Elizabeth Jane Cochran przyszła na świat 5 maja 1864 roku w niewielkiej miejscowości Cochran’s Mills w Pensylwanii. Była trzynastym dzieckiem zamożnego przedsiębiorcy i sędziego Michaela Cochrana. W domu wołano na nią „Pink”, bo niemal zawsze ubierano ją w różowe sukienki. Gdy miała zaledwie sześć lat, ojciec zmarł, a sytuacja finansowa rodziny gwałtownie się pogorszyła. Elizabeth musiała zrezygnować z marzeń o studiach pedagogicznych i bardzo wcześnie rozpoczęła pracę zarobkową.
Dziennikarką została przez przypadek. W 1885 roku w lokalnym dzienniku „Pittsburgh Dispatch” ukazał się felieton zatytułowany „Do czego przydają się dziewczęta”, którego autor przekonywał, że miejscem kobiety jest dom, a edukacja i kariera zawodowa są sprzeczne z naturą. Elizabeth nie potrafiła przejść obok tego tekstu obojętnie. Napisała pełną emocji odpowiedź, podpisując się „Lonely Orphan Girl”. List zrobił tak duże wrażenie na redaktorze naczelnym George’u Maddenie, że opublikował go na łamach gazety i zaprosił autorkę do redakcji. Wkrótce zaproponował jej etat oraz pseudonim Nellie Bly, który nawiązywał do popularnej wówczas piosenki.

Nellie Bly w wieku około 26 lat /fot. H. J. Myers, photographer
Dziennikarstwo śledcze
Od początku nie interesowały jej tematy uznawane za „kobiece”. Nie chciała pisać o modzie ani ogrodnictwie. Znacznie bardziej fascynowały ją warunki pracy w fabrykach, dyskryminacja kobiet i nadużycia władzy. Aby opisać życie pracownic zakładów przemysłowych, zatrudniła się w jednej z fabryk. Jej reportaże wywołały duże zainteresowanie czytelników, ale i oburzenie właścicieli przedsiębiorstw, którzy zaczęli wywierać naciski na gazetę. Redakcja, obawiając się utraty reklamodawców, przeniosła Nellie do działu poświęconego kulturze i ogrodnictwu. Dla młodej reporterki oznaczało to zawodową porażkę. Złożyła wypowiedzenie.
„Nigdy nie napisałam ani jednego słowa, które nie pochodziło z mojego serca” – mówiła.
Po odejściu z „Pittsburgh Dispatch”, mając zaledwie 21 lat wyjechała do Meksyku jako korespondentka. Dla kobiety podróżowanie samotnie po Ameryce Łacińskiej było wyborem niemal niewyobrażalnym. Opisywała życie mieszkańców, obyczaje i codzienność kraju rządzonego przez Porfiria Díaza, ale szybko zaczęła interesować się również polityką. Krytykowała autorytarne rządy, pisała o prześladowaniach opozycji i ograniczaniu wolności słowa. Kiedy zainteresowała się losem uwięzionego dziennikarza, sama zaczęła otrzymywać pogróżki. Władze dały jej do zrozumienia, że dalszy pobyt w Meksyku może skończyć się aresztowaniem. Po powrocie do Stanów Zjednoczonych zebrane reportaże opublikowała w książce „Six Months in Mexico”.
Rolki
Pierwszy reportaż wcieleniowy
Po przyjeździe do Nowego Jorku zgłosiła się do redakcji „New York World”, należącej do Josepha Pulitzera i zaproponowała coś, czego wcześniej nikt nie próbował. Chciała pokazać, jak naprawdę wygląda życie pacjentek w zakładzie psychiatrycznym na wyspie Blackwell. Aby zdobyć materiał, postanowiła sama zostać pacjentką. Przez kilka dni ćwiczyła zachowanie osoby cierpiącej na zaburzenia psychiczne, a potem wcieliła to w życie. Plan zadziałał. Po zatrzymaniu przez policję, trafiła do kliniki Women’s Lunatic Asylum na Blackwell’s Island.
To, co zobaczyła, przerosło jej wyobrażenia. Pacjentki marzły w nieogrzewanych salach, dostawały zepsute jedzenie, zmuszano je do wielogodzinnego siedzenia bez ruchu na twardych ławkach. Pielęgniarki stosowały przemoc fizyczną i psychiczną, a wiele kobiet, które uznano za chore, było w rzeczywistości całkowicie zdrowych. Wystarczyło, że nie znały języka angielskiego albo zachowywały się inaczej niż oczekiwano.
Po dziesięciu dniach redakcja doprowadziła do jej zwolnienia ze szpitala, a reportaż „Ten Days in a Mad-House” wywołał ogromny skandal. Władze Nowego Jorku powołały komisję śledczą, zwiększono finansowanie opieki psychiatrycznej i rozpoczęto reformę funkcjonowania zakładu. Był to jeden z pierwszych przykładów dziennikarstwa śledczego, które doprowadziło do realnych zmian społecznych.
