinteresownie, bo się lubicie, czy na przykład daje ci jakieś fajne prezenty, które też są dla ciebie ważne?”. Warto próbować zrozumieć, jak wygląda ta relacja. Warto też sprawdzić, czy jest szansa, żeby tę osobę poznać. To zresztą jest sensowne w przypadku każdego chłopaka córki. Jeżeli podzielimy taką rozmowę na odcinki, jest większa szansa, że uda się zapanować nad emocjami. Zawsze można powiedzieć: „Słyszę, że nie chcesz teraz o tym rozmawiać. Zastanów się nad tym, my też się zastanowimy i wrócimy do tematu”.
Gdybym była matką takiej 17-latki, która weszła w relację ze starszym mężczyzną, to zadałabym sobie pytanie, co tak naprawdę przeraża mnie w takim związku? Być może w niektórych aspektach ten lęk nie wynika z realnego zagrożenia, tylko z wyobrażeń na temat takiej różnicy wieku. Związek z równolatkiem również może być destrukcyjny i wyniszczający.
Nie warto palić żadnych mostów. Warto cały czas stwarzać przestrzeń do dialogu: „Słuchaj, cokolwiek by się działo, gdybyś potrzebowała naszej rady albo pomocy, jesteśmy”. Jeśli cokolwiek złego się tam dzieje, ona prędzej nam o tym powie, jeśli nie będzie miała poczucia, że pierwszą reakcją rodziców będzie panika, awantura albo odrzucenie.
A co jeśli nasza córka nie chce nam przedstawić swojego starszego partnera albo on nie chce przyjść. Czy to są sygnały do niepokoju?
Rodzice mają do tego różny stosunek. Ja na przykład mam pięcioro dzieci, z czego czworo wchodzi już w ten obszar różnych relacyjnych rozkmin. I zasadniczo zawsze lubiłam wiedzieć, z kim moje dzieci się spotykają. Zachęcałam do tego, stwarzaliśmy taką możliwość. Dla wielu rodziców nie ma to jednak takiego znaczenia, nie są tym specjalnie zainteresowani. Jest też grupa rodziców, która nie robi z tego ani problemu, ani tematu, ich dzieci miały wiele relacji i żadna z tych osób nie pojawiła się na przykład w domu. I tak też bywa. Jeżeli natomiast do tej pory moje dzieci wiedziały, że ich partnerzy są u nas mile widziani, że mogą przyjść, porozmawiać i tak dalej, to czymś naturalnym będzie powiedzenie: „Słuchaj, to zaproś Krzyśka, niech przyjdzie do nas na kawę, pogadamy”. I wtedy zobaczymy, co się stanie. Jeżeli do tej pory zdarzało się, że partnerzy przychodzili i nie było z tym problemu, a tu nagle córka mówi: „Nie, wiesz, on nie przyjdzie”, to oczywiście może nas to zaniepokoić. Wtedy za jakiś czas warto powiedzieć: „Słuchaj, zastanawiam się nad tym. Tego chłopaka nam przedstawiłaś, tamtego też, a tutaj jest jakiś kłopot. O co chodzi? Czy to jest coś, co chcesz ukryć?”. Warto to po prostu nazywać. Można powiedzieć: „Jeżeli to jest w porządku człowiek i jego intencje są dobre, to nie ma problemu, żeby był naszym gościem. A jeżeli on ma złe intencje i na przykład ty czujesz się do czegoś przymuszona, to chcę ci powiedzieć, że to jest naprawdę niebezpieczne i dobrze byłoby, żebyśmy mogli o tym porozmawiać”. To znowu uruchamia pytanie o to, czy my jako rodzice jesteśmy w roli rodziców, czy abdykujemy z tej roli i stajemy się wyluzowanymi kumplami naszej córki, a potem nagle dostajemy wyrzutu przerażenia: „O Jezu, co tu się dzieje, on ma pięćdziesiąt lat?”. Pytanie brzmi, czy prowadzimy jakąś konsekwentną linię. A nawet jeśli jej nie prowadzimy, to może właśnie jest taki czas, kiedy trzeba w tę rolę rodziców wejść, zająć to miejsce i powiedzieć: „Chyba dzieje się tu coś dziwnego. Spotykasz się z dużo starszym mężczyzną i on nie może przyjść do nas się przedstawić? Czego on się boi?”.
A teraz pomyślmy o sytuacji odwrotnej, bo mówimy jak na razie tylko o młodych dziewczynach i dużo starszych mężczyznach. Czy to wszystko co powiedziałaś dotyczy również wariantu młodszy chłopak dużo starsza kobieta?
Pomyślałam sobie, że właściwie dobrze byłoby zostawić to pytanie otwarte, bo wydaje mi się bardzo ciekawe, jakie odpowiedzi mogą się tutaj pojawić. Na przykład mój kolega zapytał mnie, dlaczego będę z tobą rozmawiać tylko o młodych dziewczynach i starszych mężczyznach? Potem chwilę o tym rozmawialiśmy i on powiedział: „Bo może w drugą stronę to jest dla rodziców jakiś rodzaj powodu do dumy, szczególnie dla ojca”. To jest ciekawe. Myślę, że mamy takie poczucie, że kobiety częściej doświadczają krzywdzenia, także seksualnego. Nie znam w tej chwili konkretnych badań, szczerze mówiąc, można byłoby do nich sięgnąć, ale wydaje mi się, że te lęki koncentrują się właśnie wokół tego. Wydaje mi się, że lęk rodzica, zarówno matki, jak i ojca, jeśli jest zaangażowany i mądry, jest jednak lękiem przed pewnym rodzajem przekroczenia. Przed tym, że taka relacja prędzej czy później zacznie się przeradzać w jakiś rodzaj przymusu. Wiemy też, że z różnych powodów trudniej jest dokonać takiego przekroczenia w drugą stronę, czyli w stronę młodego chłopaka. Nie mówię tutaj o molestowaniu czy o subtelniejszych formach naruszania granic, tylko o bardzo poważnym nadużyciu. Zakładamy trochę, że chłopak bardziej się obroni, a siedemnastoletnia dziewczyna w relacji z dorosłym mężczyzną jest w innej sytuacji.
Myślę, że rodzice boją się głównie ciąży.
No tak, ale w ciążę córka może zajść też z równolatkiem.
Czy myślisz, że związki dużą różnicą wieku mają szansę przetrwać?
Powiem tak, ja chyba nie mam w sobie ani optymizmu, ani pesymizmu. Byłabym raczej po stronie realizmu. Pytanie o to, czy takie związki mają szansę przetrwać, jest dzisiaj przede wszystkim pytaniem socjokulturowym. Jak my dziś myślimy o związkach? Ile ten związek ma przetrwać? Czy jeśli przetrwa rok, to już będzie wystarczająco? A jeśli pięć lat? Patrzmy też na to, jak dzisiaj jako społeczeństwo myślimy o relacjach, na co w tych relacjach stawiamy. Nie ma dziś przymusu grania o długi, dojrzały, wieloletni związek, widzimy to, w pewnym uproszczeniu, chociażby po liczbie rozwodów. Nie mam poczucia, że to jest obecnie w centrum naszego zainteresowania jako społeczeństwa, aby młodzi ludzie tworzyli długotrwałe, stabilne, dojrzałe relacje. Nie chodzi mi o stan idealny czy upragniony, tylko o realny stan rzeczy. Jeżeli czterdziestolatek wiąże się z siedemnastolatką, możemy z dużym prawdopodobieństwem założyć, że nie szuka głębokiego, dojrzałego, wieloletniego związku. Co nie znaczy, że chce tę osobę wykorzystać czy skrzywdzić.
Potencjalne koszty związku z osobą dużo starszą i z równolatkiem mogą być takie same?
Wydaje mi się, że nadzieje pokładane w doroślejszym partnerze mogą być większe. Może działać taki schemat, że to jest ktoś mądrzejszy, kto będzie się raczej opiekował niż krzywdził. Albo że jest to osoba związana z jakąś rolą, na przykład jest nauczycielem, nie mówię, że musi być nauczycielem tej konkretnej osoby, ale na przykład wiemy, że wykonuje tego typu zawód. I to wtedy niesie ze sobą dodatkowy wymiar krzywdy. Tylko, tak jak mówię, musimy zachować balans. Tam, gdzie pojawia się ewidentne nadużycie, zawsze będzie krzywda. Natomiast jeśli jest to nadużycie ze strony osoby doroślejszej, wobec której oczekiwalibyśmy jednak wyższych standardów, to uważam, że może być ono bardziej dotkliwe. Może głębiej podważyć zaufanie do świata. Z kolei siedemnastolatkowi po prostu trochę więcej się wybacza, trochę więcej można złożyć na karb wieku.