Więcej nie zawsze znaczy lepiej?
Niemieccy naukowcy zbadali, w jaki sposób rozbieżność pomiędzy pierwotnymi założeniami dotyczącymi planów rozrodczych wpływa na takie aspekty, jak: satysfakcja z życia, zadowolenie z życia rodzinnego, zadowolenie z pracy czy równowaga emocjonalna. Badacze obliczyli też, jaki jest wskaźnik równowagi emocjonalnej u uczestników badania.
„Pomimo niezliczonej liczby badań badających związek między rodzicielstwem a dobrostanem, niewielu brało pod uwagę pragnienia dotyczące płodności lub to, jak pokrywają się ze sobą pożądana i rzeczywista liczba dzieci. Niniejsze badanie (…) ma na celu wypełnienie tej luki” – piszą jego autorzy.
Aby to sprawdzić, przebadali niemal 24 tys. osób w wieku od 18 do 100 lat, mieszkających w Niemczech. Uczestnicy wskazywali swoją wymarzoną liczbę potomstwa, którą następnie porównywano z rzeczywistą liczbą biologicznych dzieci. Na podstawie udzielonych odpowiedzi osoby biorące udział w badaniu podzielono na pięć grup:
- rodzice spełnieni, którzy osiągnęli swój cel;
- rodzice niespełnieni, którzy chcieli mieć więcej dzieci;
- rodzice „przepełnieni”, którzy mieli więcej dzieci, niż początkowo chcieli;
- osoby bezdzietne wbrew swojej woli;
- osoby bezdzietne z wyboru.
Rolki
Rzeczywistość kontra idealna wizja
Analiza zgromadzonych danych doprowadziła do wniosków, które dla wielu osób mogą być zaskakujące. Grupą, która deklarowała niższe poczucie dobrostanu we wszystkich mierzonych obszarach, była ta, w której rodzice doczekali się większej liczby dzieci niż zakładali. Osoby takie charakteryzowały się zazwyczaj niższym ogólnym zadowoleniem z życia, a także z życia rodzinnego oraz mniejszą równowagą emocjonalną. Co istotne, tendencja ta utrzymywała się również po uwzględnieniu różnic indywidualnych, takich jak dochody, zatrudnienie czy status związku.
A co z osobami bezdzietnymi? Wszak brak dzieci wciąż według opinii wielu osób wiąże się z mniejszym poziomem szczęścia. Tymczasem Laura Buchinger, główna autorka badania, wraz z współpracownikami sugeruje, że teza ta jest nieprawdziwa.
„Co ważne, brak dzieci – niezależnie od tego, czy z wyboru, czy z powodu okoliczności, nie wiązał się z niższym dobrostanem (tj. zadowoleniem z życia, zadowoleniem z życia rodzinnego, zadowoleniem z pracy i dobrostanem emocjonalnym) – mówi Buchinger, i dodaje, że w niektórych analizach bezdzietność wiązała się nawet z nieco wyższym dobrostanem.
Kolejny ciekawy wniosek z jej badania to ten, że osoby, którym nie udało się osiągnąć celu dotyczącego liczebności rodziny, deklarowały podobny poziom zadowolenia jak te, które zrealizowały pierwotne założenia.
Badacze przeanalizowali też deklarowaną i posiadaną liczbę dzieci pod kątem wieku uczestników badania.
„Kluczowym odkryciem jest to, że dla wielu młodych i dorosłych w średnim wieku liczba dzieci, jakiej pragną, jest wyższa niż liczba dzieci, którą faktycznie mają” – mówi w rozmowie z portalem Psypost Laura Buchinger. „Tylko wśród osób dorosłych w wieku 75 lat i starszych pożądana płodność zazwyczaj pokrywa się z płodnością osiągniętą” – dodaje.
Choć badanie może być istotne z punktu widzenia dyskusji nad zależnością pomiędzy poziomem szczęścia a posiadaniem dzieci, to jak podkreślają jego autorzy, nie udowadnia ono związku przyczynowo-skutkowego. Zostało ono bowiem przeprowadzone raz i nie było powtarzane, a zadowolenie z życia jego uczestników mogło ulec zmianie, w zależności od tego, na jakim etapie życia się znajdują. Nie wiadomo zatem, czy rozbieżność pomiędzy planami prokreacyjnymi a rzeczywistą liczbą dzieci obniża dobrostan, czy też jest inaczej: gorsze samopoczucie wpływa na ocenę wcześniejszych decyzji.
Źródła: