Przejdź do treści

„Kocham moje dziecko, ale…”. 10-13 procent Polaków żałuje, że zostało rodzicami

na zdjęciu: kobieta siedzi na dywanie, wokół niej biegają dzieci, tekst o załowaniu rodzicielstwa - Hello Zdrowie
fot. NataliaDeriabina/Getty Images
Podoba Ci
się ten artykuł?

– Rodzicielstwo w naszej kulturze jest silnie idealizowane. Mówimy o nim jako o spełnieniu, sensie życia, naturalnym etapie rozwoju. Przyznanie się do żalu podważa ten obraz i bywa odbierane jako moralnie podejrzane. To tak, jakby ktoś kwestionował jedną z podstawowych wartości społecznych. Dodatkowo istnieje lęk, że mówienie o żalu może „zaszkodzić dzieciom” albo zachęcić innych do rezygnacji z rodzicielstwa – mówi psycholog rozwoju dr hab. Konrad Piotrowski, prof. Uniwersytetu SWPS.

 

Ewa Podsiadły-Natorska: Jak definiuje się zjawisko żałowania rodzicielstwa? Czy to tymczasowy kryzys, czy może poczucie straty wobec decyzji o posiadaniu dzieci?

Dr hab. Konrad Piotrowski: Żałowanie rodzicielstwa definiuję jako trwałe, powracające przekonanie, że decyzja o zostaniu rodzicem była błędem – że gdyby można było cofnąć czas, wybrałoby się inaczej. To bardzo ważne rozróżnienie: nie mówimy tu o chwilowym zmęczeniu, złości czy kryzysie rozwojowym dziecka. Każdy rodzic ma momenty, kiedy mówi „mam dość”. Żałowanie rodzicielstwa to coś głębszego – to refleksja nad własną biografią, nad utraconymi możliwościami, nad alternatywnym życiem, które „mogło się wydarzyć”.

Czym to się różni od wypalenia rodzicielskiego?

Wypalenie rodzicielskie dotyczy przede wszystkim wyczerpania – emocjonalnego, psychicznego, czasem fizycznego. Rodzic czuje się przeciążony, zdystansowany, ma poczucie, że nie daje rady. Ale może jednocześnie uważać, że decyzja o dziecku była słuszna. W praktyce te zjawiska mogą się przenikać, bo długotrwałe wypalenie sprzyja myśleniu „co by było, gdyby…”, ale koncepcyjnie to dwie różne rzeczy: jedno dotyczy oceny decyzji życiowej, drugie – kondycji w roli.

prof. Konrad Piotrowski - Hello Zdrowie

prof. Konrad Piotrowski /fot. archiwum prywatne

Czy żałowanie rodzicielstwa różni się w jakiś sposób między kobietami i mężczyznami?

Z moich badań i z danych międzynarodowych wynika, że sam poziom deklarowanego żalu nie musi znacząco różnić się między kobietami i mężczyznami. Natomiast różni się kontekst i źródła napięcia. Kobiety częściej są przeciążone obowiązkami opiekuńczymi, częściej doświadczają konfliktu między pracą a domem, a także silniejszej presji społecznej, by być „idealną matką”. Jeśli pojawia się żal, bywa on powiązany z poczuciem utraty autonomii i nierówności. U mężczyzn częściej słyszymy narrację o utracie wolności, ograniczeniu spontaniczności, poczuciu, że nie odnaleźli się w roli, która nie była wcześniej centralna dla ich tożsamości. Warto też pamiętać, że mężczyznom trudniej bywa mówić o takich emocjach, więc dane ankietowe mogą nie oddawać w pełni skali zjawiska. Psychologiczny mechanizm – porównywanie obecnego życia z wyobrażonym alternatywnym scenariuszem – jest jednak bardzo podobny u obu płci.

Potrzebujemy bardziej realistycznej narracji o rodzicielstwie, to jest takiej, która dopuszcza ambiwalencję. Rodzicielstwo może być jednocześnie źródłem miłości i frustracji, sensu i straty. To normalne, że te uczucia współistnieją.

Jak duża jest skala tego zjawiska w Polsce i na świecie? Jak na tle reszty świata „wypada” nasz kraj?

Szacunki zależą od sposobu pomiaru, ale w krajach rozwiniętych zwykle mówimy o kilku do kilkunastu procentach rodziców, którzy deklarują, że gdyby mogli cofnąć czas, nie zdecydowaliby się na dziecko. To nie jest większość, ale też nie jest to margines rzędu promili. W Polsce wyniki mieszczą się w bardzo podobnym zakresie jak w Europie Zachodniej czy Ameryce Północnej. W naszym kraju ok. 10-13 proc. rodziców ma przekonanie, że decyzja o dzieciach była błędna.

Zjawisko to nie wydaje się specyficzne kulturowo. Pojawia się zarówno w społeczeństwach bardziej tradycyjnych, jak i bardziej liberalnych. Różni się natomiast gotowość do mówienia o nim. W krajach, gdzie debata publiczna jest bardziej otwarta, rodzice chętniej przyznają się do ambiwalentnych uczuć. W Polsce temat wciąż jest wrażliwy, więc realna skala może być nieco niedoszacowana. Ale myślę, że jesteśmy coraz bardziej gotowi do tego, aby przestać się tym emocjonować, a zacząć się zastanawiać, jak pomóc rodzicom albo jakie ma to skutki, dajmy na to, ekonomiczne.

Jakie czynniki psychologiczne i życiowe najczęściej łączą się z żałowaniem rodzicielstwa? Wcześniejsze doświadczenia z dzieciństwa, zdrowie psychiczne, sytuacja materialna, a może coś jeszcze innego?

Najczęściej widzimy splot kilku czynników. Po pierwsze, brak wsparcia – zarówno ze strony partnera, jak i szerszej sieci społecznej. Samotne rodzicielstwo albo poczucie, że „wszystko jest na mojej głowie” znacząco podnosi ryzyko negatywnej oceny tej decyzji. Po drugie, trudna sytuacja finansowa i zawodowa. Jeśli rodzicielstwo wiąże się z pogorszeniem stabilności, łatwiej o myśli, że cena była zbyt wysoka. Po trzecie, zdrowie psychiczne – wcześniejsze epizody depresji, wysoki poziom lęku czy perfekcjonizm zwiększają podatność na krytyczne myślenie o sobie i swoim życiu. Istotne są też oczekiwania wobec rodzicielstwa. Jeśli były bardzo idealistyczne, oparte na obrazie „największego szczęścia w życiu”, zderzenie z codziennością może być szczególnie bolesne. I wreszcie relacja partnerska – kryzys w związku często wzmacnia poczucie, że decyzja o dziecku była podjęta w innych, dziś już nieaktualnych warunkach.

Dla wielu żałujących rodziców trudności, jakich doświadczają w roli rodzica, to zaledwie jeden z wielu trudnych epizodów w ich życiu. W naszych badaniach zaobserwowaliśmy, że doświadczanie przemocy ze strony rodziców w okresie dzieciństwa to ważny czynnik związany z ryzykiem późniejszego żałowania decyzji o rodzicielstwie. Nasze rodzicielstwo jest wciąż mocno zakorzenione w naszym własnym dzieciństwie.

Paula Niedźwiecka -terapeutka, pedagożka

W jaki sposób wypalenie rodzicielskie i kryzys tożsamości rodzicielskiej wiążą się z poczuciem żalu – i czy można je od siebie odróżnić? W jaki sposób?

Wypalenie rodzicielskie to przede wszystkim stan chronicznego wyczerpania. Kryzys tożsamości rodzicielskiej dotyczy pytania: „czy ja w ogóle chcę być w tej roli, czy to do mnie pasuje?”. Żal rodzicielski pojawia się wtedy, gdy odpowiedź na to pytanie jest negatywna w odniesieniu do samej decyzji. Można to sobie wyobrazić jako trzy poziomy. Najpierw zmęczenie i przeciążenie. Jeśli trwa długo, może przejść w wypalenie. Jeśli dodatkowo rodzic zaczyna czuć, że ta rola nie jest zgodna z jego potrzebami i wartościami, pojawia się kryzys tożsamości. A gdy w tej refleksji dominuje myśl „nie powinienem był/nie powinnam była w to wchodzić”, mówimy o żalu. Te zjawiska się nakładają, ale nie są tożsame, co ważne, bo wymagają nieco innych form wsparcia.

Czy żal z powodu posiadania dzieci zawsze oznacza, że ktoś „nie kocha swoich dzieci”, czy to może być zupełnie inna psychologiczna reakcja?

Absolutnie nie. To jeden z najbardziej krzywdzących mitów. Miłość do dziecka jako konkretnej osoby może współistnieć z poczuciem, że własne życie potoczyło się w kierunku, którego by się dziś nie wybrało. Rodzice często mówią: „Kocham moje dziecko, ale gdybym wiedział, jak to będzie wyglądało, podjąłbym inną decyzję”. Psychologicznie to różne poziomy doświadczenia. Miłość dotyczy relacji tu i teraz. Żal dotyczy oceny decyzji z przeszłości i alternatywnej wizji własnego życia. Te dwa wątki mogą współistnieć i to nie czyni z nikogo złego rodzica. Problem zaczyna się wtedy, gdy żal jest tak silny i przewlekły, że wpływa na codzienne zachowania wobec dziecka.

Poziom deklarowanego żalu nie musi znacząco różnić się między kobietami i mężczyznami. Natomiast różni się kontekst i źródła napięcia. Kobiety częściej są przeciążone obowiązkami opiekuńczymi, częściej doświadczają konfliktu między pracą a domem, a także silniejszej presji społecznej, by być „idealną matką”. Jeśli pojawia się żal, bywa on powiązany z poczuciem utraty autonomii i nierówności. U mężczyzn częściej słyszymy narrację o utracie wolności, ograniczeniu spontaniczności, poczuciu, że nie odnaleźli się w roli, która nie była wcześniej centralna dla ich tożsamości.

Właśnie. Jak żałowanie rodzicielstwa wpływa na rozwój dzieci i na cały system rodzinny?

Jeśli żal jest silny i nieprzepracowany, może obniżać jakość relacji. Rodzic bywa bardziej zdystansowany emocjonalnie, mniej cierpliwy, mniej zaangażowany. Dzieci są bardzo wrażliwe na klimat emocjonalny w domu. Nawet jeśli nikt nie mówi wprost o żalu, napięcie może być wyczuwalne. Z drugiej strony, samo pojawienie się takich myśli nie przesądza o złym funkcjonowaniu rodziny. Kluczowe jest to, czy rodzic ma przestrzeń, by o tym rozmawiać i szukać wsparcia. W rodzinach, gdzie emocje są nazywane i regulowane, nawet trudne doświadczenia nie muszą prowadzić do poważnych konsekwencji dla dziecka. Największym zagrożeniem jest milczenie i poczucie całkowitej izolacji.

Badania wskazują, że temat ten jest wciąż społecznym tabu. Skąd pana zdaniem bierze się niechęć do mówienia o żalu związanym z rodzicielstwem?

Rodzicielstwo w naszej kulturze jest silnie idealizowane. Mówimy o nim jako o spełnieniu, sensie życia, naturalnym etapie rozwoju. Przyznanie się do żalu podważa ten obraz i bywa odbierane jako moralnie podejrzane. To tak, jakby ktoś kwestionował jedną z podstawowych wartości społecznych. Dodatkowo istnieje lęk, że mówienie o żalu może „zaszkodzić dzieciom” albo zachęcić innych do rezygnacji z rodzicielstwa. W efekcie temat zostaje zepchnięty do prywatnych rozmów, często bardzo wąskich. Albo, i to jest chyba najczęstsze, rodzic w ogóle z nikim o tym nie rozmawia, nawet z partnerem albo partnerką. A im mniej o tym mówimy, tym większe poczucie, że „tylko ja tak mam”.

Justyna Szyc-Nagłowska w kobaltowym garniturze na premierze swojej książki "Nagłowska na głosy dwa. Autobiografia emocji"

W takim razie czy osoba, której to dotyczy, może odzyskać satysfakcję z posiadania dzieci?

W wielu przypadkach tak. Żal nie musi być stanem nieodwracalnym. Jeśli zmieniają się warunki życia, poprawia się relacja partnerska, sytuacja finansowa, pojawia się wsparcie, często zmienia się też sposób myślenia o własnej decyzji. Pomocna bywa psychoterapia, która pozwala oddzielić realne trudności od surowej, perfekcjonistycznej oceny siebie. Czasem nie chodzi o to, by całkowicie „usunąć” żal, ale by nauczyć się z nim żyć w sposób, który nie niszczy relacji z dzieckiem i z samym sobą.

A co możemy zrobić jako społeczeństwo, aby te doświadczenia były lepiej rozumiane i by osoby, które je przeżywają, nie czuły się osamotnione?

Przede wszystkim potrzebujemy bardziej realistycznej narracji o rodzicielstwie, to jest takiej, która dopuszcza ambiwalencję. Rodzicielstwo może być jednocześnie źródłem miłości i frustracji, sensu i straty. To normalne, że te uczucia współistnieją. Na poziomie systemowym ważne jest wsparcie: dostęp do pomocy psychologicznej, elastyczne formy pracy, realne włączanie ojców w opiekę, sieci wsparcia dla rodziców małych dzieci. Im mniej samotności i przeciążenia, tym mniejsze ryzyko, że trudne emocje przekształcą się w trwały żal. Najważniejsze jednak jest jedno: stworzyć przestrzeń, w której można o tym mówić bez lęku przed potępieniem.

 


Dr hab. Konrad Piotrowski – psycholog rozwoju z Wydziału Psychologii i Prawa w Poznaniu Uniwersytetu SWPS, kierownik Centrum Badań nad Rozwojem Osobowości, dyrektor Szkoły Doktorskiej USWPS. Jest członkiem Polskiego Stowarzyszenia Psychologii Rozwoju Człowieka, European Association for Developmental Psychology oraz International Society for Research on Identity.

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Powiązane tematy:

Podoba Ci
się ten artykuł?