Przejdź do treści

„Nie zawsze musimy ubrudzić sobie ręce po łokcie, żeby mieć satysfakcję i zysk” – mówi trenerka mocnych stron Malwina Faliszewska

Malwina Faliszewska / fot. Katarzyna Ładczuk
Podoba Ci
się ten artykuł?

– Nasza kultura tak nas nauczyła, że szanujemy wszystko, co przychodzi z trudem. Jeśli coś pojawia się zbyt łatwo, na przykład pieniądze się nas trzymają, jesteśmy onieśmieleni. Czasami nie pozwalamy sobie wręcz na zarabianie na swojej pasji, bo nam się wydaje, że żeby coś zarobić, trzeba się bardzo napracować. Chodzi o powiedzenia o ciężkiej pracy, bez której nie ma kołaczy, i innych, które ją gloryfikują. Dlatego nie doceniamy swoich talentów — zauważa Malwina Faliszewska, autorka książki „Uwolnij swój talent”.

 

Agnieszka Łopatowska: Jesteśmy w stanie odkryć w sobie każdy talent?

Malwina Faliszewska: To w zasadzie pytanie o to, czy każdy ma talent. Jeśli przyjmiemy, że talent to nie konkretne uzdolnienie, na przykład muzyczne, plastyczne czy inne artystyczne, a zgodnie z koncepcją, którą proponuje Instytut Gallupa, naturalny wzorzec myślenia, działania i odczuwania, który można produktywnie wykorzystywać, możemy uznać, że każdy taki wzorzec ma. Dobrze jest znaleźć przestrzeń, w której można konkretnie tę umiejętność rozwijać i korzystać z niej tak, żeby osiągać najlepsze rezultaty. Możemy szukać talentu w tych charakterystycznych uzdolnieniach, o których wspomniałam, ale mogą to być też inne, między innymi sposób organizacji, dociekliwość, skupienie na logicznym myśleniu. To może być też komunikatywność, umiejętność docierania do informacji, chęć uczenia się. Wszystko to możemy produktywnie wykorzystywać i tym tropem idąc – tak, każdy ma swój talent.

Ale talent nie będzie mocną stroną, jeśli nie będziemy go rozwijać.

Talent to nasza predyspozycja. Żeby stał się mocną stroną, musimy w niego zainwestować, czyli włożyć w niego jakąś konkretną pracę. Czasem jest to określona wiedza, umiejętności, które pozwolą zbudować świadomość tego talentu. Jeśli ktoś lubi mówić, umie przemawiać, ale zamęcza wszystkich, bo jest zbytnią gadułą, ma niedojrzały talent. Nie umie stosować go w taki sposób, żeby wydobyć z niego co najlepsze i wykorzystać w odpowiednich sytuacjach. Jeśli monopolizuje sytuację, nie daje nikomu dojść do głosu i cały czas jest w centrum uwagi, to oznaka, że jego talent jest nieokrzesany, nieopierzony. Żeby stał się mocną stroną, musi sprawdzić, jak działa i pozwolić mu dojrzeć.

Jeśli naszym talentem jest empatia, wiedzą na jej temat jest charakterystyka emocji, świadomość jak się rodzą. Również umiejętność zarządzania swoimi emocjami będzie inwestowaniem w talent, dzięki czemu empatia stanie się naszą mocną stroną, a nie kulą u nogi, kiedy zbyt mocno przejmujemy emocje innych ludzi. Gallupową matematyką ułożylibyśmy równanie: talent razy inwestycja równa się mocna strona. Kiedy ona się pojawi, będzie naszą dużą świadomością i pozwoli na wykorzystywanie jej w konkretnym celu. Mówi się, że rezultaty naszego działania pod wpływem mocnej strony są bliskie doskonałości.

Malwina Faliszewska / fot. Katarzyna Ładczuk

Prawdą jest, że żeby rozwinąć talent, trzeba się strasznie napracować?

