Przejdź do treści

„Pojawiały się głosy, że robimy sobie opiekuna na starość”. Marita Szumska o in vitro i rodzicielstwie osób z niepełnosprawnością

Marita Szumska z mężem Adamem / Archiwum prywatne
Marita Szumska z mężem Adamem / Archiwum prywatne
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Zostały ci resztki ryżu z obiadu? Elwira Rogoda podpowiada, jak je wykorzystać
Wydaje ci się, że wszyscy widzą twój stres i lęk? Psycholożka wyjaśnia, na czym polega iluzja przejrzystości
„Wrócimy do Ukrainy, ponieważ nie ma nic lepszego niż dom” – podkreśla Ołena Zełenska w poruszającym poście
Czujesz ból, gdy siusiasz? Osiem możliwych powodów
Wystarczą dobre chęci i trochę czasu. Stretching jest dla wszystkich!

„Ludzie pisali, że jesteśmy ładni, zdrowi, mamy prace, a prosimy o pomoc, jakbyśmy umierali. Część dodawała, że będziemy złymi rodzicami, bo przecież nie chodzimy” – opowiada poruszająca się na wózku Marita Szumska, która po latach walki o dziecko niedawno została mamą.


Marita i Adam poruszają się na wózkach. Ona, mając 13 lat, przeszła ciężką operację wycięcia guza na rdzeniu kręgowym, on jako 15-latek przeżył poważny wypadek samochodowy. Oboje stracili możliwość chodzenia. Poznali się na rehabilitacji, gdy Marita miała 21, a Adam 18 lat . Zakochali się i pobrali w 2017 roku. Od tego czasu bezskutecznie starali się o dziecko. Po dwóch latach przepełnionych wizytami w gabinetach lekarskich dowiedzieli się, że jedyną szansą na zapłodnienie jest in vitro. Tak zaczęła się ich nieustępliwa walka.


Marianna Fijewska: Pamiętasz, co pomyślałaś, gdy dowiedziałaś się, że in vitro to jedyna droga, by zajść w ciążę?

Marita Szumska: Pomyślałam, że musimy zrobić wszystko, by rozpocząć procedurę medyczną. Oboje byliśmy bardzo zmęczeni ciągłymi wizytami u lekarzy. To było upokarzające, bo większość z nich patrzyła na nas z politowaniem, kręciła głowa i mówiła, że w przypadku „takiej” ciąży nie może pomóc. Jakby fakt, że jeździmy na wózkach, czynił z nas złych rodziców, którzy nie zasługują na pomoc medyczną. W końcu trafiliśmy do doktor Moniki Łukasiewicz, która jest ginekologiem i seksuologiem i zajmuje się niepełnosprawnymi parami. Ona jako pierwsza zgodziła się nam pomóc. Powiedziała, że nie widzi żadnych przeszkód, byśmy zostali rodzicami – przecież oboje jesteśmy zdrowi, płodni i bardzo się kochamy. Przeszkoda w zapłodnieniu miała charakter wyłącznie mechaniczny- nasze urazy kręgosłupów uniemożliwiały zapłodnienie drogą naturalną.

Zostaliście zakwalifikowani do procedury in vitro i co dalej?

Pojawił się pierwszy problem, bo nie mieliśmy pieniędzy, a czas się kurczył. Powiedziano mi, że mam niski wskaźnik AMH, który określa rezerwę jajnikową. Trzeba była się spieszyć. Pamiętam, że wracaliśmy samochodem od doktor Łukasiewicz. Adam prowadził, był zamyślony. Nagle powiedział, że natknął się ostatnio na ogłoszenie pewnego podróżnika, który zbierał pieniądze na wycieczkę marzeń. Uznał, że przecież my też mamy marzenie i że czas schować dumę do kieszeni i poprosić ludzi o pomoc. Wkrótce stworzyliśmy zbiórkę na stronie pomagam.pl, gdzie dokładnie opisaliśmy swoją historię i czekaliśmy na dalszy rozwój sytuacji.

