Przejdź do treści

Renesans swatki. Aranżowane randki znowu w cenie. „Klienci płyną do nas wartkim strumieniem”

ubrana na czarno para przytula się na tle wyświetlanej na ścianie Drogi Mlecznej - Hello Zdrowie
Fot. Getty Images
Podoba Ci
się ten artykuł?

Aplikacje randkowe zabiły miłość romantyczną, naszym zadaniem jest ją przywrócić – mówią właścicielki biur matrymonialnych. Coraz więcej osób, także młodszych, korzysta z usług profesjonalnego doboru par. A nie są to usługi tanie…

 

„Wysoki, rozwodnik, palący, kierowca rajdowy”. Spośród wielu anonsów w katalogu Biura Matrymonialnego „Ewa” uwagę Wandy przyciągnęło właśnie to jedno. Była wiosna 1982 roku, a katalog zamówiła z myślą o niej znajoma. Kiedy przyszedł pocztą, Wanda była kompletnie zaskoczona.

W ogłoszeniach nie znalazła ani imion, ani nazwisk mężczyzn, tylko numery ewidencyjne. Żeby zdobyć adres wybranej osoby, należało zgłosić się do biura, napisać kilka zdań o sobie, uiścić opłatę. Wybrany z anonsu mężczyzna był z Lublina, ale przebywał akurat w wojsku, na Pomorzu, niedaleko miejsca, w którym mieszkała Wanda. – Wysłałam mu życzenia na Wielkanoc. Spotkaliśmy się dość szybko. Przyniósł bukiet herbacianych róż – wspomina. Pierwsze wrażenie? – Z urody wcale mi się nie podobał, ale mówił piękną polszczyzną. Chusteczka wyprasowana na blachę, wypastowane buty. Pisaliśmy do siebie listy, mam je do dzisiaj – mówi Wanda. Po czterech miesiącach od pierwszego spotkania byli już małżeństwem. W tym roku obchodzą czterdziestą czwartą rocznicę całkiem udanego – jak ocenia Wanda – związku.

W tym samym roku, w którym Wanda wybrała z anonsu Przemysława, swoje pierwsze biuro matrymonialne otworzyła Agata Sybilska. – Zaczynałam w mieszkaniu. Mój syn raczkował wśród listów – wspomina. Swatki miały wtedy pełne ręce roboty, często zwracały się do nich kobiety szukające męża za granicą. W tamtych czasach była to furtka do wyjazdu z kraju, do lepszego życia. W latach 90., kiedy Polska otworzyła się na świat i usługi kojarzenia małżeństw straciły na popularności, Sybilska sprzedała biuro i weszła, jak mówi, do wielkiego biznesu. Doświadczenie własnego rozwodu sprawiło jednak, że wróciła do swatania. Tak powstało Centrum Ostoya, jedna z najstarszych takich placówek w Warszawie. Działa do dziś, a jej właścicielka mówi o renesansie usług matrymonialnych w Polsce. – Zmęczenie aplikacjami randkowymi sprawia, że klienci płyną do nas wartkim strumieniem – mówi Sybilska, która zatrudnia dziś cztery konsultantki. – Ludzie szukają usługi, za którą stoi człowiek, nie algorytm – wyjaśnia.

Agata Sybilska - Hello Zdrowie

Agata Sybilska / Fot. materiały Ostoya

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Dorota Ulanowska skończyła uczelnię medyczną. Po śmierci męża i latach spędzonych za granicą szukała dla siebie nowej drogi. Od półtora roku prowadzi biuro matrymonialne Dobrze Dobrani. Początkowo chciała skupić się na Łodzi i okolicach, ale zapytania przychodziły z całej Polski i z zagranicy: Francja, Belgia, Stany Zjednoczone, Katar.

– 90 procent moich klientów to osoby, które korzystały z aplikacji randkowych – przyznaje. Najpopularniejsze serwisy matchingowe mają w Polsce ok. 2-3 mln użytkowników, a tylko w styczniu 2026 r. (dane Media Panel) strony i aplikacje randkowe odwiedziło 5,6 mln internautów. Single szukający pary w sieci rozglądają się za alternatywą. – Mają dość przypadkowych kontaktów, które nie prowadzą do spotkania, rozmów kończących się znikaniem rozmówcy, a przede wszystkim niepewnej tożsamości użytkowników. To przede wszystkim potrzeba bezpieczeństwa skłania ich do skorzystania z usług swatki. Chcą mieć pewność, że człowiek, którego spotkają, na pewno jest tym, za którego się podaje – mówi Ulanowska.

Zgłaszając się do agencji matrymonialnej, najpierw przechodzimy weryfikację: wiek, wzrost, wykształcenie. Ale najważniejszy jest stan cywilny. – Za tą informacją kryje się historia: zawody miłosne, traumy rozwodowe, śmierć bliskiej osoby. Ustalam, czy osoba jest gotowa, aby wejść w nowy związek – mówi Agata Sybilska.

Podaje przykład klientki, 60-latki, która powtarzała w kółko „mój mężuś to, mój mężuś tamto”. Od niedawna była wdową. Sybilska zasugerowała, aby dała sobie czas. – Wróciła po roku i bardzo mi dziękowała – mówi. Żona innego klienta zmarła nagle podczas pandemii. Szukał plasterka na samotność. – Dzięki mnie poszedł na terapię i wrócił po dwóch latach. Zdarzają się mężczyźni i kobiety „doprowadzone” do mnie przez matkę. Nadopiekuńczy rodzic również może zabierać miejsce partnera lub partnerki – mówi.

Para leży w łóżku plecami do siebie, pada na nich światło przez żaluzje - Hello Zdrowie

Opcja dla zapracowanych

Po wstępnej weryfikacji swatki przeprowadzają wywiad, długą rozmowę, której celem jest jak najlepsze rozpoznanie naszych potrzeb, preferencji, oczekiwań. Na podstawie wywiadu powstaje opis kandydatka lub kandydatki, wizytówka, która ma zachęcić drugą osobę do spotkania. Swatka dobiera potencjalne pary ze stworzonej przez siebie bazy. Niektóre biura łączą wyłącznie tych, którzy się do nich zgłosili, czasem poszukiwania wykraczają poza wewnętrzny rejestr. Dopiero kiedy obie strony są zainteresowane randką, przekazywane są bezpośrednie kontakty. Zdjęcia? – Nie, to nie jest stadnina koni – śmieje się Dorota Ulanowska. Mówi, że dziś to mężczyźni częściej chcą pokazywać zdjęcia, fundują sobie sesje u profesjonalnych fotografów. U niej zasada jest jednak taka, że osoby widzą się po raz pierwszy podczas rozmowy online albo na randce na żywo.

Gros klientów biura Dobrze Dobrani to osoby zapracowane, w wieku między 35. a 45. rokiem życia. Nie mają czasu lub możliwości spotkania drugiej osoby „w realu”. – Są trochę zasklepieni w swojej samotności. Poza tym randkowanie, poznawanie czyjegoś charakteru, sposobu bycia, upodobań wymaga wysiłku. Wolą oddać to nam – mówi właścicielka.

Dorota Ulanowska - Hello Zdrowie

Dorota Ulanowska / Fot. materiały Dobrze Dobrani

Agata Sybilska przyjmuje zgłoszenia osób od 30. roku życia. Jej zdaniem, w tym wieku zaczyna się dorosłość. – Przychodzą do mnie młodzi ludzie, którzy chcą założyć tradycyjną rodzinę, z małżeństwem, dziećmi. Kolejna grupa to 40-, 50-latkowie, często po rozwodach, z odchowanym potomstwem, karierami zawodowymi, stabilną sytuacją finansową. Szukają kogoś, z kim będą miło spędzać czas, odcinać kupony od życia. Jest też grupa seniorów, którzy szukają kogoś, z kim mogliby wypić herbatę, nie chcą reszty życia spędzić w samotności – wymienia.

Koncert życzeń

Choć dzisiaj u swatki nie wybiera się już randki z katalogu, klientki i klienci przychodzą z repertuarem oczekiwań co do cech, jakie powinni mieć wymarzeni partnerzy i partnerki. Padają konkrety. Kobiety stawiają poprzeczkę wysoko, jeśli chodzi o wykształcenie kandydata: musi być wyższe. Wyższy powinien być też sam kandydat: wzrost co najmniej 1,80 m to jedno z niezmiennych kryteriów. – Bardzo ważne jest poczucie humoru, ponieważ świadczy o inteligencji, akceptowalne jest nawet sarkastyczne. Poza tym liczy się zaradność, stabilność finansowa, otwartość na podróże, a także zainteresowanie sobą – wymienia Agata Sybilska.

Kobiety stawiają poprzeczkę wysoko, jeśli chodzi o wykształcenie kandydata: musi być wyższe. Wyższy powinien być też sam kandydat: wzrost co najmniej 1,80 m to jedno z niezmiennych kryteriów

Podział wydatków w związku i obowiązków domowych to tematy, które w ostatnim czasie zyskały na ważności. Coraz więcej młodych kobiet z miejsca mówi też, że nie planuje dzieci. Za to młodzi mężczyźni częściej chcą zakładać rodzinę. Swatki przyznają, że ten rozjazd oczekiwań jest wyzwaniem w dobieraniu ludzi w pary.

Kogo szukają mężczyźni? – Kobieta powinna mieć „to coś”, być zadowolona z życia, mieć w sobie ciepło, pogodę ducha. Roszczeniowość odpada. Mężczyźni nie chcą księżniczek – mówi Dorota Ulanowska. A co, jeśli kobieta zarabia więcej? – Dla wielu mężczyzn to nadal jest problem. Staram się, żeby pieniądze szły do pieniędzy, czyli żeby jeśli dobrze zarabiają, to oboje – dodaje. Męska część klientów Agaty Sybilskiej często mówi, że najważniejsza i poszukiwana cecha kobiety to właśnie „kobiecość”. Jak ją definiują? – To, że w pracy kobieta jest dominująca, nie znaczy, że taka sama ma być w domu. Mężczyźni szukają kobiecego ciepła i łagodności – mówi właścicielka biura Ostoya.

Bywa, że zgłaszający się do biura oczekują ideału, brak im elastyczności. Albo wymagania są zbyt drobiazgowe, wynotowane w punktach, jak na rozmowie o pracę, wyśrubowane. – Niektóre osoby szukają kogoś, z kim można się pokazać w towarzystwie. Jeden pan chciał mieć pewność, że jego partnerka będzie umiała zjeść kraba – mówi Dorota Ulanowska. Z jej doświadczenia wynika też, że coraz bardziej obawiamy się relacji, nad którymi będziemy musieli pracować. – Kompromisy wydają się być wręcz krzywdzące – mówi.

Zośka Papużanka - Hello Zdrowie

Randki dla wymagających

Rynek usług matrymonialnych w Polsce nie jest zbadany. Trudno powiedzieć, jak duży jest i ilu ma klientów. Najwięcej biur można znaleźć w większych miastach. Niektóre działają od dekad, inne powstają w odpowiedzi na dzisiejszy popyt. W ostatnim czasie pojawiły się też usługi z wyższej finansowej półki, reklamujące się jako ekskluzywny matchmaking dla singli z aspiracjami.

Osiem lat temu otworzyła się w Polsce filia brytyjskiej agencji matrymonialnej Berkeley International, jednej z najstarszych i największych na świecie. To elitarny matchmaking o globalnym zasięgu dla singli o wysokim statusie społecznym i materialnym. – Naszymi klientami są osoby, które mają pieniądze, ale nie mają czasu na portale randkowe. Także ze względu na to, jakie funkcje pełnią, swoją pozycję zawodową lub fakt, że są osobami rozpoznawalnymi, oczekują poufności i dyskrecji – tłumaczy Agata Igras, prowadząca oddział Berkeley International w Warszawie.

„Starannie wybieramy osoby z naszej sieci podobnie myślących, wyjątkowych osób, które podzielają Twoją wizję związku. Skupiamy się na jakości, a nie na ilości, zapewniając, że każde przedstawienie jest starannie wybrane i dostosowane, aby znaleźć idealne dopasowanie” – można przeczytać na stronie internetowej agencji.

Igras przyznaje, że jej klienci – miesięcznie potrafi zgłosić się nawet pięćdziesiąt osób – wywodzą się z określonego środowiska: to najczęściej przedsiębiorczynie i przedsiębiorcy. – To ludzie, którzy kiedyś podjęli ryzyko i mieli odwagę zbudować własny biznes. Spełniają się w tym, co robią, mają dobre, poukładane życie i są gotowi zainwestować w poszukiwania osoby, która będzie towarzyszyć im w tym życiu na zasadzie partnerstwa – tłumaczy. Związek jako kolejna inwestycja? – Nie widzę w tym nic złego. To, z kim spędzamy czas, ma ogromny wpływ na jakość życia, na zdrowie, karierę. Świadomy człowiek wie, że relacja, w której jest, determinuje jego dalszy rozwój – mówi. Dodaje, że do agencji zgłaszają się coraz młodsze osoby. – Intensywnie się edukują, rozwijają własne biznesy, chcą przeznaczyć swój cenny czas na trafione i sensowne spotkania – podkreśla.

Agata Igras - Hello Zdrowie

Agata Igras / Fot. materiały Berkeley International

Na czym polega „wysoce spersonalizowane podejście do matchmakingu”, które zapewnia Berkeley? – Zdarza się, że otrzymujemy zlecenie na konkretną osobę, np. poznaną w sytuacji zawodowej, podczas negocjacji biznesowych, na konferencji. Robimy wszystko, żeby umożliwić spotkanie, choć oczywiście nie gwarantujemy sukcesu – tłumaczy Agata Igras. Aby lepiej poznać swoich klientów, odwiedza ich w domu, uważne słuchanie i rozmowa potrafią trwać nawet kilka godzin.

55 tys. zł za matrymonialny sukces

„Czynnik ludzki” w doborze par, który podkreślają swatki jako przewagę nad randkowaniem w interencie i którego szukają ich klienci i klientki, kosztuje. Umowę w biurze matrymonialnym podpisuje się na określone usługi i czas ich trwania. W ofercie są pakiety w różnych cenach. W Centrum Ostoya ceny zaczynają się od 3900 zł. Za tę kwotę można oczekiwać sześciomiesięcznych starań w doborze partnerów, z opcją zawieszenia na miesiąc, a poszukiwania odbywają się według podstawowych kryteriów: wieku, wykształcenia, stanu cywilnego, stanu rodzinnego. Uwzględnienie dodatkowych kryteriów, jak podobieństwa stylu życia, atrakcyjności fizycznej, zainteresowań, światopoglądu – kosztuje więcej. Biuro oferuje też pakiety VIP i VIP Elite dla osób o szczególnych wymaganiach. Sprawami zajmuje się wtedy sama właścicielka, a ceny ustalane są indywidualnie. Sam wpis do bazy danych singli kosztuje 1500 zł za rok.

Matchmaking oferowany przez Berkeley to usługa z wysokim progiem wejścia. Koszt umowy rocznej wynosi 55 tys. zł netto. Jednak, jak podkreśla agencja, nie wystarczy sam kapitał finansowy, by dołączyć do grona klientów – liczy się także kapitał kulturowy, obycie i sposób komunikacji. Zdarza się, że swatka przekierowuje zainteresowanych do innego biura. Agencja chwali się wysokim wskaźnikiem skuteczności w łączeniu par na poziomie 85 proc. Co to znaczy? – Jeśli relacja utrzymuje się powyżej sześciu miesięcy, uznajemy ją za sukces – tłumaczy Agata Igras.

Jechała pani ostatnio metrem? Ludzie już nawet na siebie nie patrzą, siedzą wpatrzeni w ekrany telefonów. W takich warunkach osobie, która pragnie stałego związku, trudno pozostawić sprawy losowi

Agata Sybilska

W biurze Dobrze Dobrani pakiety podstawowe to wydatek od 1 tys. do 3 tys. zł. Są też specjalne pakiety dla seniorów 70+, a także pakiet stworzony z myślą o osobach LGBTQ+. Usługi kierowane do konkretnych grup odbiorców to teraz trend w matchmakingu. Każdy może znaleźć coś dla siebie.

Musi być flow

Marek pierwszy raz do biura matrymonialnego poszedł kilka lat temu. Mówi o sobie, że jest człowiekiem czynu, bardzo zajętym, nie ma czasu na przeszukiwanie internetu. – Uważałem, że biuro jest opcją dla osób zdeterminowanych, poważnie myślących o nawiązaniu trwałej relacji, które wiedzą czego chcą, a czego nie. O to mi chodziło – mówi. Mieszka w dużym mieście, w którym działa queerowe biuro matrymonialne, z ofertą przeznaczoną dla osób LGBT+.

– Środowisko jest mniejsze, więc i kandydatów nie było za wielu. Zdarzyło mi się dwa razy trafić na osobę, którą już znam – mówi. Jeden z mężczyzn, którego poznał wcześniej przez aplikację randkową, rozpoznał go po opisie, które biuro tworzy po przeprowadzeniu wywiadu. – To znaczy, że opis musi być trafny – śmieje się.

Był na kilku randkach. – Na papierze osoby często sprawiają wrażenie idealnych, na spotkaniach okazywało się, że owszem, mają wymienione w opisie cechy, ale jednocześnie zbyt wiele nas różniło – mówi. Do biura jednak wrócił, po ponad dwóch latach od rozwodu z mężem.

Za drugim razem też się nie udało. – Tak się złożyło, że stałych partnerów zawsze poznawałem na żywo i była to miłość od pierwszego wejrzenia – przyznaje. Choć usługi aranżowania związków nadal sobie ceni, przyznaje, że równolegle wciąż liczy na to, że pozna kogoś w sposób niewymuszony, spontaniczny, kiedy między ludźmi pojawia się tzw. flow. – Obecnie nie jestem w relacji, ale czuję, że jak nadejdzie odpowiedni moment, ta osoba się pojawi.

W dzisiejszych odspołecznionych czasach, w których instytucje takie jak związek, małżeństwo, rodzina nie są już wartością samą w sobie, swatki aranżują społeczną przestrzeń, w której osoby mogą się spotkać, a przede wszystkim znowu mają czas na poznawanie się

Katarzyna Kalinowska, socjolożka

Swatki: czasem wiemy lepiej

Tak, klienci czasem wracają, przyznają swatki. Agata Sybilska, która woli, żeby nazywać ją coachem relacji, mówi, że ludzie potrzebują dzisiaj przewodników, którzy przeprowadzą ich przez dżunglę relacji międzyludzkich. Zwłaszcza, że – jak uważa – szansa, że pozna się kogoś spontanicznie, jest coraz mniejsza. – Jechała pani ostatnio metrem? Ludzie już nawet na siebie nie patrzą, siedzą wpatrzeni w ekrany telefonów. W takich warunkach osobie, która pragnie stałego związku, trudno pozostawić sprawy losowi – mówi Sybilska.

Swatki pomagają szczęściu, ich rola wykracza jednak poza kojarzenie ludzi. – Towarzyszę człowiekowi w otwieraniu się na drugą osobę, ale przede wszystkim w lepszym zrozumieniu siebie. Zaglądam pod maski, bywa, że pomagam oswajać lęki przed wejściem w relację i zachęcam do próby podjęcia spotkania bez sztywnej „checklisty”. Ostatecznie to klient podejmuje decyzję – mówi Agata Igras z Berkeley.

Choć Agata Sybilska przyznaje, że wobec swoich klientów bywa autokratyczna. – Mam wiedzę, jestem psychologiem, znam się na ludziach. Czasem po prostu wiem, że wiem lepiej – podkreśla. Podaje przykład osób, którym zaproponowała matching, ale oboje powiedzieli „nie”. – Udało mi się namówić ich na jedną kawę. Poszli, nie od razu zadziałało, ale właśnie dzisiaj dzwonili i prosili o polecenie ładnego miejsca na ślub – mówi.

Ulanowska podkreśla wagę intuicji i doświadczenia życiowego w pracy swatki. Opowiada historię, która zapadła jej w pamięć. – Pan, przyspawany do Łodzi, twierdził, że nie ma szans, aby poznał kogoś z innego miasta. Pasowała mi do niego pani z Poznania. Bronił się bardzo. Zależało mi na tym, żeby do spotkania doszło, zaproponowałam, żeby pojechał na mój koszt. Jechał jak pod pręgierzem, i co? I już nie wrócił.

Katarzyna Tubylewicz - Hello Zdrowie

Głód romantyczności

Wydawałoby się, że dobór ludzi według twardych kryterium, jak wzrost, wiek, status społeczny to czysty pragmatyzm. Na pytanie, czy wierzy w miłość, Agata Igras odpowiada, że w swataniu co prawda wiele się zmieniło, ale jedno pozostało niezmienne: głód romantyczności. – Kiedyś na łączenie się w pary duży wpływ miały choćby względy ekonomiczne. Dzisiaj kobiety nie potrzebują mężczyzny, żeby przetrwać materialnie. Domy tworzą się z zupełnie innego miejsca, z potrzeby partnerstwa i wspólnej drogi, ale jednocześnie wciąż bardzo szukamy „chemii”. Chcemy czuć uniesienia i emocjonalne poruszenie, tę szczególną iskrę, która sprawia, że relacja staje się czymś więcej niż rozsądnym wyborem. To stan, w którym dzięki drugiej osobie czujemy się bardziej sobą – żywi, obecni, w kontakcie z emocjami. Relacja daje nam wtedy dostęp do tej części siebie, którą lubimy najbardziej.

