Go to content

Osa Johnson: „Nie mogę się doczekać powrotu do dżungli. Wolę być tam”

na zdjęciu: Martin i Osa Johnsonowie w towarzystwie swojego dozorcy - Hello Zdrowie

Martin i Osa Johnsonowie w towarzystwie swojego dozorcy /fot. Getty Images, Osa & Martin Johnson Safari Mus. Archive

Jej dzieciństwo było typowe dla dziewczynki wychowywanej w małym mieście amerykańskiego Środkowego Zachodu, ale życie, które wybrała, szybko przestało mieścić się w granicach zwyczajnej biografii.

Posłuchaj artykułu Udostępnij
Wysłuchasz w 9 min

Osa Helen Leighty Johnson urodziła się 14 marca 1894 roku w Chanute, niewielkim mieście w stanie Kansas. Miała zaledwie szesnaście lat, kiedy splotem przypadków i okoliczności poznała swojego przyszłego męża Martina Johnsona. O 10 lat starszy, niedługo wcześniej opłynął Morza Południowe z Jackiem Londonem, co przyniosło mu sławę. Na fali rozpoznawalności jeździł po kraju z pokazem zdjęć z tej wyprawy i pogadanką. Tak trafił do Chanute, rodzinnej miejscowości Osy. Czy była to miłość od pierwszego wejrzenia? Pewnie tak, skoro udało mu się namówić nastolatkę do opuszczenia rodziców. Podczas jego wykładów w kolejnych amerykańskich miasteczkach Osa śpiewała i tańczyła przebrana w stroje „tubylców”.

Posłuszna amerykańska żona

Ich ślub w 1910 roku był początkiem nie tylko wyjątkowego związku, ale i partnerstwa na polu zawodowym. Martin Johnson żył z pokazywania publiczności najbardziej egzotycznych zakątków świata. Zabierał ze sobą Osę, a ta, zgodnie z ówczesnymi oczekiwaniami konserwatywnego społeczeństwa, kreowała wizerunek posłusznej, pracowitej żony, która dba o potrzeby męża w tych ekstremalnych warunkach, ale dba też o swój nienaganny wygląd.

„Wyjechałam z Martinem do Afryki z tego samego powodu, dla którego wiele dziewcząt osiedlało się na Main Street w naszym rodzinnym mieście – po prostu po to, by być z mężem” – mówiła w wywiadzie dla magazynu „Photoplay” zatytułowanym „Żona w Afryce”, zapewniając, że wszędzie, nawet w dżungli ma ze sobą kosmetyczkę: „wszyscy wiedzą, co amerykański mąż myśli o błyszczącym nosie” – dodawała.

Początkowo Osa była przede wszystkim żoną znanego podróżnika, ale szybko nauczyła się pracy z kamerą i pozowania do zdjęć promocyjnych, a z czasem okazało się, że jest w tym bardzo dobra.

„Chociaż nie miałam talentu do fotografii, nauczyłam się również obsługiwać kamerę filmową i pełnić rolę asystentki mojego męża w ciemni” – mówiła skromnie.

Jej talent i charyzma sprawiły, że w późniejszych latach to właśnie ona – jej twarz, sylwetka w stroju safari, obecność przy kamerze, samolocie lub wśród ludzi spotykanych podczas ekspedycji, stały się jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów marki Johnsonów.

Rolki



„Dzikie ludy” i Afryka Johnsonów

Ich pierwsze wielkie wyprawy prowadziły na wyspy południowego Pacyfiku. W 1917 roku wyruszyli na Nowe Hebrydy, dzisiejsze Vanuatu, oraz Wyspy Salomona. Był to czas, kiedy kino podróżnicze i dokumentalne dopiero budowało swoją popularność. Ówczesne produkcje powstawały jednak w czasach kolonialnych, nie były więc wolne od nierówności i krzywdzącego traktowania rdzennych mieszkańców odwiedzanych miejsc. Już same tytuły niektórych produkcji i sposób opowiadania byłyby dziś niestosowne. Oczywiście nie przekreśla to wartości archiwalnej pracy Johnsonów, ale trudno je dziś oglądać. W nakręconym w 1932 roku filmie „Congorilla” dali np. cygara afrykańskim pigmejom i sfotografowali, jak się dławią.

Największą sławę przyniosły Johnsonom wyprawy do Afryki. Filmowali zwierzęta, pejzaże, codzienne życie w obozie, polowania, przejazdy przez sawannę i spotkania z ludźmi, których kultura była dla amerykańskiej publiczności niemal całkowicie nieznana. Ich sprzęt należał do najnowocześniejszych w swoim czasie, a skala dokumentacji była imponująca. Ich fotografie i filmy są jednym z ważnych świadectw świata, który w znacznej części już nie istnieje: dawnych krajobrazów, sposobów życia, a także populacji dzikich zwierząt, które później zmniejszyły się pod wpływem zmian cywilizacyjnych.

Osa była gwiazdą tych zdjęć, ale też częścią opowieści, jaką Johnsonowie sprzedawali publiczności. Jej obecność działała na wyobraźnię widzów: drobna kobieta z Kansas wśród lwów, słoni, goryli i afrykańskich pejzaży wydawała się niemal bohaterką filmu przygodowego.

