Go to content

Mateusz Adamczyk: „Języka niewykluczającego nie trzeba się bać. On nam nic nie zabiera”

W tym odcinku podcastu „All Inclusive” Ane Piżl gości w studio Mateusza Adamczyka – polonistę i członka Rady Języka Polskiego. Punktem wyjścia do rozmowy jest napięcie, jakie budzi w niektórych z nas język inkluzywny – często kojarzony z narzucaniem zasad i ograniczeń. Tymczasem, jak podkreśla Mistrz Mowy Polskiej, współcześnie nikt nie ma władzy, by odgórnie regulować nasz sposób mówienia – język zmienia się raczej poprzez społeczne uzgodnienia, empatię i uważność wobec innych.

Posłuchaj podcastu Udostępnij
Wysłuchasz w 68 min
Posłuchaj podcastu

Posłuchaj nas również na:

Rozdziały tego podcastu

Intro podcastu All Inclusive
Początek rozmowy, powitanie, przedstawienie tematyki i rozmówcy - Mateusza Adamczyka.
Czy musimy używać języka inkluzywnego?
Słowo le@ba mnie obraża, dla ciebie może być ok. Używać czy nie?
"Słowa ranią. I to nie jest przenośnia".
Feminatywy - nie każdy je lubi.
"Osoby studenckie" podzieliły społeczeństwo.
"Poprawność polityczna".
Czy używać słow takich jak prost**utka i dlaczego nie?
"To brzmi niepoważnie" i niepoważne polskie badania języka.
Feminatywy nie zawsze służyły kobietom. Ale nowe formy męskie mają się świetnie.
Słowa "Głuchy/głuchy", "osoby niewidome", "gruba/gruby", "osoba stara/starsza" i idea odzyskiwania słów.
Słowa stygmatyzujące - rozpoznajemy je nie tylko po naszym przeczuciu.
Czy wulgaryzmy mieszczą się w języku inkluzywności?
Argument płci i wieku, czyli gdzie kończy się przestrzeń na dogadanie się.
Czy i jak zwracać uwagę komuś, kto obraża?
"No już z niczego żartować nie można", czyli gdzie leży granica żartów?
Podziękowanie i pożegnanie.

Rozmowa dotyka tego, jak ogromną siłę mają słowa –  i nie chodzi wyłącznie o wymiar symboliczny. – Mówimy, że słowa ranią, i to jest uznawane za metaforę, ale badania psycholingwistyczne pokazują, że słowa naprawdę ranią. To znaczy na poziomie naszego mózgu to jest przetwarzane tak, jak ktoś by nas dźgnął czymś – zauważa Mateusz Adamczyk.

W dyskusji pojawia się też praktyczny wymiar języka inkluzywnego: jak mówić, gdy nie mamy pewności, jak ktoś chce być nazywany, i czy zawsze musimy trafiać w potrzeby wszystkich. Dużo z rozmowy tej dowiecie się o feminatywach, języku instytucji oraz napięciach między indywidualnym komfortem a zasadami obowiązującymi w przestrzeni publicznej. Rozmowa pokazuje też, że język inkluzywny nie polega na eliminowaniu różnic, lecz na świadomym decydowaniu, kiedy i po co je podkreślamy. Ważnym wątkiem jest również odzyskiwanie słów przez grupy mniejszościowe oraz pytanie, kto ma prawo ich używać.

Nie zabrakło refleksji o granicach żartów, wulgaryzmach, o znienawidzonych przez wielu „argumentach płci i wieku”. Ale też o błędach, nieporadności i strachu przed „powiedzeniem czegoś nie tak”. Mateusz Adamczyk zachęca do większej życzliwości wobec siebie i innych oraz do traktowania języka jako procesu, a nie zbioru sztywnych reguł. – Każda osoba ma prawo odbierać słowa różnie. Mogą nam się podobać, nie podobać, możemy uważać, że są trudne, że są dziwne, że nam się „psycholożka” kojarzy z „papużką”. Mamy prawo do tych skojarzeń – wtóruje mu edukator równościowy Ane Piżl.

To rozmowa o uważności, odpowiedzialności i o tym, że porozumienie zaczyna się od gotowości do słuchania.

Rolki



Powiązane tematy: