„Gdy sprzątanie staje się podstawową strategią regulacji emocji”. Gdzie przebiega granica między zdrową potrzebą porządku a manią sprzątania?
– Jeśli sprzątanie zabiera nam czas na odpoczynek, spontaniczną rozrywkę albo prowadzi do konfliktów z bliskimi, może to oznaczać, że zaczynamy nim regulować swój lęk lub poczucie utraty kontroli w innych obszarach życia – mówi psycholożka Karolina Maciejewicz, z którą rozmawiamy o potrzebie nadmiernego porządku.
Klaudia Kierzkowska, Hello Zdrowie: Zacznę może od pytania z drugiej strony: dlaczego nieporządek tak silnie wpływa na nasze emocje i poziom stresu? Skąd bierze się to napięcie?
Karolina Maciejewicz: Dom jest przestrzenią, w której regulujemy swoje napięcie, odpoczywamy i odzyskujemy poczucie bezpieczeństwa. Nieporządek zwiększa liczbę bodźców wzrokowych, które mózg musi stale filtrować, co zwiększa obciążenie funkcji wykonawczych i utrudnia wyciszenie po męczącym dniu. To, co niedokończone, pozostaje w tle naszej świadomości, zajmuje naszą uwagę i podtrzymuje napięcie, jakby coś nieustannie domagało się zakończenia. Natomiast u części osób chaos w przestrzeni bywa przeżywany jako utrata wpływu na to, co je otacza, lub oznaka braku kontroli nad własnym życiem. Szczególnie silnie na bałagan reagują osoby o wysokiej potrzebie przewidywalności albo funkcjonujące w przewlekłym przeciążeniu, ponieważ mózg w warunkach nadmiaru bodźców ma mniejszą zdolność do regeneracji.
Czy zatem potrzeba ciągłego sprzątania może być sposobem radzenia sobie z lękiem lub przeciążeniem?
Tak, ponieważ sprzątanie daje natychmiastowy efekt. W sytuacji niepewności, konfliktów relacyjnych albo nadmiaru obowiązków jest jedną z niewielu czynności, które można szybko zakończyć i zobaczyć rezultat swoich działań. Powtarzalność ruchów i czynności obniża napięcie, a uporządkowana sekwencja działań uspokaja układ nerwowy. Dla części osób jest to także sposób odsunięcia momentu skontaktowania się ze swoimi trudnymi emocjami. Zamiast doświadczać bezradności, frustracji, złości czy lęku, energia zostaje skierowana na działanie, które daje poczucie kontroli. Problem pojawia się wtedy, gdy sprzątanie staje się podstawową strategią regulacji emocji i zaczyna zastępować inne formy radzenia sobie z nimi, takie jak rozmowa z bliskimi i korzystanie ze wsparcia społecznego, odpoczynek, czy konfrontowanie się z realnym źródłem napięcia w celu rozwiązania sytuacji problemowej.
Gdzie przebiega granica między zdrową potrzebą porządku a manią sprzątania?
Granicy nie wyznacza ilość czasu poświęcanego na sprzątanie, lecz funkcja, jaką zaczyna ono pełnić w naszym życiu. Zdrowa potrzeba porządku zwiększa komfort naszego życia i umiemy ją zaspokajać, zachowując elastyczność naszych działań. Możemy odłożyć zaspokojenie jej na później, jeśli pojawia się coś ważniejszego, a chwilowy bałagan nie wywołuje w nas silnego napięcia ani poczucia winy. Mania sprzątania wiąże się natomiast z przymusem działania i trudnością z przerwaniem czynności mimo zmęczenia czy innych obowiązków. Ulga po uporządkowaniu przestrzeni jest krótkotrwała i szybko pojawia się potrzeba powtarzania tych samych działań.
Znaczącym sygnałem ostrzegawczym jest koszt emocjonalny i relacyjny, jaki ponosimy w wyniku naszych działań. Jeśli sprzątanie zabiera nam czas na odpoczynek, spontaniczną rozrywkę albo prowadzi do konfliktów z bliskimi, może to oznaczać, że zaczynamy regulować swój lęk lub poczucie utraty kontroli w innych obszarach życia. Często towarzyszy temu trudność w tolerowaniu niedoskonałości oraz przekonanie, że dopiero idealny porządek pozwoli nam się uspokoić lub osiągnąć spełnienie. Paradoks polega na tym, że im bardziej próbujemy osiągnąć stan całkowitej kontroli nad tym, czego doświadczamy, tym bardziej stajemy się zależni od ciągłego powtarzania tych czynności.
Jakie cechy osobowości sprzyjają temu, że dom staje się polem nieustannej kontroli?
W wielu przypadkach nie chodzi wyłącznie o preferencję estetyczną, lecz o sposób regulowania napięcia psychicznego poprzez kontrolowanie rzeczywistości zewnętrznej. Szczególnie widoczne jest to u osób o wysokiej potrzebie przewidywalności, niskiej tolerancji niepewności oraz silnym poczuciu odpowiedzialności. Porządek zaczyna pełnić funkcję regulującą emocje, ponieważ uporządkowana przestrzeń daje poczucie wpływu wtedy, gdy inne obszary życia są mniej przewidywalne.
Istotną rolę może tu odgrywać surowe superego. Superego jest strukturą psychiczną odpowiedzialną za normy moralne, ideały i ocenę własnego zachowania. Kształtuje się poprzez internalizację doświadczeń relacyjnych, zwłaszcza oczekiwań i zasad ważnych osób z dzieciństwa. W swojej dojrzałej formie wspiera refleksję i regulację zachowania. Jeśli jednak staje się nadmiernie surowe, zaczyna działać jak wewnętrzny nadzorca generujący w nas poczucie powinności, wstydu lub winy – nawet w sytuacjach obiektywnie neutralnych. Odpoczynek wówczas może być przeżywany jako coś zagrażającego, a drobny nieporządek może być przez nas traktowany jako osobista porażka. Sprzątanie staje się wtedy sposobem redukowania napięcia wynikającego z wewnętrznej negatywnej oceny nas samych, a nie wynika z realnej potrzeby.
Blisko tego mechanizmu znajduje się osobowość anankastyczna, określana inaczej jako obsesyjno-kompulsywna. Osobowość ta cechuje się perfekcjonizmem, nadmierną kontrolą oraz silną koncentracją na zasadach i poprawności wykonania różnych zadań kosztem elastyczności. Osoby o takich cechach mają również trudność z delegowaniem obowiązków i proszeniem o pomoc. Dom może stać się przestrzenią realizowania wysokich standardów i jednocześnie miejscem chwilowego obniżenia napięcia poprzez strukturę i powtarzalność działań. Trudność pojawia się wtedy, gdy potrzeba kontroli zaczyna dominować nad dbaniem o relacje i odpoczynkiem.

Karolina Maciejewicz / fot. archiwum prywatne
Zastanawiam się, czy życie w chaosie może być równie obciążające jak obsesyjny porządek i która skrajność bywa groźniejsza?
Chroniczny chaos i obsesyjna kontrola obciążają psychikę w odmienny sposób. Stały nieporządek zwiększa przeciążenie poznawcze, ponieważ mózg nieustannie napotyka bodźce przypominające o obowiązkach i niedokończonych zadaniach. Trudniej wtedy o regenerację, zdolność utrzymania uwagi na tym, co robimy, i poczucie spełnienia. U części osób pojawia się narastające poczucie winy, wstyd albo unikanie zapraszania innych do domu, co sprzyja izolacji społecznej. Chaos może także utrwalać prokrastynację, ponieważ brak planu utrudnia rozpoczęcie działania i planowanie kolejnych kroków. W efekcie rozpoczęcie wykonywania jakiejś czynności wymaga od nas większego wysiłku, a odkładanie zadania zaczyna pełnić funkcję chwilowej ulgi i unikania dyskomfortu.
Z drugiej strony obsesyjny porządek wiąże się z wysokim kosztem psychicznym wynikającym z ciągłego napięcia. Codzienność zaczyna być podporządkowana zasadom, a spontaniczność staje się zagrożeniem dla stabilności. Relacje rodzinne często się komplikują, ponieważ nadmierna potrzeba kontroli jednej osoby koliduje z autonomią i sposobem funkcjonowania innych. Co więcej, im bardziej sztywne standardy, tym mniejsza tolerancja na ambiwalencję i niedoskonałość, a to paradoksalnie ogranicza naszą zdolność do bliskości. Trudno bowiem czuć się swobodnie tam, gdzie każdy gest może zostać odczytany jako naruszenie porządku, a każde zachowanie niezgodne ze standardem drugiej osoby jest odbierane jako błąd wymagający korekty.
”Dla jednej osoby porządek oznacza bezpieczeństwo i przewidywalność, dla drugiej swobodę i możliwość odpoczynku bez ciągłego poczucia napięcia. Kiedy te potrzeby się zderzają, łatwo o interpretację zachowania partnera jako braku szacunku, lenistwa albo nadmiernej kontroli”
Nie ma jednej odpowiedzi na pytanie, która ze skrajności jest bardziej niebezpieczna, ponieważ kluczowe znaczenie ma poziom cierpienia danej osoby oraz utrata psychicznej elastyczności. W obu sytuacjach sygnałem ostrzegawczym jest moment, gdy dom przestaje pełnić funkcję miejsca odpoczynku i odzyskiwania równowagi, a zaczyna podtrzymywać nasze wewnętrzne napięcie, poczucie winy lub konieczność ciągłego radzenia sobie z własnym dyskomfortem.
Jak presja „idealnego domu” obecna w mediach społecznościowych wpływa na poczucie własnej wartości?
Media społecznościowe przedstawiają przestrzeń domową w sposób selektywny i wyreżyserowany. Oglądamy przede wszystkim efekt końcowy, kadry pozbawione śladów codzienności, zmęczenia, niedokończonych spraw czy ograniczeń wynikających z realnego życia i braku czasu. Jednak nasza psychika bardzo szybko zaczyna traktować takie sceny jako punkt odniesienia. Uruchamia się w nas mechanizm porównań społecznych, w którym nasz własny dom przestaje być oceniany w kontekście naszych potrzeb, rytmu dnia, czy zasobów, a zaczyna być wyznacznikiem dopasowania się do wyidealizowanego standardu.
Dodatkowo zaczynamy internalizować opinie i standardy innych ludzi. Nawet jeśli nikt realnie nie ocenia naszej przestrzeni, patrzymy na własny dom tak, jakby był stale oglądany przez innych. Wewnętrzny krytyk przejmuje perspektywę wyobrażonego obserwatora i zadaje pytanie nie o to, czy jest nam wygodnie i bezpiecznie, lecz o to, jak wypadamy w cudzych oczach. Dom przestaje być miejscem regeneracji, a zaczyna pełnić funkcję sceny, na której nieustannie trzeba potwierdzać swoją kompetencję, zaradność, czy udowadniać, że mamy kontrolę nad naszym życiem.
W pewnym momencie zaczynamy zauważać przede wszystkim to, co w naszej przestrzeni odbiega od wyobrażonego ideału: stos rzeczy czekających na odłożenie, nieuprzątnięty blat czy zabawki dziecka rozrzucone na podłodze. Dom przestaje pełnić funkcję miejsca regulującego napięcie. W efekcie odpoczynek bywa utrudniony lub odkładany na później, ponieważ pojawia się przekonanie, że najpierw wszystko należy doprowadzić do porządku, żeby móc odpocząć.
Dlaczego bałagan tak często staje się źródłem konfliktów w relacjach i jak o tym rozmawiać?
Wynika to z tego, że dla jednej osoby porządek oznacza bezpieczeństwo i przewidywalność, dla drugiej swobodę i możliwość odpoczynku bez ciągłego poczucia napięcia. Kiedy te potrzeby się zderzają, łatwo o interpretację zachowania partnera jako braku szacunku, lenistwa albo nadmiernej kontroli.
Konflikt zaostrza się wtedy, gdy rozmowa dotyczy ocen, a nie potrzeb. Komunikaty typu „Ty zawsze robisz bałagan” albo „Przesadzasz i tak naprawdę wszystko kontrolujesz” uruchamiają w drugiej osobie reakcje obronne, a nie te, które są oparte na współpracy. Pomocne jest mówienie drugiej osobie o własnym doświadczeniu. Zamiast oceniać, warto nazwać emocję i jej znaczenie, na przykład powiedzieć, że chaos utrudnia nam odpoczynek i czujemy wtedy złość, albo że ciągłe sprzątanie wywołuje w nas poczucie presji i odczuwamy wtedy lęk. Ważne jest również uznanie, że różnice w tolerancji nieporządku nie są kwestią dobrej lub złej woli, lecz odmiennych sposobów regulowania napięcia.
