Przejdź do treści

„To, co się dzieje, nie rozjeżdża mnie emocjonalnie. Ale wyobrażam sobie człowieka, który dostaje paniki, bo chciałby coś zrobić, a ma puste ręce” – mówi Anna Dąbrowska, prezeska stowarzyszenia Homo Faber

Anna Dąbrowska Homo Faber / fot. Maciej Rukasz
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Obrońcy Azowstalu wrócili z niewoli do domów. „Większość nie ma rąk lub nóg”
Sylwia Majcher o suszy w Polsce: „Kolejne gminy wprowadzają ograniczenia przy korzystaniu z wody. A my często lejemy ją bezrefleksyjnie”
Meghan Markle o normalizacji poronienia i o aborcji. „To, co dzieje się w naszych ciałach, jest głęboko osobiste”
Siostra Bożenna o traumie, z którą mierzą się pacjenci w Polsce: „Brak personelu, brak sprzętu, brak czasu, brak informacji, brak zainteresowania, brak empatii”
Tropikalne noce zabiorą nam sen i dobre samopoczucie? Sprawdź, jakie mogą mieć skutki dla twojego zdrowia

– Ludzie, którzy przyjeżdżają do Polski, mają całą masę rzeczy do zrobienia. Są w trudnej sytuacji psychicznej. Będą przeżywali swoje szoki kulturowe. Trzeba im pomóc, by w miarę szybko i bezpiecznie z tego wychodzili. My też mamy sporo do zrobienia – mówi Anna Dąbrowska, prezeska Stowarzyszenia Homo Faber, które w Lublinie organizuje pomoc dla uchodźców.

 

Jolanta Pawnik: Stowarzyszenie Homo Faber zbliża się do pełnoletności. Jakie były początki?

Ania Dąbrowska: Moje początki były takie, że 25 stycznia 2005 roku przyszłam na spotkanie czegoś, co nazywało się Akademia Obywatelska i było wspólnym projektem Stowarzyszenia Homo Faber i Ośrodka Brama Grodzka Teatr NN. No i zostałam.

Potem były „homofaberowe” wyjazdy i odkrywanie polsko-żydowskiej i polsko-ukraińskiej historii Lubelszczyzny. Obu trudnych i obu opowiedzianych dla Warszawy i dużych miast, a nieopowiedzianych i nieprzerobionych tutaj, na dole. Biorąc pod uwagę historię tego regionu, mieliśmy do czynienia z najbardziej krwawymi i dramatycznymi naruszeniami praw człowieka, jakie można sobie wyobrazić. To było ważne, żeby wiedzieć, gdzie się pracuje i z jakim background’em będziemy pracować. W pewnym momencie wszyscy świadomie wybraliśmy Lublin na miejsce, w którym chcemy dalej żyć, pracować i inwestować w siebie.

Potem były kolejne projekty, aż do 2008 roku, kiedy wspólnie z Urzędem Miasta Lublina zrobiliśmy „Lublin is friendly” – badania, do których zaprosiliśmy studentów cudzoziemskich. Chcieliśmy się od nich dowiedzieć, jak postrzegają Lublin i jak się tutaj czują. Pytaliśmy, czy potrafią wezwać pogotowie, czy znają numer na policję, czy wiedzą, gdzie dzwonić, kiedy dzieje się coś złego. Na podstawie tego badania zrobiliśmy projekt „Witamy w Lublinie”, który stał się sztandarowym programem naszej organizacji, jeśli chodzi o integrację społeczności polskiej z przyjeżdżającymi do Lublina cudzoziemcami. Program ten trwał przez kolejne 10 lat.

W jego ramach zrobiliśmy monitoring instytucji publicznych stojących na drodze legalizacji pobytu cudzoziemca w Polsce. Wyszło nam, że człowiek, który przyjechał tutaj do pracy, nie zna miasta, języka, systemu administracyjnego, musi wykonać 11 różnych kroków, by opanować niezbędne formalności. Nawet dla Polaka to dość trudne, a co dopiero dla osoby, która przed chwilą wysiadła np. z autobusu z Równego.

To był taki klasyczny monitoring praw człowieka. Z jego efektami nie poszliśmy do prasy, ale do dyrektorów i dyrektorek instytucji, których to dotyczyło i poprosiliśmy, by w ciągu kilku miesięcy wprowadzili zmiany. Tłumaczyliśmy, że to już nie jest miasto, w którym mieszkają tylko ludzie mówiący po polsku i że trzeba wyjść temu naprzeciw. Nie zmienimy rzeczywistości, ale możemy zmienić siebie, a dzięki temu w naszym codziennym życiu będzie mniej frustracji.

Po kilku miesiącach zrobiliśmy „sprawdzam” i upubliczniliśmy efekty zmian. Te działania pomogły nam zbudować bardzo dobrą sieć kontaktów między różnymi instytucjami działającymi w mieście, nauczyliśmy się razem pracować. Mieliśmy teraz, po 10 latach, zrobić ten monitoring ponownie, ale rozpoczęła się wojna, więc pewnie przesuniemy to w czasie.

To jest kolejny taki moment, kiedy przestajesz ufać państwu. Mamy już pewność, że to jest konflikt, który będzie trwał bardzo długo. Konsekwencje również będą długoletnie. Jest nie tylko okazja, ale i potrzeba, by zająć się całą tematyką związaną z integracją

W Lublinie przez te wszystkie lata Homo Faber była traktowana jak organizacja ostatniej szansy. Rzetelnie na to zapracowaliście.

Wielokrotnie słyszałam, że jak już nic nie da się zrobić, to trzeba iść do Homo Faber, bo oni znajdą rozwiązanie. Bardzo mnie to cieszyło i byłam dumna, że ludzie tak myślą. Faktycznie – nigdy nie zostawiliśmy nikogo na lodzie. Zawsze nam się to udawało i mam nadzieję, że tak będzie i teraz.

Cieszę się, kiedy słyszę od znajomych z organizacji w innych miastach, że są pełni podziwu, jak dużo zostało tutaj zrobione i jak to dobrze działa. Trudno mi to ocenić, bo jestem w samym środku tego wszystkiego. Ciągle mnie trochę onieśmiela, jak ludzie z zagranicy mówią, że słyszeli o nas same dobre rzeczy. To jest onieśmielające, ale z drugiej strony myślę: no ok, pracowaliśmy wiele lat na to, żeby być organizacją postrzeganą jako rzetelny partner. Zawsze stawialiśmy na to, żeby nie robić rzeczy, na których się nie znamy. Ciągle się uczymy, cały czas inwestujemy w nasz zespół.

Efekty doskonale widać tutaj, w Lubelskim Społecznym Komitecie Pomocy Ukrainie, gdzie rozmawiamy. Wasze działania to wzór dla innych miast, świetny przykład na to, jak skutecznie i sensownie pomagać.

Trzeba mieć przede wszystkim świadomość, że Lublin jest pierwszym dużym miastem kontaktu dla uchodźców na ścianie wschodniej. Jesteśmy i będziemy „przestrzenią witającą” i pierwszą wizytówką Polski. Wielu Ukraińców nie chce przemieszczać się w głąb kraju, bo mają przekonanie, że wojna zaraz się skończy albo nie chcą separować się od bliskich, licząc na to, że odległość geograficzna nie będzie odległością emocjonalną.

W to wszystko, co dzieje się w lubelskim Komitecie, my, jako Homo Faber wnosimy nasze doświadczenie pracy w integracji międzykulturowej i sprawdzone przez nas narzędzia.

Karolina Wierzbińska i Anna Dąbrowska / fot. Bartek Żurawski

Takie jak choćby rzetelna informacja dla uchodźców. Wolontariusze waszego call center w ciągu tygodnia przyjęli ponad 7 tys. telefonów.

Infolinia to pierwsza linia frontu w pomocy humanitarnej. Nasza pomoc ruszyła natychmiast, nie mieliśmy czasu na zastanawianie się, kiedy zwołać sztab kryzysowy. Swoją drogą, to, że będzie wojna, wiadomo było już od dawna. Choć nie jestem ekspertką, dziwię się, dlaczego wielu rzeczy nie przygotowano wcześniej na szczeblu centralnym. To jest kolejny taki moment, kiedy przestajesz ufać państwu.

Mamy już pewność, że to jest konflikt, który będzie trwał bardzo długo. Konsekwencje również będą długoletnie. Jest nie tylko okazja, ale i potrzeba, by zająć się całą tematyką związaną z integracją. Oczywiście nie będziemy przez wiele lat ciągnąć programów, którymi powinna zajmować się władza państwowa na różnych szczeblach, nie chcemy jej zastępować. Będziemy koncentrować się na tym, na czym najlepiej się znamy.

Integracja jest pomyślana jako wzajemny proces, który się rozpoczyna i po prostu się dzieje. Musi być jednak wspomagany przez różne bodźce zewnętrzne, przez lokalne władze, najlepiej też centralne.U nas problem jest taki, że prezydent miasta nie jest pupilem władzy, a od tego niestety zależy, jaką pomoc dostanie Lublin. I tak ma lepiej, bo ma w nas partnerów społecznych, ale proszę sobie wyobrazić miasto, w którym takich organizacji jak nasza nie ma, zadłużenie jest duże, a wsparcia we władzach centralnych brak. Byłam na spotkaniu prezydentów i prezydentek miast, oni są w dużym strachu.

W przestrzeni zakupowej HelloZdrowie znajdziesz produkty polecane przez naszą redakcję:

PROMOCJA
Zdrowie umysłu
Less Stress from Plants 60 kaps. wegański
60,00 zł 90,00 zł
Teraz pomoc jest powszechna, ludzie się angażują, bo się utożsamiają. Łatwo utożsamić się z kimś, kto mieszka rzut kamieniem za granicą, a nasze języki są na tyle podobne, że możemy się porozumieć. Trudniej z Senegalczykiem, który kompletnie nie jest „nasz”, a jego wojna nie jest naszą wojną

Jakie działania integracyjne powinniśmy podjąć, by nasza pomoc była skuteczna?

Ludzie, którzy tutaj przyjeżdżają, mają całą masę rzeczy do zrobienia. Są w trudnej sytuacji psychicznej. Będą przeżywać swoje szoki kulturowe. Trzeba im pomóc, by w miarę szybko i bezpiecznie z tego wychodzili. Muszą nauczyć się języka, bo bez języka nie ma integracji, ale muszą też nauczyć się funkcjonować w swoim nowym życiu. To jest naprawdę ogromne wyzwanie.

My także mamy sporo do zrobienia. Musimy nauczyć się nowego społeczeństwa z ich udziałem, poznać historię Ukrainy, wprowadzić ją do edukacji dzieci. Teraz nakręcamy nawzajem swoje narodowe fobie, mamy w głowach taki stereotypowy ściek. Jakiś czas temu prowadziłam zajęcia na jednej z wyższych uczelni i miałam ogromną zagwozdkę, żeby nie podawać tylko polsko-centrycznych przykładów, wyjść poza nie. Odgrzebywałam więc historie Tarasa Szewczenki, Mazepy, powstania Chmielnickiego, też z punktu widzenia Ukraińców na te wydarzenia, bo różnie czytamy te historie.

Czy zmieni się nasz stosunek do „obcych”? Masz doświadczenie działania w Grupie Granica, pomagania uchodźcom na granicy polsko-białoruskiej.

Teraz pomoc jest powszechna, ludzie się angażują, bo się utożsamiają. Łatwo utożsamić się z kimś, kto mieszka rzut kamieniem za granicą, a nasze języki są na tyle podobne, że możemy się porozumieć. Trudniej z Senegalczykiem, który kompletnie nie jest „nasz”, a jego wojna nie jest naszą wojną.

Tak było na Podlasiu — ludzie, którzy doświadczyli obecności uciekinierów z innych części świata, mówili, że mieli dla nich więcej współczucia, nawet jeżeli byli antropologicznie zupełnie od nich inni.

Ja to trochę porównuję do historii, jakie słyszałam o naszych Żydach. Ludzie, którzy zaprosili ich pod swój dach w latach 1941-43, choć mówili, że Żydzi są zasadniczo źli, uważali, że ci „ich” są świetni. Mam wrażenie, że tutaj nastąpiło coś bardzo coś podobnego. Tzn. z reguły uchodźcy są okropni, ale ten człowiek, którego spotkałam na ławce pod moim domem, to był super i warto mu pomóc”.

Jak się trzymasz w tym wszystkim?

Jestem aktywistką, która lata temu powiedziała sobie chcę to robić i przygotowuję się do takich rzeczy”. To, co się dzieje, nie rozjeżdża mnie emocjonalnie, jestem w stanie dużo unieść. Mam panią Kasię, która mnie „odsłuchuje”, mam to w sobie zorganizowane. Ale wyobrażam sobie człowieka, który właśnie idzie na dworzec kolejowy, patrzy na to wszystko i dostaje paniki, bo chciałby coś zrobić, a nie ma niczego w rękach.

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy:

Zainteresują cię również:

Kobiety protestują

Rusza pierwszy proces o gwałt dokonany przez rosyjskiego żołnierza w Ukrainie

Katastrofalna sytuacja w Mariupolu / gettyimages

W Mariupolu chirurdzy codziennie wykonują kilka amputacji nóg chorym na cukrzycę

„Te wszystkie przykre słowa były małymi ciosami, przez które coś, co w sobie lubiłam, stawało się moim kompleksem” – mówi Katarzyna Czapraga, ofiara fat shamingu

„Nikt nie zdradzał mi tajemnic wojskowych. Nawet nie miałam przygotowanego paszportu”- Ołena Zełenska w emocjonalnym wywiadzie o początkach wojny

W dniu pierwszych urodzin odwiedziła z mamą grób tatusia. „Chciała zjeść z nim śniadanie”

Przekazując diagnozę rodzicom, mówi: „Gratuluję, mają państwo dziecko z zespołem Aspergera”. O różnorodności, która występuje w spektrum autyzmu, mówi Tony Attwood

Uchodźcy zmagają się ze "stopą okopową" / gettyimages

Uchodźcy na granicy białoruskiej nadal cierpią. Wielu z nich zmaga się z tzw. stopą okopową. „Ból jest nie do zniesienia”

10 dyskryminujących słów, które warto natychmiast usunąć ze swoich wypowiedzi. „I nie chodzi tu o 'poprawność polityczną’, a o szacunek do ludzi” – pisze Ane Piżl

Ten gest rozdziera serce. Zatańczyli walca na ruinach zbombardowanej szkoły w Charkowie

Zbiera hajs dla matek do przehulania na SPA, paznokcie i koncert. Ludzie wpłacili jej już ponad 80 tysięcy złotych

„W pomaganiu można się zatracić i przesadzić. Dlatego warto zrozumieć potrzeby drugiego człowieka i poznać swoje ograniczenia” – mówi psycholożka Sylwia Żbik-Weiss

„Po wybuchu wojny chciałam zadzwonić do ukraińskich znajomych, ale co miałabym im powiedzieć?”. Rozmowa z Saszą Bajek, Rosjanką w Polsce

Kobieta przeżyła 65 dni w Azowstalu / gettyimages

Wraz z dzieckiem przeżyła 65 dni w Azowstalu. Teraz opowiada, co ją spotkało. „Schron drżał, tynk leciał nam na głowy, generator został zniszczony”

Hello Pionierki: Jak Maria Grzegorzewska, ucząc nauczycieli miłości i akceptacji, zbudowała polską pedagogikę specjalną

Czasem przeleci helikopter, a gdy strzelają na poligonie, okna się trzęsą. „Gdyby tu wojna wybuchła, to byśmy nie zauważyły” – mówi jedna z mieszkanek Braniewa

Matka trzyma na rękach dziecko. Stoją przed pociągiem

W chaosie wojny kwitnie handel dziećmi. „Handlarze wkraczają do sierocińców, korzystając z braku nadzoru”

"Wrócimy do Ukrainy, ponieważ nie ma nic lepszego niż dom" - podkreśla Ołena Zełenska, która opublikowała poruszające wideo

„Wrócimy do Ukrainy, ponieważ nie ma nic lepszego niż dom” – podkreśla Ołena Zełenska w poruszającym poście

Blok w Ukrainie

Ukraińska infolinia dla ofiar gwałtów. To co słyszą pracownicy, przeraża. „To pogwałcenie moralności cywilizowanego świata”

Zniszczony przez Rosjan szpital w Czernihowie

Wstrząsająca relacja polskiego lekarza z Ukrainy: „Weszli na OIOM, związali lekarza, który tam był, kazali mu klęczeć, a w usta włożyli mu granat”

Bianka Zalewska, reporterka wojenna: „Można zaakceptować zagrożenie, ciągłe napięcie, chowanie się do schronów. Ale kolejną śmierć?”

Witalij i Ałła Tarans zginęli, broniąc Mariupola / gettyimages

Pobrali się jako żołnierze Pułku Azow, zginęli, broniąc Mariupola. Małżeństwo osierociło syna

„Ewakuowaliśmy zwierzęta wśród ostrzałów, nie wiedząc, czy uda nam się tym razem dotrzeć do celu”. O ratowaniu kangurów i żółwi w środku nieludzkiej wojny w Ukrainie mówi Timofey Kharchenko

Wstrząsająca historia z Mariupola. Ranna podczas ostrzału mama 10-letniego Illi zmarła w jego objęciach

Wstrząsająca historia z Mariupola. Ranna podczas ostrzału mama 10-letniego Illi zmarła w jego objęciach

Kobieta została wdową trzy dni po ślubie / Fot. Twitter @UKRINFORM

Wzięli ślub w Azowstalu. Po trzech dniach panna młoda została wdową. „Moją miłością będziesz przez całą wieczność…”

Najpopularniejsze

Ćwiczenia na biust

Ćwiczenia na biust. 6 sposobów na jędrne piersi

Kobieta wąchająca kwiat

Choroby mają zapach – wiedziałaś o tym?

Kobieta w stroju fitness

Oponka na brzuchu. Jak zredukować ten problem?

kobieta na wydmach

„Odpuszczanie” jest dobre dla ambitnych i konsekwentnych kobiet – podpowiada nam psycholożka Anita Kruszewska

Intymne dolegliwości rowerzystek. Sprawdź, jak zadbać o siebie w trakcie rowerowych wojaży

Jak dbać o nogi w podróży?

Kobieta ćwiczy

Twój kręgosłup potrzebuje wsparcia? Oto kilka ćwiczeń, które go wzmocnią

Fit Matka Wariatka / Facebook

Agresja i fałszywa troska na profilu „Fit Matki Wariatki”. Przyszedł czas na pato-fitness. Hello Zdrowie mówi temu nie!

Kasia Bigos trenerka

Ćwiczenia z hantlami – wypracuj smukłe ramiona

Ćwiczenia na rozciąganie barków

Rozciąganie stawów barkowych – te ćwiczenia na pewno ci się przydadzą

Kobieta ćwiczy

Oto 7 ćwiczeń, za które twój kręgosłup ci podziękuje. Wystarczy niewiele, by poczuć znaczną różnicę

7 najgorszych typów butów dla twoich stóp. Jakie obuwie może być niebezpieczne?

Kobieta ćwiczy

Dzień się dopiero rozpoczął, a ciebie już ktoś wyprowadził z równowagi? Poznaj 5 kroków, które pozwolą zapanować nad emocjami

Smartfon a dolegliwości / istock

Smartfon a dolegliwości, które może wywołać. To nie tylko bezsenność

Kobieta popijająca winko

„Alkoholiczka, która pije wino albo piwo, twierdzi, że nie ma problemu”. Kobiecy alkoholizm

Średnia długość życia / rawpixel

Długość życia na świecie. 10 krajów, w których żyje się najdłużej

×