Agata Sybilska przyznaje, że choć ludzie podczas konsultacji ze swatką rzadko mówią o tym wprost, ale marzą o tym, żeby się zakochać. Jej zdaniem, aplikacje randkowe zabiły miłość romantyczną, a zadaniem swatek jest ją przywrócić. Sama codziennie świadkuje jej istnieniu. W swojej karierze skojarzyła setki par. – Widzę, jak miłość odmienia ludzi, przychodzą szczęśliwi, mówią: „pani Agato, jak pani to zrobiła?”. Dla mnie nie ma większej satysfakcji z pracy – mówi.

Socjolożka: swatki dbają o kulisy miłości

– Zwiększone zainteresowanie usługami biur matrymonialnych można uznać za powrót do ery sprzed aplikacji randkowych – zauważa dr Katarzyna Kalinowska z Collegium Civitas. Wypalenie tzw. randkowaniem tinderowym – szybkim, taśmowym, przypadkowym – gdzie wybór, choć wydaje się nieograniczony, jest pozorny, sprawia, że wiele osób traci poczucie sprawczości. – Wybierając usługi swatki, pokazujemy, że chcemy inaczej. Trafiamy do ograniczonej puli osób dopasowanych do nas społecznie, ekonomicznie, pod względem wykształcenia. Matching przestaje być przypadkowy, co zwiększa szansę na spotkanie osoby rzeczywiście do nas dopasowanej – mówi socjolożka. Przy czym zwraca uwagę, że korzystanie z usług matrymonialnych dopiero wychodzi ze sfery tabu, powoli przestaje być postrzegane jako obciachowe czy wstydliwe.

Biznesową podstawą działania współczesnych biur matrymonialnych jest mit miłości romantycznej, o którym mówi się, że jako narzędzie dobierania ludzi w pary odchodzi do lamusa. Zdaniem Katarzyny Kalinowskiej, autorki książki „Praktyki flirtu i podrywu. Studium z mikrosocjologii emocji„, swatki do pewnego stopnia przywracają niewidzialne tryby machiny, jaką jest miłość romantyczna. Dbają o kulisy, które były niezbędne do tego, aby mogła ona zaistnieć. – Mowa o konwencjach społecznych, rytuałach: zalotach, flircie, randkowaniu, ale też o atmosferze zaskoczenia i tajemnicy, która towarzyszy procesom swatania. Kiedyś ludzie dobierali się w pary w środowisku pracy, na imprezach, w szkole. W dzisiejszych odspołecznionych czasach, w których instytucje takie jak związek, małżeństwo, rodzina nie są już wartością samą w sobie, swatki aranżują społeczną przestrzeń, w której osoby mogą się spotkać, a przede wszystkim znowu mają czas na poznawanie się – mówi.

Socjolożka zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt współczesnego doboru par. W późnym kapitalizmie, charakteryzującym się brakiem sprawczości, niepewnością, polikryzysami, kwitnie ekspertyzacja i terapeutyzacja życia miłosnego. Swatki jako – jak same siebie nazywają – przewodniczki po relacjach, wpisują się w ten trend. Dlatego ich usługi mogą się cieszyć coraz większą popularnością. Pytanie tylko, czy w przyszłości w ogóle będziemy zainteresowani wchodzeniem w związki romantyczne. – Obecnie mamy do czynienia z czymś, co nazywam bezformiem miłości. Tradycyjne formy relacji międzyludzkich są w defensywie, nowe dopiero się kształtują. Młode pokolenie praktykuje tzw. situationship, czyli dobrze zakontraktowaną i zróżnicowaną formę instytucji społecznej regulującej życie intymne, w której może chodzić o seks, przyjaźń, imprezy czy pokazywanie się razem w mediach społecznościowych. Te osoby z pewnością nie będą odbiorcami usług matrymonialnych – mówi.

Część osób będzie jednak chciała pozostać przy bardziej tradycyjnej formie relacji. – I to będzie lub już jest grupa docelowa biur matrymonialnych i swatek – puentuje Katarzyna Kalinowska.

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Powiązane tematy:

Podoba Ci
się ten artykuł?