Go to content

Wanda Rutkiewicz: „Nie należy gór traktować jako ucieczki od ludzi. Ja po prostu tam jeżdżę, bo je pokochałam”

Wanda Rutkiewicz - Hello Zdrowie

Wanda Rutkiewicz, Góry Sokole /fot. Seweryn Bidziński, Wikimedia Commons

„Każdy ma swoje Everesty w życiu” – mówiła po zdobyciu najwyższego szczytu świata. Nie wystarczało jej, że kobiety mogą uczestniczyć w wyprawach organizowanych przez mężczyzn. Chciała, by same prowadziły zespoły i ponosiły odpowiedzialność za podejmowane decyzje. Własną biografią pokazała, jak wiele trzeba było za tę niezależność zapłacić.

Posłuchaj artykułu Udostępnij
Wysłuchasz w 2 min

Urodziła się 4 lutego 1943 roku w Płungianach, niewielkim mieście na terenie dzisiejszej Litwy. Wojna sprawiła, że jej rodzice, Maria i Zbigniew Błaszkiewiczowie musieli opuścić rodzinne strony. Przez pewien czas mieszkali z dziećmi w Łańcucie, a ostatecznie osiedlili się we Wrocławiu. Tam Wanda dorastała i zdobyła wykształcenie. Tam także zdobywała pierwsze sportowe umiejętności.

Mieszkaliśmy we Wrocławiu, w Parku Szczytnickim. Uprawianie sportu w takich warunkach było łatwe: zimą łyżwy na stawie i narty na stokach wrocławskiego »Chimborozo« (…) latem skoki wzwyż, gimnastyka akrobatyczna na polankach parkowych oraz pływanie na basenach Stadionu Olimpijskiego” – wspominała Rutkiewicz.

Na miłość do gór duży wpływ miał jej ojciec. Pierwszą zdobytą górą była Ślęża.

„Wtedy, w dzieciństwie, wyjazd na Ślężę wydawał mi się wielką wyprawą” – opowiadała po latach w jednym z nagrań zachowanych w archiwum Polskiego Radia.

Wspominała również, że ojciec uczył ją, by gór nie lekceważyć, zabierać potrzebne wyposażenie i rozsądnie oceniać własne możliwości.

Sport i tylko sport

Uczyła się bardzo dobrze i szybko. Do szkoły poszła wcześniej niż rówieśnicy, a maturę w II Liceum Ogólnokształcącym we Wrocławiu zdała w 1959 roku, mając zaledwie 16 lat. Następnie rozpoczęła studia na ówczesnym Wydziale Łączności Politechniki Wrocławskiej. Ukończyła je w 1965 roku z wyróżnieniem jako magister elektroniki, specjalizując się w maszynach cyfrowych. Później pracowała w Instytucie Automatyki Systemów Energetycznych, a po przeprowadzce do Warszawy w Instytucie Maszyn Matematycznych.

Zanim jednak góry zaczęły wyznaczać rytm jej życia, niewiele brakowało, by była mistrzynią w innych dyscyplinach. Trenowała lekką atletykę, a największe sukcesy odnosiła w siatkówce. Grała w AZS Wrocław, później w pierwszoligowej Gwardii Wrocław, była reprezentantką Polski juniorek i trafiła nawet do szerokiej kadry przygotowującej się do igrzysk olimpijskich w Tokio w 1964 roku. Po latach przyznawała, że uprawianie lekkiej atletyki ukształtowało jej podejście do wspinania.

„Interesowałam się różnymi dyscyplinami sportu, grałam w siatkówkę, uprawiałam lekkoatletykę, skok wzwyż, pchnięcie kulą, rzut dyskiem. Dało mi to trochę zaprawy ogólnej, a jednocześnie, w późniejszym okresie, sportowy stosunek do gór” – mówiła w rozmowie wykorzystanej później przez Ewę Matuszewską w biografii „Uciec jak najwyżej. Niedokończone życie Wandy Rutkiewicz”.

Rolki



Przypadek, który zmienił wszystko

Z górami na dobre związała się podczas studiów. Według często przywoływanej opowieści pomógł w tym przypadek. Latem 1961 roku jechała swoim junakiem i zabrakło jej paliwa. Zatrzymała przejeżdżający motocykl, którym podróżował między innymi Bogdan Jankowski, student Politechniki Wrocławskiej, a zarazem taternik i alpinista. Znajomość skończyła się zaproszeniem na wspólny wyjazd w Góry Sokole w Rudawach Janowickich. Jak później wspominała, wystarczył jeden dzień wspinaczki, by poczuła się na swoim miejscu.

„Pierwszy dzień w skałkach przyniósł mi doznania, które osłabiły wszystkie dotychczasowe fascynacje. Odnalazłam coś dla siebie i wiedziałam, że przy tym pozostanę” – mówiła po latach.

Wkrótce polskie góry przestały jej wystarczać. W 1964 roku po raz pierwszy wyjechała w Alpy, w kolejnych latach szczyty były coraz bardziej wymagające.

Kobiece wyprawy

Szczególnie ważne stawało się dla niej wspinanie z kobietami. Nie chodziło tylko o udowodnienie, że kobiety mogą przechodzić te same trudne drogi co mężczyźni. Rutkiewicz uważała, że dopóki w zespołach mieszanych kobiety pozostają pod opieką silniejszych i bardziej doświadczonych partnerów, ich rzeczywiste możliwości trudno ocenić.

W 1968 roku razem z Haliną Krüger-Syrokomską przeszły wschodni filar Trollryggenu w Norwegii. Było to pierwsze przejście tej niezwykle wymagającej drogi przez zespół kobiecy i dopiero siódme w historii. W następnych latach kobieca ekipa zdobyła kolejne wymagające szczyty: w 1970 roku Pik Lenina w Pamirze, pierwszy siedmiotysięcznik Wandy, dwa lata później Noszak w Hindukuszu, a w 1973 roku północny filar Eigeru. W 1978 roku, razem z Anną Czerwińską, Ireną Kęsą i Krystyną Palmowską, zimą pokonały północną ścianę Matterhornu.

W 1975 roku w Karakorum stanęła na czele wyprawy, której jednym z celów był Gaszerbrum III, mający wówczas status najwyższego niezdobytego siedmiotysięcznika świata. 11 sierpnia na jego wierzchołku stanęli Wanda Rutkiewicz, Alison Chadwick-Onyszkiewicz, Janusz Onyszkiewicz i Krzysztof Zdzitowiecki. Dla obu kobiet oznaczało to jednocześnie kobiecy rekord wysokości.

Ambitna, ale trudna

W biografiach Rutkiewicz często powraca pytanie, czy można było pogodzić zwyczajne życie z coraz większym podporządkowaniem go górom. Kolejne wyprawy wymagały miesięcy przygotowań, zdobywania pieniędzy, organizowania sprzętu i zezwoleń, a potem długiej nieobecności. W czasach PRL samo dotarcie w Himalaje było dużym przedsięwzięciem logistycznym, a polscy wspinacze nie dysponowali środkami porównywalnymi z ekspedycjami zachodnimi.

Nie wszyscy akceptowali jej sposób działania. Współpracownicy wspominali jej ogromną determinację, ale także potrzebę kontroli, nieustępliwość i trudność w zawieraniu kompromisów. Relacje z niektórych wypraw pokazują kobietę wymagającą od innych bardzo wiele, ale jeszcze więcej od siebie. Była bardzo kobieca. Dbała o wygląd, interesowała się modą, lubiła eleganckie ubrania i fotografię, a jednocześnie potrafiła przez tygodnie funkcjonować w skrajnie surowych warunkach.

Na co dzień pracowała w wyuczonym zawodzie. W 1970 roku wyszła za Wojciecha Rutkiewicza, taternika, którego nazwisko zachowała po rozwodzie trzy lata później. Jej drugim mężem został austriacki lekarz i alpinista Helmut Scharfetter. To właśnie on operował ją po jednym z najpoważniejszych wypadków w jej karierze, kiedy podczas wyprawy na Elbrus w 1981 roku złamała kość udową. Ich małżeństwo również zakończyło się rozwodem po trzech latach.

Polka na Mount Everest

W 1978 roku Wanda Rutkiewicz dołączyła do międzynarodowej wyprawy na Mount Everest kierowanej przez niemieckiego alpinistę Karla Herrligkoffera. Ekipa długo nie mogła doczekać się odpowiedniej pogody. Opady śniegu i silny wiatr sprawiły, że uczestnicy zaczynali myśleć o odwrocie. W połowie października nastąpiło jednak kilkudniowe okno pogodowe. 16 października Rutkiewicz wyszła z obozu IV na Przełęczy Południowej. Po około sześciu i pół godzinach wspinaczki, około godziny 14, stanęła na szczycie razem z dwoma Niemcami, Szwajcarem i trzema Szerpami. W relacji przesłanej później do Polskiego Związku Alpinizmu opowiadała:

„Szczęście dopisało wyprawie, która odniosła niebywały sukces. Po tamujących działalność górską opadach śniegu i wichurach, nastąpił nieoczekiwanie kilkudniowy okres pięknej pogody i to w momencie, gdy wyprawa zwątpiła w sukces i myślała o odwrocie. Cieszę się, że udało mi się zanieść, oprócz biało-czerwonego, także proporczyk Związku na najwyższy szczyt Ziemi. Zostawiłam tam mały kamyk ze Skałek Rzędkowickich, gdzie stawiają pierwsze kroki i trenują taternicy…”.

Była trzecią kobietą na świecie, pierwszą Europejką i pierwszą osobą z Polski, która zdobyła Mount Everest.

„Najbardziej sobie cenię to, że byłam pierwszą osobą z Polski, która stanęła na szczycie tej góry. I ten fakt ma dla mnie o wiele większe znaczenie niż to, co tak bardzo akcentowała prasa, że jestem pierwszą Europejką… Istotę tego wejścia postrzegam inaczej. Oto szara osoba, nieznana specjalnie poza środowiskiem alpinistów, nagle, prawie z dnia na dzień, może osiągnąć ten symbol najwyższych trudności, największy cel w życiu. Być może więc wielu ludziom pozwoliłam identyfikować się z tym, w takim sensie, że dla nich też to staje się możliwe. Każdy ma swoje Everesty w życiu” – mówiła później Barbarze Rusowicz w wywiadzie-rzece „Wszystko o Wandzie Rutkiewicz”.

Everest przyniósł jej sławę wykraczającą daleko poza środowisko wspinaczkowe. W Polsce stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych sportsmenek, zapraszano ją na spotkania i wykłady, udzielała wywiadów, pisała, fotografowała i filmowała swoje wyprawy. Zdecydowanie sprzeciwiała się też interpretowaniu wspinania jako ucieczki od zwyczajnego życia. W 1990 roku mówiła w Polskim Radiu:

„Nie należy gór traktować jako ucieczki od ludzi. Ja po prostu tam jeżdżę, bo je pokochałam i to była miłość od pierwszego wejrzenia”.

Kolejne cele i ofiary

Kolejne lata przyniosły sukcesy, ale też urazy, operacje i tragiczne wydarzenia. W 1981 roku podczas zejścia z Elbrusu Rutkiewicz złamała kość udową, przeszła operację i długą rehabilitację, by jak najszybciej wrócić do wspinaczki. W 1985 roku wraz z Krystyną Palmowską i Anną Czerwińską zdobyły Nanga Parbat. Było to pierwsze kobiece wejście na ten ośmiotysięcznik.

Dla Rutkiewicz był to drugi zdobyty ośmiotysięcznik. Kolejny cel miał mieć zupełnie inną rangę: K2, druga najwyższa góra Ziemi, uchodziła za znacznie trudniejszą technicznie od Everestu. W 1986 roku lato w Karakorum okazało się jednym z najbardziej tragicznych w historii himalaizmu. Na K2 zginęło trzynaście osób. Rutkiewicz weszła na szczyt 23 czerwca wraz z francuskimi alpinistami Liliane i Maurice’em Barrardami. Była pierwszą kobietą w historii, która stanęła na K2, i pierwszą osobą z Polski, która zdobyła tę górę. Radość trwała jednak krótko. Podczas zejścia jej partnerzy zginęli na jej oczach.

W kolejnych latach podobnych doświadczeń było coraz więcej, ale Rutkiewicz nie przestawała się wspinać. W 1987 roku zdobyła Sziszapangmę, w 1989 Gaszerbrum II, rok później Gaszerbrum I. W 1991 roku w odstępie niespełna miesiąca weszła na Czo Oju i południowy wierzchołek Annapurny. Miała już na koncie osiem spośród czternastu ośmiotysięczników.

Pod koniec życia zaczęła planować wielki projekt, któremu nadała nazwę „Karawana do marzeń”. Zamierzała zdobyć wszystkie czternaście ośmiotysięczników w bardzo krótkim czasie. Był to plan gigantyczny nawet jak na jej doświadczenie i możliwości. Po Czo Oju i Annapurnie następna miała być Kanczendzonga.

Ostatnia wyprawa

Wyprawa od początku nie układała się zgodnie z planem. Rutkiewicz była osłabiona, miała problemy żołądkowe, poruszała się wolniej niż zwykle. Początkowo towarzyszył jej młody polski wspinacz Arek Gąsienica-Józkowy, ale z powodu choroby nie mógł uczestniczyć w ataku na szczyt. Ostatecznie Rutkiewicz ruszyła w górę razem z Meksykaninem Carlosem Carsolio. Jak wspominał po latach, była już wtedy bardzo wyczerpana, wymiotowała i bolał ją brzuch. Na ostatniej prostej wspinała się znacznie wolniej i taternik poszedł przodem. Kiedy wracał po zdobyciu szczytu, spotkał Wandę na wysokości około 8200–8300 metrów. Zaniepokoiło go, że taterniczka przebywa na tej niebezpiecznej dla życia i zdrowia wysokości bez odpowiedniego sprzętu do biwakowania. Rutkiewicz zapewniała go jednak, że po krótkim odpoczynku zdobędzie szczyt.

Carsolio był ostatnim człowiekiem, który widział ją żywą. Rutkiewicz nie wróciła. Nie wiadomo, czy wyruszyła w stronę wierzchołka, czy zginęła podczas próby wejścia. 13 maja 1992 roku przyjmuje się dziś jako symboliczną datę jej śmierci. Jej ciała nigdy nie odnaleziono.

Fakty i mity

Ostatnia wyprawa Rutkiewicz szybko obrosła legendą. Przez lata snuto przypuszczenia, czy po rozstaniu z Carsolio zdołała wejść na szczyt. W 1995 roku na południowo-zachodniej stronie Kanczendzongi włoscy alpiniści natrafili na ciało kobiety. Początkowo pojawiło się przypuszczenie, że może to być Rutkiewicz. Gdyby rzeczywiście znaleziono ją po przeciwnej stronie masywu, można byłoby rozważać, że przeszła przez wierzchołek i zginęła dopiero podczas zejścia. Dokładniejsza analiza podważyła jednak tę wersję. Ubranie i przedmioty znalezione przy ciele, między innymi bułgarskie lekarstwa, wskazywały, że najprawdopodobniej była to bułgarska alpinistka Jordanka Dymitrowa, która zginęła na Kanczendzondze w 1994 roku.

Pojawiały się też bardziej fantastyczne hipotezy, choćby taka, że taterniczka przeżyła i zamieszkała w buddyjskim klasztorze, gdzie po latach mieli ją spotkać polscy turyści.

Pionierka kobiecego himalaizmu

Pozostawiła po sobie znacznie więcej niż kolejne rekordy. Fotografowała i filmowała wyprawy, pisała książki i artykuły, występowała w filmach dokumentalnych, uczestniczyła w spotkaniach i opowiadała o wspinaniu w czasach, gdy polscy himalaiści stawali się jednymi z najbardziej rozpoznawalnych sportowców w kraju. Po latach część jej prywatnego archiwum stała się podstawą filmu dokumentalnego Elizy Kubarskiej pt. „Wanda Rutkiewicz. Ostatnia wyprawa”.

Wkrótce historia Rutkiewicz doczeka się także fabularnej wersji. Na 2027 rok planowana jest premiera filmu „Wanda” w reżyserii Adriana Panka, twórcy filmu o Simonie Kossak. Osią fabuły ma być wyprawa na Gaszerbrumy z 1975 roku, pierwsza polska kobieca ekspedycja w Karakorum kierowana przez Rutkiewicz.

Filmowa ekipa pracowała w zimowej wysokogórskiej scenerii w  ekstremalnych warunkach. W obsadzie znaleźli się Katarzyna Wajda, Julia Kijowska, Małgorzata Gorol, Vanessa Aleksander, Zuzanna Galewicz, Piotr Witkowski i Hubert Miłkowski. Wytwórnia ma już podpisaną umowę o dystrybucji z jedną z najważniejszych platform streamingowych na świecie. Film zobaczymy w lutym 2027 roku.

Powiązane tematy: