Za wzorową frekwencję ucznia rozumie się 100 proc. obecności na zajęciach lekcyjnych. Uczeń, który będzie na każdych zajęciach, może liczyć na bonusy, które będą wyglądać różnie w zależności od szkoły. Może to być nagroda rzeczowa, dyplom, dodatkowe punkty z zachowania czy też list pochwalny do rodziców.
„Czy nagradzanie uczniów za stuprocentową frekwencję jest w porządku?” – takie pytanie zadali autorzy profilu Stowarzyszenie Umarłych Statutów.
„Mamy prawo być nieidealni”
„Wydawałoby się, że wszystko spoko — ktoś chodził do szkoły, nie omijał żadnych lekcji, nie wagarował. Super, nagrodźmy go!” – piszą na wstępie.
Ale czy na pewno? I zaraz wyjaśniają, co tak naprawdę oznacza 100 proc. frekwencji w szkole.
„Oznacza, że taka osoba: nie utknęła nigdy na zbyt długo w autobusie stojącym w korku, nie wstała z rana ze złym samopoczuciem wymagającym pozostania w domu, a każdą chorobę pokonywała zawsze w jedno popołudnie (no, ewentualnie w weekend), przez co wizyty u lekarzy nie były nigdy potrzebne, a jeśli nawet — to oczywiście wszyscy specjaliści dostępni byli po szkole lub w dni wolne” – ironizują.
I podkreślają, że każdy ma prawo do gorszego samopoczucia. Przeziębiony uczeń powinien zresztą zostać w domu, żeby nie zarażać innych. Czasem są to sprawy rodzinne, na przykład pogrzeb bliskiej osoby. Zdarzają się też sytuacje losowe, które uniemożliwią mu dotarcie do szkoły.
„Nagradzanie za to, że ktoś w danym roku szkolnym ani razu nie zachorował lub nie musiał nigdzie wyjechać nie przynosi żadnych pozytywnych skutków” – podkreślają.
Podają przykłady pilnych uczniów, którzy z przyczyn od nich niezależnych musieli zostać w domu: obowiązkowego ucznia zatrzymała w domu kwarantanna w pandemii, a uczennicę, która również zawsze była na lekcjach, nagła gorączka.
„Jak (oni- red.) będą patrzeć na osobę, której przyznawana jest nagroda za 100 proc. frekwencji? Czy oczekujemy, że pomyślą: 'No w przyszłym roku to już na pewno ani razu nie zachoruję i nie wyjadę na pogrzeb żadnego wujka i to ja otrzymam tę nagrodę!’? Czy tego chcemy od uczniów? Czy w ten sposób kreujemy postawę dbania o swoje zdrowie (zarówno fizyczne, jak i psychiczne)?” – pytają retorycznie.
Autorzy posta pokusili się o gorzkie wnioski.
„Oczekiwanie i nagradzanie stuprocentowej frekwencji nie kreuje odpowiedzialnych młodych ludzi. Za to wymaga nieosiągalnej perfekcji, stania się idealnymi, nieskazitelnymi robotami” – napisali.
Ich zdaniem, w życiu nie chodzi o to, aby dążyć do „robotycznej” doskonałości.
„Wszyscy potrzebujemy wiedzieć, że mamy prawo być nieidealni” – podsumowują swoje przemyślenia.
Rolki
Stowarzyszenie Umarłych Statutów – co to za profil?
Stowarzyszenie Umarłych Statutów jest pierwszą i największą w Polsce organizacją bezpośrednio broniącą interesów uczniów. Jego założycielem i prezesem jest Łukasz Korzeniewski, student prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, autor poradników z zakresu prawa oświatowego.
O sobie piszą: „Przyświeca nam cel rozpowszechniania wśród polskiej braci uczniowskiej wiedzy o jej prawach i sposobach ich ochrony, pomocy w indywidualnych przypadkach oraz lobbowania za zmianami w prawie czyniącymi polską szkołę wolną od bezprawia i skutecznie przygotowującą do życia w XXI wieku”.
Są aktywni w social mediach. Ich profil na Facebooku obserwuje prawie 27 tys. osób. Jak piszą, wizją szkoły, do której dążą, jest szkoła odpowiedzialnie i prawidłowo przygotowująca młodego człowieka do dorosłego życia.
Rozwiń