Przejdź do treści

Prawniczki ProAbo o sprawie pani Joanny: Lekarka naruszyła tajemnicę zawodową

Aleksandra Kosiorek /fot. archiwum prywatne
Aleksandra Kosiorek /fot. archiwum prywatne
Podoba Ci
się ten artykuł?
Podoba Ci
się ten artykuł?

– Na słowo „aborcja” nasze państwo dostaje amoku. Następuje chaotyczne strzelanie procedurami i wzywanie wszystkich możliwych organów, włącznie z organami ścigania, do osoby, która przerwała ciążę. A przerwanie własnej ciąży nie jest w Polsce przestępstwem – mówi radczyni prawna Aleksandra Kosiorek z kolektywu Prawniczki ProAbo.

 

Pod koniec kwietnia pani Joanna z Krakowa przerwała ciążę, przyjmując środki poronne. Jakiś czas po ich zażyciu źle się poczuła. Poinformowała o tym telefonicznie swoją lekarkę (psychiatrkę), która prawdopodobnie w obawie o jej życie i zdrowie zadzwoniła pod nr 112. Lekarka wytłumaczyła dyspozytorowi, że jej pacjentka „dokonała aborcji w domu, nie może tego wytrzymać i zaraz się zabije”. Dyspozytor skierował do domu pani Joanny pogotowie oraz policję. Kobieta została przewieziona do szpitala, gdzie policjanci nie odstępowali jej na krok. W celach dowodowych zatrzymali jej telefon oraz laptop. W kolejnym szpitalu, do którego pani Joanna została przewieziona, policjantki kazały jej się rozebrać do naga, kucać i kaszleć. Sprawa poruszyła całą Polskę. Zaangażowali się w nią m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich, Rzecznik Praw Pacjenta i Naczelna Izba Lekarska.

 

Aleksandra Kosiorek: Na początku muszę zrobić zastrzeżenie, że nie znam tej sprawy od środka, wypowiadam się na podstawie tego, co przeczytałam i obejrzałam w mediach. Jako prawniczka zajmująca się prawem medycznym widzę, że doszło tutaj do szeregu nieprawidłowości związanych przede wszystkim z tajemnicą lekarską i udzielaniem świadczeń zdrowotnych.

Ewa Podsiadły-Natorska: Jakich nieprawidłowości?

Z tego, co wiemy, pani Joanna zadzwoniła do swojej lekarki z informacją, że jej stan zdrowia się pogorszył. Mówiła głównie o swoim zdrowiu psychicznym, jednak w tle wypłynął wątek przerwania ciąży. Lekarka zdecydowała się wezwać pomoc przez numer 112. Tu pojawia się pierwszy ważny wątek tej historii. W mojej ocenie lekarka uchyliła tajemnicy zawodowej w sposób nieuprawiony. Art. 40 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty przewiduje kilka sytuacji, kiedy można uchylić tajemnicę zawodową, jednak tutaj nic zapisanego w ustawie nie miało miejsca. Komunikat lekarki do dyspozytora powinien brzmieć: „Moja pacjentka znajduje się w stanie zagrożenia życia, uważam, że jest konieczność, aby zespół ratownictwa medycznego pojechał i zweryfikował to na miejscu”. Kropka. Kobieta nie potrzebowała pomocy w związku z przerwaniem ciąży; przerwanie ciąży było tylko tłem tej historii. Tak samo jak rozstanie z partnerem. Lekarka nie powinna była tych informacji ujawniać. O ile w ogóle faktycznie występowało zagrożenie życia, ponieważ pani Joanna konsekwentnie podkreśla, że chociaż czuła się źle, nie planowała podejmować próby samobójczej.

Interwencja policji była zasadna?

Dlaczego w tej sprawie doszło do wezwania i interwencji policji, tego już zupełnie nie rozumiem. Przechodzimy na grunt ustawy o ochronie zdrowia psychicznego, zgodnie z którą art. 18 ust. 9 nakazuje m.in. policji, aby na żądanie lekarza, pielęgniarki lub osoby kierującej akcją prowadzenia medycznych czynności ratunkowych udzieliła pomocy, kiedy wobec osoby, która znajduje się w stanie choroby psychicznej albo prezentuje zaburzenia psychiczne, muszą zostać zastosowane środki przymusu bezpośredniego. Ma to polegać pomocy nakierowanej na zabezpieczenie udzielania świadczeń medycznych. W wypadku pani Joanny absolutnie nie było takiej konieczności. Nie dostrzegam tu również chęci faktycznej pomocy ze strony policji. Jak widać na nagraniach ze szpitalnego oddziału ratunkowego, obecność policjantów stanowiła raczej przeszkodę do udzielania pomocy medycznej.

Pani Joanna w rozmowie w Faktach po Faktach, kadr z TVN24

Policja została wezwana niezgodnie z ustawą o ochronie zdrowia psychicznego?

Tak. Kolejny aspekt tej sprawy: na słowo „aborcja” nasze państwo dostaje amoku. Nikt nie wie, co dalej, następuje chaotyczne strzelanie procedurami i wzywanie wszystkich możliwych organów, włącznie z organami ścigania, do osoby, która przerwała ciążę. A podkreślić trzeba, że przerwanie własnej ciąży w Polsce jest czynem obojętnym prawnie.

Nie jest przestępstwem.

Nie jest. Są natomiast przestępstwa okołoaborcyjne. Kolejne paragrafy art. 152 Kodeksu karnego stanowią, że kto przerywa cudzą ciążę, pomaga w przerwaniu cudzej ciąży, czy nakłania do przerwania cudzej ciąży, popełnia przestępstwo. Kobieta, która przerywa własną ciążę, nie popełnia czynu zabronionego. A jednak do pani Joanny wezwano policję, która podejmowała czynności; część z nich sąd ocenił jako niezgodne z prawem (np. zatrzymanie komórki – przyp. red.). Przede wszystkim jednak nie wiem, czemu miała służyć rewizja osobista pani Joanny, której kazano się rozebrać, kucać, kaszleć. Te wszystkie procedury policji były nieuzasadnione. Zresztą podstawowa sprawa: policjanci w początkowych przekazach medialnych informowali, że nie jechali do asysty w trybie ustawy o ochronie zdrowia psychicznego, tylko do art. 152, czyli do aborcji. Takie oświadczenie policji ukazało się oficjalnie.

Co jeszcze w tej sprawie w pani ocenie było niewłaściwe i niezgodne z prawem?

Obecność policji podczas udzielania świadczeń zdrowotnych. To pogwałcenie praw pacjenta i praw człowieka w ogóle. Ustawa o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, art. 21 i 22 pozwala na obecność osób trzecich przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych tylko w przewidzianych prawem przypadkach, które w tej sytuacji nie miały miejsca. W myśl ustawy nie może być osób trzecich przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych, jeżeli pacjent nie wyraża na to zgody albo gdy nie zachodzą przesłanki, o których mowa w ustawie. Skandaliczne jest też to, że do mediów przedostały się dane wrażliwe dotyczące pani Joanny – np. to, że rozstała się z partnerem i leczyła się psychiatrycznie. To nie powinno mieć miejsca.

Jeśli do szpitala trafia kobieta np. po nagłym odejściu wód płodowych i lekarze ze swojego doświadczenia wiedzą, że może się to skończyć utratą macicy albo nawet śmiercią pacjentki, powinni ją poinformować, że przerwanie ciąży jest jedną z opcji leczniczych

Zgadzam się z panią, że na słowo „aborcja” nasze państwo dostaje amoku. Jest mnóstwo błądzenia po omacku, pochopnych działań. Jako Prawniczki ProAbo piszecie na swoim Instagramie: „Gdy ciąża zagraża życiu lub zdrowiu pacjentki, lekarz musi ją poinformować, że istnieje możliwość aborcji”. Teoria a praktyka.

Praktyka to myślę, że wszyscy wiemy, jak wygląda – w Polsce większość lekarzy nie przeprowadza aborcji nawet na wyraźne żądanie pacjentki, gdy ta czuje, że jej stan zdrowia się pogarsza i być może czeka ją śmierć. Zastanawia mnie, dlaczego lekarze bardziej boją się odpowiedzialności karnej za przerwanie ciąży w warunkach legalnych niż tego, że zostaną oskarżeni o błąd medyczny i doprowadzenie do śmierci pacjentki. Nie mieści się to w moim pojmowaniu.

Mamy w Polsce ustawę o zawodzie lekarza i lekarza dentysty, ale również z ustawę o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, z których wynika, że lekarz ma obowiązek udzielić pacjentowi pełnej informacji o stanie zdrowia – o wszystkich (!) metodach diagnostycznych i leczniczych, ryzyku, możliwych powikłaniach, rokowaniu. Jeżeli cokolwiek zagraża życiu lub zdrowiu pacjenta, ma on prawo do uzyskania pełnej informacji na ten temat. Po udzieleniu pełnej informacji przez lekarza pacjent może podjąć świadomą decyzję; dopiero wtedy możemy mówić o prawidłowym w świetle prawa wyrażeniu zgody na udzielenie świadczeń medycznych. W przypadku kobiet z ciążami powikłanymi wszystko jest nie tak.

Co dokładnie?

Lekarze podają im leki, ale kobiety nie wiedzą jakie i w jakim celu. Niczego się im nie tłumaczy, pacjentki nie rozumieją, w którym kierunku zmierza leczenie. Nie mają szansy się wypowiedzieć na temat swojego stanu zdrowia. Jeśli, przykładowo, trafiam do szpitala z zagrożoną ciążą i boję się, że mogę umrzeć w wyniku sepsy, a lekarze tę ciążę podtrzymują, to czy ja w ogóle mam szansę się na to zgodzić? Nie. Natomiast w sytuacji, w której ciąża zagraża życiu lub zdrowiu, z ustawy nie wynika, że to zagrożenie musi być bezpośrednie. Po prostu musi istnieć.

Jak rozumieć słowo „bezpośrednie”?

W prawie ma ono bardzo duże znaczenie. W przypadku ciąży zagrożenie zdrowia lub życia nie musi wystąpić w danej chwili, ale widzimy i przewidujemy, że wystąpi np. za dzień lub dwa.

To kolejna bardzo ważna informacja z waszych mediów społecznościowych: pacjentka w ciąży nie musi być umierająca, wystarczy, że ciąża zagraża jej szeroko pojętemu zdrowiu.

Podam przykład. W Kodeksie karnym istnieje tzw. obrona konieczna. Mamy prawo do jej zastosowania, jeżeli coś zagraża nam bezpośrednio („Nie popełnia przestępstwa, kto w obronie koniecznej odpiera bezpośredni, bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem”). To „coś” musi być tu i teraz, np. ktoś celuje do mnie z pistoletu albo atakuje mnie nożem, wtedy się bronię. Natomiast w przypadku ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży nie musi być zagrożenia bezpośredniego. Wystarczy, że zagrożenie dla zdrowia lub życia kobiety istnieje potencjalnie. W praktyce oznacza to, że jeśli do szpitala trafia kobieta np. po nagłym odejściu wód płodowych i lekarze ze swojego doświadczenia wiedzą, że może się to skończyć utratą macicy albo nawet śmiercią pacjentki, powinni ją poinformować, że przerwanie ciąży jest jedną z opcji leczniczych.

Kobieta

Tak się jednak często nie dzieje…

Nie; nawet kiedy ma miejsce zagrożenie zdrowia lub życia, lekarze przyjmują postawę wyczekującą. A to jest złamanie praw pacjenta. Kobiety w ciąży zagrożonej mają oczywiście prawo chcieć ryzykować swoim zdrowiem czy życiem w celu utrzymania ciąży! Ale muszą wiedzieć, jakie jest ryzyko, że to może się nie udać i że jeśli przyjmą postawę wyczekującą, to stan zagrożenia może się pogłębiać. Wtedy zagrożenie zdrowia i życia z pośredniego, potencjalnego przemieni się w bezpośrednie.

To, co się dzieje? Skąd tyle błędów, pomyłek, tragicznych historii? Lekarze nie znają prawa? Źle je interpretują? Są nadgorliwi? Kierują się klauzą sumienia?

Wszystkie powody, które pani wymieniła, są prawdziwe. Wykładam prawo medyczne, od kilkunastu lat jestem też związana z samorządem lekarskim i wiem, że część lekarzy niestety nie zna prawa. Uważają, że wiedzą lepiej, co jest dla pacjenta dobre, mimo że nie mieli szansy dowiedzieć się, co pacjent na ten temat uważa. Mają poczucie większego bezpieczeństwa prawnego, gdy czekają, aż płód sam obumrze, wiedząc, że wtedy nikt im niczego nie zarzuci.

Część lekarzy zasłania się też klauzulą sumienia, choć czasem nie ma pola do jej zastosowania! Art. 39 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty konkretnie definiuje, kiedy na klauzulę sumienia można się powołać. Lekarz może ją zastosować, pod warunkiem, że nie zachodzi sytuacja opisana w art. 30, który mówi, że lekarz ma obowiązek udzielać pomocy lekarskiej w każdym przypadku, gdy zwłoka w jej udzieleniu mogłaby spowodować niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia. Lekarz nie może zasłaniać się klauzulą sumienia, jeżeli ma pacjenta z bezpośrednim zagrożeniem życia lub zdrowia. Musi podjąć wszystkie czynności, żeby go uratować. Zasłanianie się w takiej sytuacji klauzulą sumienia jest złamaniem przepisów.

W jakim zakresie Polki mogą liczyć na waszą pomoc?

W kolektywie Prawniczki ProAbo jest nas kilka; w naszych szeregach są adwokatki oraz radczyni prawna. Każda z nas na prawa reprodukcyjne patrzy z perspektywy innej dziedziny prawa, dzięki czemu możemy analizować tę problematykę wieloaspektowo. Nie wszystkie z nas ujawniają swoje dane personalne. Część dziewczyn z kolektywu poznałam przy okazji strajków kobiet, a do Prawniczek ProAbo dołączyłam ponad rok temu. Prowadzimy telefon z bezpłatnym poradnictwem prawnym, udzielamy poradnictwa przez maila. Jeździmy na przesłuchania; staramy się, aby osoba, którą reprezentujemy – podejrzana, oskarżona, świadek – za to nie płaciła.

Wydałyście też książkę.

Tak, „Aborcja w Polsce. Wybrane aspekty prawne” to pierwsza przekrojowa publikacja pisana bez aborcyjnej stygmatyzacji w naszym kraju. Bardzo się przy niej napracowałyśmy. Możną ją bezpłatnie pobrać na stronie. Wersja papierowa została wysłana m.in. do Rzecznika Praw Obywatelskich, Rzecznika Praw Pacjenta, izb lekarskich, prokuratur, sądów.

Chcemy uruchomić platformę szkoleniową m.in. dla lekarzy, aby móc szkolić ich np. z tajemnicy lekarskiej. Chcemy wznowić edycję książki, bo nie wszystkie prokuratury rejonowe udało nam się nią obdarować. Zależy nam, aby nasza książka trafiła też do szpitali. To wszystko jest możliwe dzięki grantom i funduszom, które pozyskujemy z zewnątrz. Jest bardzo dużo do zrobienia. Tam, gdzie państwo nas nie broni, musimy wziąć sprawy w swoje ręce. Nie godzimy się na odbieranie podstawowych praw kobietom w tym kraju.

 

Chcesz skontaktować się z Prawniczkami ProAbo?

  • Napisz maila na adres: prawniczkiproabo@riseup.net (Prawniczki ProAbo nie udzielają porad przez Facebooka ani Instagram),
  • Zadzwoń na dyżur prawny: w poniedziałki i środy w godz. 12–18 prawniczki są dostępne pod numerem tel. 22 307 07 91.

 

We wtorek, 25 lipca o godz. 18 w Krakowie (ul. Królewska 4, komisariat policji IV) odbędzie się pikieta pod hasłem „Nigdy nie będziesz szła sama/ Solidarnie z Joanną”, którą organizuje Ogólnopolski Strajk Kobiet – Kraków.

Aleksandra Kosiorek – prowadzi kancelarię zajmującą się prawem medycznym (od 2013 roku). Wpisana na listę radców prawnych przy Okręgowej Izbie Radców Prawnych w Gdańsku. Od 2016 roku jest zaangażowana w walkę o prawa człowieka.

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Powiązane tematy: