Go to content

Karol Zaczyński: „Decyzja o tym, że nie chcę mieć dzieci, to dla mnie postawa proobywatelska”

Karol Zaczyński poddał się wazektomii - Hello Zdrowie

Karol Zaczyński / fot. archiwum prywatne

„Wazektomia ma dla mnie głębsze znaczenie niż tylko przypieczętowanie mojej bezdzietności z wyboru. Chodzi także o dbanie o moje zdrowie i zdrowie mojej partnerki. To możliwość dania jej spokoju od antykoncepcji hormonalnej i np. przywrócenie jej naturalnego cyklu miesięcznego” – mówi Karol Zaczyński. Kilka lat temu publicznie opowiedział o swojej decyzji o poddaniu się wazektomii i od tego czasu angażuje się w edukowanie na temat świadomej bezdzietności, antynatalizmu i męskiej antykoncepcji. O tym będzie również mówił podczas jednego z paneli zbliżającego się All Inclusive Film Festivalu, który Fundacja Hello Zdrowie objęła swoim matronatem.

Udostępnij
Przeczytasz w 11 min

Anna Korytowska, Hello Zdrowie: Jak najprościej wyjaśniłbyś antynatalizm osobie, która nigdy wcześniej o nim nie słyszała?

Karol Zaczyński: Myślę, że samo słowo „antynatalizm” jest trochę źle kojarzone przez to, że zawiera w sobie tę część „anty”, prawda? Tymczasem to jest pro-bezdzietność i pro-świadome rodzicielstwo. Moja decyzja o tym, że nie chcę mieć dzieci, nie jest decyzją przeciwko komuś. To jest decyzja „pro” tym, którzy mogliby na przykład ucierpieć w wyniku mojej decyzji lub mojej nieodpowiedzialności jako rodzica, który nie sprawdza się w rodzinie. Więc jeśli ktoś by mnie spytał, czym jest ten antynatalizm, to dla mnie, to postawa proobywatelska, polegająca na świadomej rezygnacji z rodzicielstwa na rzecz zaopiekowania się zarówno sobą, jak i otoczeniem, dzięki uwolnionemu czasowi i zasobom, które normalnie spożytkowałbym na bycie rodzicem.

Jestem osobą w spektrum ADHD i rzadko mam tak, że robię coś na pół gwizdka. Albo nie robię czegoś wcale, albo robię to w pełnym zaangażowaniu. Diagnozę mam od dwóch lat i do tamtej pory kończyło się to wypaleniem, przebodźcowaniem. Kończyło się tym, co zauważam też u wielu rodziców, którzy nie włożyli wystarczająco dużo namysłu w to, jak zmienia się życie w momencie, kiedy pojawia się dziecko. Ulegli trendom tradycyjnej rodziny. Nie poświęcili chwili na zastanowienie się, czy to była naprawdę ich decyzja, czy decyzja bardzo podsycana presją otoczenia, rodziny i kontraktu społecznego, zgodnie z którym, jeśli chcesz być częścią społeczeństwa, to powinieneś zasilić je w świeże dusze.

Jakie są najczęstsze nieporozumienia i niezrozumienia dotyczące antynatalizmu, z którymi się spotykasz?

Dużo osób, kiedy pierwszy raz poruszało ze mną ten temat, odnosiło wrażenie, że jestem antydzieci, antyrodzina, w ogóle antyspołeczny. Że to wersja młodzieńczego buntu, który przerodził się w skrystalizowaną nienawiść do otaczającej nas rzeczywistości i tradycyjnego modelu rodziny. Miałem takie sygnały, miałem takie pomówienia, że właśnie tutaj propaguję jakiś anarchistyczny nihilizm. A jest dosłownie w drugą stronę. Jakbym miał rozmawiać z hardym pronatalistą, to jestem przekonany, że wygrałbym, jeśli chodzi o poziom empatycznego postrzegania życia i odpowiedzialnego podejścia do kwestii rodzicielstwa.

Antynatalizm jest więc dla ciebie przede wszystkim wyrazem empatii?

Jestem zdania, że my nie potrzebujemy iść w ilość, tylko potrzebujemy iść w jakość tego życia. To, że będzie nas więcej, wcale nie znaczy, że będzie nam się żyło lepiej. Zauważmy, że w społeczeństwach, w których stopa życiowa rośnie, dzietność drastycznie spada. Tam, gdzie kobiety mają więcej praw, tam, gdzie ich zdrowie i życie jest o wiele bardziej zaopiekowane niż u nas, gdzie mają prawo do decydowania o swoim ciele i wybór, dzietność spada. Tam wszędzie dzieją się rzeczy, które są wręcz trendem odwrotnym do tego, co pronataliści proklamują, że powinno być ogólnie doświadczalne i zauważalne.

A u nas jest akurat taki nieświadomy trend, że silna Polska jest pełna tych bobasów. Pokutuje podejście, że jeśli wypompujemy jak największą liczbę dzieci, to nam wszystkim będzie się żyło lepiej. A w międzyczasie patrzymy na to, co się dzieje w domach dziecka, w rodzinach przemocowych, w rodzinach z uzależnieniami.

Antynatalizm nie jest nienawiścią do czegoś, ale jest wręcz miłością, empatią i opieką nad tymi, którzy już tutaj są. Tak dużo dzieci jest jeszcze pozostawionych samym sobie, niezaopiekowanych…

Rolki



Sam jestem nieplanowanym dzieckiem i wiem, jak duży wpływ ma intencja i dobre przemyślenie, czy jest się w dobrym miejscu w głowie i w życiu na założenie czy powiększenie rodziny

Dlatego uważasz, że decyzja o posiadaniu dzieci powinna być moralnie uzasadniona?

Zdecydowanie. Jakby to ode mnie zależało, to wprowadziłbym testy inteligencji emocjonalnej oraz testy sprawdzające sposoby radzenia sobie z przeciwnościami i stresem. Po to, żeby móc uzyskać recenzję na posiadanie dziecka. Reglamentowałbym dostęp do swobodnej prokreacji. Wiem, że to brzmi dystopijnie. Ale regulowałbym naszą populację tak, by dopiero po spełnieniu kryterium wieku, osiągnięcia odpowiedniego poziomu inteligencji emocjonalnej, ogarnięcia w głębszym stopniu siebie i życia, można było bez skrępowania poszerzać rodzinę w nieograniczony sposób.

To nie jest problem zrobić sobie dużo dzieci. Problemem jest zrobić sobie nawet jedno dziecko a dobrze się nim zaopiekować i je wychować z atencją, rozwagą i w poczuciu bezpieczeństwa. Sama miłość nie wystarczy, by wychować dziecko na fajnego człowieka.

I nie skrzywdzić?

Ja nie walczę z ludźmi, którzy chcą mieć dzieci. Ja walczę z tymi, którzy nie myślą o tym, jakie będą konsekwencje tego, że bezmyślnie podchodzą do kwestii rodzicielstwa.

Jako społeczeństwo powinniśmy dołożyć wszelkich starań, żeby dzieci były zaopiekowane. Bo obecnie wydajemy strasznie dużo środków publicznych na, moim zdaniem, mniej istotne sprawy. Młodzi ludzie pracują na śmieciówkach, mają problem z kupieniem własnego mieszkania, a co dopiero zadbaniem o swoje dzieci.

Pamiętasz moment, w którym zacząłeś intensywniej pochylać się nad tematem bezdzietności?

Do moich lat dwudziestych byłem nastawiony na to, że mógłbym mieć dzieci. Myślałem, że byłoby fajnie mieć gromadkę chłopaków. Zawsze mnie ciągnęło, żeby mieć taką swoją bandę, bo jak patrzyłem na moich rówieśników, którzy mieli braci, to trochę im zazdrościłem. Brakowało mi pierwiastka męskiego w mojej rodzinie, bo moja mama i tata rozstali się, kiedy byłem trzylatkiem, i nie miałem wzorca męskiego, więc to na pewno rzutowało na mój dalszy rozwój. Im bardziej byłem świadomy, im bardziej doświadczałem życia, im bardziej wiedziałem, z czym się życie je i jak jest trudno, tym bardziej zmieniało się moje podejście.

Dopiero niedawno dostałem diagnozę ADHD, a wiele wskazuje też na spektrum autyzmu, AuDHD. Przez większość życia nie byłem świadomy tego, że przeżywam wszystko głębiej, że inaczej rozumiem świat, że system edukacyjny nie jest dopasowany do mojego systemu operacyjnego. Miałem bardzo niskie poczucie własnej wartości i stany depresyjne przez to, że wszystkie testy, cały system szkolnictwa są dostosowane do tego, żeby „zakuć i wyrecytować”. Siedzieć grzecznie, cicho i się nie wychylać. Z moim neurotypem jest to totalnie niewykonalne. Moja pamięć robocza jest praktycznie nieistniejąca. System operacyjny mojego mózgu jest radykalnie twórczy, a nie odtwórczy. Do dzisiaj nie potrafię wyrecytować całej tabliczki mnożenia, ale potrafię skonstruować świetny wiersz, piszę felietony, scenariusze teatralne. Tworzę sztukę i obcuję z nią codziennie. Sztuka jest miłością mojego życia. A byłem oceniany za to, jak jestem w stanie zapamiętać datę, wzory matematyczne, wyrecytować formułki i historyczne wydarzenia. Jeśli tego nie potrafiłem z pamięci odtworzyć, to dostawałem pałę. Ale z przedmiotów kreatywnych miałem same szóstki. Mimo to moje poczucie własnej wartości było mierzone tym, że w porównaniu z moimi kolegami i koleżankami z klasy to ja byłem gorszy, bo nie potrafię bezbłędnie odtwarzać informacji na zawołanie.

To też sprawiało, że bardzo nieprzychylnie patrzyłem na opcję posiadania potomstwa, bo myślałem, że jeśli ja przeżywałem tak trudne chwile przez większość życia, to moje dzieci też mogą tego doświadczać. A na to moja wbudowana empatia i wrażliwość nie dają zgody.

Nie chciałem mieć dzieci z samego faktu, że zesłałbym je na świat, który uważam za niebezpieczny i nieprzyjemny. Dla mnie większość życia była bardzo trudna, a relacje międzyludzkie bolesne.

Antynatalizm to dla mnie postawa proobywatelska, polegająca na świadomej rezygnacji z rodzicielstwa na rzecz zaopiekowania się zarówno sobą, jak i otoczeniem, dzięki uwolnionemu czasowi i zasobom, które normalnie spożytkowałbym na bycie rodzicem

Czy ta perspektywa zmieniła się po diagnozie?

Zmieniła się drastycznie od czasu diagnozy. Poznałem swoją instrukcję obsługi i ta wiedza okazała się bezcenna. Nareszcie zrozumiałem sposób, w jakim operuje mój neurotyp. Zmieniło się wszystko, oprócz tego, że nadal nie chcę mieć dzieci. Ale patrzę na nie jeszcze fajniej, z nadzieją. Jestem, o ironio, pedagogiem z wykształcenia, a rozwój młodego umysłu jest dla mnie fascynujący. Pamiętam, jak ja sam się rozwijałem i czym się jarałem. Do dziś mam tę dziecięcą iskrę i ciekawość w sobie. Rozwój technologiczny wpływa na to, że młodzi mają łatwiej niż my pod wieloma względami, np. w edukowaniu się czy ogarnianiu spraw życiowych, ale łatwiej nie zawsze oznacza lepiej. Jak patrzę po znajomych, którzy mają dzieci, a mają podobne neurotypy do mojego, to już widzę, że kiedy musieli wyciąć ze swojego czasu, ze swojej energii, która jest bardzo ograniczona, jeszcze taki spory kawałek zasobów, żeby zaopiekować się dziećmi, żeby zadbać o rodzinę i żeby radzić sobie samemu z własnym rozwojem i z rozwojem tych ludzi najbliższych, to jest kierat.