  • Osa Johnson pokazuje Masajom swoje kosmetyki - Hello Zdrowie

    Osa Johnson pokazuje Masajom swoje kosmetyki /fot. Getty Images, Bettmann

  • Osa Johnson - Hello Zdrowie

    Osa Johnson /fot. Getty Images, Osa & Martin Johnson Safari Mus. Archive

  • na zdjęciu: Martin i Osa Johnsonowie w towarzystwie swojego dozorcy - Hello Zdrowie

    Martin i Osa Johnsonowie w towarzystwie swojego dozorcy /fot. Getty Images, Osa & Martin Johnson Safari Mus. Archive

  • Osa Johnson trzyma strusie jaja - Hello Zdrowie

    Osa Johnson /fot. Getty Images, Osa & Martin Johnson Safari Mus. Archive

  • Osa i Martin Johnsonowie w towarzystwie współpracowników - Hello Zdrowie

    Osa i Martin Johnsonowie w towarzystwie współpracowników /fot. Getty Images, Martin & Osa Johnson Archive

Dobra żona wybitnego męża

Małżonkowie wyjątkowo dbali o swój wizerunek, ani na krok nie odchodząc od konwenansów. Świetnie oddaje to charakterystyka pary, jaką opublikował w 1937 roku New York Times: Martin trzyma kamerę, a Osa… nabitą strzelbę: „wysoki mężczyzna, który kręcił korbką kamery filmowej w połowie niecywilizowanego świata, oraz drobna kobieta, która zawsze trzyma przy jego boku naładowaną strzelbę, gotowa zabić wszystko, co zacznie go zabijać” – napisano.

Gdyby oceniać obecnymi standardami, Osa Johnson była celebrytką, która doskonale wiedziała jak budować własną legendę. Regularnie pisywała do pism kobiecych o tym, jakim wyzwaniem jest prowadzenie przytulnego domu w tropikach i dziczy, opisywała trudy przyrządzania zdrowych posiłków dla pracującego męża i próby zakładania ogrodu pod palmami. Pod koniec lat 30. uważana była za ikonę mody dla aktywnych kobiet, a w 1939 roku Akademia Mody w Nowym Jorku uznała ją za jedną z „najlepiej ubranych” kobiet w Ameryce, obok Bette Davis.

Johnsonowie z czasem przesiedli się do samolotów, by z góry filmować krajobrazy i zwierzęta.  Zdjęcia lotnicze stad słoni, żyraf i innych zwierząt były w tym czasie absolutną nowością. Byli wśród pierwszych filmowców, którzy konsekwentnie łączyli fotografię, kino, marketing i nowoczesną technikę.

Na straży wspólnej legendy

Katastrofa, która zakończyła ich wspólną działalność, wydarzyła się nie w Afryce, ale w Stanach Zjednoczonych. W styczniu 1937 roku Martin i Osa Johnsonowie lecieli samolotem, który rozbił się w Kalifornii. Martin zmarł następnego dnia. Osa została ciężko ranna, ale przeżyła. Dla wielu kobiet jej epoki byłby to koniec publicznej aktywności, ale dla niej stało się to początkiem nowego etapu życia.

Osa bardzo konsekwentnie stała na straży ich wspólnej legendy. Kontynuowała pracę, występowała z wykładami, opracowywała wcześniejsze materiały, wydawała książki i uczestniczyła w kolejnych nagraniach. Wprowadziła też na rynek linię designerskiej odzieży sportowej dla kobiet i dzieci oraz wyprodukowała zestaw pluszowych zwierzątek, który wspierał promocję jej książki. W 1940 roku ukazała się, napisana przez ghostwriterkę i scenarzystkę Winifred Dunn jej biografia „I Married Adventure”, która stała się bestsellerem.

W latach 50. pojawiła się w telewizji. Program „Osa Johnson’s Big Game Hunt” wykorzystywał materiały filmowe zgromadzone podczas wypraw i był jednym z wczesnych przykładów telewizyjnego opowiadania o dzikiej przyrodzie. Dziś podobne formaty kojarzą się z kanałami przyrodniczymi i popularnymi serialami dokumentalnymi, ale Johnsonowie przecierali ten szlak dekady wcześniej.

W 1953 roku, w trakcie planowania kolejnej wyprawy, Osa doznała zawału serca w swoim pokoju hotelowym w Nowym Jorku i zmarła w wieku 58 lat. Jej nekrolog opublikowany w „New York Timesie” podsumowuje jej niechęć do miejskiego życia i miłość do tropików:

„Nie mogę się doczekać powrotu do dżungli. Wolę być tam. Kiedy zarzucam karabin na ramię i wychodzę do lasu, czuję się, jakby wszystko należało do mnie. Tam nie ma rywalizacji, nie ma zmartwień o to, w co się ubrać i co mają na sobie inne kobiety. Jestem Królową Dżungli”.

Legenda Osy i Martina Johnsonów przetrwała między innymi za sprawą założonego dzięki staraniom jej matki w 1961 roku muzeum w rodzinnym Chanute, które gromadzi fotografie, filmy, listy, pamiątki, książki i materiały ekspedycyjne. Współcześnie promowane jest jako muzeum dla zakochanych.

Powiązane tematy: