Przejdź do treści

„Raz jestem młodym bogiem, a raz mam pętlę na szyi”

Anka Mrówczyńska. Foto: archiwum prywatne
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
„Nie mam dzieci z wyboru. Nie będę za to przepraszać!”. Ewa Chodakowska odpowiada na hejt
Transpłciowa pacjentka trafiła na oddział męski. „To jest on, to jest mężczyzna” – mówią lekarze
Lara Gessler o życiu z ortoreksją: „Wpadałam w panikę, kiedy miałam pięć, a nie sześć migdałów na śniadanie”
Svante Pääbo laureatem nagrody Nobla w dziedzinie medycyny. „Udało mu się dokonać niemożliwego”
Czego nie wolno wyrzucać do toalety? Mama Chemik odpowiada i pokazuje zdjęcia

– Raz jestem młodym bogiem, a raz mam pętlę na szyi – mówi Anka Mrówczyńska, autorka czterech autobiografii, w których bez znieczulenia opowiada m.in. o swoich zmaganiach z borderline (zaburzenie osobowości charakteryzujące się m.in. wahaniami nastroju, napadami gniewu, lękiem przed odrzuceniem, działaniami autoagresywnymi czy chronicznym uczuciem pustki – przyp. red.), autoagresji, terapiach, próbach samobójczych, pobycie w szpitalu psychiatrycznym.

Aneta Wawrzyńczak: Wstydzisz się?

Anka Mrówczyńska: Tak. Wstydzę się bardzo.

I czym się to objawia?

Przede wszystkim dużym zdenerwowaniem, poceniem się, czerwoną twarzą, trzęsącymi się rękoma.

Wstydzisz się permanentnie czy doraźnie?

Wcześniej był to wstyd permanentny, teraz już raczej doraźny, głównie w sytuacjach nowych, niekomfortowych dla mnie. Na przykład teraz (śmiech).

Wcześniej wstydziłaś się 24 godziny na dobę?

Właściwie tak. Wstydziłam się iść do sklepu, zapytać o coś, porozmawiać z kimś. Przed rodziną wstydziłam się okazać złe samopoczucie, dochodziło do tego, że na przykład smutnych piosenek słuchałam przez słuchawki, żeby nikt nie wiedział, że źle się czuję. To jest takie uczucie skrępowania, że człowiek nie chce, żeby to w jakikolwiek sposób wyszło na światło dzienne.

Chce uciec, schować się?

Dokładnie tak.

Da się to zrobić w dzisiejszych czasach?

Myślę, że tak. Wystarczy zamknąć się w domu i wyłączyć internet.

 

"Zodiakalny Baran. Wegetarianka. Pacyfistka. Intuicjonistka. Absolwentka klasy dziennikarskiej. Trochę studentka filozofii. Potem pedagogiki. Kiedyś początkująca poetka, dziś aspirująca pisarka. Rocznik 1987. Diagnozy: osobowość chwiejna emocjonalnie, typ borderline i zaburzenia bierno-agresywne z elementami schizoidalnego. Autoagresja. Autodestrukcja. Lęki. Depresja. Ekshibicjonizm emocjonalny" - tak mówi o sobie Anka Mrówczyńska

Przerabiałaś to na własnej skórze?

Aż tak to nie. W 2007 roku założyłam bloga, gdzie opisywałam swój stan psychiczny. Pisałam kompletnie szczerze i myślę, że dzięki temu udało mi się przełamać wstyd. Z biegiem lat wręcz stałam się emocjonalną ekshibicjonistką, zaczęłam czerpać swego rodzaju satysfakcję z pokazywania innym ludziom mojego świata wewnętrznego.

Drążę, bo zwłaszcza w twojej ostatniej książce „Borderdline: Autoterapia, czyli o sprawach poważnych z solidną dawką autoironii”, ten wstyd powraca jak bumerang, jedno z twoich wcieleń wciąż powtarza mantrę: wstydzę się.

Ta postać jest troszkę przerysowana, pokazuje raczej, jak czułam się wcześniej. Teraz dzięki lekom, a zwłaszcza terapii stałam się bardziej otwarta.

Masz 31 lat, 10 lat temu zdiagnozowano u ciebie zaburzenia bierno-agresywne, w 2014 roku z kolei osobowość chwiejną emocjonalnie typu borderline. Diagnoza przynosi ulgę, że już wiadomo, co jest z tobą „nie tak”? Czy przeraża, bo potwierdza, że rzeczywiście coś jest „nie tak”, przykleja łatkę zaburzonej?

Niektórym przeszkadza, bo czują się zaszufladkowani. Tym bardziej, że ludzie z zewnątrz często negatywnie reagują na taką diagnozę. Ja poczułam dużą ulgę, już jako nastolatka wiedziałam, że coś jest ze mną nie tak i szukałam odpowiedzi, co to może być. Kiedy zaczęłam czytać o kryteriach diagnostycznych borderline, uznałam, że pasuję do tego w stu procentach. Poszłam do psychiatry, a ta stwierdziła, że nie wie, co ja tu robię, bo mam tylko lekkie zaburzenia depresyjno-nerwicowe. Przepisała mi tabletki antydepresyjne tylko dlatego, że – jak sama stwierdziła – wymusiłam to na niej. I powiedziała, żebym już więcej nie przychodziła, bo ona nie widzi takiej potrzeby.

Aha.

Z kolei w 2008 roku, gdy trafiłam do szpitala i zrobiono mi test osobowości, wyszło, że podobno mam zaburzenia bierno-agresywne z elementami schizoidalnego. Choć pani ordynator stwierdziła, że zdiagnozowałaby u mnie pograniczne zaburzenia osobowości, gdyby nie to, że się nie tnę na oddziale. Poczułam się zlekceważona, więc po wyjściu ze szpitala szukałam informacji na ten temat tego zaburzenia, niewiele udało mi się znaleźć. Właściwie tylko tyle, że to jest sabotowanie różnych działań i bierna agresja. A to w ogóle nie wyczerpywało tego, co mi dolegało, więc zraziłam się do psychiatrów. W międzyczasie zgłosiłam się też do psychologa w poradni studenckiej, spotkania miałam raz na dwa-trzy tygodnie. I za każdym razem musiałam opowiadać wszystko od początku, bo pani psycholog nic nie pamiętała, nic nie zapisywała.

Robota głupiego.

Nie wiedziałam, jak mam dalej żyć, skoro nie umiem sobie poradzić z tym życiem, a znikąd nie mogę uzyskać pomocy. Dopiero w lutym 2014 roku, kiedy mój stan bardzo się pogorszył, zadzwoniłam do centrum interwencji kryzysowej. Tam psycholog stwierdziła, że to jest jakaś paranoja, że dostałam diagnozę zaburzeń bierno-agresywnych, skoro nie raz próbowałam się zabić. Chodziłam do niej ze dwa miesiące, raz w tygodniu, tak udało mi się doczekać do terapii na oddziale dziennym. Wytrzymałam dziewięć dni, później przeniesiono mnie na oddział zamknięty, bo byłam w tak złym stanie, że bezpośrednio zagrażałam swojemu zdrowiu i życiu.

 

W przestrzeni zakupowej HelloZdrowie znajdziesz produkty polecane przez naszą redakcję:

PROMOCJA
Zdrowie umysłu
Less Stress from Plants 60 kaps. wegański
60,00 zł 90,00 zł

Tam napisałaś pierwszą książkę „Młody bóg z pętlą na szyi. Psychiatryk”. I dostałaś diagnozę: borderline. To był punkt zwrotny w twoim życiu? 

Tak. Po wcześniejszych diagnozach uznałam, że nie muszę się leczyć, bo tak naprawdę nic mi nie jest. Dopiero po stwierdzeniu u mnie borderline poszłam do psychiatry i na terapię. 

Wróćmy jeszcze do wstydu, na chwilkę tylko. Gdy miałaś 14 lat, wpadłaś w alkohol, później doszły samookaleczenia, próby samobójcze, fobie społeczne… To wszystko jest przyczyna czy skutek tego twojego wstydu? 

I jedno, i drugie. Paraliżujący, nieustanny wstyd bierze się z pogranicznego zaburzenia osobowości, to jest jeden z najczęstszych symptomów. I ten wstyd prowadzi do różnych działań, które z kolei wstyd pogłębiają. Błędne koło.

A samej diagnozy, tego, że masz borderline, wstydzisz się? 

Nie, zaakceptowałam wszystko, co się w moim życiu wydarzyło. Gdyby nie to zaburzenie, to prawdopodobnie nie spełniłabym swojego największego marzenia, jakim było wydanie książki. A bez bordera być może nie miałabym o czym pisać (śmiech). Tragiczny dla mnie w tamtym czasie pobyt w szpitalu psychiatrycznym, kiedy byłam na skraju samobójstwa, spowodował, że napisałam do końca pierwszą w swoim życiu książkę, bo wcześniej zaczynałam, ale po kilku stronach poddawałam się.

Pisanie stało się dla ciebie rodzajem autoterapii?

Zdecydowanie. Nawet ostatnio mój terapeuta stwierdził, że gdyby nie pisanie, być może już bym nie żyła. Prawda jest taka, że pisanie to jest sens mojego życia.

Gdy na początku 2016 roku zgłosiłam się do ciebie po komentarz do twojej pierwszej książki, postawiłaś warunek: kontakt tylko mailowy. Nawet odnotowałam w tekście takie zdanie: „nie możemy spotkać się osobiście ani nawet porozmawiać przez telefon, bo Anka boi się ludzi, utrzymuje jedynie internetowe znajomości, które jej nie zagrażają”. Teraz się rozmawiamy normalnie, nawet zdecydowałaś się pokazać swoje zdjęcie. Co się zmieniło?

To zasługa przede wszystkim terapii. Poza tym 1 grudnia będę miała pierwsze w życiu spotkanie autorskie w czasie Wrocławskich Targów Dobrych Książek. Choć bardzo się tego boję, zdecydowałam się opublikować swoje zdjęcie. Żeby czytelnicy oswoili się z moim wyglądem. I żebym ja się oswoiłam z tym, że inni wiedzą, jak wyglądam. To mój pierwszy krok do ujawnienia siebie.

 

Jeżeli czujesz się kobietą, to rak tego nie zmieni

Piszesz bez ogródek, czasem bardzo brutalnie, czasem zabawnie, autoironicznie, zawsze – tak się wydaje – totalnie szczerze. W książkach robisz nawet nie tyle autoterapię, co autowiwisekcję. Nie boisz się?

Moją naczelną dewizą zawsze było wszystko albo nic. Skoro już zdecydowałam się o sobie pisać, to postanowiłam ujawnić wszystko i jak najdokładniej. Tak, żeby innym rzeczywiście to mogło pomóc. Gdybym próbowała zatuszować pewne sprawy albo wygładzić, ludzie by wyczuli fałsz. A autoironia pozwoliła mi przyjrzeć się sobie, wyśmiać swoje lęki, przekonać się, że nie trzeba przeżywać swoich problemów śmiertelnie poważnie. Nabrałam dzięki temu dystansu do samej siebie. Dużo łatwiej jest tak żyć. 

Piszą do ciebie kobiety z borderem? 

Oj, tak. Co kilka dni dostaję jedną-dwie wiadomości. 

I co piszą? Że fajnie, bo piszesz wprost o borderze, z czym i jak się to je. Czy że niefajnie, bo obnażając siebie obnażasz też i je same? 

Ani razu nie spotkałam się z krytyczną uwagą. Wszystkie bardzo dziękują, mówią, że dzięki książce mogą lepiej same siebie zrozumieć, a nawet skłaniają się do podjęcia leczenia. Także, że mój styl pisania sprawia, że czują, że nie są same z tym problemem. Bo wcześniej wydawało im się, że są dziwne, chore psychiczne, a teraz wreszcie mogą siebie zaakceptować. Wiele z nich też przyznaje, że dają książkę swoim bliskim, żeby mogli zrozumieć, co się z nimi dzieje, co wewnątrz przeżywają. 

