Przejdź do treści

„Warto jest ogrzewać chłód, aby samemu nie tracić ciepła. Czyli dawać z siebie, aby pozostać człowiekiem”

Zdjęcie: archiwum prywatne
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Raven Saunders
Raven Saunders w niezwykłym geście na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio wsparła wszystkie mniejszości
Simone Biles rezygnuje z igrzysk w trosce o swoje zdrowie psychiczne
Simone Biles postawiła na pierwszym miejscu zdrowie psychiczne. Sponsorzy olimpijscy i fani popierają jej decyzję
MZS odradza wyjazd do popularnych wakacyjnych kierunków
Popularne kierunki wakacyjne uznane za obszary wysokiego ryzyka epidemicznego. MSZ i ECDC odradzają podróżowanie w te lokalizacje
Kiełki słonecznika – właściwości, wartości odżywcze, hodowla
Wentworth Miller
Wentworth Miller, gwiazdor „Skazanego na śmierć”, wyznał, że ma autyzm. „Ma to kluczowe znaczenie dla tego, kim jestem”

Ola żyje w dwóch światach. W Polsce, gdzie jest pediatrą i wychowuje dwójkę własnych dzieci, i w Afryce, gdzie w sierocińcu pomaga ponad 200 „obcym”. W obu miejscach czuje się jak w domu. Na jedną z misji zabrała swoją nastoletnią córkę. –  Jeśli ma się stać coś złego, to zdarzy się wszędzie. Dobrze jest pomagać. I dać sobie pomóc – mówi. Bo kto komu jest bardziej potrzebny: Ola misji czy misja Oli, to wcale nie jest takie oczywiste.

Ewa Kaleta: Jak się zostaje misjonarką?

Ola: Bardzo spontanicznie i niespodziewanie. Przynajmniej ja tak zostałam. Nie było w moim życiu takiego planu, żeby jechać do Afryki leczyć dzieci. Zaczęło się od tego, że przeprowadziłam się z Wrocławia do Warszawy i zaczęłam pracę w przychodni. Któregoś dnia wchodząc do pokoju socjalnego zobaczyłam przyklejoną do ściany kartkę. Było na niej napisane, że poszukiwany jest pediatra, który chciałby pomóc w sierocińcu prowadzonym przez polskie siostry zakonne. Sierociniec jest w Afryce w Zambii w miejscowości Kasisi.

Ta kartka po prostu do mnie przemówiła – tylko tak mogę to nazwać. Poczułam, że chcę tam jechać. Nigdy wcześniej nie myślałam o misjach, ale chciałam zawsze pomagać dzieciom. To wszystko. Za bardzo się nad tym nie zastanawiałam, po prostu poczułam, że muszę tam jechać. Miałam 36 lat, miałam już specjalizację, byłam pediatrą alergologiem, miałam dwoje swoich dzieci. Córka miała 10 lat a syn 6.

Co na to twoja rodzina, znajomi?

Rodzice się bali, pytali, po co mi to, dlaczego nagle podejmuję takie decyzje, o co mi chodzi. Bali się o mnie, że coś mi się stanie, że to niebezpieczne. Z dziećmi zawsze jestem szczera i mówiliśmy otwarcie o wyjeździe. Wyjazdy były krótkie, 6 tygodni. Wiedziałam, że damy radę i to przetrwamy. Codziennie na telefonach, esemesach.

 

Do Kasisi pojechałam 3 razy. Moim dzieciom zdarzało się bać o mnie, ale tłumaczyłam im, że nic mi nie grozi. Zresztą, córka na trzecią misję pojechała ze mną. Miała 15 lat, były akurat ferie, pojechałyśmy na miesiąc, więc zarwała 2 tygodnie szkoły. Dostałam od sióstr otwarte zaproszenie dla całej rodziny. Córka bawiła się z dzieciakami cały czas, spotykałyśmy się tylko na stołówce podczas posiłków. Wcale nie chciała być lekarzem. Chciała się opiekować dzieciakami, poznać je.

Pewnie słyszysz to pytanie często: nie bałaś się?

Bałam za pierwszym razem, ale wszystko minęło, kiedy wylądowałam na miejscu. Poczułam to ciepłe wilgotne powietrze. Takie przytulne. Poczułam się u siebie. Na swoim miejscu. Lęki minęły. Jak jechałam gruntową drogą przez busz dwie godziny, to byłam zdziwiona, ale nie było we mnie lęku. Do najbliższego miasta z Kasisi jedzie się godzinę. Najbliższy szpital jest w stolicy. Trudno o pomoc medyczną. Ale kiedy już się tam jest, nie patrzy się na to tak, jak tu. Tu to budzi lęk, a tam działasz w zastanej rzeczywistości, jesteś tu i teraz.

Jakie były trudności? Co cię przerosło na miejscu?

Nie można było ot tak wyjść sobie samemu z sierocińca wieczorem. Bo mogło zaatakować dzikie zwierzę. Obok były krokodyle, węże. Raz miałam spotkanie z kobrą. Zdarzało mi się czuć się trochę zamkniętą przez to, ograniczoną. Mogłam się przejść po wiosce, ale niezbyt daleko. Było fajnie, ale jednak teren i możliwości były bardzo ograniczone. Kiedy siostry to jakoś we mnie zauważały, to brały mnie na kawę do miasta. I to mi pomagało. Poznałam tam jedną siostrę, która ma ponad 90 lat, w sierocińcu jest od 40 i mówiła mi, że nie znosi monotonii. W związku z tym ciągle przemeblowuje na różne sposoby swój pokój.

Zdjęcie: archiwum prywatne

Poza tym dostałam tyle ciepła i miłości od dzieciaków na miejscu, że to przesłania wszystko inne. Lęki znikają. I to nie na zasadzie wdzięczności, że się do nich przyjechało i że się pomaga, tylko na zasadzie przyjaźni i czułości. Kiedy wsiadam do samolotu w drodze powrotnej, to już zaczynam tęsknić za nimi. Potem z czasem tęsknię mniej, wdrażam się w swoje życie w Polsce. Ale myślę o nich, dzwonię, zastanawiam się, co u nich słychać. Te momenty po powrocie są najtrudniejsze. I nie ma tu tego powietrza, mojej ulubionej ciepłej wilgoci.

Jak wyglądała twoja codzienność w sierocińcu?

Miałam mały pokój, który pełnił rolę przychodni. Codziennie miałam około 30 pacjentów, tak jak w szpitalu. W samym sierocińcu było od 200 do 300 dzieci. Doświadczyłam nowych rzeczy. Pamiętam, jak się stresowałam, jak ja sobie poradzę z diagnostyką na ciemnej skórze. I fakt, trudniej rozpoznać wysypkę, gorzej widać naczynia. 25 proc. dzieci było zarażone HIV. Chorowały na choroby, o których czytałam tylko w książkach, jak malaria. Leczyłam gruźlicę, z którą nie spotkałam się wcześniej, pracując na oddziale alergologicznym. A poza tym codzienność, małe wypadki, kaszel, ospa, rozcięta głowa do opatrzenia.

 

Poznałam też zupełnie inną kulturę i to też wyposaża, dziewczynki są osobno i chłopcy osobno, nie używają sztućców, je się rękami. Są tu i teraz, trudniej z planowaniem i przewidywaniem przyszłości. Poczułam to mocno, kiedy pojechałam na inną, czwartą z kolei misję, do Etiopii. Pojechałam ze sprzętem medycznym uczyć personel i docierać do małych miejscowości. Różnice kulturowe były bardzo wyraźne. Nie do końca miałam pewność, że będą chcieli korzystać ze sprzętu. Nie chodziło o brak zaufania do nas, tylko inne postrzeganie świata. Jeśli dziś sprzęt nie jest im potrzebny, to trudno im zrozumieć, że może przyjść taki dzień, że uratuje im życie. Ale to był zupełnie inny wyjazd, ukierunkowany na opiekę nad matkami i opieką okołoporodową.

Zdjęcie: archiwum prywatne

Tam pojawiły się w mojej głowie znaki zapytania, czy mamy prawo zmieniać ich mentalność, czy mam prawo wymagać, aby zaczęli myśleć inaczej. Czy muszą się dostosowywać do nas, nawet jeśli chcemy im pomóc i mamy jak najlepsze intencje. Niektórzy zastanawiają się, czy w ogóle misje w Afryce są potrzebne. I nadchodzi taki moment, kiedy chyba każdy o tym myśli. Ale ja pomyślałam, że jeśli mogę, to pomogę, jeśli gdzieś jestem potrzebna, to po protu tam pojadę i zrobię to, co mogę. Nie zastanawiam się, czy to Afryka, czy Polska.

Najtrudniejszy przypadek, z jakim mierzyłaś się na misji?

Dziewczynka, która miała wstrząs. Zaczynała się sepsa, była zupełnie zdana na mnie. W sierocińcu nie było karetki. Zresztą, nie byłaby w stanie jechać nawet, gdyby karetka była. Byłam tam jedynym lekarzem. Było zagrożenie życia. Miała HIV, drgawki, wysoką gorączkę. Wcześniej dwa razy przeszła gruźlicę. I udało się, przeżyła. To było medyczne wyzwanie. Ja jestem wierzącą osobą i mam w sobie przekonanie, że jest tak, jak miało być. Miałam tam być, miałam pomóc, udało się.

 

Ale nie miałam poczucia, że jestem im niezbędna. Oni sobie dają radę doskonale beze mnie. Nie czuję się niezastąpiona. Akurat wtedy miałam tam być. Ale niezbędni to oni są mnie. Trudno mi to nazwać słowami. Łączy mnie z sierocińcem wieź trudna do nazwania, szczególnie kiedy jestem tu.

Mówisz o misji jak o wolontariacie. To znaczy, że jadąc tam, nie zarabiasz pieniędzy?

Robię to za darmo. Kiedy jestem na miejscu, dostaję jedzenie i pokój na koszt sierocińca. Ale nie zarabiam na misjach.

Sierociniec w Afryce. To symbol największego braku, największych deficytów.

Misje nadają życiu sens. Czuję się człowiekiem, pełnym człowiekiem. Mam poczucie, że wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni, że ludzie w pewnym sensie są tacy sami. Czuję się dobrze. Zastanawiam się, co mogę zrobić, żeby było jeszcze fajniej.

Kiedy patrzę na moją córkę, widzę, ile misje mogą dać. Jest pewna siebie, ma szersze horyzonty. No i jest w niej chęć niesienia pomocy, kiedy to jest potrzebne. Dziś przeczytałam takie zdanie, że warto jest ogrzewać chłód, aby samemu nie tracić ciepła. Czyli dawać z siebie, aby pozostać człowiekiem.

Nie obawiałaś się wypalenia? Patrzenia na cierpienie?

Dzieci w sierocińcu mają lepiej niż dzieci, które są na ulicy. A takie w Zambii też są, żyją w skrajnym ubóstwie, są bezdomne. W sierocińcu mają szansę, szczególnie że cała edukacja i praca sióstr skupia się na tym, żeby dzieci zostały na miejscu i zmieniały świat tam, nie skupiają się na tym, żeby znaleźć im domy poza Afryką

 

stół świąteczny

Poza tym kiedy spotykasz kogoś, komu możesz pomóc, to też od niego coś dostajesz. Misje nazwałabym taką wymianą. Między dziećmi a mną. Między siostrami a mną. Bardzo trudno jest ocenić, kto komu pomaga bardziej. Zupełnie inaczej mówi się o tym albo myśli, a inaczej się tego doświadcza. Wypalenia i zobojętnienia bałam się już na studiach, myślałam, że jak będę obcować dużo z cierpieniem, to mnie to zmieni na gorsze, stracę empatię. Ale kiedy jestem potrzebna, po prostu działam zadaniowo.

Planujesz już kolejną misję?

Tak, dostałam zaproszenie na misje jesienią na Wybrzeże Kości Słoniowej. Córka też chciała jechać, ale już wtedy zacznie się szkoła, więc niestety tym razem pojadę sama.

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy:

Zainteresują cię również:

dziewczyna z psem

„Żeby pieniądze nie służyły kupowaniu spokoju sumienia”. Bartek Gardoliński o tym, czy można źle pomagać

Marina Hulia z podopiecznymi / fot. Marta Rybicka

Marina ma umiejętność włączania w pomoc także tych, co nic nie mają. „Nawet nie posiadając wiele, zawsze masz coś, czym możesz się z innymi podzielić”

Mężczyzna sprząta łazienkę

Joanna Keszka: protest tekst na święta, czyli dlaczego nie znoszę „pomagania w domu”

Pokazaliśmy, że potrafimy radzić sobie w trudnych sytuacjach i wspierać się nawzajem – mówi Filip Żulewski, pomysłodawca facebookowej grupy Widzialna ręka

„Pokazaliśmy, że potrafimy radzić sobie w trudnych sytuacjach i wspierać się nawzajem” – mówi Filip Żulewski, pomysłodawca facebookowej grupy „Widzialna ręka”

Mateusz Rojewski - teledysk "Ona by tak chciała, bym był zdrowy"

„Ona by tak chciała” – chory na chłoniaka Mateusz nagrał swoją wersję znanego utworu

Maja Kapłon z „The Voice od Poland” potrzebuje pilnej operacji. Lokalna społeczność prowadzi prawdziwą walkę. Dowiedz się, jak możesz jej pomóc

„Nie ma czystego altruizmu. Coś sobie po prostu tym pomaganiem kompensujemy” – mówi Kasia Nicewicz, która od kilku lat rozdaje bezdomnym herbatę i ciepłe posiłki

Pia Klemp

Pia Klemp: Nie ma takiej opcji, żebym trafiła do więzienia za pomaganie ludziom. To niedorzeczne na wielu różnych poziomach

„Ważne jest, żeby wejść na oddział z pozytywem. Jak mama przychodzi szczęśliwa, to dziecko wtedy myśli: no dobra, choruję, ale widocznie nic strasznego się nie dzieje”

Pomaganie jest proste, a Ty jesteś dobrą osobą

Zamień granie w pomaganie. Grając w „2 The Light” wspomagasz chore dzieci

Kasia, ratowniczka medyczna: człowiek ma potrzebę, żeby znowu pod tę granicę życia i śmierci podjechać

Agata Loewe

Agata Loewe: warto zadbać o poczucie bezpieczeństwa i nie mówić: 'no co ty, jesteś lesbijką?' [WIDEO]

Ukraińskie stewardessy zmieniają uniformy. Obcisłe spódnice i szpilki odchodzą do lamusa!

Ukraińskie stewardessy zmieniają uniformy. Obcisłe spódnice i szpilki odchodzą do lamusa!

Dwie kobiety w oknie

Akademiki UJ i UW będą dostępne także dla niezaszczepionych studentów

wykluczenie menstruacyjne

„Czym różni się papier toaletowy od podpaski?”. Wykluczenie menstruacyjne po raz pierwszy w polskim Sejmie

Kobieta z folią

Mama Chemik: czy tak samo jak szczepionek boicie się metali ciężkich, które mogą być nawet w kubku, z którego codziennie pijecie kawę?

Norweskie piłkarki ręczne powiedziały "dość" graniu w bikini i założyły krótkie spodenki. Federacja ukarała je grzywną

Pink zapłaci karę grzywny za norweskie szczypiornistki. „Jestem bardzo dumna, że norweska drużyna zaprotestowała przeciwko seksistowskim zasadom”

Obowiązkowe szczepienia dla medyków w Polsce

Obowiązkowe szczepienia dla polskich medyków. Morawiecki: rozważamy taki wariant

„Mądra feministka wie, że seks nie uprzedmiatawia”. Maja Staśko wspólnie z psychiatrką komentują wywiad Dody o seksworkingu

Skąd (tak naprawdę) są twoje pamiątki z wakacji? Ekoaktywistka Kasia Wągrowska to sprawdziła!

FemaleSwitcher

„Brak feminatywów spycha kobiety ze społecznego krajobrazu” – uważają twórczynie projektu FemaleSwitcher

Kobieta

„Uwolniłam się od uzależniania szczęścia od wyglądu. Ta wolność w głowie jest warta każdej ceny” – pisze dietetyczka Magda Hajkiewicz-Mielniczuk

Stanik sportowy, czyli biust pod kontrolą. Jak wybrać najlepszy?

Najpopularniejsze

Ćwiczenia na biust. 6 sposobów na ujędrnienie i podniesienie piersi

Choroby mają zapach – wiedziałaś o tym?

Intymne dolegliwości rowerzystek. Sprawdź, jak zadbać o siebie w trakcie rowerowych wojaży

Kobieta popijająca winko

„Alkoholiczka, która pije wino albo piwo, twierdzi, że nie ma problemu”. Kobiecy alkoholizm

4 sposoby na pozbycie się oponki z brzucha. I nie chodzi wcale o robienie brzuszków

Kobieta mindfulness

Mindfulness dla początkujących. Kasia Bem zdradza 5 prostych zasad uważności

Twój kręgosłup potrzebuje wsparcia? Oto kilka ćwiczeń, które go wzmocnią

Fit Matka Wariatka / Facebook

Agresja i fałszywa troska na profilu „Fit Matki Wariatki”. Przyszedł czas na pato-fitness. Hello Zdrowie mówi temu nie!

Kobieta trzyma psa na rękach

Stres. Jak sobie z nim radzić? Oto 14 pomysłów, jak poradzić sobie ze stresem

Ćwiczenia na rozciąganie barków

Rozciąganie stawów barkowych – te ćwiczenia na pewno ci się przydadzą

kobieta na wydmach

„Odpuszczanie” jest dobre dla ambitnych i konsekwentnych kobiet – podpowiada nam psycholożka Anita Kruszewska

7 najgorszych typów butów dla twoich stóp. Jakie obuwie może być niebezpieczne?

Dzień się dopiero rozpoczął, a ciebie już ktoś wyprowadził z równowagi? Poznaj 5 kroków, które pozwolą zapanować nad emocjami

Anja Rubik: nastolatki uczą się, że macica nie jest śmietnikiem na sprężynki

Oto 7 ćwiczeń, za które twój kręgosłup ci podziękuje. Wystarczy niewiele, by poczuć znaczną różnicę

brzuszki na piłce

Sposób na bolące lędźwie. Jak sobie ulżyć?