Przejdź do treści

Dobry związek w trybie przetrwania. Jak poznać, czy warto o niego walczyć, mówi Jagoda Bzowy

Jagoda Bzowy - Hello Zdrowie
Jagoda Bzowy /fot. archiwum prywatne
Podoba Ci
się ten artykuł?

„Czasem w związku nie ma dramatów, zdrad ani wielkich konfliktów, a mimo to pojawia się ciche poczucie, że czegoś brakuje. Taki niepokój, który trudno nazwać. To może być naturalny etap relacji, ale też sygnał, że partnerzy zaczęli się od siebie oddalać”. O tym, dlaczego dobre związki czasem przechodzą w „tryb przetrwania”, jak odróżnić rozczarowanie romantycznym mitem od realnego kryzysu i czy można odbudować bliskość po okresie emocjonalnej pustki, opowiada psycholożka Jagoda Bzowy.

 

Małgorzata Germak: Słyszy pani w swoim gabinecie: „Jestem w dobrym związku, ale czegoś mi brakuje, coś mi nie gra”. Co może kryć się pod tym „coś”?

Jagoda Bzowy: To „coś” bardzo często wcale nie jest wielką rzeczą. To może być brak czasu. Brak wspólnych aktywności. Brak bycia naprawdę ze sobą – nie obok siebie z telefonami, tylko razem. Bywa, że to zwykłe zmęczenie, które z czasem staje się przewlekłe: dzieci, praca, obowiązki… Wtedy relacja zaczyna funkcjonować jak projekt logistyczny. Ona mówi: „on jest dobrym człowiekiem”, ale w środku czuje, że nie ma już między nimi życia. Nie ma rozmów, które poruszają. Nie ma wspólnego śmiechu ani ciekawości.

Czasem chodzi też o brak wspólnego świata. Każde żyje swoim rytmem, zajmuje się swoimi sprawami. Nie ma między partnerami konfliktu, ale też nie ma prawdziwego spotkania. I bardzo często to nie jest dramatyczny kryzys. Raczej sygnał, że relacja przeszła w tryb przetrwania.

Jak długo para może funkcjonować w takim trybie?

Zaskakująco długo. Czasem lata. Tryb przetrwania daje stabilność i poczucie bezpieczeństwa. Para działa jak dobrze zorganizowany zespół: ogarnia codzienność, obowiązki, logistykę życia. Z czasem jednak znika energia emocjonalna. Nie ma dramatów, ale też nie ma życia. Często dopiero silniejszy niepokój, poczucie samotności albo zauroczenie kimś innym uświadamiają, jak bardzo partnerzy się od siebie oddalili. Im wcześniej to zauważą, tym łatwiej wrócić do bliskości.

Jak odróżnić naturalny spadek ekscytacji od sygnału, że w relacji dzieje się coś ważniejszego?

Namiętność naturalnie słabnie. I to nie dlatego, że coś jest zepsute, tylko dlatego, że hormony się stabilizują, życie wchodzi z butami. Przestajemy być w stanie permanentnej mobilizacji biologicznej. Ekscytacja nie może być stałym stanem, bo jest kosztowna dla organizmu. W jej miejsce pojawia się coś spokojniejszego: bezpieczeństwo, przywiązanie, codzienność. Pytanie brzmi: czy w tej codzienności rozwija się intymność? Czy rozmawiamy o tym, co trudne? Czy potrafimy być wobec siebie otwarci? Jeśli namiętność słabnie, ale rośnie bliskość, to zdrowy kierunek.
Jeśli słabnie wszystko – dotyk, rozmowa, ciekawość – to sygnał, że warto się zatrzymać i przyjrzeć relacji.

Czy są relacje, w których bliskość rośnie, ale pożądanie umiera? I czy to musi oznaczać koniec?

