Gdy przeziębione dziecko parska, kicha i pokasłuje, jest prawie pewne, że za chwilę parskać będzie pół grupy przedszkolnej lub klasy. Choroba nie wybiera, ale żeby nie podać jej dalej, trzeba wiedzieć, jak kichać. A wy wiecie?
Maluch kaszle i kicha. Pierwszy odruch? Strofujące „zasłoń buzię!”. Nie posłucha – źle, bo za chwilę zarazki osiądą na najbliżej znajdujących się ludziach i przedmiotach (w sklepie na półkach, w szkole na ławkach, w autobusie na poręczach i siedzeniach). Posłucha – wcale nie lepiej, bo w powszechnym rozumieniu zasłonięcie buzi to nakrycie jej dłonią. Potem taka rączka wędruje na klamkę, na blat stołu, do pojemnika z klockami, a z nią wędrują wirusy.
Prawidłowe kichanie (według zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia!) to kichanie w zgięcie łokciowe. Ta część ciała nie tylko doskonale osłoni nos i usta, ale ma przynajmniej jeszcze jedną zaletę. Nie dotykamy wielu rzeczy łokciem, prawda? A gdy nie dotykamy, wirusy nie mają jak rozprzestrzenić się po otoczeniu i zarażać dalej.
Oczywiście kichać i kasłać można w jednorazową chustkę, pod warunkiem, że maluch zdąży ją wyciągnąć z kieszeni i że chusteczka będzie naprawdę jednorazowa, a więc po użyciu natychmiast trafi do kosza, albo w dłoń, jeśli natychmiast umyje się ręce. Ale które dziecko po każdym kichnięciu będzie ochoczo pędzić do łazienki?