Przejdź do treści

Edukacja zdrowotna obowiązkowa od września, ale bez wiedzy sek*ualnej. Kasia Koczułap: „To absurdalne”

uczennice w trakcie lekcji, przed nimi stoi nauczycielka - Hello Zdrowie
Fot. Getty Images
Podoba Ci
się ten artykuł?

Ministerstwo Edukacji Narodowej przekazało długo wyczekiwaną decyzję. Uczestnictwo w edukacji zdrowotnej będzie obowiązkowe od nowego roku szkolnego, ale… komponent o wiedzy seksualnej pozostanie nieobowiązkowy. Poświęcona jej zostanie jedynie jedna lub dwie godziny lekcyjne w całym roku. „To, że edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa, to oczywiście bardzo dobrze, ale to, że wyrzucają z niej tematykę seksualności, to bardzo, bardzo źle” – komentuje edukatorka seksualna Kasia Koczułap. „To jest po prostu przyznanie racji przeciwnikom edukacji seksualnej, którzy mówią, że to jest kwestia światopoglądu, opinii, że to jest problematyczne, kontrowersyjne” – zauważa.

Wyczekiwana decyzja MEN

Edukacja zdrowotna, która zastąpiła przedmiot wychowanie do życia w rodzinie, pojawiła się w programie nauczania w roku szkolnym 2025/2026 jako przedmiot nieobowiązkowy. Do tej pory toczyły się dyskusje, czy tak ma pozostać, czy jednak obecność uczniów na zajęciach powinna być obligatoryjna. Przeciwne obowiązkowości były środowiska kościelne i prawicowe, które opowiadały się za tym, że decyzję powinno pozostawić się rodzicom. W końcu Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło długo wyczekiwaną decyzję.

„Edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa od 1 września. Tak jak planowaliśmy, od klasy czwartej w szkole podstawowej i dwa lata w szkołach ponadpodstawowych, w zależności od wyboru danej szkoły” – mówiła 9 kwietnia na antenie TVN24 ministra edukacji Barbara Nowacka.

Jak dodała, przedmiot ten będzie podzielony na dwie części: stricte edukację zdrowotną, na której uczniowie będą uczyć się m.in. o higienie, ruchu, zdrowiu psychicznym i odżywianiu, oraz wiedzę o zdrowiu seksualnym. Drugi komponent będzie nieobowiązkowy i będzie stanowił 1/10 treści zawartych w edukacji zdrowotnej. W praktyce to zaledwie jedna lub dwie godziny lekcyjne na cały rok szkolny. Skąd taka decyzja?

„Respektując pewne konstytucyjne uwarunkowania i bardzo dużą presję części środowisk, że chcą móc decydować, czy ich dzieci dowiadują się o zdrowiu seksualnym z fachowego źródła, czyli od nauczyciela, czy wolą zostawić dzieci albo swojej wiedzy lub internetowi, te jedna lub dwie godziny w roku – w zależności, jak eksperci przygotują program – będą do decyzji rodziców” – wyjaśniała ministra.

Barbara Nowacka powołała zespół ekspercki, który przeanalizuje dotychczasową podstawę programową edukacji zdrowotnej i wskaże szczegółowe treści, które będą nieobowiązkowe – podaje PAP. W jego skład weszli:

  • Zbigniew Izdebski – koordynator zespołu, pedagog i seksuolog,
  • Antonina Kopyt – psycholożka i edukatorka seksualna i zdrowotna, autorka strony „WDŻ dla zaawansowanych”,
  • Aleksandra Lewandowska – konsultant krajowa w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży,
  • Joanna Napierała – prawniczka, przewodnicząca Państwowej Komisji ds. przeciwdziałania wykorzystaniu seksualnemu,
  • Dariusz Samborski – członek Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej.

To oni zdecydują o tym, jaki kształt będzie miał komponent o zdrowiu seksualnym.

Na zdjęciu nogi nastolatków, tekst o tym, że młodzież nie używa prezerwatyw

Kasia Koczułap: „Absurdalne”

Zmiany dotyczące edukacji zdrowotnej w szkołach skomentowała na swoim profilu na Instagramie @kasia_co_z_tym_seksem edukatorka seksualna Kasia Koczułap.

To, że ona będzie obowiązkowa, to oczywiście bardzo dobrze, ale to, że wyrzucają z niej tematykę seksualności, to bardzo, bardzo źle” – podkreśla. „To jest po prostu przyznanie racji przeciwnikom edukacji seksualnej, którzy mówią, że to jest kwestia światopoglądu, opinii, że to jest problematyczne, kontrowersyjne” – dodaje.

Według Koczułap decyzja o tym, że komponent o edukacji seksualnej będzie nieobowiązkowy, jest jednoznaczna z przyznaniem, że temat seksualności nie jest tematem dotyczącym zdrowia. A to, jak podkreśla, jest absurdalne.

„Barbara Nowacka WPROST przyznała, że na decyzję miała wpływ presja pewnych środowisk… Czyli nie fakty, nie rekomendacje ekspertów_ek, ale presja środowisk. I podobno też konstytucja, ale nauczanie o seksualności nie stoi w sprzeczności w wolnością konstytucyjną rodziców do wychowywania dzieci w zgodzie z własnymi przekonaniami, bo edukacja seksualna to nie jest kwestia przekonań” – pisze ostro w swoim wpisie edukatorka.

Do wyświetlenia tego materiału z zewnętrznego serwisu (Instagram, Facebook, YouTube, itp.) wymagana jest zgoda na pliki cookie.Zmień ustawieniaRozwiń

Ministra edukacji w rozmowie z TVN24 podkreśliła, że będzie zachęcała rodziców, żeby zapisywali swoje dzieci na wiedzę o zdrowiu seksualnym, bo „jest tak samo ważna, jak wiedza o każdym innym fragmencie zdrowia”. Zapytana o to, czy uznaje za błąd, że zgodziła się, by był to przedmiot nieobowiązkowy, odparła:

„Nie miałam wyjścia. Jeżeli jest to decyzja na szczeblu wysokim w rządzie, to minister musi się tej decyzji podporządkować”.

Nawet jeśli Barbarze Nowackiej udałoby się przekonać rodziców do modułu o wiedzy seksualnej, to wciąż zasadne pozostaje pytanie, ile wiedzy z obszaru edukacji seksualnej można przekazać na jednej czy dwóch godzinach lekcyjnych. I jakimi kryteriami kierować się przy wyborze, co wyrzucić z programu, żeby zmieścić się w czasie.

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Powiązane tematy:

i
Treści zawarte w serwisie mają wyłącznie charakter informacyjny i nie stanowią porady lekarskiej. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem.
Podoba Ci
się ten artykuł?