Go to content

Nie wchodź za bardzo w rolę

Nie wchodź za bardzo w rolę

Ilustracja: shutterstock

Generalnie jako ludzie mamy tendencję do tego, żeby nasza jedna życiowa rola determinowała niemal w całości nasze zachowanie. – Rozmawiałem z wieloma menedżerami i dyrektorami firm, którzy nie potrafią poradzić sobie z tym, że członkowie ich rodziny traktują ich inaczej niż współpracownicy – mówi Robert Zaborowski, psycholog. Inaczej, czyli jak? – Chodziło im o to, że dzieci czy współmałżonkowie przerywają im w pół zdania, lekceważą ich, krytykują czy nawet okazują im mniej szacunku niż podwładni w pracy – dodaje. Menedżerowie mają z tym kłopot, bo zbyt mocno utożsamiają się z jedną ze swoich ról. W tym przypadku jest to rola zawodowa. Zdarzają się też sytuacje odwrotne.

Udostępnij
Przeczytasz w 5 min

„Jestem przecież matką”, „Jestem kierownikiem”, „Jestem reprezentantem tej firmy”. Bardzo często takimi zdaniami tłumaczymy swoje zachowanie. Może jednak nie warto za bardzo się skupiać na swojej roli?

– Znam kobietę, która w pewnym momencie życia mimo bardzo dobrego wykształcenia zrezygnowała z pracy zawodowej. Zaczęła prowadzić dom i opiekować się dziećmi, rewelacyjnie sprawdzając się w roli mamy – mówi Robert Zaborowski. – Niestety, rola o nazwie „matka” przesłoniła jej świat. Od tamtej pory, gdy ta kobieta miała ochotę wybrać się na maraton zumby, tłumaczyła sobie, że przecież ma dzieci i popołudnia powinna spędzać w domu. Podobnie było, gdy pojawiała się propozycja spotkaniami z koleżankami czy wyjścia do teatru. Wszystkie te aktywności kiedyś bardzo lubiła – opisuje psycholog. Skupienie się na jednej z ról sprawiło, że przestała zadawać sobie pytania typu: „Co daje mi przyjemność?”, „Co sprawi, że zrobię krok do przodu i uda mi się rozwinąć?”, „Co jest moim marzeniem?”. Zaczęła patrzeć na swoje życie przez pryzmat kolejnych zadań, jakie ma do wykonania. Wszystkie te zadania wywodziły się z jednej roli – roli mamy.

– Do tego dochodzi fakt, że gdy za bardzo skupiamy się na naszych rolach rodzinno-domowych, takich jak „odpowiedzialny ojciec”, „oddana żona” czy „dobra córka”, frustrację może w nas budzić to, że rodzina traktuje nas inaczej niż znajomi czy koledzy z pracy. Inaczej niż nasi podwładni czy szef. Rodzina zna nasze najsłabsze i najmocniejsze strony. Od dzieci rodzice często się dowiadują, że są w czymś słabi – komentuje psycholog. – Powody są proste: w rodzinie słabiej się kontrolujemy, bo dużo mniej mamy do stracenia – dodaje.

Logika stosowności czy logika konsekwencji?

W psychologii często używany jest podział na logikę stosowności i logikę konsekwencji. Ta pierwsza pojawia się, gdy decyzje podejmujemy na podstawie tego, co wypada nam zrobić. Czego oczekują od nas inni. Co pasuje do roli, w jakiej w tym momencie jesteśmy. Przykład? Wymagający szef, który nie wychodzi na parkiet w czasie imprezy integracyjnej, bo boi się, że straci w ten sposób szacunek swoich podwładnych. Z drugiej strony jest logika konsekwencji, w której chociaż na chwilę odrywamy się od swojej roli i podejmując decyzję, bierzemy pod uwagę, jakie efekty ta decyzja przyniesie nam w dalszej perspektywie. Czy nauczymy się czegoś nowego, przydatnego w innych rolach niż ta, którą obecnie odgrywamy? Czy wynikną z niej jakiekolwiek korzyści? Do czego jeszcze nas zaprowadzi taka decyzja? Ten drugi sposób zachęca do wykonywania kolejnych kroków z większym namysłem i spokojem. I jednocześnie z mniejszą impulsywnością. Jest coś jeszcze: gdy nie identyfikujemy się zbyt mocno ze swoją rolą, łatwiej nam przyznać się do własnych słabości i…

…przyznać się do błędów!

– Z większością ról społecznych wiąże się silny ładunek emocjonalny – mówi Robert Zaborowski. – Ktoś, kto nazwany zostanie odpowiedzialnym ojcem, ma pokusę, żeby być wzorem dla swoich dzieci. Ktoś inny, kto dostał nagrodę w pracy za świetne wykonywanie obowiązków, zaczyna panicznie bać się porażki i sytuacji, w której popełni błąd – przekonuje psycholog. Właśnie wtedy nabranie dystansu do swojej roli może się przydać. – Chodzi o potoczne „odpuszczenie sobie” – podpowiada Zaborowski. Chodzi o to, żeby umieć przyznać się do błędu, gorszego nastroju czy zwyczajnie dać innym wygrać w dyskusji. I uświadomić sobie, że czyjaś wygrana w tej dyskusji nie musi oznaczać naszej przegranej.

– Rozmawiałem z mężczyzną, który często od swojej partnerki słyszał, że nie spędzają razem ze sobą czasu. Że za rzadko wychodzą do kina, na spacer czy do restauracji. Doradziłem mu, żeby przestał szukać kontrargumentów w rodzaju „Przecież dwa tygodnie temu byliśmy na randce” i skończył z trzymaniem się za wszelką cenę roli zaangażowanego partnera – mówi psycholog. – Zachęciłem go, żeby zamiast tego zapewniał swoją dziewczynę co do uczuć, jakie wobec niej żywi, i któregoś razu zwyczajnie obiecał, że zwróci na wspólne wyjścia większą uwagę. Uniknął dzięki temu tłumaczenia się i formułowania olbrzymich obietnic, które musi spełnić. Pomyślał o konsekwencjach, a nie o impulsywnym sprzeczaniu się i bronieniu swojego zdania – dodaje Zaborowski.

O człowieku wielu ról mówi się homo sociologicus. Żyjemy w świecie, w którym każdego dnia odgrywamy dziesiątki ról: zawodowych, rodzinnych, towarzyskich. Wszystkie one wiążą się ze zobowiązaniami wobec innych. Może czasem warto odpuścić i nie rozmyślać zbyt mocno o tym, czy to, co robimy, pasuje do wizerunku dobrego pracownika lub troskliwego małżonka? I zrobić to, co może przynieść coś fajnego: i nam, i osobom dookoła nas.

Rolki



Powiązane tematy: