„Pierwszoklasistów rodzice powinni motywować, a nie wywierać na nich presję” – mówi psycholożka i pedagożka Sandra Kalista
Rozpoczęcie nauki w szkole oznacza nowy etap w życiu siedmiolatków. Podobnie w życiu ich rodziców, którzy często swój lęk i obawy nieopatrznie przenoszą na dzieci. – To nieprawda, że w pierwszej klasie czeka tylko nauka. Dziecko trzeba wspierać, nie straszyć – podkreśla mgr Sandra Kalista, psycholożka, pedagożka i nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej.
Zmiana równa się stres
Każdy etap w życiu – zarówno dla dziecka, jak i osoby dorosłej – wiąże się z emocjami, zwykle silnymi. Jeśli jest to etap zakończenia przedszkola i rozpoczęcia nauki w szkole podstawowej, dziecko zazwyczaj słyszy, że „skończyła się zabawa”, a teraz czeka je coś trudniejszego: nauka i obowiązki.
– Rodzice i dziadkowie mówią takie słowa, żeby dziecko zmotywować i przygotować do zmian, jednak w większości przypadków te słowa są wypowiadane nieumiejętnie. Mogą wywołać więcej strachu niż ekscytacji – podkreśla mgr Sandra Kalista, która na własne uszy słyszała matkę tłumaczącą swojemu synowi, że skoro idzie do pierwszej klasy, to nie będzie już zabawy, tylko książki. – A to nieprawda – zaznacza psycholożka.
Sandra Kalista /fot. archiwum prywatne
Dlaczego? Jak wyjaśnia mgr Kalista, która sama jest nauczycielką edukacji wczesnoszkolnej, nauka w klasach od 1 do 3 to nie jest wyłącznie siedzenie w podręcznikach.
– Kwestia zabawy w tym wieku pozostaje bardzo ważna dla rozwoju dziecka. Poza tym już przedszkole przygotowuje do nauki w szkole, więc straszenie dziecka po to, aby je zmotywować, działa odwrotnie. W efekcie dzieci zaczynają odczuwać niepotrzebny strach przed nowością. W ten sposób wywołujemy albo potęgujemy u dziecka stres wynikający ze zmiany placówki i wejścia w nowe, obce środowisko – tłumaczy pedagożka.
Umiejętna komunikacja, czyli jaka?
Teoretycznie rodzice czy dziadkowie chcą dobrze. Jednak do tak ważnego etapu w życiu nikogo nie przygotujemy straszeniem, szczególnie gdy to straszenie wiąże się z własnymi trudnymi wspomnieniami przekazywanymi pierwszoklasiście („Gdy szłam/szedłem do szkoły, to strasznie się bałam/em, nie znałam/em nikogo, bardzo tęskniłam/em za mamą, cały dzień przepłakałam/em”). Dziecku takie informacje do niczego nie są potrzebne. Wywołują jedynie strach, a szkoła nie powinna się kojarzyć ze strachem.
Gdzie zatem leży granica pomiędzy dobrą motywacją a presją?
– To kwestia indywidualna. Bardzo ważna jest obserwacja własnego dziecka. Świadomość, co je motywuje, a co demotywuje, bo przecież każdy z nas jest inny. Powinniśmy mówić o pozytywnych stronach zmiany. Umiejętnie komunikować, co dziecko czeka w szkole – podkreśla ekspertka.
Umiejętne komunikaty to m.in. „Poznasz nowe koleżanki i nowych kolegów”, „W szkole dowiesz się wielu ciekawych rzeczy”, „Ja uwielbiałam/em szkołę, zobaczysz, będzie super”. Dobre przygotowanie dziecka do wejścia w szkolną rzeczywistość to również wspólne kompletowanie wyprawki, wybieranie plecaka, zeszytów itp.
Istnieją ponadto uniwersalne wzmacniające słowa oraz zwroty, które powinno słyszeć każde dziecko, zwłaszcza gdy rozpoczyna nowy etap w swoim życiu.
– To zdania, które podnoszą poczucie własnej wartości, które pokazują, że doceniamy najmniejszy wysiłek naszego dziecka, że w nie wierzymy i wiemy, że sobie poradzi – tłumaczy mgr Sandra Kalista.
Dla rodziców to też nowość
Równie ważne jest zapewnienie kilkulatka, że ma w nas oparcie i może się do nas zwrócić z każdym problemem („Jeśli będziesz czegoś potrzebował/a, to jestem, żeby ci pomóc. Przejdziemy przez to razem”). Chodzi o to, żeby dziecko nie czuło, że zostało wrzucone na głęboką wodę samo.
– Warto zbudować w nim przekonanie, że edukację wczesnoszkolną zaczyna razem z rodzicem. W końcu dla rodziców szkoła to też nowa sytuacja; rodzic jak jego dziecko musi wejść w szkolny klimat, można więc powiedzieć: „Te zmiany dotyczą również mnie, jesteśmy w tym razem”. To zapewni dziecku spokój – radzi mgr Sandra Kalista.
Sęk w tym, że w podobnych sytuacjach rodzice nierzadko emocjonują się bardziej niż ich dzieci. Stają się nerwowi, a dziecko te emocje wyczuwa. Niedobrze, jeśli w kilkulatku zakiełkuje myśl: „Ojej, mama martwi się moją szkołą” – wtedy samo zacznie się martwić.
Pierwszoklasista może też usłyszeć rozmowę między dorosłymi („Jaś idzie do szkoły, bardzo się martwię, jak sobie tam poradzi, on jest taki wrażliwy i nieśmiały, a dzieci są okrutne”). Łatwo sobie wyobrazić, jak takie słowa może odebrać dziecko.
Najlepsza metoda? Podejść do tematu normalnie.
– Pójście do szkoły to duże wydarzenie i przedstawiałabym je dziecku jako atrakcyjną przygodę. Mimo wielu obaw rodziców warto pozytywnie motywować dziecko. Nasze obawy i troski być może warto przepracować, przegadać z kimś, kto też – tak jak my swojemu dziecku – doda nam otuchy i nas uspokoi. Przed rodzicem również etap większej samodzielności dziecka i fascynacji rówieśnikami, to naturalne. Warto jednak wciąż być obok, obserwować swoje dziecko i zawsze je wspierać – sumuje psycholożka.
Mgr Sandra Kalista – psycholożka, pedagożka, nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej, trenerka umiejętności społecznych. Pracuje z dziećmi przedszkolnymi i wczesnoszkolnymi. Prywatnie mama dwóch brzdąców.
Zobacz także
Nie zwalniaj dziecka z WF-u! To się może źle skończyć
„W szkole uczą, kiedy był chrzest Polski i hołd pruski, ale nie tego, jak się bronić i jak stawiać granice” – mówi Emil Bekier, ofiara prześladowania
Bóle menstruacyjne uzasadnionym powodem do opuszczenia lekcji w szkole? Walczy o to ojciec trzech córek
Polecamy
„Mam wspomnienie strasznego pragnienia”. Pokolenie 30- i 40-latków o tym, czego brakowało im w szkole
Wojtek Sawicki o nowym filmie Disneya: „Rzeczy, których nie spodziewałem się dożyć”
„Ten pan już tak ma” – słyszały uczennice zgłaszające nauczycielom molestowanie ze strony wuefisty
Tęczowy Piątek po nowemu. Warsztaty z języka inkluzywnego, przychylność dyrektorów szkół i otwartość małych miasteczek
się ten artykuł?