Byliśmy tym wszystkim potwornie zmęczeni. Między nami zaczęło się psuć. Ludzie dookoła mówili: może dajcie sobie spokój, po co te nerwy. Ale ja uważam, że nie sztuką jest płakać, że się nie ma dziecka, choć bardzo by się chciało - sztuką jest zrobić wszystko, co można, by to dziecko mieć

Pamiętasz pierwsze reakcje ludzi na wasz apel?

Od razu pojawiły się okropne komentarze. Mogliśmy się tego spodziewać. W końcu poruszyliśmy dwa tematy tabu – in vitro i rodzicielstwo osób niepełnosprawnych. Ludzie pisali, że jesteśmy ładni, zdrowi, mamy prace, a prosimy o pomoc, jakbyśmy umierali. Część dodawała, że będziemy złymi rodzicami, bo przecież nie chodzimy. Pojawiały się nawet głosy, że robimy sobie opiekuna na starość. Adam błagał, żebym przestała czytać te wszystkie bzdury. Wiedział, że w tamtym momencie byłam nawet gotowa zrezygnować z in vitro. „Jeśli oboje pragniemy mieć dziecko, musimy odciąć się od tego, co sądzą ludzie”- powiedział i kazał mi przestać śledzić komentarze na zbiórce. Tak też zrobiłam. Niedługo po tym zainteresowały się nami duże media i zbiórka zyskała rozgłos, a my byliśmy w stanie rozpocząć pierwszą procedurę in vitro. Po stymulacji hormonami udało się uzyskać dwie zapłodnione komórki. Później każda z tych komórek została przetransferowana do macicy, ale żadna się nie zagnieździła. Wiedzieliśmy, że musimy zacząć od nowa.

Jak się czułaś, gdy okazało się, że cała procedura musi ruszyć od początku?

Mogłam się tego spodziewać, bo pani doktor ostrzegała nas, że pierwsza próba prawie nigdy się nie udaje, ale ja byłam przekonana, że będzie inaczej. W końcu oboje byliśmy płodni. Myślałam, że in vitro to tylko formalność. Rozczarowanie było ogromne, czułam się fatalnie. Zbiórka w internecie cały czas trwała i mieliśmy pieniądze na rozpoczęcie drugiej próby. Z symulacji hormonami udało się uzyskać sześć zapłodnionych komórek. I tu kolejne rozczarowanie. Pierwszy transfer przyniósł ciążę pozamaciczną. Zostało nam pięć zapłodnionych komórek – pięć ostatnich szans.

W przestrzeni zakupowej HelloZdrowie znajdziesz produkty polecane przez naszą redakcję:

PROMOCJA
Zdrowie umysłu
Less Stress from Plants 60 kaps. wegański
60,00 zł 90,00 zł

Ostatnich?

Nawet gdyby udało nam się zebrać pieniądze na rozpoczęcie trzeciej procedury in vitro, nie wiem, czy psychicznie byłoby nas na nią stać. Byliśmy tym wszystkim potwornie zmęczeni. Między nami zaczęło się psuć. Ludzie dookoła mówili: może dajcie sobie spokój, po co te nerw. Ale ja uważam, że nie sztuką jest płakać, że się nie ma dziecka, choć bardzo by się chciało- sztuką jest zrobić wszystko, co można, by to dziecko mieć.

Wyobrażam sobie, że musiałaś czuć straszną presję. A przecież powszechnie wiadomo, że zapłodnieniu sprzyja rozluźnienie i dobry stan psychiczny.

Bardzo pomógł mi mój mąż. Adam to niechodzący stoicki spokój. Z wielką łagodnością wytłumaczył mi, że nie mogę pozwolić na to, by dążenie do naszego marzenia zniszczyło moją psychikę. Bo nawet jeśli zaciśniemy zęby i w wielkim stresie przetrwamy kolejną procedurę, która się uda, to będziemy mieć dziecko, ale nas już nie będzie. Oddalimy się, może znienawidzimy, a to przecież kompletnie bez sensu. Dlatego postanowiłam, że przed kolejnym transferem muszę zrobić sobie przerwę, ochłodnąć, zebrać myśli. Od kwietnia do czerwca 2020 roku właściwie w ogóle o tym nie myślałam. Pracowałam, zajmowałam się domem, spędzałam czas z Adamem, jakby to in vitro było gdzieś poza mną. W międzyczasie moja klinika zawiesiła działanie z powodu pandemii, więc poczułam jeszcze większe rozluźnienie. Nie musiałam się spieszyć, tylko czekać. Pod koniec czerwca zadzwoniła pani doktor, mówiąc, że klinika już działa, a my umówiliśmy się na kolejny, czwarty transfer.

Gabryś, syn Marity Szumskiej/ Archiwum prywatne

Jak się czułaś przed tym transferem?

Byłam rozluźniona, bo zaakceptowałam fakt, że może się nie udać. Pogodzenie się z tym dało mi niewiarygodnie dużo spokoju. Zrozumiałam, że to, czy zarodek się zagnieździ, nie zależy ode mnie. Mogłam jedynie podjąć działania, które sprawią, że stanie się to bardziej prawdopodobne – odżywiać się zdrowo, brać przepisane leki i wziąć urlop, ponieważ pracuję fizycznie, a dźwiganie kartonów zaraz po transferze zmniejszyłoby szansę na zapłodnienie. Kiedy to wszystko zrozumiałam, z moich barków zszedł duży ciężar.

Co było dalej? Po czwartym transferze?

Lekarze powiedzieli, że dopiero 10 dni później możemy zrobić test beta HCG, najlepiej z krwi. 10. dnia mieliśmy jechać do laboratorium na pobranie, ale Adam źle się poczuł. Kolejnego dnia pracował, więc umówiłam się z przyjaciółką, że pojedziemy razem, ale w ostatniej chwili wypadła jej zupełnie niespodziewana sytuacja losowa. Pomyślałam, że trudno, dowiem się kolejnego dnia. Wtedy przypomniałam sobie, że mam w szafce jakiś stary domowy test ciążowy. Poszłam do łazienki i od razu pojawiły się dwa, grube czerwone paski. Kiedy o tym mówię, mam ciarki na całym ciele. Nie wierzyłam, że to się dzieje. Adam wracał za godzinę. On ma taki nawyk, że po przekroczeniu progu domu, od razu idzie do łazienki i szoruje ręce. Dlatego test zostawiłam na skraju umywalki. Dołączyłam do niego karteczkę: „Gratuluję tatuśku!”. Po godzinie wrócił i jak na złość od razu wszedł do kuchni. Zaczął opowiadać, co było w pracy, jak gdyby nigdy nic, a ja nie mogłam wytrzymać. „Adam leć do łazienki, myj ręce, bo nalewam zupę” – wycedziłam, a on posłuchał i zniknął. Czekałam minutę, dwie. Cisza. Kiedy otworzyłam drzwi łazienki, trzymał test w ręce i patrzył, jakby nie mógł uwierzyć. Zapytał, czy to naprawdę. Powiedziałam, że naprawdę.

My się nie różnimy niczym od pełnosprawnych rodziców, mamy po prostu bardziej dostosowane sprzęty domowe, żeby było szybciej, mobilniej i bezpieczniej. Od urodzin Gabrysia nie zdarzyło się, byśmy prosili kogoś o pomoc. Ludziom z zewnątrz nie mieści się to w głowie

Przepiękna chwila.

Nigdy jej nie zapomnę. Ani tej, gdy trzy tygodnie później pojechaliśmy na pierwsze USG. Nie umiem opisać, co czułam, gdy zobaczyłam na ekranie bijące serduszko.

Jak przebiegała ciąża?

Pierwszy trymestr spokojnie. Nawet za bardzo mnie nie mdliło. W drugim trymestrze kręgosłup zaczął dawać o sobie znać, w trzecim błagał mnie o litość. Był przeciążony brzuchem. W dodatku, gdy siedziałam na wózku, mały zaczynał kopać, bo miał niewiele miejsca. Dlatego dużo leżałam. Nie denerwowałam się, czułam, że z ciążą wszystko jest w porządku. Mam trochę żal – choć może żal to za mocne słowo – że lekarze mówili mi: ciąża jest zagrożona, to ciąża wysokiego ryzyka,  może pani urodzić znacznie wcześniej. Przez to każde delikatne ukłucie kończyło się na izbie przyjęć, a nic się nie działo. Ciąża była wzorowa.

Beata Ebert

Rzeczywiście urodziłaś wcześniej?

Minimalnie- urodziłam w 38. tygodniu. Mogłabym spokojnie dotrwać do końca, ale stwierdzono cukrzycę ciążową. Gabryś urodził się 2 marca. Miałam cięcie cesarskie. Wszystko przebiegło dobrze, 10 na 10 w skali Apgar.

Wielu rodziców mówi, że przed pojawieniem się ich dziecka na świecie, nie zdawali sobie sprawy, jakim wyzwaniem jest rodzicielstwo. Też tak miałaś?

Wiesz, co było wyzwaniem? Przygotowanie domu na przybycie Gabrysia. Zebranie akcesoriów, umeblowanie… Podam ci przykład choćby z podgrzewaczem do butelek – zwykle stoi on w kuchni, a u nas musi mieć specjalne miejsce przy łóżku. Przecież jeśli w nocy Gabrysiowi zachce się pić, nie pobiegnę szybko do kuchni. Takie rzeczy trzeba było dokładnie przemyśleć. Zamówić rożki z utwardzanym wkładem kokosowym, żeby mały miał stabilne plecki, gdy będziemy przekładać go z łóżka na kolana. Do kosza Mojżesza musieliśmy domontować stelaż i kółka, a do nosidła dodatkowe pasy, które przekładamy za szyją i za biodrami. My się nie różnimy niczym od pełnosprawnych rodziców, mamy po prostu bardziej dostosowane sprzęty domowe, żeby było szybciej, mobilniej i bezpieczniej. Od urodzin Gabrysia nie zdarzyło się, byśmy prosili kogoś o pomoc. Mamy bliskich, którzy przybiegliby po jednym telefonie, ale radzimy sobie sami. Ludziom z zewnątrz nie mieści się to w głowie. Bardzo często podczas spacerów przechodnie oglądają się na nas i widzę, że przezywają szok.

Marita Szumska z synem Gabrysiem/ Archiwum prywatne

Marita Szumska z synem Gabrysiem/ Archiwum prywatne

To musi być drażniące.

Wręcz odwrotnie. Wczoraj byliśmy z Gabrysiem na szczepieniu. Przychodnia, tłum ludzi, kolejka. Ja z nosidłem, oplątana pasami. Ludzie nie wiedzą, co to takiego, patrzą z wytrzeszczonymi oczami, a ja się nie złoszczę. Jestem dumna! Bardzo dumna! I z siebie i z mojego męża, bo wiem, że jesteśmy pełnowartościowymi, wspaniałymi rodzicami.

Z tego, co mówiłaś, wynika, że wciąż macie cztery zamrożone zarodki. Chciałabyś postarać się o kolejne dziecko?

Lekarz, który wykonywał cesarkę, zadał mi to samo pytanie. Odpowiedziałam, że nie chcę się na nic nastawiać-  mój kręgosłup dostał w kość przez ciążę. Uśmiechnął się i odpowiedział, że medycznie nie widzi żadnych przeciwwskazań do kolejnej ciąży i kolejnej cesarki. Muszę tylko dać sobie półtora roku na regenerację. Jeśli ten lekarz ma rację, jeśli mój stan zdrowia pozwoli na dziecko, na pewno podejmiemy kolejną próbę.

Chyba muszę podziękować tobie i Adamowi. Wasza historia daje nadzieję nie tylko parom starającym się o dziecko, ale też każdemu, kto bardzo o czymś marzy. Jesteście wzorem niezwykłej determinacji.

To my dziękujemy każdemu, kto dołożył choćby złotówkę do realizacji naszego marzenia. Podczas prowadzenia zbiórki wielokrotnie dostawaliśmy wiadomości od ludzi, którzy pisali, że nie mają wiele, ale prześlą choć trochę, bo wiedzą, jakim szczęściem jest dziecko. Nie mam słów, żeby tym ludziom podziękować. To przez ich dobroć trzymam dziś Gabrysia na rękach.

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy:

Zainteresują cię również:

Barbie

Pierwsza w historii Barbie z aparatem słuchowym. „Jesteśmy zobowiązani odzwierciedlić różnorodność, jaką dzieci widzą w świecie”

Wojna zmieniła ich życie na zawsze. Ołena Zełenska publikuje wstrząsające zdjęcia rannych

„Stawianie mnie w takiej sytuacji jest nieludzkie. Czuję się upokorzony” – Wojtek Sawicki z „Life On Wheelz” gorzko o przeszkodach w znalezieniu asystenta

Joanna Koroniewska /fot. MW Media

„Żeby rodzina była kompletna, wymagało to od nas wielkiej walki”. Joanna Koroniewska przejmująco o poronieniach

Kobieta w ciąży

Lekarz zapładniał pacjentki własną spermą. Musi zapłacić 20 mln odszkodowania

Agata Tomaszewska i Wojciech Sawicki obalają mity związane z niepełnosprawnością

„W postach o akceptacji ciała nie chodzi o to, aby chwalić czyjeś wnętrze” – stanowczo podkreśla Agata z Life On Wheelz

„Musimy być delikatni, bo dla nich dotyk drugiego człowieka jest często czymś nowym”. Asystentka seksualna osób z niepełnosprawnością mówi o swojej pracy

„Matczyna rana przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Ale można ją uzdrowić” – mówi Aneta Gajda-Boryczko, terapeutka

Sylwia Gajewska-Stankiewicz, chora na artrogrypozę /fot. archwium prywatne

„Wielu nie mieści się w głowie, że osoba na wózku może uprawiać miłość. A ja nie jestem niepełnosprawnością, jestem kobietą” – mówi Sylwia Gajewska-Stankiewicz, chora na artrogrypozę

Hello My Hero. Dorota Kaczmarek: „Depresja to nie jest przeziębienie, które możemy zbagatelizować i napić się soku z cebuli. To choroba, która odbiera ludziom życie”

„Nieważne czy dzieci są wychowywane przez hetero-, bi-, czy homoseksualnych rodziców. Dla jakości ich życia liczy się troska i miłość” – mówi Hubert Sobecki

Paulina Górska

Paulina Górska: Nie mam poczucia, że rezygnując z bycia mamą z obawy o klimat, uratujemy świat

Jennifer Aniston

Jennifer Aniston szczerze o bezdzietności. „Nie macie pojęcia, co dzieje się w moim życiu, z moim zdrowiem”

Wojciech Sawicki, "Life On Wheelz"

„Roztaczanie nierzeczywistej, utopijnej wizji niczego nie zmieni ani nikomu nie pomoże” – odpowiada prezydentowi Wojtek Sawicki z „Life On Wheelz”

Kobieta

Prawy czy lewy? Pudełko z jednym butem – świetna kampania dla osób z niepełnosprawnością!

Jacinda Ardern

3-letnia córka premier Nowej Zelandii przerwała transmisję na żywo. „Powinnaś być w łóżku, kochanie”

Poruszająca się na wózku Karine Elharrar nie mogła wziąć udziału w COP26 w Glasgow

Ministra nie mogła wziąć udziału w szczycie klimatycznym COP26 w Glasgow, bo… porusza się na wózku

Narine Szostak

„Utarło się, że niepłodność to jest coś, co dotyka ludzi po 40-tce, bo 'wcześniej nie mieli czasu na dzieci, a teraz mają za swoje'” – mówi Narine Szostak

Kolorowe nakładki na koła wózków dla osób z niepełnosprawnością

„Jeśli nie możesz wstać, wyróżnij się!”. Kolorowe nakładki na wózki dla osób z niepełnosprawnością to dzieło dwóch sióstr

Savoir-vivre wobec osób z niepełnosprawnością / Getty

„Dla nich jestem tylko tłem”. Łukasz od 25 lat jeździ na wózku i uczy savoir-vivre’u wobec osób z niepełnosprawnością

Lusine Duryan

Lusine Duryan: Osoby z niepełnosprawnością nagminnie spotykają się z opiniami, że nie powinny posiadać dzieci i partnerów

Jakub Małecki

„Moi bohaterowie są szczególni, bo jest im trudniej” – mówi pisarz Jakub Małecki

Modelka poruszająca się o kulach na czerwonym dywanie w Wenecji

Modelka poruszająca się o kulach na czerwonym dywanie w Wenecji. „Myślałam, że nie mogę być częścią tego świata”

Hello my Hero. Sylwia Błach: Czekam na różnorodny świat. Chcę widzieć chłopaka na wózku w reklamie prezerwatyw

Najpopularniejsze

Kobieta wąchająca kwiat

Choroby mają zapach – wiedziałaś o tym?

Ćwiczenia na biust. 6 sposobów na ujędrnienie i podniesienie piersi

Kobieta mindfulness

Mindfulness dla początkujących. Kasia Bem zdradza 5 prostych zasad uważności

4 sposoby na pozbycie się oponki z brzucha. I nie chodzi wcale o robienie brzuszków

Burpees to jedno z najlepszych ćwiczeń w świecie fitness. Podejmij wyzwanie!

Burpees to jedno z najlepszych ćwiczeń w świecie fitness. Podejmij wyzwanie!

Ty zawsze w trzech swetrach, a dalej ci zimno? Oto kilka możliwych przyczyn

Kobieta ćwiczy

Oto 7 ćwiczeń, za które twój kręgosłup ci podziękuje. Wystarczy niewiele, by poczuć znaczną różnicę

Kobieta ćwiczy

Twój kręgosłup potrzebuje wsparcia? Oto kilka ćwiczeń, które go wzmocnią

Intymne dolegliwości rowerzystek. Sprawdź, jak zadbać o siebie w trakcie rowerowych wojaży

kobieta na wydmach

„Odpuszczanie” jest dobre dla ambitnych i konsekwentnych kobiet – podpowiada nam psycholożka Anita Kruszewska

Kasia Bigos trenerka

Ćwiczenia na ramiona z hantlami – wypracuj smukłe ramiona

Kobieta ćwiczy

Dzień się dopiero rozpoczął, a ciebie już ktoś wyprowadził z równowagi? Poznaj 5 kroków, które pozwolą zapanować nad emocjami

Ćwiczenia na rozciąganie barków

Rozciąganie stawów barkowych – te ćwiczenia na pewno ci się przydadzą

brzuszki na piłce

Sposób na bolące lędźwie. Jak sobie ulżyć?

7 najgorszych typów butów dla twoich stóp. Jakie obuwie może być niebezpieczne?

Smartfon a dolegliwości / istock

Smartfon a dolegliwości, które może wywołać. To nie tylko bezsenność

×