Strasznie ciężko pracujemy, kiedy staramy się poprawić coś, co nie jest naszą naturą, i z tego zrobić mocną stronę. Wykorzystywanie naszych talentów wręcz przeciwnie – jest dla nas naturalne, jak choćby pisanie prawą czy lewą ręką, nie musimy się nad tym zastanawiać. Oczywiście to nie jest tak, że nas nic nie kosztuje, ale inaczej odczuwamy ten wysiłek. Sprawia nam przyjemność zabieranie za się różne czynności z nim związane, cieszymy się efektami, które widzimy. Nie mamy poczucia toczenia głazu pod górę jak ten Syzyf. Poprawianie słabości będzie nas coś kosztowało, ale nie będzie nas bardzo męczyć.

Nasza kultura tak nas nauczyła, że szanujemy wszystko, co przychodzi z trudem. Jeśli coś pojawia się zbyt łatwo, na przykład pieniądze się nas trzymają, jesteśmy onieśmieleni. Czasami nie pozwalamy sobie wręcz na zarabianie na swojej pasji, bo nam się wydaje, że żeby coś zarobić, trzeba się bardzo napracować. Chodzi o powiedzenia o ciężkiej pracy, bez której nie ma kołaczy, i innych, które ją gloryfikują. Dlatego nie doceniamy swoich talentów. Nie zawsze musimy ubrudzić sobie ręce po łokcie podczas tworzenia czegoś, żeby mieć z tego satysfakcję i zysk.

Sami umniejszamy swoim talentom. Jeśli coś nam przychodzi łatwo, często nie potrafimy nawet tego wycenić. Kiedy ktoś mnie prosi o napisanie tekstu, który zajmuje mi niewiele czasu, zazwyczaj nie biorę za niego pieniędzy, choć przecież z tego żyję.

Pierwsza pułapka, w jaką wpadamy w takiej sytuacji, to zapominamy, że to, co nam przychodzi z łatwością, ma wartość dla kogoś innego. Dla innej osoby możesz być ogromnym wybawieniem, ratujesz jej skórę albo robisz to, czego w najgorszych snach nie chce zrobić sama. Podobnie pewnie ty płacisz za inne rzeczy, które ktoś robi z przyjemnością, lubi je czy wychodzą mu bez trudu. Fajnie jest pozwolić sobie na to, że skoro mam jakąś umiejętność, niech ona mi przynosi profity, i cenić, że zajmuje choćby te pięć minut. Doceniaj się i odpowiednio wyceniaj swoją pracę. Nie myśl, ile cię to kosztowało, ale jaką konkretną wartość przekazałaś temu, kto jej od ciebie potrzebował.

Malwina Angerman-Kowalska

„Uczono nas walki ze słabościami, a nie koncentrowania się na rozwijaniu tego, w czym jesteśmy dobrzy” – cytuję twoją książkę i myślę, jak wielką walkę musimy ze sobą stoczyć, żeby zmienić to wpajane nam od dzieciństwa przekonanie.

Dopiero teraz zaczyna być widać nowy trend w niektórych firmach, gdzie już stosuje się metody wzmacniania obszarów do rozwoju, a nie obszarów do poprawy. W dojrzałych organizacjach nie mówi się już o słabościach. W szkole niestety nadal, jeśli dziecko jest w czymś dobre, zostawia się to tak, jak jest i nie przygląda temu specjalnie. Jak osiąga w czymś lepsze wyniki, uznajemy to za maksimum jego możliwości i koncentrujemy się na tym, co idzie mu słabo. Myślę, że pozwolenie na zgłębianie tego, co robi się świetnie, skutkowałoby większą liczbą pewnych siebie ludzi, którzy umieją o sobie powiedzieć dobrze, znają swoją wartość i potrafią wyceniać swoją pracę, a nie mówić skromnie, że nic wielkiego nie zrobili.

Piszesz: nie musisz być taki, jak inni”, bo to często podcina skrzydła.

Czasami wtłaczamy sobie w głowę przekonanie, czy też wynosimy je z domu, że powinniśmy być jak kolega czy koleżanka, bo bardziej przystaje do jakiegoś modelu. Znam przykład osoby, która chce iść na studia z dziennikarstwa sportowego, ale jej ojciec mówi, że w tym zawodzenie nie ma przyszłości, lepiej iść na prawo. Taka osoba może być za kilka lat nawet bardzo dobrym prawnikiem, ale najpewniej szybko się wypali. Bardzo szybko stanie się nieszczęśliwym prawnikiem. Każdy powinien znaleźć dla siebie coś, co jest jego. Inni ludzie mogą być dla nas inspiracją, wyzwalaczem pasji, czegoś, co przyciąga jak magnes. Ale i tak powinniśmy móc stworzyć swoją wersję, nie będąc czyjąś kopią. Kopiowanie zawsze jest skazane na porażkę. Po pierwsze zawsze będziemy się porównywać, a po drugie to „spłaszcza” nas jako człowieka. Brakuje w takim przypadku satysfakcji, uśmiechu i zadowolenia z tego, co się robi, ze sprawczości. Tego wszystkiego, co sprawia, że się chce.

I skazuje na życie w wiecznej konkurencji.

W poczuciu niedociągnięcia, wiecznie goniąc tego kogoś, nie mogąc poczuć satysfakcji z tego, kim się jest. Wśród talentów Gallupa jest rywalizacja, ale jego definicja mówi o ludziach, których mobilizuje bardziej to, że mają punkt odniesienia – w tabeli wyników, w rankingach, muszą obserwować konkurencję, żeby zawsze być o krok do przodu. To rodzaj stymulacji – dojrzałej lub niedojrzałej. Ta pierwsza jest bardziej mobilizująca, druga spalająca.

Pierwsza pułapka, w jaką wpadamy, to zapominamy, że to, co nam przychodzi z łatwością, ma wartość dla kogoś innego. Dla innej osoby możesz być ogromnym wybawieniem, ratujesz jej skórę albo robisz to, czego w najgorszych snach nie chce zrobić sama

Natomiast zawsze może nam zamieszać pewien gremlin, czyli wewnętrzny krytyk – dla mnie największy morderca talentów, kreatywności i pewności siebie. Częściej jego działania widzę u kobiet. U nich jest silniejszy niż u mężczyzn?

Wydaje mi się, że kobiety po prostu słabiej sobie z nim radzą. Kulturowo istnieje wobec nas oczekiwanie doskonałości. Na przykład w szkole od dziewczynek oczekiwało się zawsze, że muszą mieć piękny zeszyt ze szlaczkami, a jeśli chodzi o chłopców, to wystarczyło, że go mieli. To powoduje, że kobiety o wiele częściej mają przeświadczenie, że wszystko, co robią, musi być idealne od razu. Jeśli chłopcom coś nie wychodzi dzisiaj, wiedzą, że mogą spróbować jutro ponownie – nie pozwalają, aby ich krytyk wewnętrzny od razu spisał ich na straty po jednym niepowodzeniu. Częściej podejmują zabawy, które wymagają od nich, nawet niewielkiej, rywalizacji polegającej na sprawdzaniu się w działaniu: sportach, chowanego, wyścigach, podchodach. Stykają się częściej z takimi mikro-niepowodzeniami niż dziewczynki bawiące się w dom czy szkołę. Dla nich to, że coś raz nie wyszło, nie oznacza, że są beznadziejni i że nie da się tego zmienić.

My kobiety mamy większą presję, więc krytyk bywa rozszalały i bardzo potrafi nam podkopać pewność siebie. Mówimy też o syndromie oszusta, o którym do niedawna błędnie myślano, że dotyczy tylko kobiet, bo badania przeprowadzono jedynie na kobietach. Tymczasem dotyczy on przedstawicieli każdej z płci w równym stopniu. Syndrom oszusta podcina nam skrzydła, kiedy pod jego wpływem wydaje nam się, że wszystko, co osiągnęliśmy, jest dziełem przypadku, że zaraz się wyda, że tak naprawdę tego wszystkiego nie umiemy. Przede wszystkim dotyczy to ambitnych ludzi, którzy wysoko stawiają sobie poprzeczkę. Nawet mnie ostatnio dopadł, choć znam mechanizm jego działania. Przychodzą gorsze dni, kiedy tracimy wiarę we własne możliwości. Różnica polega na tym, że osoba mająca większą samoświadomość będzie umiała to zjawisko nazwać. Jeśli wie, że włączył jej się syndrom oszusta, źle się z nim czuje, zostawia się w spokoju albo szuka wsparcia. Wie, że może być dziełem chwilowego złego nastroju, przepracowania czy wygórowanych oczekiwań wobec siebie. Dlatego warto inwestować w budowanie samoświadomości, bo nam pomaga w rozwoju i niepoddawaniu się.

Podoba mi się pomysł, żeby przeciw wewnętrznemu krytykowi i syndromowi oszusta skierować wewnętrznego mentora.

Wewnętrzny krytyk w dużej mierze działa na generalizacjach i słowach, które nie opierają się na faktach, albo stwierdzeniach, które rodzą się pod wypływem emocji: stresu, strachu, obawy czy smutku. Wtedy nagle wszystko wydaje się gorsze. „Nigdy nic nie doprowadzę do końca”, „zawsze wszystko zepsuję” – myślimy. „Nic”, „wszystko”, „nigdy”, „zawsze” to słowa, które są zbytnimi uogólnieniami i gdyby przyjrzeć się temu, czy rzeczywiście nigdy nic mi nie wychodzi, okaże się, że myślę tak tylko pod wpływem trudnych emocji.

Krytyk teoretycznie powstał po to, żeby nas wpierać i nam pomagać. Jego rolą jest to, żebyśmy się bardziej postarali, byli dobrze oceniani, lubiani przez otoczenie. Ale jeśli jest zbyt rozszalały, płacimy zbyt dużą cenę za słuchanie jego głosu. Kiedy krytyk mówi: „nigdy się nie wyrabiasz na czas”, mogę sobie zadać pytanie, czy rzeczywiście tak jest. Jeśli zostawiam pracę na ostatnią chwilę i nie służy mi to, wewnętrzny mentor powinien powiedzieć: „dobra, dzisiaj się już z tego powodu nie biczuj, ale następnym razem lepiej rozplanuj swoje zadania”. Dobrze mieć choć samą świadomość, że włącza nam się wewnętrzny krytyk. Rick Carson, autor książki, w której pisze o poskromieniu swojego gremlina, wspomina o tym, że pierwszym krokiem do osłabienia tego głosu w głowie jest zauważenie, że w ogóle do nas mówi.

Talent to nasza predyspozycja. Żeby stał się mocną stroną, musimy w niego zainwestować, czyli włożyć w niego jakąś konkretną pracę. Czasem jest to określona wiedza, umiejętności, które pozwolą zbudować świadomość tego talentu

Jak uchronić nasze dziecko przed wewnętrznym krytykiem?

Krytyk rodzi się w nas jako głos rodziców, opiekunów w dzieciństwie. Nasza świadomość tego, jak i co mówimy do swojego dziecka, to już pierwszy krok do tego, by go nie podsycać. Nie chodzi o to, żeby chwalić dziecko na każdym kroku i za każdą rzecz, którą zrobi. Kiedy przybiegnie do nas z rysunkiem i zapyta, czy ładnie narysowało, zazwyczaj odpowiadamy, że pięknie, a dobrze czasem zadać pytanie: „a tobie się podoba?”. Wtedy uczymy je, że świat zewnętrzny ma swoją opinię, ale to, co ono myśli na temat tego rysunku, też jest ważne. Oddajemy mu odpowiedzialność za ocenę swojej pracy, sprawczość.
Nie możemy upierać się również na to, żeby dziecko stało się naszą kopią. Bardzo często chcemy z niego stworzyć naszą mniejszą, najlepiej poprawioną wersję, albo przestrzec je przed czymś na podstawie naszych doświadczeń, co może wpłynąć na tracenie przez nie czasu w dążeniu do spełniania siebie. Nawet jeśli nasze dziecko przyniesie gorsze stopnie, zamiast je krytykować, lepiej sprawdzić, co robi świetnie i w tym je wspierać. Może zjednuje sobie ludzi? Świetnie się adaptuje w nowych warunkach? Jest osobą bardzo pomysłową? Chwalmy je za to, mimo że może czasami nie spełnia oczekiwań w konkretnych dziedzinach, w których chcielibyśmy. Przyjrzyjmy się też temu, co nas bardzo różnicuje od naszego dziecka. Wiadomo, że jest wypadkową dwojga rodziców – zaakceptujmy to i doceńmy wartość wynikającą z tej różnicy.

W twojej książce znajdziemy ćwiczenia, które pozwolą nam na wiele kwestii zwrócić uwagę.

Zachęcam nimi właśnie do budowania swojej samoświadomości. To taka podróż polegająca na odkrywaniu siebie. Niezależnie od tego, w jakim jesteśmy wieku, możemy się dowiedzieć o sobie czegoś więcej. Rzadko kiedy pozwalamy sobie na zrobienie w swoim życiu stopklatki i zastanowienie się nad tym, co do niego wnosimy, jacy jesteśmy, czego potrzebujemy, jakie mamy motywacje, z czym ludzie się do nas zgłaszają, czego od nas chcą, co w nas chwalą. Zostawiam miejsce na taką autorefleksję. Można przez to przejść, analizując swoje talenty i umiejętności, zastanowić się, w czym nam pomagają i jak jeszcze lepiej możemy je wykorzystywać. Ta książka ma wzmocnić samoświadomość, ale również poczucie pewności siebie, sprawczości, wiarę w to, że jesteśmy unikalnymi ludźmi i mamy swój dar, który możemy zaoferować światu. Co więcej, dzięki któremu możemy zarabiać na życie, a tym samym sprawić, że będzie ono szczęśliwsze.

Dla mnie to też książka do czytania na życiowym zakręcie – kiedy masz pracę, której nie możesz już ścierpieć, czy pomysł na to, żeby pasję przekuć w biznes, ale wciąż się boisz.

Bardzo chętnie pewnie sięgną po nią osoby, które są w momencie albo życiowego zakrętu, poczucia dyskomfortu albo poszukiwania na zasadzie: „wiem, że nie chcę tutaj być, ale jeszcze nie wiem, w jakim innym miejscu”. Mogą po nią sięgnąć mamy, które nie chcą wracać do tej samej pracy po urlopie macierzyńskim. Ale też osoby, które są nastawione na pewien sukces i chcą sobie lepiej zdać sprawę z tego, co jest ich wyróżnikiem, czy też bardziej świadomie budować swoją markę osobistą. To książka specjalnie wydana na papierze, który zachęca do notowania. Warto ją sobie zostawić i do niej wracać. Można czytać od deski do deski, ale i znajdować sobie odpowiednie fragmenty w zależności od tego, czego akurat potrzebujemy. Będzie najlepiej służyła, jeśli potraktuje się ją jako osobisty rozwojownik. A warto, bo badania Gallupa pokazują, że osoby, które mają okazję pracować na podstawie swoich mocnych stron, aż trzy razy częściej od innych deklarują doskonałą jakość życia. Skoro spędzamy średnio dziennie osiem godzin w pracy i wyzuwamy się w niej z energii, to naprawdę nie zastaje nam już wiele sił, żeby z radością spędzać pozostały czas. Bardzo wierzę, że robienie tego, do czego jesteśmy stworzeni, jest dużo bardziej opłacalne.

Malwina Faliszewska – certyfikowana trenerka i coachka mocnych stron Instytutu Gallupa oraz ICF. W 2018 roku wystąpiła na TEDx Warsaw Women. Prowadzi popularny podcast Sięgaj po więcej. Jej misją jest ośmielanie kobiet do tego, by w pełni wykorzystywały swój potencjał. Autorka książki „Uwolnij swój talent. Porzuć walkę ze słabościami i postaw na mocne strony!” wydanej przez Znak JednymSłowem pod patronatem Hellozdrowie.pl

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Powiązane tematy:

Podoba Ci
się ten artykuł?