A bliscy – zwłaszcza partnerzy, mężowie, kochankowie kobiet z borderem – też piszą?

Też. Tylko nie tyle piszą, że sami czytali, co że podarowali moją książkę swoim zaburzonym partnerom.

Chciałabyś, żeby sami też przeczytali? 

Jasne! Myślę, że mogliby dzięki temu zrozumieć wiele zachowań, które z boku wydają się  niezrozumiałe czy wręcz irracjonalne. 

To jeszcze zapytam o psychologów, psychiatrów, terapeutów – w nich masz sprzymierzeńców czy wrogów? 

Zdecydowanie sprzymierzeńców. W swoich recenzjach piszą, że polecają moje książki zwłaszcza młodym psychologom i studentom uczelni medycznych jako wiarygodny obraz tego, czym tak naprawdę jest borderline.

A ludzie? Ludzie bordera rozumieją czy wciąż mówią: w dupie ci się poprzewracało, użalasz się nad sobą, inni mają gorzej, weź się po prostu w garść? 

Niestety, nie rozumieją. W naszym społeczeństwie temat zdrowia psychicznego wciąż jest tabu, a takie zaburzenia obrosły wieloma mitami. Także przez to, jak się zachowujemy, nie jesteśmy zupełnie bez winy. Ale, niestety, bardzo duża część społeczeństwa myśli o nas źle. Szczególnie ci, którzy mieli styczność z osobami z borderem uważają nas za wampiry emocjonalne, od których trzeba się trzymać z daleka, bo zniszczą im całe życie.

I nic się od lat nie zmienia? Ani trochę, nawet ociupinkę? 

Jeśli chodzi o borderline, wydaje mi się, że nie. Zmianę obserwujemy w przypadku depresji, dużo się o tym mówi, gwiazdy robią coming-outy, to już nie jest temat tabu. Borderline wciąż nim jest – bo się o tym mało mówi. Dlatego między innymi ludzie się boją, po prostu nie wiedzą, z czym to jest związane, co osoba z borderem myśli, co przeżywa.

I tu, zdaje się, znów wracamy do wstydu.

No tak, bardzo często osoby z borderem ukrywają swoją diagnozę w obawie przed napiętnowaniem. A to z kolei nie sprzyja zdrowieniu. Przeciwnie, taka osoba wtedy czuje, że  rzeczywiście nie jest normalna, skoro musi się ukrywać z tym, jaka naprawdę jest. Ja oczywiście nie mówię w imieniu wszystkich, osoby z borderem są bardzo różne. Bywają przebojowe, osiągają sukcesy w pracy zawodowej, robią kariery na wysokich szczeblach. Większość jednak spośród tych, z którymi rozmawiam, wstydzi się bordera.

 

Ci przebojowi, robiący kariery, mają, powiedzmy „lekkiego” bordera?

Są osoby bardziej i mniej zaburzone, ale generalnie żeby zdiagnozować bordera, trzeba mieć pięć objawów na dziewięć. To sprawia, że mieszanka symptomów może być najróżniejsza. Nie trzeba mieć myśli samobójczych, okaleczać się, mieć problemów z autodestrukcją, żeby mieć borderline. W zamian można mieć lęk przed opuszczeniem czy zmienne nastroje. Dużo zależy od konfiguracji objawów.

Borderline jest tabu, to już ustaliłyśmy. A co z pobytem w szpitalu psychiatrycznym? Z takim doświadczeniem w życiorysie też lepiej się ukrywać, żeby nie przylgnęła łatka wariata?

Wydaje mi się, że to akurat powolutku się zmienia, chociaż ludzie wciąż wstydzą się do tego przyznać, nawet pokazać L4 od psychiatry, a co dopiero ze szpitala psychiatrycznego. Ja osobiście nie mam z tym żadnego problemu. 

Da się wytrzymać w psychiatryku? Ja wiem, że wytrzymałaś. Ale w twojej relacji z pobytu w takim szpitalu przeraził mnie schemat rodem z „Dnia Świstaka”: pobudka, papieros, „pani Aniu, śniadanie!”, „ja nie jem śniadań”, porcja leków, porcja kawy, porcja papierosów, obchód, „pani Aniu, i jak tam dzisiaj się czujemy?”, kawa i papieros, obiad, kawa i papieros, kolacja, wizyta narzeczonego, papieros, kieliszek z lekami, rama papierosów, sen. I tak dzień w dzień. 

Niestety, nasza służba zdrowia jest bardzo zaniedbana. W szpitalu, w którym się znalazłam, nie była prowadzona terapia sensu stricto, były tylko rozmowy z panią psycholog – nawiasem mówiąc bardzo miłą, ale to nie były rozmowy terapeutyczne, tylko bardziej podtrzymujące na duchu.

Są jakiekolwiek szpitale, gdzie taka pełnoprawna terapia jest prowadzona? 

Tak, na przykład w Szpitalu Klinicznym im. dr J. Babińskiego w Krakowie prowadzona jest półroczna stacjonarna terapia, tylko że trudno jest się tam dostać. Podobno wychodzi się w miarę zaleczonym. Podobno, sama nie byłam.

To wszystko, przez co przeszłaś – uzależnienia, pobyt w szpitalu psychiatrycznym, autoagresja – jakoś odbiło się na twoim zdrowiu psychicznym i fizycznym? 

Jeżeli chodzi o fizyczność, to została mi cała masa blizn na ciele. Ale na szczęście alkohol i przedawkowywanie leków nie zrujnowały mi całkiem wątroby. A jeśli chodzi o psychikę, to nauczyłam się niczego nie żałować. Stwierdziłam, że te wszystkie wydarzenia doprowadziły mnie tu, gdzie jestem obecnie. A jestem w punkcie, w którym czuję się spełniona i szczęśliwa. Jak sobie pomyślę, że jeszcze niedawno chciałam się zabić, to nie mieści mi się to w głowie. Teraz życie dla mnie jest piękne, cieszę się z każdej drobnej rzeczy. Myślę, że nauczył mnie tego ogrom cierpienia, jaki przeżyłam.

Spróbujesz streścić bordera, własnymi słowami? Wytłumacz mi tak, jakbym była małym dzieckiem i zapytała: Ciociu Aniu, co ci jest? 

Ciocia Ania przeżywa przede wszystkim ogromną pustkę. To jest takie uczucie, że ciebie nie ma, tak jakby było samo ciało, a nie było duszy. Poza tym popada w skrajne nastroje.

Jak pisał Władysław Broniewski, „od zachwytów aż do otępień huśta serdeczna huśtawa”? 

Dokładnie. Od manii uwielbiania życia, euforii, poczucia, że wszystko mogę, po totalną depresję, poczucie bycia zerem, bezsensu życia. Oprócz tego osoby z borderem mają problemy z gniewem nieadekwatnym do sytuacji i jego kontrolowaniem. To może być acting-out, agresja skierowana na zewnątrz, albo acting-in, czyli autoagresja. Także ogólnie szeroko pojęta autodestrukcja: wydawanie pieniędzy ponad miarę, przygodny seks z różnymi partnerami, nadużywanie substancji psychoaktywnych, kompulsywne jedzenie, szybka jazda samochodem. Ważnym elementem są też zaburzenia tożsamości, najczęściej się słyszy: nie wiem, kim jestem, czego chcę, czuję, że mnie nie ma. Wreszcie – niestabilny obraz samego siebie. Raz jestem młodym Bogiem, a raz mam pętlę na szyi.

 

Ciociu, a dlaczego ci się tak porobiło? 

Co do tego specjaliści nie są do końca zgodni. Podobno osoby z borderem mają troszkę inną strukturę mózgu, część odpowiedzialna za kontrolowanie emocji jest słabiej rozwinięta. Często wspomina się też o tym, że wina leży w błędach wychowawczych i traumach. Choć tu też odgrywa rolę biologia, bo jedna osoba przeżyje traumę we wczesnym dzieciństwie i nic jej nie będzie, a druga, która jest bardziej podatna biologicznie, może w sobie rozwinąć zaburzenie borderline.

Tak czy owak – to nie jest twoja wina? 

To nie jest moja wina, to nie jest nasza wina. Choć często osoby z borderline czują się winne, że są takie, a nie inne. Nie chcą takie być, nie robią tego z premedytacją, nie manipulują ludźmi celowo. Zdarzają się wyjątki, jednak zdecydowana większość próbuje manipulować innymi zupełnie nieświadomie.

Borderline jest nieuleczalny?

Niektórzy mówią, że nie leczy się bordera, bo to nie jest choroba tylko zaburzenie osobowości. Ja natomiast uważam, że się leczy. Podobno około 40. roku życia objawy zaczynają trochę ustępować, wraz z wiekiem już nie są tak gwałtowne.

Nie da się wyleczyć, ale można zaleczyć? 

Tak, da się doprowadzić do takiego stanu, żeby życie było dobre i satysfakcjonujące.

Tobie do czterdziestki jeszcze trochę brakuje. Będziesz czekać czy już ci się udało jakoś okiełznać bestię, zaakceptować ją, może troszeńkę nawet polubić?

Nie mam do swojego borderline negatywnych uczuć, bo gdyby nie to zaburzenie, nie spełniłabym swojego największego marzenia, nie pisałabym. Na pewno terapia pomaga w codziennym życiu, pomaga uporać się z objawami. Wiadomo, że jeszcze u mnie występują, ale nie są już tak nasilone jak kiedyś. Teraz przynajmniej rozumiem siebie, a to jest bardzo ważne.

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Zainteresują cię również:

Trening EMS – na czym polega? Elektrostymulacja czy siłownia? 

„Jestem za tym, by tego, co fizjologiczne, nie traktować jako gorszego”. O tym, jak szukać zalet menopauzy, mówi psycholożka Anna Górska

Editing friends, czyli porządki wśród znajomych. „Warto co jakiś czas przejrzeć spis swoich kontaktów” – radzi psycholog dr Joanna Heidtman

Rozciąganie pleców na sportowo

Stanie na rękach – sztuczka, która wiele zmienia

5 porad, dzięki którym będziesz zarządzać swoim czasem jak mistrz

Dziewczyna pływa w basenie

Kontuzja, stres, ból pleców, słaba wydolność oddechowa? Jest na to jedna odpowiedź – basen

Mama Chemik: „Nie łącz octu z sodą. To błąd!”

„Współuzależnienie nie zawsze znika po zakończeniu związku z osobą uzależnioną. I nie tylko wraz z nim się pojawia” – mówi terapeutka uzależnień Joanna Flis

Prześwietliła dziecięce ubranka dla dziewczynek. "Nie uwierzycie, jak okropne to jest" - podsumowała / istock

Prześwietliła dziecięce ubranka dla dziewczynek i chłopców. „Nie uwierzycie, jak okropne to jest” – podsumowała

Aborcja bez względu na stan cywilny. Mieszkanki Indii mówią o przełomie

„Menopauzę trzeba „odczarować” i po prostu o niej mówić”. Mówi dr Julita Czernecka, socjolog, współtwórczyni raportu „Menopauza to nie pauza”

Joanna Keszka, instruktorka seksualna, pisarka /fot. archiwum prywatne

Joanna Keszka: „Dojrzałość polega na tym, że jesteśmy bardziej otwarci – na siebie i na drugą osobę. Także w seksie”

Alicja Długołęcka, psychoterapeutka, edukatorka seksualna/fot. Tamara Pieńko

„O uderzeniach gorąca wolę mówić i myśleć jak o uderzeniach mocy”. Alicja Długołęcka o akceptacji zmian w życiu kobiety