Nierealny pomysł
Jesienią 1889 roku Nellie Bly przyszła do gabinetu redaktora naczelnego z pomysłem, który początkowo uznano za nierealny. Chciała objechać świat śladami bohatera powieści Juliusza Verne’a „W 80 dni dookoła świata”, ale szybciej niż fikcyjny Phileas Fogg.
„Pomysł przyszedł do mnie w pewną niedzielę. Moim zwyczajem było wymyślanie pomysłów w niedzielę i przedstawianie ich redaktorom w celu uzyskania ich zatwierdzenia lub dezaprobaty w poniedziałek. Tego dnia pomysł nie przyszedł do trzeciej nad ranem, a kiedy znużona położyłam się do łóżka, pomyślałam: 'Chciałabym być na drugim końcu ziemi!’ To było to” – pisała w książce „Around the world in seventy-two days” wydanej w 1890 roku.
Pierwszy argument przeciwko wyprawie dotyczył płci. Usłyszała, że jako kobieta nie poradzi sobie sama w podróży, będzie potrzebowała opiekuna, zabierze zbyt wiele bagażu i nie ogarnie biletów i przesiadek. Ponieważ jednak pomysł się spodobał, redaktorzy rozważali wysłanie mężczyzny. Nellie odpowiedziała spokojnie, że zrobi to dla innej gazety i wygra.
„To nie jest wiele dla kobiety, która ma odwagę, energię i niezależność. Te cechy są obecnie charakterystyczne dla wielu kobiet” – tłumaczyła.
14 listopada 1889 roku weszła na pokład parowca „Augusta Victoria”, który odpływał z Hoboken do Anglii. Cały jej bagaż mieścił się w jednej niewielkiej torbie. Wiedziała, że każda dodatkowa rzecz będzie przeszkodą podczas przesiadek. Później wielokrotnie pytano ją, jak mogła podróżować z tak małym bagażem. Odpowiadała z charakterystycznym humorem, że skoro mężczyźni to potrafią, kobiety również nie potrzebują kilku walizek.

Strona tytułowa gazety „The World” z czasów podróży Nellie Bly dookoła świata /fot. Getty Images, Bettmann
„Człowiek nie zdaje sobie sprawy z pojemności zwykłej torby podręcznej, dopóki nagląca potrzeba nie zmusi go do uruchomienia całej pomysłowości, by upchnąć wszystko na jak najmniejszej przestrzeni. Mnie udało się zmieścić w niej: dwie czapki podróżne, trzy woalki, pantofle, pełny zestaw przyborów toaletowych, kałamarz, pióra, ołówki i papier do pisania, szpilki, igły i nici, szlafrok, marynarkę do tenisa, małą piersiówkę i kubek, kilka kompletów bielizny, spory zapas chusteczek i świeżych żabotów – a także przedmiot najbardziej nieporęczny i kłopotliwy: słoik kremu ochronnego, który miał chronić moją twarz w różnych klimatach, z jakimi przyszło mi się zetknąć” – pisała.
Jednym z pierwszych przystanków na trasie było francuskie Amiens, gdzie mieszkał Juliusz Verne, autor powieści, która zainspirowała wyprawę. Pisarz przyjął ją bardzo serdecznie i z zainteresowaniem wypytywał o szczegóły podróży. „Jeżeli ukończy pani podróż w siedemdziesiąt dziewięć dni, będę bił brawo z całego serca” – miał powiedzieć na pożegnanie.
Już następnego dnia ponownie ruszyła w drogę. Nie wiedziała wtedy, że niedługo po niej w podobną trasę wyruszyła jej rywalka, wysłana przez konkurencyjny magazyn „The Cosmopolitan”. Elizabeth Bisland wyruszyła w przeciwnym kierunku, na zachód. Obie kobiety miały spotkać się gdzieś na świecie, choć żadna nie znała dokładnej trasy drugiej.
Medialny wyścig
Dla czytelników rozpoczął się pierwszy w historii medialny wyścig dookoła globu. Gazety codziennie publikowały mapy, obliczały przewagę jednej nad drugą i przyjmowały zakłady dotyczące wyniku.
„Nie ścigam się z nikim. Nie zamierzam się ścigać. Jeśli ktoś inny chce pokonać tę trasę w krótszym czasie, to jego sprawa. Jeśli zdecyduje się ścigać się ze mną, to od niego zależy, czy mu się to uda. Nie biorę udziału w wyścigu. Obiecałam, że pokonam tę trasę w siedemdziesiąt pięć dni i właśnie to zrobię; choć gdybym była w stanie odbyć tę podróż, kiedy po raz pierwszy ją zaproponowałam ponad rok temu, zrobiłabym to w sześćdziesiąt dni” – skomentowała Nellie Bly, kiedy poinformowano ją o rywalce.
W Singapurze kupiła niewielką małpkę o imieniu McGinty, która szybko stała się ulubienicą załóg kolejnych statków i pociągów. Nellie wielokrotnie wspominała później, że dzięki niej łatwiej było nawiązywać rozmowy z ludźmi spotykanymi podczas podróży. McGinty wróciła z nią do Stanów Zjednoczonych i przez wiele lat mieszkała w redakcji „New York World”, stając się jedną z najbardziej rozpoznawalnych „maskotek” amerykańskiej prasy.
Im bliżej Nellie Bly była końca podróży, tym większe zainteresowanie budziła w Stanach Zjednoczonych. Joseph Pulitzer zrobił z wyprawy wielki show. Czytelnicy mogli typować dzień jej powrotu, a dla zwycięzców przygotowano nagrody. Wydano nawet planszową grę „Round the World with Nellie Bly”, która pozwalała dzieciom odtwarzać trasę jej podróży.
25 stycznia 1890 roku, po 72 dniach, 6 godzinach, 11 minutach i 14 sekundach, Nellie Bly zakończyła podróż. Kiedy jej statek zbliżał się do wybrzeży Ameryki, redakcja wynajęła specjalny pociąg, nazwany „Miss Nellie Bly Special”, który miał jak najszybciej przewieźć reporterkę z portu do Nowego Jorku. Na dworcu i ulicach czekały na nią tłumy ludzi.
Więcej niż reporterka
Nellie Bly pobiła fikcyjny rekord Phileasa Fogga o ponad tydzień. Stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych kobiet w Stanach Zjednoczonych. Otrzymywała setki zaproszeń, udzielała wywiadów i spotykała się z czytelnikami. Napisała też bestsellerową, reporterską książkę z podróży, w której wspominała przede wszystkim ludzi spotkanych po drodze, a nie swoje własne przeżycia.
W 1895 roku poślubiła przemysłowca Roberta Seamana, właściciela przedsiębiorstwa Iron Clad Manufacturing Company. Dzieliło ich ponad czterdzieści lat. Wiele osób sądziło, że Nellie porzuci dziennikarstwo i stanie się jedynie zamożną żoną przedsiębiorcy. Stało się inaczej.
Po śmierci męża przejęła kierowanie firmą, co w tym czasie było w Stanach Zjednoczonych wielką rzadkością. Interesowała się nie tylko produkcją, lecz także warunkami pracy zatrudnionych kobiet. Wprowadzała udogodnienia socjalne, stołówki, opiekę zdrowotną i sprawiedliwy system wynagradzania. Jej firma uzyskała nawet kilka patentów związanych z produkcją stalowych beczek i pojemników na mleko.
Niestety doszło do poważnych nadużyć finansowych, przedsiębiorstwo popadło w długi, a Nellie przez kilka lat próbowała ratować firmę przed bankructwem. Ostatecznie musiała z niej odejść. Ponownie zajęła się dziennikarstwem.

Nellie Bly siedząca w fotelu /fot. Getty Images, Bettmann
Kiedy w 1914 roku wybuchła I Wojna Światowa, wyjechała do Europy nie jako turystka, ale jako korespondentka wojenna. Relacjonowała wydarzenia z Austro-Węgier i Bałkanów, opisując życie ludzi uwikłanych w konflikt. Była jedną z pierwszych kobiet na świecie, które pracowały jako reporterki wojenne tak blisko linii frontu. W swoich tekstach mniej miejsca poświęcała strategii i polityce, znacznie więcej natomiast cierpieniu cywilów, uchodźców i rodzin rozdzielonych przez wojnę.
Po powrocie do Nowego Jorku ponownie związała się z prasą. Pisała o problemach społecznych, pomagała kobietom szukającym pracy, wspierała organizacje charytatywne i angażowała się w działania na rzecz dzieci pozbawionych opieki. Zmarła 27 stycznia 1922 roku na zapalenie płuc. Miała zaledwie 57 lat.
Pozostawiła po sobie znacznie więcej niż historię rekordowej podróży. Do dziś uznawana jest za jedną z prekursorek dziennikarstwa śledczego. Metoda, którą stosowała, by zdobywać informacje z pierwszej ręki, nazywana teraz reportażem wcieleniowym, stała się wzorem dla kolejnych pokoleń reporterów. Reportaż z Blackwell’s Island do dziś znajduje się na listach najważniejszych tekstów w historii amerykańskiego dziennikarstwa, a podróż dookoła świata pozostaje symbolem odwagi kobiet. W dzielnicy Brooklyn w Nowym Jorku znajduje się park rozrywki imienia Nellie Bly, oparty na motywach jej podróży.