Przejdź do treści

Phonebleaching. Czy można wybielić zęby, podłączając się… do telefonu?

Phonebleaching. Czy można wybielić zęby, podłączając się… do telefonu? Pexels.com
Podoba Ci
się ten artykuł?
Podoba Ci
się ten artykuł?

Przybywa celebrytów, którzy promują nowoczesną metodę wybielania zębów. Czy faktycznie wystarczy założyć LED-owe nakładki i połączyć się z telefonem przez kabel, aby bez większego wysiłku móc cieszyć się pięknym uśmiechem? – Phonebleaching ma niewiele wspólnego z profesjonalnym wybielaniem zębów w gabinecie – podkreśla stomatolog dr Anna Duda.

Pierwszy na swoim Instagramie z LED-ową nakładką na zębach pokazał się Kuba Wojewódzki. „Codziennie jadąc do pracy, wybielam zęby, a mam blisko” – tak opisał jedno ze zdjęć (do opisu dołączając kod zniżkowy na zestaw do LED-owego wybielania zębów). Ostatnio w ślady Wojewódzkiego poszła Małgorzata Rozenek-Majdan. „Po kwarantannie jedno jest pewne. Będę miała bardzo zszargane nerwy i bardzo białe zęby”. Na zdjęciu, które podpisała w ten sposób, pozuje ze świecącym na niebiesko ustnikiem, który kabelkiem podłączony jest do telefonu.

Do wyświetlenia tego materiału z zewnętrznego serwisu (Instagram, Facebook, YouTube, itp.) wymagana jest zgoda na pliki cookie.Zmień ustawieniaRozwiń

Moda na phonebleaching

O ile wybielanie zębów za pomocą działania lampy LED dla dentystów nie jest żadną nowością, o tyle stosowanie przez pacjentów wybielających LED-owych zestawów na własną rękę to już zupełnie co innego. „Czy to działa?” – pyta wielu internautów.

Postanowiliśmy zapytać o to stomatologów. – Tak zwany phonebleaching ma niewiele wspólnego z profesjonalnym wybielaniem zębów w gabinecie – mówi wprost dr Anna Duda, założycielka kliniki STOMO Clinic we Wrocławiu. Jak tłumaczy, dentyści do wybielania stosują środki aktywne na bazie nadtlenku wodoru, które zostały uznane przez przepisy unijne (UE 2011/84/UE) za najskuteczniejsze i najbezpieczniejsze sposoby wybielania zębów. Substancje te – zgodnie z dyrektywą unijną – mogą być stosowane tylko pod nadzorem lekarza, a surowe przepisy mocno ograniczają dopuszczalne stężenie.

– Przed wybielaniem, także nakładkowym, stomatolog musi przede wszystkim potwierdzić, że zęby są zdrowe, bez ubytków próchnicowych. Zastosowanie substancji wybielających na chorych zębach to ryzyko zapalenia miazgi i w konsekwencji obumarcia tkanek żywych. Czyli jeśli wybielasz się bez kontroli, sporo ryzykujesz – przestrzega dr Anna Duda.

Pouśmiechaj się do żarówki

Wysokiej klasy systemy świetlne stosowane do wybielania gabinetowego oddziałują na nadtlenek wodoru, który jest substancją światłoczułą, przyśpieszając jego rozpad do tlenu.

– Są jakby przyśpieszaczami, można powiedzieć akceleratorami wybielania. W wybielaniu typu phonebleaching stosuje się nakładki z diodami LED o niskiej mocy. Telefon komórkowy pełni tutaj funkcję bateryjki. Równie dobrze można zasilać takie nakładki LED z gniazdka elektrycznego czy z power banka. Telefon tak naprawdę nie ma tutaj żadnego znaczenia – wyjaśnia dr Duda.

A jak diody LED działają na zęby?

– Na zasadzie wysuszenia i powierzchniowego odwodnienia chwilowo rozjaśniają zęby, bo w żelu wybielającym nie ma substancji fotoaktywnych. Można równie dobrze otworzyć usta i przez kilka minut pouśmiechać się do żarówki. Wysuszone zęby, czyli niepokryte śliną, w kontakcie z ciepłem zrobią się na chwilę kredowo-białe. Ale wodne środowisko w jamie ustnej szybko je z powrotem nawodni – zaznacza stomatolog.

Jakie substancje są więc stosowane w produktach kosmetycznych do phonebleachingu? Dr Anna Duda tłumaczy, że w składzie żeli do wybielania znajduje się kwasek cytrynowy, który ma niskie pH i – szczególnie gdy jest nadużywany – może osłabiać szkliwo, wywołując tzw. kwasową erozję.

– Obrazowo można powiedzieć, że kwasek cytrynowy rozpuszcza szkliwo, a to ono chroni zęby przed zagrożeniami z zewnątrz. Jest też substancja ścierna – soda oczyszczona – do kupienia za kilka złotych w każdym sklepie spożywczym. I jest wreszcie chloryn sodu, wybielacz stosowany do chemicznego wybielania tkanin. Jego działanie nie jest do końca rozpoznane, są jednak badania pokazujące, że zmniejsza on twardość szkliwa według skali Vickersa. Obawiałabym się niekontrolowanego nakładania go na zęby. Zwłaszcza gdy nie znamy zastosowanego w produkcie stężenia – podkreśla specjalistka.

Do wyświetlenia tego materiału z zewnętrznego serwisu (Instagram, Facebook, YouTube, itp.) wymagana jest zgoda na pliki cookie.Zmień ustawienia

Wszystko jest dla ludzi, ale…

Zwolenniczką phonebleachingu nie jest też lek. dent. Romana Markiewicz-Piotrowska z Kliniki Piotrowscy & Bejnarowicz.

– Popularne wybielanie telefonem nie zawsze jest najlepsze dla naszych zębów. Jak przy każdym wybielaniu, także tutaj substancja wybielającą jest żel, który w tym wypadku ma być aktywowany światłem z nakładki podpinanej do telefonu. Pomysł jest całkiem niezły, ale obarczony ryzykiem – zaznacza.

Lek. dent. Romana Markiewicz-Piotrowska potwierdza, że żele mają różne składy; nie zawsze traktowane są jako preparat medyczny, dlatego warto porozmawiać z higienistką lub lekarzem o składzie takiego produktu.

– To ważne, ponieważ nakładki, które podłącza się do telefonu, nie są robione indywidualnie dla pacjenta jak te gabinetowe, tylko są w jednym rozmiarze dla wszystkich, bez wycisku zębów. Nie przylegają idealnie i żel może napłynąć na dziąsło, powodując jego uszkodzenie – zaznacza dentystka.

Dodatkowo przed wybielaniem należy wykonać zabieg higienizacji, czyli ściągnąć kamień i osad oraz wyleczyć zęby, ponieważ żel może napłynąć do ubytku, w którym jest próchnica i spowodować ból zęba. – Wszystko jest dla ludzi, ale nakładki telefoniczne nie zastąpią profilaktyki i wizyty u dentysty – sumuje lek. dent. Romana Markiewicz-Piotrowska.

 


Bibliografia:

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/30787399/

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Powiązane tematy:

i
Treści zawarte w serwisie mają wyłącznie charakter informacyjny i nie stanowią porady lekarskiej. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem.