„Siła mikrorelacji tkwi w lekkości kontaktu, bez wielkich oczekiwań i zobowiązań”. O wielkiej mocy „słabych więzi” mówi psycholożka Paulina Jęczmień
Sprzedawczyni z osiedlowego warzywniaka, sąsiad spotykany w windzie, właścicielka psa poznana podczas spaceru. Niektóre relacje trwają chwilę, inne ograniczają się do kilku zdań wymienianych regularnie przez lata. Właśnie te drobne codzienne kontakty mogą poprawiać nasze samopoczucie, dawać poczucie przynależności i przypominać, że nie jesteśmy sami. O tym, dlaczego „słabe więzi” wcale nie są słabe i czego dziś szukamy w relacjach z ludźmi, rozmawiamy z psycholożką Pauliną Jęczmień.
Małgorzata Germak, Hello Zdrowie: Czasem wystarczy kilka zdań wymienionych pod wspólnie polubionym filmem albo spacer jamnikowy, na którym zaprzyjaźniły się nasze psy, żeby poczuć z kimś więź. Czy łatwiej nam dziś poznawać ludzi niż kiedyś?
Paulina Jęczmień: Na pewno tak, choćby ze względu na cyfrowy styl życia i łatwą dostępność zarówno ludzi, jak i różnych społeczności. Wspomniała pani o grupach jamnikowych i to jest świetny przykład. Dziś istnieje mnóstwo miejsc, które zrzeszają osoby o podobnych zainteresowaniach czy wartościach. Mogę iść na jamnikówkę ze swoim jamnikiem albo wybrać konkretny warzywniak, bo wiem, że znajdę tam ekologiczne produkty i ludzi, którzy patrzą na świat podobnie jak ja.
Mamy większą możliwość wybierania przestrzeni, w których chcemy uczestniczyć. Ale nawet te zupełnie przypadkowe interakcje, jak spotkanie kogoś na spacerze czy rozmowa z nieznajomym, są dziś łatwiej dostępne. Jesteśmy bardziej mobilni, częściej podróżujemy, funkcjonujemy mniej sztywno niż kiedyś. Nasze życie nie wygląda już wyłącznie według schematu: praca od-do, dom i codzienna rutyna. Jest w nim więcej spontaniczności, a to sprzyja właśnie takim mikrorelacjom.
No właśnie, podczas naszej rozmowy będzie nam towarzyszyć pojęcie „mikrorelacji”. W socjologii mówi się o nich „weak ties”, czyli słabe więzi.
Tak, choć samo określenie „słabe więzi” jest trochę wartościujące – jakby były mniej ważne czy gorsze. A przecież wcale nie muszą takie być. Często okazują się bardzo potrzebne, wspierające i uzupełniające wobec naszych najbliższych relacji z osobą partnerską, rodziną czy przyjaciółmi.
Mikrorelacje potrafią być czymś w rodzaju mostu między różnymi światami. Od jednej osoby dowiemy się czegoś nowego, od drugiej złapiemy świeżą perspektywę, a od pani spotykanej codziennie z jamnikiem – jeszcze coś innego. One wyprowadzają nas poza własną bańkę.
Oczywiście możemy świadomie wybierać miejsca, w których spotykamy podobnych do siebie ludzi, ale równie dobrze możemy przypadkiem poznać kogoś z zupełnie innego świata. I właśnie wtedy nasze horyzonty zaczynają się poszerzać.
Czy taką mikrorelację w ogóle można już nazwać relacją? Kiedy zaczyna mieć dla nas realne znaczenie?
Znaczenie może mieć nawet bardzo krótka, przypadkowa interakcja, choćby ta romantyzowana rozmowa w pociągu z nieznajomym. Ale też codzienne, regularne kontakty: zamienienie kilku zdań z kimś, kogo pytamy: „Jak minęło popołudnie?” albo „Mam nadzieję, że jutro będzie lepsza pogoda”. Takie drobne interakcje budują w nas poczucie zakorzenienia i przynależności. Dzięki nim czujemy, że nie jesteśmy samotną wyspą. Zwłaszcza dziś, gdy wiele osób pracuje zdalnie i łatwo popaść w izolację. Dlatego powiedziałabym, że każda, nawet najmniejsza interakcja może z czasem przerodzić się w relację, jeśli pojawia się w niej choć odrobina regularności. Tak jak w osiedlowym warzywniaku, u pana sprzedającego zawsze w tym samym miejscu wiosną tulipany czy na ławce w parku podczas spacerów z psem.
Co sprawia, że takie relacje, choć krótkie i pozornie powierzchowne, potrafią być dla nas ważne?
Często wiąże się to z jakimś punktem wspólnym. To potrafi być ta sama pasja, jak choćby psy czy podróże. Czasem też zupełnie niespodziewanie okazuje się, że mamy podobne spojrzenie na świat albo podobne doświadczenia.
Nie muszą to być od razu bardzo głębokie rozmowy o życiu czy rodzinie. Mikrorelacje opierają się raczej na lekkim, codziennym kontakcie. Oczywiście z czasem mogą przerodzić się w coś bliższego, ale nie muszą. Już samo poczucie, że jest się częścią jakiejś społeczności i że ktoś nas zauważa, jest dla człowieka bardzo ważne.
Myślę też o takich drobnych sytuacjach: kiedy pani z warzywniaka pamięta, że co piątek kupuję ligole, a nie jonagoldy, albo gdy zapytam ją po tygodniu, czy wnuczka czuje się już lepiej, bo była przeziębiona. To są małe rzeczy, ale właśnie one budują poczucie bycia dostrzeżonym.
I chyba w tym tkwi siła mikrorelacji – w lekkości kontaktu, bez wielkich oczekiwań i zobowiązań. Taki rodzaj codziennej życzliwości naprawdę potrafi dobrze zrobić naszej psychice.
To też znajduje potwierdzenie w badaniach, które pokazują, że osoby mające szerszą sieć takich mikrowięzi częściej deklarują większe poczucie szczęścia. Czy to można wytłumaczyć właśnie poczuciem przynależności?
Tak, bo dzięki takim relacjom możemy „zapuszczać korzenie” w różnych miejscach życia. Nie tylko w domu czy pracy, ale też na spacerze, w osiedlowym sklepie albo u fryzjerki. A przecież fryzjerka często zna pół osiedla – to też jest pewnego rodzaju społeczność.
Kiedyś ludzie koncentrowali się wokół kościoła, wielopokoleniowych rodzin czy lokalnych wspólnot. Dziś to wygląda inaczej. Część osób funkcjonuje niemal wyłącznie online i nie zawsze po to, żeby szukać grup czy spotkań w realnym świecie, ale raczej po to, by zostać w tej cyfrowej rzeczywistości. Dlatego w takim świecie szczególnie ważne stają się nawet drobne interakcje. Jeśli ktoś nie ma możliwości, gotowości albo potrzeby budowania bardzo głębokich relacji, to takie codzienne kontakty również mogą pełnić ważną funkcję. Pozwalają rozładować napięcie zwykłym small talkiem, poprawić humor wymianą kilku zdań albo poczuć się zauważonym. I to naprawdę wzmacnia poczucie bycia częścią społeczeństwa.
Nie wszyscy jednak lubią small talk czy spontaniczne interakcje. Czy są osoby bardziej predysponowane do takich mikrorelacji?
Na pewno różnimy się temperamentem, osobowością i sposobem funkcjonowania. Osoby bardziej ekstrawertyczne zwykle z większą łatwością wchodzą w takie kontakty, ale to nie jest zero-jedynkowe. To nie działa tak, że ekstrawertyk odnajdzie się w każdej sytuacji społecznej, a introwertyk w żadnej. Wszyscy poruszamy się gdzieś na pewnym spektrum, czasem bardziej w stronę ludzi, a czasem bardziej ku sobie.
I oczywiście nie każdy musi lubić small talk. To też jest całkowicie w porządku. Jedni wolą mniej relacji, ale głębszych, inni więcej takich codziennych, lekkich i opartych bardziej na wspólnych czynnościach niż na głębokim przeżywaniu emocji.
Zarówno relacje bliskie, jak i te bardziej casualowe tworzą naszą sieć wsparcia społecznego. I może się okazać, że dla jednej osoby bardziej wzmacniające będzie powiedzenie pani Mai z warzywniaka: „Dziś jest mi trochę smutno”, usłyszenie od niej: „Oj, mam nadzieję, że jutro będzie lepiej”. Dla kogoś innego taka rozmowa będzie niewystarczająca, bo będzie potrzebował głębszego wejścia w temat, analizy czy większej emocjonalnej bliskości. I jedno, i drugie jest okej. Nie ma jednego przepisu na relacje, który działałby dla wszystkich.
”Taki rodzaj codziennej życzliwości naprawdę potrafi dobrze zrobić naszej psychice”
Jaką rolę odgrywają media społecznościowe i tempo życia w budowaniu takich mikrorelacji?
Mikrorelacje internetowe oczywiście też istnieją. Natomiast sieć nie zawsze sprzyja bezpośredniemu kontaktowi. Bo przecież nie z każdą osobą poznaną online umówię się od razu na spacer – to już wiąże się z pewnym zobowiązaniem, oczekiwaniem. A mikrorelacje opierają się właśnie na braku presji i wymagań. Jedynym oczekiwaniem wobec pani Mai z warzywniaka jest na przykład to, że sklep będzie otwarty. A jeśli akurat będzie zamknięty, to nie poczuję się odrzucona. Natomiast gdyby bliska koleżanka nie przyszła na umówione spotkanie, byłoby mi już zwyczajnie przykro.
Internetowe mikrorelacje mają więc swoje miejsce i dla niektórych osób mogą być jedyną możliwą formą kontaktu, bo relacje offline bywają zbyt intensywne albo wymagające. Jednocześnie widzę ogromną wartość w kontaktach na żywo. I myślę, że internet jest świetnym narzędziem właśnie wtedy, kiedy pomaga nam znaleźć ludzi czy miejsca, z którymi możemy poczuć wspólnotę. Możemy dzięki niemu trafić na wspomnianą grupę właścicieli jamników z naszej dzielnicy albo znaleźć sklep ze zdrową żywnością i spotkać osoby o podobnych zainteresowaniach. W tym sensie internet może wspierać relacje. Problem pojawia się wtedy, gdy ograniczamy się wyłącznie do niego.
Czy potrzeba bliskości może być w jakiś sposób zaspokajana przez takie mikrorelacje?
Psychologia bardzo wyraźnie pokazuje, jak ważne są bezpieczne więzi. Mamy teorię przywiązania, która mówi o tym, że to właśnie bliskie relacje: z rodzicami, rodziną czy partnerami, stają się matrycą dla naszych późniejszych więzi. I rzeczywiście, dobrze jest mieć w życiu takie głębokie, bezpieczne relacje. Ale nie każda relacja musi być aż tak bliska i intensywna. Mikrorelacje zaspokajają po prostu inne potrzeby.
Pani z warzywniaka nie da mi poczucia bezpieczeństwa w takim sensie, w jakim daje je bliska osoba. Jeśli przeniesie sklep na inne osiedle, zrobi mi się smutno, ale to nie zachwieje moim światem, o ile mam w życiu inne bezpieczne więzi.
Co jeszcze mogą nam dawać mikrorelacje?
Mówiłam o tym, że poszerzają nam perspektywę, że kontakt z kimś, kto ma odmienny styl życia, potrafi bardzo otworzyć głowę. Mamy też lekkość – w mikrorelacjach nie ma presji ani zobowiązań. Często to właśnie ludzie, po których najmniej byśmy się tego spodziewali, sprawiają, że czujemy się szczęśliwsi – może właśnie dlatego, że nie mamy wobec nich ogromnych oczekiwań. Bardzo ważne jest również wspomniane poczucie bycia dostrzeżonym.
Warto podkreślić jeszcze aspekt przynależności. Wiem, że dziś modne bywa mówienie: „Nie lubię ludzi”, ale prawda jest taka, że jesteśmy istotami społecznymi. Człowiek nie jest stworzony do życia w całkowitej samotności. Oczywiście niektórzy lepiej odnajdują się w większym dystansie, ale większość z nas funkcjonuje jednak wśród ludzi. Dlatego zwykłe „cześć”, uśmiech czy krótkie pytanie: „Jak się czujesz?” potrafią mieć ogromną wartość. Jako ludzie mamy zdolność odzwierciedlania emocji drugiej osoby, kiedy ktoś się do nas uśmiecha, często sami zaczynamy czuć się lepiej. I to jest bardzo więziotwórcze.
Bywa też, że mikrorelacje z czasem przeradzają się w coś głębszego. Mogą stać się bliskimi, bezpiecznymi relacjami albo takimi, o których wiemy, że w razie potrzeby możemy na nich polegać. Że jeśli wydarzy się coś trudnego, mogę do tej osoby zadzwonić albo napisać.
”Mikrorelacje same w sobie nie są czymś złym ani powierzchownym. Wszystko zależy od tego, czy są dodatkiem do naszego życia społecznego, czy próbują zastąpić wszystkie inne więzi”
Czy takie mikrorelacje są domeną młodszych pokoleń?
Nie wiązałabym tego bezpośrednio z wiekiem. Wystarczy spojrzeć choćby na sytuacje w przychodniach lekarskich – starsze osoby często zagadują innych, wchodzą w spontaniczne interakcje. Kiedy idę z dzieckiem do lekarza, niemal zawsze ktoś zaczyna rozmowę. Myślę więc, że to bardziej kwestia osobowości i stylu życia niż wieku.
Ogromne znaczenie ma też to, jak wygląda nasza codzienność. Jeśli ktoś funkcjonuje według bardzo sztywnego harmonogramu, np. praca w określonych godzinach, potem obowiązki domowe czy niepodzielna opieka nad dzieckiem, to naturalnie trudniej o spontaniczne mikrorelacje.
A czy przypadkiem nie jest czasem tak, że mikrorelacje bywają formą ucieczki przed głębszą bliskością?
Tak, czasem może się tak zdarzyć. Przy unikowym albo lękowym stylu przywiązania relacje, które nie wymagają dużego zaangażowania emocjonalnego, mogą wydawać się po prostu bezpieczniejsze i wygodniejsze. Nie muszę się za bardzo zbliżać, dużo od siebie dawać, ale też niewiele ryzykuję.
Takie mikrorelacje mogą więc dla części osób stać się sposobem funkcjonowania „na dystans”, realizowania potrzeby kontaktu z ludźmi, ale bez wchodzenia głębiej w bliskość.
Nie chciałabym jednak tego generalizować, bo serdeczne, codzienne interakcje są obecne również u osób, które mają bardzo dobre, głębokie relacje rodzinne czy partnerskie. Mikrorelacje same w sobie nie są czymś złym ani powierzchownym. Wszystko zależy od tego, czy są dodatkiem do naszego życia społecznego, czy próbują zastąpić wszystkie inne więzi.
Jak budować takie relacje? Jak się na nie otwierać?
Bardzo małymi krokami. Czasem pierwszym jest już samo wejście do piekarni czy kawiarni i powiedzenie „dzień dobry” z uśmiechem. Można przecież wejść, powiedzieć tylko: „Poproszę dwa chleby żytnie” i wyjść, ale można też spojrzeć drugiej osobie w oczy, uśmiechnąć się i życzyć miłego dnia. Potem można przejść na proste, bezpieczne tematy, jak pogoda czy jakieś aktualne wydarzenie. My, Polacy, bardzo lubimy wspólnie ponarzekać, więc to często staje się naturalnym początkiem rozmowy.
Najważniejsze w tym wszystkim, to odłożyć na chwilę telefon, spojrzeć na drugiego człowieka i spróbować go zauważyć. Zagadnąć sąsiada w windzie, odwzajemnić uśmiech osoby spotkanej na spacerze. Czasem może się okazać, że po takim krótkim small talku wychodzimy z dużo lepszym nastrojem.
A jeśli wokół nas już istnieją jakieś drobne relacje, warto je pielęgnować. Być bardziej obecnym, uważnym, słuchać drugiej osoby i okazywać zainteresowanie. Nie trzeba od razu opowiadać o całym swoim życiu – zaufanie buduje się stopniowo, przez małe doświadczenia i codzienną autentyczność.
I warto pamiętać jeszcze o jednej rzeczy: nawet jeśli mamy wokół siebie wiele mikrorelacji, dobrze jest mieć też chociaż jedną naprawdę bliską i bezpieczną więź. Taką, którą pielęgnujemy i w której możemy poczuć się naprawdę jak u siebie.
Paulina Jęczmień – psycholożka, seksuolożka, psychoterapeutka. Ukończyła psychologię na Uniwersytecie Wrocławskim, studia podyplomowe z zakresu seksuologii na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, a także kurs psychoterapii w Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego akredytowany przez Polskie Towarzystwo Psychiatryczne, którego jest członkinią, podobnie jak Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego. Pracuje w Gabinecie Psychoterapii „TUŻ OBOK” – psychoterapia-paulinajeczmien.pl.
Polecamy
„Nie chodzi o to, ile mamy pieniędzy, ale jak się z nimi czujemy wśród ludzi” – o wstydzie ekonomicznym mówi psycholożka Bianca-Beata Kotoro
21:58 min
Dobry związek w trybie przetrwania. Jak poznać, czy warto o niego walczyć, mówi Jagoda Bzowy
To nie kryzys w związku, to wiosna. „Biologia obniża próg cierpliwości”
„Gdy sprzątanie staje się podstawową strategią regulacji emocji”. Gdzie przebiega granica między zdrową potrzebą porządku a manią sprzątania?
się ten artykuł?