„Pomyślałam: jak teraz się nie zaakceptuję, to kiedy? Poczułam się jak bogini kobiecości”. O tym, jak zaprzyjaźnić się z sobą po menopauzie, opowiada Elżbieta Kosińska-Wappa

Seniorów w Polsce nie stać na wykupywanie recept. Wyniki nowego raportu szokują / istock

Seniorów w Polsce nie stać na wykupywanie recept. Wyniki nowego raportu szokują

Gwałt na mężczyźnie przez kobietę to nie żart. "To gwałt jest problemem, nie płeć sprawcy i ofiary" - podkreśla Maja Staśko / East News Paweł Wodzynski

Gwałt na mężczyźnie przez kobietę to nie żart. „To gwałt jest problemem, nie płeć sprawcy i ofiary” – podkreśla Maja Staśko

„Nie ma różnicy, czy siedzi przede mną osoba uzależniona od telefonu, czy alkoholu. Będą mieć te wymówki” – mówi Krzysztof Piersa, terapeuta uzależnień

Ćwicz do oporu! Czym są ćwiczenia oporowe i dlaczego powinni je wykonywać także seniorzy? 

Pilot w spódnicy, stewardessa w spodniach? Załoga linii lotniczych Virgin może wybrać strój, w którym czuje się najbardziej komfortowo / YouTube

Pilot w spódnicy, stewardessa w spodniach? Załoga linii lotniczych Virgin może wybrać strój, w którym czuje się najbardziej komfortowo

Gwyneth Paltrow: „Akceptuję swoje ciało i odpuszczam sobie potrzebę bycia idealną”

Albo czołganie się, albo pielucha. Pasażerka opublikowała uwłaczające nagranie z samolotu

Erika Diaz / screeny TikTok

„Jaki ten strój jest wyzywający! Chodzisz do pracy, a nie na randkę”. Pielęgniarka, wyśmiewana za wygląd swojego uniformu, odpowiada

45 mln euro na zdrowie seksualne i reprodukcyjne kobiet z całego świata. „Jest to zasadnicza część naszej globalnej polityki zdrowotnej”

Najpopularniejsze

Kobieta wąchająca kwiat

Choroby mają zapach – wiedziałaś o tym?

Ćwiczenia na biust

Ćwiczenia na biust. 6 sposobów na jędrne piersi

8 rzeczy, za które pokochają cię twoje stawy. Nie tylko wysiłek fizyczny!

Kobieta mindfulness

Mindfulness dla początkujących. Kasia Bem zdradza 5 prostych zasad uważności

kobieta na wydmach

„Odpuszczanie” jest dobre dla ambitnych i konsekwentnych kobiet – podpowiada nam psycholożka Anita Kruszewska

Kobieta ćwiczy

Ćwiczenia na wzmocnienie kręgosłupa – łatwe i skuteczne

Kobieta w stroju fitness

Oponka na brzuchu. Jak zredukować ten problem?

Przysiady bułgarskie – ćwiczenie na zgrabne uda i pośladki/Pexels

Przysiady bułgarskie – ćwiczenie na zgrabne uda i pośladki

Ćwiczenia na rozciąganie barków

Rozciąganie stawów barkowych – te ćwiczenia na pewno ci się przydadzą

7 najgorszych typów butów dla twoich stóp. Jakie obuwie może być niebezpieczne?

Intymne dolegliwości rowerzystek. Sprawdź, jak zadbać o siebie w trakcie rowerowych wojaży

Odczuwasz lęk i niepokój, choć nic złego się nie dzieje? Sprawdź, co może ci dolegać

Kobieta ćwiczy

Dzień się dopiero rozpoczął, a ciebie już ktoś wyprowadził z równowagi? Poznaj 5 kroków, które pozwolą zapanować nad emocjami

Ty zawsze w trzech swetrach, a dalej ci zimno? Oto kilka możliwych przyczyn

Kasia Bigos trenerka

Ćwiczenia z hantlami – wypracuj smukłe ramiona

Smartfon a dolegliwości / istock

Smartfon a dolegliwości, które może wywołać. To nie tylko bezsenność

×