Wspólne ustalenie minimalnych standardów porządku dla różnych przestrzeni, w których każdy może działać po swojemu, często zmniejsza napięcie bardziej niż próba przekonania drugiej strony do zmiany swoich przekonań i spojrzenia na pewne kwestie. Na przykład w wielu domach źródłem konfliktów nie jest sam bałagan, lecz brak jasnych granic. Jedna osoba potrzebuje pustego blatu w kuchni, żeby móc się wyciszyć i rozpocząć dzień bez przeciążenia bodźcami, druga natomiast odkłada tam rzeczy na później, bo w ten sposób pamięta o niedokończonych sprawach. Zamiast niekończących się rozmów o tym, kto ma rację, można ustalić, że blat pozostaje wolny, natomiast półka obok staje się przestrzenią tymczasową, gdzie można odkładać rożne rzeczy. Podobnie w przypadku salonu, wspólna przestrzeń może mieć określony standard porządku obowiązujący wszystkich, podczas gdy biurko, garderoba czy część sypialni pozostają strefą indywidualną każdego z domowników. Taka umowa nie wymaga zmiany przekonań, lecz wprowadza przewidywalność, która chroni relacje przed codziennymi konfliktami o rzeczy pozornie błahe, a w rzeczywistości silnie związane z poczuciem kontroli i autonomii.
”U części osób porządek staje się dowodem na bycie dobrym partnerem, odpowiedzialnym dorosłym albo sumiennym rodzicem. W takiej sytuacji każde odstępstwo od standardu uruchamia wstyd”
Czy nadmierne sprzątanie może być sygnałem wypalenia, chronicznego stresu albo depresji?
Może, zwłaszcza wtedy, gdy pojawia się nagle albo wyraźnie nasila się w okresie przeciążenia. W chronicznym stresie naturalnie szukamy czynności przewidywalnych, takich, które dają nam szybkie poczucie, że mamy na coś wpływ. Sprzątanie bywa wtedy regulatorem napięcia, szczególnie gdy inne obszary życia pozostają poza naszą kontrolą.
W przypadku depresji, czasami jej obraz kliniczny bywa mniej oczywisty, niż się powszechnie sądzi. Zgodnie z kryteriami ICD-11 epizod depresyjny rozpoznaje się przede wszystkim na podstawie utrzymującego się obniżonego nastroju, wyraźnej utraty zainteresowań lub zdolności do odczuwania przyjemności oraz spadku energii, którym towarzyszą takie objawy, jak zaburzenia snu, koncentracji, poczucie bezwartościowości czy nadmierne poczucie winy. Sam fakt intensywnego sprzątania nie jest więc kryterium diagnostycznym. Co więcej, część osób w depresji rzeczywiście traci energię do dbania o swoją przestrzeń, ale inne reagują odwrotnie i zaczynają porządkować otoczenie w sposób nasilony, jakby próbowały przeciwdziałać poczuciu wewnętrznej pustki. Różnica polega na tym, że mimo wysiłku nie pojawia się trwała ulga ani satysfakcja, a działanie ma charakter kompensacyjny.
Warto też zauważyć, że u niektórych osób depresyjność jako cecha bywa wtórna do wieloletniego funkcjonowania pod presją sztywnych, perfekcjonistycznych standardów. Stałe napięcie, wewnętrzny krytyk i przekonanie, że powinno się radzić sobie lepiej, prowadzą do wyczerpania, a dopiero potem do objawów obniżonego nastroju.
”Mania sprzątania wiąże się z przymusem działania i trudnością z przerwaniem czynności mimo zmęczenia czy innych obowiązków. Ulga po uporządkowaniu przestrzeni jest krótkotrwała i szybko pojawia się potrzeba powtarzania tych samych działań”
Jak nauczyć się odpuszczać i akceptować niedoskonałość domowej przestrzeni bez poczucia winy i ciągłego napięcia?
Odpuszczanie nie zaczyna się od decyzji, że od dziś będzie mi wszystko jedno, tylko od momentu, w którym zauważamy, jak bardzo nie jest nam wszystko jedno. Dla wielu osób niedomyta podłoga czy rzeczy odłożone nie tam gdzie trzeba są wyzwalaczami myśli, które uruchamiają wewnętrzny dialog: „Znowu tego nie dopilnowałeś”, „Ktoś to zobaczy”, „To, jak wygląda twoje mieszkanie, źle o tobie świadczy”. I to właśnie ten dialog, a nie sam bałagan, utrzymuje napięcie. Dopóki jednak nie zostanie rozpoznane, przed czym w rzeczywistości chroni nas potrzeba ciągłego porządkowania, każda próba ograniczenia sprzątania może być odbierana nie jako ulga, lecz jako utrata kontroli i wystawienie się na napięcie, którego wcześniej udawało się uniknąć.
Pomocne jest stopniowe zwiększanie tolerancji na niedoskonałość zamiast gwałtownego zmieniania nawyków. Psychika łatwiej adaptuje się do małych odstępstw od określonych standardów niż do radykalnej zmiany. Można świadomie zostawiać drobne rzeczy nieuporządkowane przez określony czas i obserwować swoją reakcję emocjonalną. Początkowo napięcie zwykle rośnie, ale jeśli nie zostanie natychmiast rozładowane poprzez działanie, zaczyna stopniowo maleć. To doświadczenie uczy nas, że dyskomfort jest przejściowy i nie wymaga od nas natychmiastowej reakcji.
Ważnym elementem jest także rozróżnienie między realną potrzebą, a automatycznym działaniem. Rozróżnienie tych dwóch sytuacji wymaga krótkiego zatrzymania i refleksji: „Czy to działanie wynika z mojej aktualnej potrzeby organizacyjnej, czy z przymusu redukcji napięcia?”. Ta różnica decyduje o tym, czy porządkowanie jest świadomym wyborem, czy naszym powtarzalnym mechanizmem regulacyjnym.
Duże znaczenie ma również praca z przekonaniami dotyczącymi poczucia własnej wartości. U części osób porządek staje się dowodem na bycie dobrym partnerem, odpowiedzialnym dorosłym albo sumiennym rodzicem. W takiej sytuacji każde odstępstwo od standardu uruchamia wstyd. Pomocne bywa świadome oddzielanie tego, jak aktualnie funkcjonujemy, od naszej tożsamości. Można być osobą uważną i zaangażowaną, a jednocześnie mieć w domu lekki bałagan. Trudniejszy tydzień, obniżony poziom energii czy nagromadzenie obowiązków mogą sprawić, że nie mamy już zasobów na sprzątanie i nie stanowi to dowodu porażki ani braku kompetencji. Praca nad zmianą często polega na wychwytywaniu momentu, w którym ocena konkretnej sytuacji zaczyna przekształcać się w ocenę całościową dotyczącą siebie. Zamiast myśli „Nie zdążyłem”, pojawia się myśl „Zawsze tak mam” albo „Inni jakoś potrafią”. To właśnie w tym miejscu warto zatrzymać myśl automatyczną, nie poprzez kolejne działanie, lecz poprzez świadomą korektę własnej narracji. Pomocna bywa wtedy bardziej adekwatna myśl alternatywna, na przykład: „Dziś nie mam na to zasobów i to jest w porządku” albo „Sprzątanie może poczekać, a mój odpoczynek też jest dla mnie ważną potrzebą”.
Istotne jest także zauważenie, że nadmierna kontrola przestrzeni często odbiera możliwość regeneracji. Odpoczynek wymaga pozwolenia sobie na niedokończenie czegoś i chwilowe zawieszenie obowiązków. Planowanie czasu wolnego, który nie jest nagrodą po zrealizowaniu wszystkich obowiązków, lecz równorzędnym elementem dnia, pomaga zmniejszać napięcie związane z koniecznością ciągłego domykania spraw.
Jakie proste strategie pomagają odzyskać równowagę między porządkiem a komfortem psychicznym, szczególnie w domach z dziećmi?
Dom, w którym są dzieci, z natury pozostaje przestrzenią zmienną i intensywnie użytkowaną, dlatego próba utrzymywania go w stanie stałej, idealnej czystości bardzo często prowadzi do frustracji i przeciążenia. Pomocne bywa odejście od kryterium perfekcji na rzecz funkcjonalności. Warto pytać nie tyle o to, czy wszystko wygląda idealnie, ile o to, czy dom pozwala nam odpocząć, spokojnie zjeść posiłek i być razem bez poczucia ciągłej presji.
Wyraźną ulgę przynosi wprowadzenie różnych standardów dla różnych miejsc. Nie każda przestrzeń musi spełniać tę samą funkcję. Salon czy kuchnia mogą pełnić rolę strefy regeneracji dorosłych, natomiast pokój dziecka albo kącik zabaw mogą być przestrzenią eksperymentowania i swobodnej aktywności. Dzieci uczą się przede wszystkim poprzez działanie i spontaniczną zabawę, a nie poprzez obserwowanie dorosłych nieustannie zajętych kontrolowaniem otoczenia. Jeśli dom zaczyna przypominać miejsce ciągłego porządkowania, łatwo traci się przestrzeń na wspólną radość, bliskość i naturalną ciekawość.
Skuteczniejsze niż reagowanie na każdy drobny nieporządek okazują się krótkie, przewidywalne rytuały. Kilkanaście minut wspólnego odkładania rzeczy pod koniec dnia daje poczucie domknięcia bez konieczności wielogodzinnego sprzątania. Pomocne bywa także ograniczanie liczby przedmiotów pozostających w codziennym użyciu, ponieważ nadmiar rzeczy zwiększa chaos i obciąża zarówno dzieci, jak i dorosłych.
Istotne jest włączanie dzieci w dbanie o przestrzeń adekwatnie do ich wieku, ale bez wywierania presji. Jeśli sprzątanie staje się polem krytyki lub napięcia, dzieci uczą się raczej unikania działania niż kształtowania w sobie poczucia odpowiedzialności.
Pomocne bywa też przesunięcie własnej definicji tego, kiedy dom jest wystarczająco ogarnięty. Czasem naprawdę wystarczy posprzątany blat i miejsce, gdzie można usiąść bez przekładania stosów rzeczy, nawet jeśli reszta mieszkania nie wygląda jak z katalogu. Dla wielu rodzin przełomowe okazuje się wprowadzenie dni, w których świadomie odpuszcza się nadrabianie zaległości. Takich, kiedy relacja i regeneracja mają pierwszeństwo przed listą zadań. Dzieci regulują się przede wszystkim w kontakcie z dorosłym. Spokojny, dostępny emocjonalnie rodzic daje im więcej poczucia bezpieczeństwa niż idealny porządek okupiony zmęczeniem i rozdrażnieniem rodzica.
”Szczególnie silnie na bałagan reagują osoby o wysokiej potrzebie przewidywalności albo funkcjonujące w przewlekłym przeciążeniu, ponieważ mózg w warunkach nadmiaru bodźców ma mniejszą zdolność do regeneracji”
Kiedy warto zgłosić się po pomoc do specjalisty? Jakie sygnały mogą świadczyć o tym, że relacja z domową przestrzenią przestaje być zdrowa?
Konsultację warto rozważyć wtedy, gdy kwestia porządku zaczyna zajmować nieproporcjonalnie dużo miejsca w naszym myśleniu i organizowaniu codzienności. Nie chodzi wyłącznie o to, czy w domu jest czysto, lecz o to, ile uwagi i energii pochłania ten temat. Jeżeli plan dnia, sposób spędzania czasu czy decyzje rodzinne w coraz większym stopniu podporządkowujemy utrzymaniu określonych standardów organizacyjnych, może to być sygnał, że warto przyjrzeć się temu bliżej.
Po pomoc warto sięgnąć również wtedy, gdy temat domu zaczyna generować powtarzające się konflikty, poczucie osamotnienia lub przekonanie, że cała odpowiedzialność spoczywa wyłącznie na jednej osobie. Niekiedy to nie sama przestrzeń i to, jak wygląda, stanowi dla nas trudność, lecz znaczenia, jakie jej nadajemy.
Celem konsultacji psychologicznych nie jest nauczenie się skuteczniejszego sprzątania, lecz zrozumienie, jaką funkcję pełni porządek w naszym funkcjonowaniu i czy nie stał się narzędziem regulowania obszarów, które w naszym życiu w rzeczywistości wymagają innego rodzaju wsparcia.
Co powiedziałaby pani osobom, które czują, że ich dom, zamiast być azylem, stał się kolejnym źródłem presji i poczucia, że „ciągle jest za mało”?
Czasem najbardziej zaskakujące okazuje się odkrycie, że nasza trudność nie dotyczy ani liczby przedmiotów, jakie mamy, ani braku organizacji, lecz głęboko zakorzenionego przekonania, że na odpoczynek trzeba najpierw zasłużyć. Wiele osób funkcjonuje w schemacie, zgodnie z którym dopiero całkowite domknięcie wszystkich spraw uprawnia nas do chwili wytchnienia. Problem polega na tym, że w dorosłym życiu lista obowiązków właściwie nigdy się nie kończy. Paradoksalnie im więcej energii wkładamy w kontrolowanie naszej przestrzeni, tym mniej pozostaje jej na realne bycie w tej przestrzeni. Można mieszkać w idealnie uporządkowanym domu, a jednocześnie doświadczać chronicznego zmęczenia.
Dla wielu osób przełomowym momentem jest uświadomienie sobie, że napięcie nie znika nawet wtedy, gdy wszystko zostaje dokładnie uporządkowane. Pojawia się nowe kryterium, kolejny standard, poczucie, że to wciąż za mało. Dom nie musi być dowodem naszych kompetencji ani wizytówką tego, kim jesteśmy. Ślady codzienności nie świadczą o porażce, lecz o tym, że toczy się w nim życie. Niewłożony od razu kubek do zmywarki, dziecięce rysunki pozostawione na stole czy nieodłożona książka mogą oznaczać, że ktoś w tym miejscu naprawdę mieszka, odpoczywa i nie pozostaje w stałej gotowości do działania.
Karolina Maciejewicz – psycholożka. Specjalizuje się w pomocy psychologicznej oraz diagnozie psychologicznej. Jej głównym obszarem zainteresowań jest neuroróżnorodność, a w szczególności funkcjonowanie osób w spektrum autyzmu i ADHD. Posiada doświadczenie w pracy z dziećmi, młodzieżą oraz z osobami dorosłymi. Odbyła staż w Ośrodku Wsparcia Rodzinnej Opieki Zastępczej PORT i Fundacji SYNAPSIS, a także ukończyła praktyki w Domu Pomocy Społecznej „Leśny” oraz w Stołecznym Centrum Opiekuńczo-Leczniczym. Doświadczenie zawodowe zdobywała m.in. w Centrum Terapii Autyzmu SOTIS, Fundacji Scolar, Centrum Terapii ASQ, Poradni Psychologicznej Spokój w Głowie oraz w Poradni Psychologicznej Co Tam?
Zobacz także
„Miesiącami potrafimy odkładać uporządkowanie swojej przestrzeni na później, bo żywimy się fałszywym przekonaniem, że musimy zrobić to same” – mówi Karolina Zawadka zajmująca się declutteringiem
Spędzaj niedziele jak Duńczycy. Będziesz szczęśliwy i mniej zmęczony
Stosujesz detergenty? Uważaj! Mogą one wywołać zaburzenia rozwojowe u dzieci
Polecamy
„W długim marszu odpoczynek jest równie ważny jak sama wędrówka”. O wyzwaniach w zebrowych rodzinach opowiada dr Katarzyna Sitnik-Warchulska
Dwie kobiety i chłopiec. Dorota i Paulina nie są w romantycznym związku, ale wychowują razem dziecko
„Już nie chcę być silna”. O kulturze radzenia sobie za wszelką cenę mówi psycholożka Paulina Pawlak
„Nie jestem już tą samą córką”. O relacjach dorosłych dzieci z osobami parentalnymi mówi Magdalena Sękowska, psychoterapeutka
się ten artykuł?