W tym społeczeństwie to jest kierat, w tym systemie ekonomicznym to jest kierat, w tym systemie rodzinnym to jest kierat, w tych atomowych rodzinach, w których praktycznie sąsiad z sąsiadem tylko mówi sobie „dzień dobry”, to jest kierat.

Inna kwestia jest taka, że wciąż w naszym społeczeństwie brakuje edukacji w temacie antykoncepcji, szczególnie męskiej. Byłem w szoku, jak faceci do mnie pisali, po tym jak dokonałem wazektomii, że pierwszy raz słyszą, że coś takiego jest.

Moja decyzja o tym, że nie chcę mieć dzieci, nie jest decyzją przeciwko komuś

Co jeszcze pisali?

Były takie komentarze, że to kastracja. Hejterzy mówili, że to pozbawienie się męskości. Że hormony przestaną być produkowane, co jest bzdurą. Nawet poszedłem do kliniki, zbadałem sobie poziomy hormonów i publicznie pokazałem, że wszystko mam w normie. Miałem nawet wyższy testosteron, bo kortyzol spadł i byłem spokojniejszy, czułem się świetnie. Bo wazektomia nie powoduje, że jądra przestają działać. Powoduje, że plemniki nie przedostają się do miejsca, z którego mogłyby być pobrane na potrzebę ejakulacji. Moje relacje romantyczne rozkwitły, bo nie było już tego ryzyka wpadki. Sam jestem nieplanowanym dzieckiem i wiem, jak duży wpływ ma intencja i dobre przemyślenie, czy jest się w dobrym miejscu w głowie i w życiu na założenie czy powiększenie rodziny.

Wspominasz o komentarzach i pytaniach, które dostajesz. Jest jakieś, które szczególnie często się przewija?

Dużo osób pisze w celach czysto informacyjnych, pyta, gdzie robiłem zabieg i za ile, czy to boli, czy mogą być powikłania. Staram się edukować mężczyzn i kobiety w tym temacie. Wiele mitów naprostowałem. Wazektomia nie podnosi ryzyka chorób nowotworowych, nie pozostawia nawet blizn. Poza tym jest odwracalna, a nawet gdyby nie była, to można pobrać plemniki na inne sposoby, bo jądra pracują normalnie. Przecięciu ulega jedynie nasieniowód.

Wazektomia ma dla mnie głębsze znaczenie niż tylko przypieczętowanie mojej bezdzietności z wyboru. Chodzi także o dbanie o moje zdrowie i zdrowie mojej partnerki. To możliwość dania jej spokoju od antykoncepcji hormonalnej i np. przywrócenie jej naturalnego cyklu miesięcznego, który jest bardzo ważnym elementem jej zdrowia. Wazektomię zrobiłem też dla swojego świętego spokoju. Posiadanie dzieci przecież nie jest dla mnie celem w życiu, które bardzo kocham. Niemniej kochałbym swoje dzieci gdybym je miał, ale głęboko kogoś kochać nie znaczy automatycznie, że dałbym radę zapewnić im bezpieczny rozwój i obecność. Tego, czego mi wielokrotnie brakowało za młodu.

Od 21 do 23 sierpnia Kino Żeglarz w Jastarni ponownie stanie się miejscem, w którym różnorodność jest wartością, a dialog fundamentem dobrego społeczeństwa. All Inclusive Film Festival wraca z programem filmowym i wydarzeniami, które zapraszają do wspólnego przeżywania opowieści. Jednym z panelistów będzie Karol Zaczyński. Fundacja Hello Zdrowie po raz kolejny objęła wydarzenie swoim matronatem.

plakat zapowiadający All Inclusive Film Festival 2026 - Hello Zdrowie

fot. materiały organizatorów

Powiązane tematy: