Przejdź do treści

Pamela Anderson o rezygnacji z makijażu: „Lubię widzieć swoje piegi”. Nie tylko ona poszła w naturalność

Pamela Anderson
Pamela Anderson zrezygnowała z makijażu/ fot. Juan Naharro Gimenez/Getty Images
Podoba Ci
się ten artykuł?

Pamela Anderson po pięćdziesiątce zrezygnowała z makijażu. Dziś ze swobodą eksponuje przebarwienia, piegi, zmarszczki i siwe włosy. „Mogę być po prostu sobą. Czuć się komfortowo we własnej skórze, to bardzo wyzwalające” – mówi. Ścieżkę naturalności obrało wiele znanych kobiet. Wszystkie wyglądają zachwycająco, przez co inspirują do tego, żeby znaleźć w sobie odwagę i zrobić to samo.

„To czas naturalnego piękna!”

Pamela Anderson zyskała popularność dzięki roli w serialu „Słoneczny patrol”. Zanim jednak dała się poznać telewidzom jako urocza blondwłosa ratowniczka C.J. Parker, pojawiła się na kilku okładkach magazynu „Playboy” (w całej karierze okładek dostała 13 – to więcej niż jakakolwiek inna gwiazda). Szybko okrzyknięto ją najseksowniejszą blondynką lat 90. Łatka seksbomby, choć przyniosła aktorce niebywałą popularność, jednocześnie okradła ją z intymności, zniewoliła, uczyniła zakładniczką, aż wreszcie – po skandalu z seks taśmą, której kopie masowo sprzedawano w sieci – uciszyła na wiele, wiele lat. „Byłam traktowana jak przedmiot” – mówiła podczas jednego z wystąpień. W dokumencie Netfliksa pt. „Pamela. Historia miłosna” aktorka nie kryła żalu do dziennikarzy, którzy przed laty zadawali jej tendencyjne pytania, traktując jak głupiutką blondynkę z wielkim biustem.

Po latach Anderson zaczęła przejmować kontrolę nad medialną narracją. Pomogło wydanie autobiografii, filmu dokumentalnego i angażowanie się w ważne społecznie sprawy. Jej historia pokazuje, że wyjście z paskudnej szufladki, do której ktoś przez lata próbował cię usilnie wcisnąć, a z którą nie do końca się utożsamiałaś, jest możliwe, choć zajmuje trochę czasu. Dziś po dawnej Pameli nie ma już śladu. Gwiazda zrezygnowała nie tylko z krzykliwych kreacji, ale dojrzała do tego, żeby pożegnać się z wyzywającym makijażem i pokochać siebie w naturalnym wydaniu. W wieku 57 lat stawia na naturalność, aktywizm i udowadnia światu, że jest kimś więcej niż seksowną i roznegliżowaną dziewczyną z okładki „Playboya”. Rezygnacja z makijażu była dla niej nie tylko kwestią wygody, ale i manifestem.

„Był czas w moim życiu, kiedy wszyscy robili za mnie wszystko – nawet moi mężowie wybierali mi ubrania. Teraz wreszcie decyduję za siebie” – mówi w wywiadzie dla „Guardiana”.

Obecnie, zarówno w mediach społecznościowych, jak i na czerwonym dywanie czy w nowych kampaniach, do których jest zapraszana, pokazuje się całkowicie naturalna i w pełni siebie akceptująca. Z dużą swobodą eksponuje przebarwienia, zmarszczki i siwe włosy.

„Lubię widzieć swoje piegi. Lubię, gdy moje włosy nie są ułożone. Lubię naprawdę swoją naturalną twarz”- mówiła w rozmowie z dziennikarzami. „Mogę być po prostu sobą. Czuć się komfortowo we własnej skórze, to bardzo wyzwalające” – podkreśliła innym razem na nagraniu.

Kiedy w 2023 r. Anderson pojawiła się bez grama makijażu na paryskim tygodniu mody, pisały o tym wszystkie gazety i portale. Jej naturalny wygląd i bezkompromisowość w przełamywaniu skostniałych kanonów komentowali nie tylko redaktorzy działów beauty, ale także koleżanki po fachu. Jamie Lee Curtis zwróciła uwagę, że modelka usiadła bez makijażu w pierwszym rzędzie, co było według niej niezwykłym aktem odwagi.

„Jestem pod ogromnym wrażeniem, zatkało mnie. (…) Rewolucja oficjalnie się rozpoczęła! To czas naturalnego piękna!” – komentowała Curtis w mediach społecznościowych.

Kilka miesięcy później Drew Barrymore w swoim programie „The Drew Barrymore Show” przypisała Pameli Anderson „stworzenie niszy” i „bycie pionierką” naturalnego wyglądu po 50. Prowadząca zainspirowana tym, z jaką swobodą jej gościni pokazuje się publicznie w wersji sauté, nie tylko sama wystąpiła na wizji bez makijażu, ale także zdjęła w obecności kamer doczepy, które nosiła z uwagi na utratę włosów w okresie perimenopauzy.

„Wiem, że rezygnacja z makijażu nie uratuje świata. Ale pomyślałam, że zrobię to dla wszystkich dziewczyn, które mi się przyglądają. Mam pasierbice z poprzednich związków, a moi synowie mają dziewczyny – zrobiłam to właśnie dla nich” – mówiła Anderson w jednym z wywiadów.

Decyzja Pameli Anderson o rezygnacji z makijażu w dobie idealizowanych wizerunków w mediach społecznościowych to dla wielu kobiet symbol zmiany. Zachęta do bycia sobą, akceptowania prawdziwej wersji siebie i budowania nowej narracji na temat piękna. Jak powiedziała sama Anderson: „Możemy zacząć dzisiaj”. I nie jest w tym sama.

Pamela Anderson

„Silver queen”

Na fali powrotu do naturalnego, kobiecego piękna znane kobiety nie tylko rezygnują z makijażu, ale także z farbowania włosów. Helen Mirren, Meryl Streep, Andie MacDowell, Jane Fonda czy Diane Keaton – to hollywoodzkie gwiazdy, które wkroczyły w erę dojrzałości, dumnie eksponując srebrzyste pasemka, często pod prąd oczekiwaniom innych.

Kiedy w 2021 r. media obiegły zdjęcia z planu nowej odsłony „Seksu w wielkim mieście” pt. „I tak po prostu”, internauci wytknęli Sarah Jessice Parker naturalne oznaki upływu czasu. Jej zmarszczki i siwe włosy stały się sensacją, co pokazało skalę tego, jak surowej ocenie bywają poddawane kobiety. Aktorka jednak ani myśli brać złośliwości do siebie. „Wszędzie o tym pisano. Siwe włosy były odmieniane przez wszystkie przypadki” – mówiła, dodając: „Wiem, jak wyglądam. Co mam zrobić? Przestać się starzeć? Zniknąć?”.

Jane Fonda w rozmowie z Ellen DeGeneres podkreśliła, że powrót do naturalnego koloru włosów był dla niej nie tylko uwalniającym doświadczeniem, ale także źródłem wielu innych korzyści.

„Jestem taka szczęśliwa, że pozwoliłam swoim włosom siwieć” – powiedziała 87-latka w wywiadzie. „To koniec z tyloma wydatkami, chemikaliami i stratą czasu. Skończyłam z tym!” – dodała.

Jane Fonda

Jane Fonda: „Jestem taka szczęśliwa, że pozwoliłam swoim włosom siwieć” / Zdjęcie: Randy Shropshire/Getty Images for Homeboy Industries)

W gronie szczęśliwych srebrzystowłosych kobiet nie brakuje również Polek. Decyzję o niefarbowaniu włosów wiele lat temu podjęła Krystyna Janda. Zapytana o ten fakt w jednym z wywiadów, przyznała: „Eleganckie kobiety na świecie nie farbują włosów”. Po czym wyjaśniła, kto zainspirował ją do tego.

Nigdy nie zapomnę, gdy kilka lat temu weszłam do banku w Nowym Jorku. Oniemiałam, bo żadna z pracujących tam kobiet nie farbowała włosów. Dyrektorką banku okazała się zjawiskowo piękna 60-letnia pani o siwych włosach. Pomyślałam, że są w tym nieprawdopodobna elegancja i godność. Podoba mi się takie nieprzejmowanie się tym owczym pędem za młodością” – dodała.

Również Manuela Gretkowska – pisarka, felietonistka, scenarzystka – otwarcie deklaruje, że nigdy jej celem nie była pogoń za młodością. W rozmowie z Karoliną Wierzbińską w podcaście „Menopauza to nie pauza” wyjaśniła, dlaczego nie farbuje włosów. „Bo mi się nie chce” – odpowiedziała krótko.

Do wyświetlenia tego materiału z zewnętrznego serwisu (Instagram, Facebook, YouTube, itp.) wymagana jest zgoda na pliki cookie.Zmień ustawienia

Przytoczyła też jedną z sytuacji związanych ze społecznym podejściem do tej kwestii.

„Kiedyś brałam udział w programie telewizyjnym, sponsorowanym przez farby do włosów. Chyba jako ta – nie czarna – tylko biała owca. I na koniec podsumowano całą moją tyradę o tym, że chemia, że to nienaturalne: 'no tak, ale to jest artystka’. Czyli szurnięta. Ale 'normalnie’ to jednak należy się farbować” – powiedziała. „Ja mówię, że nie jestem siwa, tylko jestem skrajny blond. I co prawda Tomek Raczek inaczej to sformułował, ale też jest teraz siwy, że to jest trupia poświata. Ja uważam, że może u niego, a u mnie jest skrajny blond” – dodała z uśmiechem.

Farbować włosy w pewnym momencie przestała też Anna Mucha. Z jej osobistą decyzją próbowali negocjować internauci, którzy nie mogli uwierzyć, że kobieta na własne życzenie może chcieć mieć siwe włosy. Znana z ciętej riposty aktorka szybko jednak sprowadziła ich na ziemię.

„Ty mówisz staro, ja wzruszam ramionami i robię swoje” – powiedziała. „Tak, mam siwe włosy. Jest to oznaka mojej dojrzałości, mojej samoświadomości, mojego spełnienia, mojego poczucia akceptacji upływu czasu, własnego ciała i zmian. Jestem kobietą doświadczoną, dojrzałą, soczystą” – dodała innym razem.

Do wyświetlenia tego materiału z zewnętrznego serwisu (Instagram, Facebook, YouTube, itp.) wymagana jest zgoda na pliki cookie.Zmień ustawieniaRozwiń

Ambasadorką „silver ery” jest również Lidia Popiel. Polska fotografka i modelka w pełni akceptuje oznaki mijającego czasu. Siwe włosy – jak przyznaje – są jej atutem, a nie powodem do wstydu.

„Zmiany są najlepsze na świecie. Te z własnego wyboru, nie pod presją. Te, które poszerzają horyzonty albo są dobre dla nas, albo po prostu dają dobrą zabawę. Dla mnie zmianą był powrót do naturalnego koloru włosów – siwego. Zostało to od razu zaakceptowane przez najbliższych i wielu moich znajomych. Siwe, naturalne włosy stały się też moją wizytówką. Niestety też nie ominęła mnie krytyka. Skojarzenia były proste, niemiłe, kojarzone z zaniedbaniem” – przyznała przy okazji kampanii #PowerOfGrey, której przed kilkoma laty była twarzą. „Te moje włosy rosną, są coraz bardziej siwe, coraz bardziej mi się podobają. To takie trochę pójście pod prąd. Nauczyłam się też o nie lepiej dbać, bo z wiekiem ich struktura uległa zmianie” – dodała Popiel w swoim wpisie na Instagramie.

