Przejdź do treści

Co zrobić, kiedy w tłumie zagubi się nam dziecko? Tłumaczy Aneta Bańkowska, ekspertka z ITAKA

Tłum na plaży widziany z lotu ptaka
W wakacyjnym tłumie łatwo stracić z oczu dziecko. Co robić? / Fot. GettyImage
Podoba Ci
się ten artykuł?
Podoba Ci
się ten artykuł?

 – Największą prewencją nie tylko zaginięć, ale też wielu innych tragedii, jest budowanie kontaktu i relacji z dzieckiem. Bardzo istotne jest też, żeby z małym dzieckiem wypracować hasło bezpieczeństwa – mówi Aneta Bańkowska, psycholożka z Zespołu Poszukiwań i Identyfikacji Fundacji ITAKA – Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych. Zapytałyśmy ją m.in. o to, jak zachować się, kiedy nasze dziecko zagubi się w zatłoczonych miejscach, jak postępować, kiedy nie możemy nawiązać kontaktu z naszą pociechą, i czy nadzorowane dziecko ma mniejszą szansę zaginąć.

 

Aleksandra Tchórzewska, HelloZdrowie: Dlaczego dzieci znikają bez śladu?

Aneta Bańkowska, ITAKA: Nie jest do końca prawdą to, że dzieci znikają bez śladu. Nie przypominam sobie sprawy z ostatnich lat, która by nie została wyjaśniona. Takie sprawy zazwyczaj się szybko rozwiązują. Zwykle to są zagubienia i dziecko prawie natychmiast się odnajduje w pobliskim miejscu. Sprawy dzieci traktowane są przez służby priorytetowo. Rzadko zdarza się, że sprawa ma podłoże kryminalne, że ktoś próbował je uprowadzić.

Czyli zawsze jest szczęśliwy finał tych historii?

Oczywiście zdarzają się sytuacje, że te poszukiwania kończą się źle, bo małe dziecko oddaliło się z domu i np. wpadło do stawu. Albo może być tak, że sprawa figuruje jako nierozwiązana, jeśli to jest np. kwestia porwania rodzicielskiego, czyli sytuacji, kiedy jeden z rodziców uprowadza dziecko – takie sprawy potrafią ciągnąć się latami, zwłaszcza jeśli opiekun wyjechał z dzieckiem za granicę. Zdarza się też, że doszło do ucieczki nastolatka, który skutecznie ukrywa się przed służbami do chwili ukończenia 18 lat i wtedy odwołuje poszukiwania. Jednak sprawy nierozwiązane to zwykle sprawy sprzed lat.

W przypadku nastolatków najczęstszą przyczyną zaginięć są ucieczki z domu. Czasami niestety są to sytuacje o podłożu kryminalnym – nastolatek figuruje jako zaginiony, a okazuje się, że został zamordowany. Jednak zdarza się to bardzo rzadko, w ostatnich latach było głośno o kilku takich sytuacjach.

Oczywiście ucieczek nie należy bagatelizować, bo to nie znaczy, że nastolatek jest wtedy bezpieczny. Natomiast mało jest sytuacji, że nie wiemy, co się wydarzyło, i że dziecko przepadło jak kamień w wodę. To się częściej zdarza w przypadku osób dorosłych.

Zarzuca się czasem rodzicom, że stosują nadmierną kontrolę nad swoimi pociechami. Ciągłe telefony, śledzenie lokalizacji itd. Ale może to właśnie dobrze? Czy tak nadzorowane dziecko ma mniejszą szansę zaginąć?

Najlepiej jest wtedy, kiedy rodzic z dzieckiem umawia się na konkretne rzeczy, np. żeby się odezwało, jak dojedzie, żeby było w domu o danej godzinie. I żeby dziecko wiedziało, co to ma na celu. To bardzo ułatwia zauważenie, kiedy wydarzyło się coś niepokojącego.

Nie miejmy jednak złudzeń, że kontrolą czy nadzorem jesteśmy w stanie rozwiać wszystkie zagrożenia. Jeżeli nie zbudujemy zaufania, to nawet sprawdzanie dziecku telefonu czy przekraczanie jego granic do niczego dobrego nie doprowadzi, bo nastolatkowie są mistrzami w ukrywaniu przed rodzicami swoich tajemnic.

Idealna relacja to taka, kiedy nastolatek wie, że może powiedzieć rodzicowi wszystko. I to jest właśnie najważniejsze: praca nad relacją z dzieckiem. Żeby się nie obawiało przyjść do rodziców, jeśli będzie miało problemy. Dzieci często uciekają dlatego, że boją się reakcji rodziców albo mają poczucie, że nie mogą nikomu powiedzieć o tym, co przeżywają, np. odkryciu swojej orientacji seksualnej, przeżytym wykorzystaniu, trudnościach w szkole.

Są też zagrożenia płynące z cyberprzestrzeni. Rodzice boją się, że ktoś dziecko porwie z ulicy, ale w ogóle nie zdają sobie sprawy z tego, ile jest zagrożeń w sieci. Do dzieci odzywają się osoby, które im grożą, szantażują, zmuszają do wysyłania swoich nagich zdjęć – to nie są wcale odosobnione przypadki. A dzieci nie tylko nie wiedzą, jak reagować, ale też nie są przygotowane na to, że może je spotkać taka sytuacja.

Z jednej strony zagrożenia, ale z drugiej rozwój technologii z pewnością pomaga w odnalezieniu dziecka. Mamy media społecznościowe, child alert, internauci udostępniają ogłoszenia o zaginięciu. Wszystko dzieje się natychmiast. Łatwiej jest teraz odnaleźć zaginionych niż przed laty?

Bez względu na wiek zaginionego, kluczowy jest czas. Im wcześniej uda się ustalić, gdzie ta osoba mogła pójść, co mogła robić, tym większe szanse na pomoc. W krytycznych sytuacjach uruchamiany jest child alert: zdjęcie dziecka i dotyczący zaginięcia komunikat są we wszystkich środkach przekazu. Ludzie się interesują, chcą pomagać.

Jednak zanim zaczną się działania w sieci, trzeba pamiętać, że – zwłaszcza w przypadku małych dzieci – kluczowe jest działanie na miejscu. Jeżeli szukamy dziecka w parku, w centrum handlowym, na plaży, to zamiast wołać dziecko po imieniu, lepiej krzyczeć: „Zaginął chłopiec, 4 lata, zielona bluza, czerwone spodenki”. Uczmy też dziecko, że jeśli się zgubi, powinno się zatrzymać i czekać na pomoc w miejscu – to ułatwi jego odnalezienie.

Aneta Bańkowska / Fot. Patryk Stanik

Kiedy rodzic może zgłosić zaginięcie dziecka? Ile godzin musi upłynąć?

Zaginięcie można zgłosić od razu, bez względu na to, ile godzin upłynęło, jeżeli podejrzewamy, że coś się stało. Czas jest kluczowy. Jeśli nastolatka miała wrócić o 22 i nie wraca, to dobrze jest najpierw spróbować zadzwonić do niej i/lub jej znajomych, zanim pobiegniemy na policję. Jeżeli jednak dzwonimy do niej, ale telefon jest wyłączony, a jej koledzy mówią, że wyszła dwie godziny temu i już dawno powinna być w domu, to jak najbardziej możemy zaginięcie od razu zgłosić. Policja powinna je natychmiast przyjąć i podjąć działania zgodnie z daną kategorią. Jeżeli to jest na przykład kolejne już zaginięcie starszego nastolatka, czyli podejrzewana jest ucieczka, to policja inaczej będzie postępować, niż jeśli to się zdarzyło po raz pierwszy.

Jeśli są okoliczności, które nas niepokoją: na przykład ktoś nigdy się nie spóźnia, zawsze daje znać, że będzie później, zawsze ma włączony telefon, a tym razem jest inaczej, to dobrze też jest ufać intuicji i nie zwlekać z poszukiwaniami.

Jakie kroki musi podjąć rodzic, kiedy dziecko zaginęło?

Najważniejszy krok powinien podjąć jeszcze wcześniej, zanim coś się stanie: wypracować zasadę z dzieckiem, żeby zawsze wiedzieć, gdzie ono będzie i z kim. Wtedy, zanim rodzic zgłosi zaginiecie, może odezwać się do osoby, z którą dziecko miało przebywać. Często zdarzają się sytuacje, że rodzic nie umie odpowiedzieć na pytanie, z kim i gdzie dziecko było umówione. I wtedy jest problem.

Pierwszym krokiem jest zgłoszenie na policję, później można napisać w social mediach do znajomych dziecka. I zgłosić się do nas. Reszta zależy już od okoliczności: jeżeli wiemy, że dziecko o konkretnej godzinie miało jechać daną trasą, można też samemu tam się przejść i sprawdzić. Ważne jest, żeby odpowiedzieć sobie na pytanie: czy to była ucieczka, czy zaginięcie? Trzeba wejść do pokoju dziecka i zobaczyć, czy coś zniknęło z jego pokoju. Torba, ubrania? A może zniknęły pieniądze?

W tym czasie warto dowiedzieć się też, czy dziecko miało jakiś problem, czy coś się złego działo się w szkole. To zawsze bardzo cenne informacje.

„Niepewność dotycząca tego, co dzieje się z osobą, którą kochamy, to jedna z najtrudniejszych emocji, z jaką mierzą się bliscy zaginionych” /fot. Getty Images

W jaki sposób ITAKA wspiera bliskich zaginionych?

Mogą u nas uzyskać wsparcie informacyjne. Często rodzice lub opiekunowie prawni nie wiedzą, co zrobić. Zastanowienie się z osobą trzecią, zebranie faktów, podsumowanie planu działania jest pomocne.

Emocje pojawiają się także wtedy, kiedy dziecko zostało odnalezione po ucieczce, jest w Izbie Dziecka i rodzice nie wiedzą, jak zareagować, jak zapobiec kolejnym takim sytuacjom. U nas dostają pomoc psychologiczną i prawną. Czasem padają pytania o umieszczenie dziecka w ośrodku wychowawczym. Pomoc prawna będzie też niezbędna w przypadku porwań rodzicielskich.

Co my, rodzice czy opiekunowie, możemy ze swojej strony zrobić, żeby zminimalizować ryzyko zaginięcia dziecka? Jak je edukować?

Największą prewencją nie tylko zaginięć, ale też różnych tragedii, które mogą się wydarzyć, jest budowanie kontaktu i relacji z dzieckiem. Bardzo istotne jest również to, żeby z małym dzieckiem wypracować hasło bezpieczeństwa. Na przykład: podchodzi dorosły, rzekomo przysłany przez mamę, i zaprasza dziecko na lody. Jeżeli nie użyje on ustalonego hasła, to znaczy, że nie mówi prawdy.

Ważne jest też, by nie wyrabiać lęku przed mundurowymi, w stylu „przyjdzie pan policjant i cię zabierze”.

Na początku rozmowy wspominała pani, że sprawy nierozwiązane to zwykle sprawy sprzed lat. I rzeczywiście, znamy przypadki dzieci, które nie wróciły ze szkoły, ze spotkania oazowego, z balu karnawałowego. Jeśli żyją, są już dorosłe. Policja robi progresywne portrety. Rodzice czekają latami. Czy zdarza się, że rezygnują? Czy czeka się już zawsze?

Są różne strategie radzenia sobie z tymi sytuacjami. Są rodziny, które nigdy nie przestają żyć tą sprawą. Pokoje zaginionych od lat są takie same, rodzice nic w nich nie zmieniają. Pojawiają się w mediach, nagłaśniają sprawę przy okazji Dnia Dziecka Zaginionego.

Ale są też rodzice, którzy już nie mają siły. I nie należy się im dziwić, bo taki rodzic bywa w społeczności odbierany przez pryzmat rodzica dziecka zaginionego: kojarzy się innym ludziom tylko z przeżytą tragedią, a jego działania bywają oceniane i komentowane, np. słyszy, że już dziecka nie szuka albo o nim zapomniał, że wręcz przyczynił się do jego zaginięcia. Zdarzają się sytuacje, że rodzice wyprowadzają się z miasta, zmieniają nazwisko lub mówią wprost, że nie chcą już nagłaśniać sprawy w mediach.

Czasem też takie rodziny się po prostu rozpadają, bo ich sposoby podejścia do poszukiwań, ocena, jak się powinno zachowywać, są zbyt różne. Czyli np. jeden z rodziców chce wciąż dziecka szukać, mimo że minęło np. 20 lat, a drugi nie. A inne dzieci, które są w domu, mają już też tego dosyć. I członkowie rodziny nie są w stanie dojść do porozumienia w związku z tą sytuacją.

Ale zdarza się i tak, że Archiwum X wraca do tych spraw, a policja chce przeszukiwać jeszcze raz teren, bo jest jakiś nowy trop.

Czy dzięki pracy, którą wykonuje w Fundacji, stała się pani bardziej ostrożna?

Staram się wyrobić w sobie taki nawyk, żeby dawać znać, gdzie będę, o której mniej więcej wrócę. Zwracam uwagę na szczegóły: kiedy podjeżdża samochód o innych numerach rejestracyjnych niż zamawiałam w aplikacji, to nie wsiadam.

Ważne by reagować, wypracować w sobie uważność, interesować się, być czujnym. Jeśli późnym wieczorem widzimy dziecko samotnie siedzące na przystanku, podejdźmy do niego, zainteresujmy się nim. Jeżeli nasz znajomy nawiązuje relację w sieci, która nas niepokoi – powiedzmy mu o tym. Ufajmy też swojej intuicji, która bardzo często słusznie daje znać, że coś „nie gra”.

 

Aneta Bańkowska: psycholożka, seksuolożka. Od 2017 roku działa w Fundacji ITAKA – Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych, gdzie pracuje z rodzinami osób zaginionych i osobami doświadczającymi kryzysu psychicznego. Od wielu lat związana z mediami, publikowała autorskie cykle w Wirtualnej Polsce i Gazeta.pl.

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Powiązane tematy: