Urodziła się w Londynie w 1934 roku jako Valerie Jane Morris-Goodall. Była najstarszą córką biznesmena i kierowcy wyścigowego Mortimera Herberta Morrisa-Goodalla oraz pisarki Margaret Myfanwe Joseph. Miała kilka lat, kiedy wojna zabrała jej ojca, a jedyną po nim pamiątką była pluszowa małpka. „Przyjaciółki matki były przerażone. Twierdziły, że będę miała z powodu tej zabawki koszmary” – wspominała, dodając, że zabawka ta wyznaczyła kierunek jej życia.
Od małego wykazywała niezwykłą ciekawość przyrody. „Za wszelką cenę chciałam się dowiedzieć, jak kury znoszą jajka. Schowałam się więc w kurniku i czekałam” – mówiła w rozmowie z „The Guardian”. Choć nie było jej wiele godzin i do szukania włączono policję, matka nie miała o to pretensji. „Zamiast mnie ukarać, uważnie wysłuchała opowieści o wszystkim, co odkryłam” – opowiadała. To właśnie matka zaszczepiła w niej odwagę, by podążać za marzeniami. „Jane, jeśli naprawdę tego pragniesz, to pamiętaj, że będziesz musiała na to bardzo ciężko zapracować. Pamiętaj, by wykorzystywać nadarzające się okazje. I nie poddawaj się” – miała powtarzać.
Rady się przydały, bo droga Jane do odkryć była pełna wyjątkowych okazji i szczęścia. By zebrać pieniądze na podróż do Afryki, pracowała w Londynie jako kelnerka. Miała 23 lata, kiedy popłynęła z rodziną koleżanki do Kenii. Poznała tam paleontologa Louisa Leakeya, który zatrudnił ją jako sekretarkę w Muzeum Narodowym w Nairobi i włączył w swoje badania, a widząc jej zdeterminowanie, zaproponował podróż do Tanzanii, gdzie miała badać zachowania szympansów.
Mało kto wówczas wierzył, że uda jej się cokolwiek zaobserwować. O żyjących na wolności szympansach wiedziano wówczas niewiele. Dopiero teraz mamy pewność, że są do nas niezwykle podobne, dzielimy z nimi 98,6 proc. DNA.
W latach 60. ubiegłego wieku prymatologia, czyli nauka o ssakach naczelnych zaczynała się dopiero rozwijać i była zdominowana przez mężczyzn. „Gdy wybierałam się na swoją pierwszą ekspedycję naukową na tereny dzisiejszej Tanzanii, władze nie pozwalały kobietom samodzielnie pracować w dziczy. Moja matka zgłosiła się więc jako wolontariuszka i pojechała ze mną. Po jakimś czasie chyba uznali, że jestem wariatką i pozwolili mi pracować solo” – wspominała Jane.

Jane Goodall /fot. CBS Photo Archive via Getty Images
W pierwszych miesiącach pobytu wędrowała dziesiątki kilometrów bez sukcesów. Zwrot nastąpił dzięki staremu szympansowi, który ją zaakceptował i pozwolił na bliższe obserwacje. Jak później mówiła, grupa szympansów żyła w gromadzie jak w rodzinie, a ona nieformalnie została do niej dołączona.
Rolki
Obserwacje, jakie Jane Goodall poczyniła podczas prawie dwuletniego pobytu w puszczy, wstrząsnęły nauką. Odkryła, że szympansy w wielu sferach zachowują się jak ludzie, okazując sobie wsparcie i bliskość, darząc się czułościami i buziakami. Dowiodła też, że nie są roślinożercami, ale także polują i mają skłonność do przemocy. Co więcej, używają narzędzi i potrafią je wykonać. „Zaobserwowałam, jak szympans łamie kawałek trawy i używa jej, by wyłowić termity. (…) Wtedy uważaliśmy, że tylko ludzie używają narzędzi” – wspominała w rozmowie z „Wysokimi Obcasami” w 2016 roku. To odkrycie zmusiło naukowców do „przedefiniowania tego, co oznacza bycie człowiekiem”.

Jane Goodall /fot. Bettmann via Getty Images
Świat naukowy krytykował ją, że opisując zachowanie szympansów, używa ludzkich określeń. „Gdy we wczesnych latach 60. bezwstydnie używałam takich słów, jak dzieciństwo, dorastanie, motywacja, podekscytowanie i nastrój, byłam często krytykowana. Jeszcze większej zbrodni dopuściłam się, sugerując, że szympansy mają osobowość” – napisała w jednym ze swoich esejów. By podkreślić podmiotowość szympansów nadawała im imiona. Wcześniej zwierzęta uczestniczące w badaniach naukowych były po prostu numerami, ponieważ uważano, że nazywanie ich buduje niepotrzebną emocjonalną więź, która może wpływać na obiektywizm. Goodall nie miała wątpliwości, że przekonanie o wyższości człowieka nad innymi istotami nie ma racji bytu, uważała, że jesteśmy sobie równi i wszyscy odpowiadamy za świat, w którym żyjemy.
W 1986 roku wzięła udział w konferencji, podczas której usłyszała o dramatycznym spadku populacji szympansów i cierpieniu zwierząt w laboratoriach. „Z tej konferencji wyjechałam jako aktywistka” – wspominała. Od tamtej pory podróżowała niemal 300 dni w roku, przemawiając w obronie przyrody i walcząc o prawa zwierząt.
Zmieniła nie tylko sposób, w jaki patrzymy na szympansy, ale i na siebie samych. „Myślę, że najważniejszą rzeczą, jakiej możemy nauczyć się od szympansów, jest to, jak się godzić. Nie jesteśmy w tym dobrzy. Chowamy urazę, toczymy wojny. (…) Bylibyśmy odrobinę lepsi, gdybyśmy nie chowali urazy” – mówiła w 2023 roku w rozmowie z „The Guardian”.
Do końca życia pozostała aktywistką, pisała książki i propagowała weganizm. W 1977 roku zbudowała Jane Goodall Institute, który działa na rzecz ochrony zagrożonych gatunków i program Roots&Shoots, który wspiera młodych ludzi z 75 krajów w edukacji ekologicznej i aktywistycznej. Dała setki wykładów na całym świecie, napisała 27 książek i wzięła udział w wielu filmach. W 2002 roku została Posłanką Pokoju ONZ, a w 2004 roku Damą Komandor Orderu Imperium Brytyjskiego. „Nie myślimy o tym, jak nasze działania wpłyną na życie przyszłych pokoleń. Interesuje nas natychmiastowa gratyfikacja, najbliższe spotkanie udziałowców, kolejna kampania polityczna. Umysł i serce zostały rozdzielone. A człowiek, który kieruje się w życiu bystrym umysłem, ale zapomina o sercu, języku miłości i współodczuwaniu, to zwykły cwaniak. Nie zależy mu” – mówiła podczas jednego z wystąpień.
W 2017 roku Jane założyła Jane Goodall Legacy Foundation, by zapewnić finansowanie zapoczątkowanym przez siebie badaniom w Gombe, prowadzonym już zresztą nie za pomocą obserwacji, jak za jej czasów, ale map satelitarnych i genetyki molekularnej.

Jane Goodall /fot. CBS Photo Archive via Getty Images
Kiedy już po 80. zapytano ją, czy nie myśli o zabiegach odmładzających, odpowiedziała: „A. Nie mam na to pieniędzy. B. Nie mam na to czasu. C. Jest parę rzeczy ważniejszych od tego, jak wyglądam. Najważniejsze to zachować sprawność i mieć nadzieję, że sprawny pozostanie również twój umysł”. Tak się stało – do końca pozostała aktywna i sprawna, zmarła z przyczyn naturalnych.
Jane była dwukrotnie zamężna. Jej pierwszy mąż, Hugo van Lawick, był fotografem przyrody pracującym dla National Geographic. Po rozwodzie wyszła za mąż za Dereka Brycesona, członka parlamentu Tanzanii i byłego dyrektora parków narodowych Tanzanii. Derek zmarł w 1980 roku.
Chociaż do końca życia podróżowała po świecie, jej domem rodzinnym pozostał ten w Bournemouth w Wielkiej Brytanii, gdzie mieszkały jej babcia i matka. Ogromnym wsparciem byli dla niej siostra Julia, syn Hugo Eric Louis van Lawick i trójka wnuków.
„Dziś straciliśmy prawdziwą bohaterkę tej planety, inspirację dla milionów i bliską przyjaciółkę. Teraz wszyscy musimy nieść dalej tę misję ochrony naszej wspólnej planety” – napisał po jej śmierci 1 października Leonardo Di Caprio.
O jej odejściu poinformowały najważniejsze instytucje i organizacje pomocowe na całym świecie. „Przez całe swoje życie i niezwykłą karierę Jane inspirowała pokolenia naukowców, dawała nadzieję niezliczonym ludziom ze wszystkich środowisk i zachęcała nas wszystkich, abyśmy pamiętali, że ‘każdy z nas robi różnicę każdego dnia – to od nas zależy, jaką różnicę zrobimy’” – napisano na stronie instytutu jej imienia. Można tam teraz znaleźć elektroniczną księgę kondolencyjną, do której wpisują się ludzie z całego świata.