Lidia Popiel - Hello Zdrowie

Lidia Popiel / Fot. MWmedia

Na Instagramie prawdziwą „silver guru” jest Izabela Pajor, influencerka i i blogerka 50 plus, która z naturalnie siwych włosów uczyniła swój znak rozpoznawczy. W rozmowie z Hello Zdrowie przyznała, że zawsze były one dla niej symbolem mądrości i dojrzałości, ale też manifestem. Jak wyjaśniła, z biegiem czasu farbowanie stało się dla niej bardziej niż uciążliwe, a jednocześnie jej uwagę przykuwały zdjęcia srebrnowłosych, dojrzałych blogerek. Wszystkie wyglądały oszałamiająco, przez co inspirowały ją do tego, by znaleźć w sobie odwagę i zrobić to samo.

„Farbując włosy na ciemno, miałam poczucie, że nie pozwalam sobie być tym, kim naprawdę jestem. Kobietą w średnim wieku, która ma prawie białe włosy, bo tak zadecydowały geny, ale także życiowe doświadczenia, które ten proces przyspieszyły. Kiedy podjęłam decyzję, byłam więcej niż dumna. To dodało mi sił” – mówiła.

Whitehair Truth, Izabela Pajor /grafika: Design Center

„Naturalność jest super”

Z apelem o to, by kobiety nie ulegały presji, jaką media społecznościowe i reklamodawcy nakładają na nie, regularnie wychodzi Joanna Koroniewska. Aktorka i influencerka głośno podkreśla, że lubi swój naturalny wygląd i w takim wydaniu najczęściej pokazuje się na Instagramie, co wystawia ją na krytykę. Internauci wytykają jej brak makijażu, widoczne zmarszczki, niedbałą fryzurę, małe piersi… Lista wymienianych przez nich „grzechów” bywa niekiedy naprawdę długa, ale aktorka jasno daje im do zrozumienia, że ponad krytykę stawia swój dobrostan.

„Nie maluję się na co dzień i nie upiększam. Bo tak też może być pięknie” – pisze. „Kocham każdą moją zmarszczkę, bo wyraża moje emocje. Moje dotychczasowe życie. Uwielbiam mój mały biust, który wykarmił dwójkę moich kochanych dzieci. Kocham wszystkie swoje doskonałości i niedoskonałości. Z wiekiem coraz bardziej” – dodaje.

Influencerka, której profil na Instagramie obserwuje 850 tys. osób, czuje ciężar tej społecznej odpowiedzialności, dlatego swoje zasięgi wykorzystuje do tego, by wzmacniać w kobietach poczucie własnej wartości i uświadamiać im, że życie to nie konkurs piękności.

„Lubię dobrze wyglądać, ale jeszcze bardziej lubię żyć w zgodzie ze sobą. Taka właśnie jestem. I wiem, że wiele z Was bardzo potrzebuje takich kobiet w tym medialnym świecie” – podkreśla. „Myjcie się, czeszcie, chodźcie do fryzjera, nakładajcie kremy i maseczki, uprawiajcie sport, ALE nie dajcie sobie wmówić, że brak filtrów czy upiększania Waszej twarzy i ciała trwałymi zabiegami jest ‘niechlujstwem!’” – apeluje o zdrowy rozsądek.

Aktorka przestrzega swoje fanki przed ślepym dążeniem za podsuwanymi przez algorytmy kanonami piękna. W jednym ze swoich wpisów wyjaśniła, że każdorazowo więcej polubień zgarniają zdjęcia, na których jest umalowana, nie ma pod nimi też krytycznych komentarzy, co – jak zaznacza – świadczy o tym, jak bardzo jesteśmy oswojeni z „cukierkowym”, wyidealizowanym światem.

„Mam nadzieję, że w końcu dojdziemy do sytuacji, w której więcej lajków i lepszy zasięg będą miały właśnie takie zdjęcia. Normalne. Naturalne. Jak z życia każdego z nas” – pisze Joanna Koroniewska.

Do wyświetlenia tego materiału z zewnętrznego serwisu (Instagram, Facebook, YouTube, itp.) wymagana jest zgoda na pliki cookie.Zmień ustawieniaRozwiń

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Powiązane tematy:

Podoba Ci
się ten artykuł?