Tak, to się zdarza. Relacja może być bezpieczna, wspierająca, pełna zaufania, a jednocześnie erotycznie wygaszona. Czasem nadmierna przewidywalność i zbyt duże „stopienie się” partnerów osłabiają napięcie, które jest potrzebne pożądaniu. Nie musi to oznaczać końca związku, ale zwykle wymaga rozmowy i świadomej troski o sferę seksualną. Bliskość emocjonalna to fundament relacji, ale pożądanie potrzebuje także uważności i czasem odbudowania odrębności partnerów.

Wiele kobiet zostało wychowanych w przekonaniu, że powinny być wdzięczne. Jeśli partner nie pije, nie zdradza, nie krzyczy, to już sukces. Ale relacja to coś więcej niż brak patologii. Każdy ma prawo do relacji, w której czuje sens i bliskość.

W kontekście związków można usłyszeć skrajne narracje: „to toksyczna relacja – uciekaj” albo „trzeba pracować nad związkiem”. A gdzie miejsce na coś pośrodku, kiedy doświadczamy cichego rozczarowania, które jest trudne do jednoznacznego opisania?

Pośrodku będzie refleksja. Nie impulsywna reakcja, tylko zatrzymanie się. Czasem trzeba zobaczyć, czy to kryzys relacji, czy kryzys mojego życia. A może zderzenie z rzeczywistością, moment, w którym kończy się romantyczna iluzja o miłości. To nie zawsze jest alarm. Czasem to zaproszenie do rozmowy i ponownego zdefiniowania relacji.

Jak taka refleksja może wyglądać w praktyce?

Refleksja zaczyna się od zatrzymania, zamiast ucieczki w nowe bodźce czy pochopne decyzje. Warto zadać sobie kilka pytań: „Co dokładnie czuję?”, „Czy to rozczarowanie partnerem, czy raczej moim życiem?”, „Czy próbowałam/próbowałem mówić o swoich potrzebach?”. Czasem potrzebna jest chwila ciszy, czasem rozmowa z terapeutą albo z kimś zaufanym.

Łatwo pomylić kryzys relacji z własnym kryzysem tożsamości. Zdarza się, że refleksja prowadzi do wniosku: ta relacja jest dobra, ale nie moja. Na przykład wtedy, gdy jedna osoba marzy o wyjeździe za granicę, pracy zdalnej i zmianie stylu życia, a druga chce domu pod miastem i stabilizacji. Nikt nie jest zły, po prostu kierunki, w których chcą zmierzać te osoby, okazują się różne.

Czym różni się realny kryzys relacji od rozczarowania mitem miłości romantycznej, czyli momentu, w którym okazuje się, że związek nie daje nam permanentnego poczucia spełnienia?

Romantyczny mit mówi: „jeśli to ten właściwy, to wszystko się ułoży”. Tymczasem przychodzi proza życia: kredyt, choroba rodzica, bezsenne noce przy dziecku. Nie ma miejsca na wielkie gesty, są za to zmęczenie i rachunki.

Realny kryzys to moment, w którym doświadczając tych trudności przestajemy czuć się zespołem. Nie ma wsparcia, nie ma szacunku, pojawia się pogarda albo chłód. To powtarzające się rany, których nikt nie chce już opatrywać.

Rozczarowanie mitem wygląda inaczej. To chwila, w której odkrywamy, że miłość nie jest permanentnym stanem uniesienia. Mit mówi nam: „jeśli to ten właściwy, będziesz czuła spełnienie zawsze”. Tymczasem związek nie jest lekarstwem na egzystencjalną pustkę. Moment, w którym odkrywamy, że partner nie będzie dla nas źródłem nieustannej ekscytacji ani sensu życia jest trudnym doświadczeniem, ale bardzo dojrzałym i potrzebnym.

na zdjęciu: pokłócona para w samochodzie, tekst o wiosennych sporach w parach - Hello Zdrowie

Czy media społecznościowe podsycają poczucie, że u innych jest lepiej?

Bardzo. Widzimy uśmiechy, podróże, czułość. Nie widzimy zmęczenia, napięcia ani sporów. To buduje iluzję relacji bez wysiłku i może wzmacniać porównywanie się z innymi.

Każdy związek ma swoją codzienność. Pytanie brzmi, czy potrafimy ją zaakceptować, czy uciekamy w fantazję o tym, że gdzie indziej wszystko wygląda lepiej.

Wiele osób niepokoi brak konfliktów. Czy to możliwe, że „zbyt spokojna” relacja bywa sygnałem ostrzegawczym?

Wyobraźmy sobie kobietę, która w wielu sytuacjach mówi: „nie szkodzi”. Partner zapomina o ważnej rocznicy – nie szkodzi. Spóźnia się godzinę – nie szkodzi. Ona ma inne zdanie, ale milczy, żeby nie było napięcia. Z zewnątrz wszystko wygląda idealnie. W środku jednak rośnie frustracja i poczucie bycia niewidzialną. Brak konfliktu nie zawsze oznacza harmonii. Czasem oznacza rezygnację – z własnego głosu, potrzeb i emocji.

Czy emocjonalna nuda w związku zawsze oznacza problem?

Może być naturalnym etapem. Stabilność bywa mylona z nudą. Nie każdy dzień w relacji musi być intensywny i pełen emocji. Dojrzały związek często jest spokojny. Ale spokój to nie to samo co obojętność. Jeśli potraficie siedzieć razem w ciszy i to jest dobre doświadczenie – to nie nuda. Jeśli jednak siedzenie razem jest puste, a każde z was mentalnie jest gdzie indziej, to może być sygnał, że coś w relacji wymaga uwagi.

Czy współczesne związki są przeciążone oczekiwaniami?

W dużej mierze tak. Partner ma być jednocześnie kochankiem, przyjacielem, inspiracją i bezpieczną przystanią. To ogromne obciążenie dla jednej osoby. Relacja może wspierać rozwój, ale nie zastąpi całego świata. Jeśli oczekujemy, że zaspokoi wszystkie nasze potrzeby, niemal nieunikniona staje się frustracja.

Związek może być przestrzenią wzrostu, ale nie powinien być jedynym źródłem naszego rozwoju. Jeśli całą energię inwestuję w to, by relacja dawała mi sens, inspirację, ekscytację i spełnienie, to prędzej czy później poczuję niedosyt. Czasem to nie relacja potrzebuje zmiany, tylko moje życie poza nią: pasje, przyjaźnie, przestrzeń tylko dla mnie.

Tryb przetrwania daje stabilność i poczucie bezpieczeństwa. Para działa jak dobrze zorganizowany zespół: ogarnia codzienność, obowiązki, logistykę życia. Z czasem jednak znika energia emocjonalna. Nie ma dramatów, ale też nie ma życia.

Jak rozpoznać, czy poczucie braku dotyczy relacji, czy raczej naszego indywidualnego etapu życia?

Kobiety około trzydziestki, czterdziestki często przechodzą głęboką zmianę tożsamości. Zaczynają zadawać sobie pytanie: „kim jestem poza rolą partnerki, mamy, pracownicy?”. Jeśli w tym czasie pojawia się niepokój w relacji, warto sprawdzić, czy rzeczywiście dotyczy on partnera, czy raczej mojej wewnętrznej przemiany. Czasem relacja staje się lustrem naszego kryzysu, a nie jego źródłem.

Co musi się wydarzyć, żeby taka relacje przetrwała?

Obie strony muszą być gotowe zobaczyć relację taką, jaka jest naprawdę. Potrzebna jest rozmowa, uznanie oddalenia i wspólna decyzja, czy chcemy to odbudowywać. Relacje rzadko rozpadają się przez sam brak emocji, tylko przez brak rozmowy o tym, co się z nami dzieje.

Czy partner bywa kozłem ofiarnym w takiej sytuacji?

Czasem tak. Gdy przechodzimy zmianę tożsamości albo kryzys życiowy, najłatwiej wskazać partnera jako źródło dyskomfortu. Tymczasem to często my się zmieniamy, a relacja tylko to odsłania. Dlatego przed podjęciem poważnych decyzji warto sprawdzić, czy problem naprawdę leży w partnerze, czy w naszej wewnętrznej przemianie.

Co bywa trudniejsze: odejść z relacji, w której dzieje się źle, czy przyznać przed sobą, że „jest dobrze, ale to nie to”?

To złożone. Trudne relacje często uzależniają emocjonalnie. Im więcej napięcia, tym silniejsze bywa przywiązanie. Odejście jest wtedy bolesne, ale jednocześnie oczywiste. Z dobrej relacji odchodzi się inaczej. Nie ma dramatu ani jednoznacznego winnego. Jest smutek i żałoba po kimś, kto nic złego nie zrobił. Czasem ludzie rozstają się nie dlatego, że jest źle, ale dlatego, że nie ma zgodności wartości, wizji życia, potrzeb. I to jest równie realny powód.

Para leży w łóżku plecami do siebie, pada na nich światło przez żaluzje - Hello Zdrowie

Jak rozmawiać z partnerem o czymś tak nieuchwytnym jak poczucie pustki czy brak sensu, kiedy nie mamy konkretnego zarzutu?

Z poziomu „ja”, a nie „ty”. Zamiast oskarżeń – mówienie o własnym doświadczeniu. Można powiedzieć: „Czuję, że ostatnio jesteśmy bardziej współlokatorami niż partnerami. Tęsknię za bliskością”. Albo: „Brakuje mi rozmów, w których naprawdę się spotykamy”. To trudne rozmowy. Ale brak rozmowy jest zawsze bardziej niebezpieczny niż jej niezręczność.

Czy możliwe jest, że relacja jest obiektywnie dobra, ale przestaje być dobra dla mnie?

Tak, to się zdarza. Wyobraźmy sobie kobietę, która marzy o podróżach, zmianie miasta, dynamicznym życiu. A jej partner chce stabilności, domu pod miastem i przewidywalności. Oboje są dobrzy. Nikt nie jest toksyczny. Jednak ich wizje życia się rozjeżdżają. Dobroć nie zawsze oznacza dopasowanie. Choć wiele spraw w związku można wypracować rozmową i kompromisem.

Jakie pytania warto sobie zadać, zanim podejmiemy decyzję o rozstaniu z „dobrym człowiekiem”?

Czy próbowałam nazwać swoje potrzeby? Czy dawałam sygnały, czy oczekiwałam domyślania się? Czy mój niepokój trwa miesiące, lata, czy to chwilowy kryzys? Czy jestem gotowa na konsekwencje decyzji, czy idealizuję alternatywę?

Decyzja o rozstaniu powinna wynikać ze świadomości, a nie z impulsu.

Co powiedziałaby pani osobie, która czuje się winna, że „wybrzydza”, skoro nie doświadcza przemocy ani jawnych trudności?

Wiele kobiet zostało wychowanych w przekonaniu, że powinny być wdzięczne. Jeśli partner nie pije, nie zdradza, nie krzyczy, to już sukces. Ale relacja to coś więcej niż brak patologii. Każdy ma prawo do relacji, w której czuje sens i bliskość. To nie jest roszczeniowość. To przejaw dojrzałości emocjonalnej.

Czy da się odbudować sens w relacji, w której pojawiło się poczucie pustki?

Tak, ale tylko wtedy, gdy obie strony są gotowe zobaczyć prawdę o swojej relacji. Czasem potrzeba terapii, czasem powrotu do randek, czasem odbudowania intymności krok po kroku. Sens wraca nie przez wielkie deklaracje, ale przez codzienne wybory. I najważniejsze: pustka nie zawsze oznacza koniec. Czasem oznacza, że relacja domaga się nowej formy – bardziej świadomej, mniej automatycznej.

 


Jagoda Bzowy – psycholożka, psychoterapeutka, seksuolożka. Należy do Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej. Autorka książki „Jak unikać toksycznych facetów” i prowadząca podcast Jagoda Bzowy Psycholog.

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Powiązane tematy:

Podoba Ci
się ten artykuł?