Wiele razy byłem pod namiotem, ale taki od Barebones jest jak rozkładany dom. Coś więcej do dodania? Po prostu ultrawygodny.
Wiele lat później trafiłem w Afryce na obóz „glampów”, czyli namiotów z normalnymi stołami, z łazienką z prysznicem, i z sypialnią, w której królowało szerokie na dwa metry małżeńskie łóżko. To było genialne! W środku było w upale ciepło, namiot świetnie chronił przed wiatrem i deszczem. Nic więc dziwnego, że glamping zatacza coraz szersze kręgi. Takie letnie kampy namiotowe powstają także w Polsce (np. Glendoria na Warmii), bo klimat u nas wprawdzie kapryśny, ale namiot deszczu się nie boi. Zwłaszcza taki duży i wysoki, w którym człowiek czuje się jak w domu. Na zdjęciach, które dzisiaj chciałbym wam pokazać, jest glamp z amerykańskiej firmy Barebones. Namiot zaprojektowany i produkowany w stanie Utah ma 12 metrów kwadratowych powierzchni i pomieści aż osiem osób. Ma prawdziwe drzwi i dziesięć okien, a wchodzi się do niego jak do domku kempingowego, czyli bez zginania karku. Nie jest lekki (zdecydowanie przyda się transport samochodowy, bo waży około 70 kg), ale za to niezwykle solidny. Producent obiecuje, że wytrzyma wichurę wiejącą z prędkością aż 90 kilometrów na godzinę. Namiot ma grubą podłogę i maszty usztywniające wyłącznie z boku więc nic nie ogranicza przestrzeni. Genialne.
Na wiosnę w ofercie Barebones pojawi się także namiot z piecem. Z takim czymś będzie można zrobić wypad na wakacje pod namiotem choćby zimą. Glamping na mrozie? Czemu nie! Wyobraźcie sobie namiotową bazę dla biegaczy, snowboardzistów czy narciarzy. Można byłoby się przespać, zjeść coś i skutecznie ogrzać. Jak powiedziałem, bez klękania w śniegu i zginania karku…