Polacy są zanurzeni w języku przemocy. „Takie mamy wzorce, tak zostaliśmy wychowani”
– W moim gabinecie słyszałam wiele historii, w których osoba, która odważyła się powiedzieć o przemocy, słyszała: „to po co z nim jesteś?”, „jak mogłaś do tego dopuścić?”, „ty, taka mądra, i z takim człowiekiem?”. To nie jest pomoc, tylko społeczny wyrok – opowiada psychoterapeutka i ekspertka NVC, Agnieszka Kozak.
Kiedy mówimy o języku w relacjach, pojawia się pytanie: jak to się dzieje, że bliscy potrafią mówić do nas słowa, które ranią?
Myślę, że w dużej mierze dlatego, że jesteśmy „zanurzeni” w języku przemocy i takie też mamy wzorce językowe. Przemocowe zachowania często otrzymujemy „w pakiecie” z wychowaniem i kulturą. Są one tak powszechne, że przestajemy je rozpoznawać jako przemoc. Kiedy prowadzę warsztaty z Porozumienia Bez Przemocy (NVC – Nonviolent Communication) i pokazuję różne formy nadużyć słownych, ludzie bywają zaskoczeni. Często słyszę: „przesadzasz”, „to nie przemoc”. To pokazuje, jak bardzo mamy przesunięte granice.
A fraza „nie przesadzaj” ma ukrytą warstwę. Kryje się w niej przekaz: „nie czuj”, „nie nadawaj temu znaczenia”, „nie zajmuj się tym”. Oznacza też, że lepiej przemilczeć, żeby nie robić kłopotu sobie i innym. Postanawiamy zatem milczeć i na wiele lat zostajemy we własnej głowie. Jeśli słyszymy to od dziecka, uczymy się, że nie możemy mówić o swoim bólu. Często czujemy, że coś jest nie w porządku, ale nie umiemy tego nazwać. Wszyscy wiemy, że rzeczy nienazwane nie istnieją – przestają więc istnieć nie tylko dla świata, ale też dla nas. A wtedy trudno się chronić i stawiać granice.
Te słowa z pozoru brzmią niewinnie, a jednak mogą być przemocowe. Dlaczego?
Dzieje się tak, ponieważ są społecznie akceptowane, a jednocześnie potrafią odbierać sprawczość. Rozumiem intencje ludzi, którzy je wypowiadają – chcą w pewien sposób ulżyć innym w cierpieniu, możliwe, że dlatego, że sami nie wytrzymują tego cierpienia i nie mają dostępu do własnych trudnych uczuć. Tylko że my nie umiemy „nie przejmować się” na zawołanie. Jeśli od dzieciństwa słyszymy: „nie przejmuj się”, uczymy się odłączać od uczuć, a tym samym powoli oddzielać od siebie. Sami siebie zaczynamy przekonywać, że nie mamy prawa tak czuć, dlatego potem tak łatwo innym jest wmówić nam, że to, co czujemy, nie jest prawdą. A ból nie znika – zaczyna krążyć w relacjach. I wtedy robimy to, co najłatwiejsze: oddajemy ból dalej.
Czyli: „jak mnie boli, to niech kogoś też boli”?
Tak, niestety. To mechanizm, który można często zaobserwować. Zamiast przeżyć swój ból i dostać wsparcie, człowiek szuka ulgi. Ta bywa mylona z odzyskaniem kontroli. I wtedy pojawia się przemoc: słowna, emocjonalna, czasem fizyczna. To nie znaczy, że „wszyscy są źli”. Wielu ludzi po prostu nie zna innego języka.
Wracając do poprzedniego wątku: gdy ktoś mówi do nas „nie przejmuj się”, wolałabym, żeby zapytał: „dlaczego się tym przejmujesz?” albo „dlaczego cię to porusza?”. My nie umiemy mądrze towarzyszyć osobie skrzywdzonej, nie wierzymy, że czasami wystarczy samo bycie, bez mówienia.
Pamiętam kobietę, która przyszła z córką na mój warsztat o złości – o tym, co się pod nią kryje i jak ją wyrażać. Na koniec zajęć matka powiedziała do córki: „Chcę cię przeprosić. Dopiero teraz rozumiem, że byłam przemocowa”. A potem dodała: „Ale ja inaczej nie umiem. I jak wrócimy do domu, nie zmienię się w dwa dni”. To było bardzo poruszające, bo ta kobieta miała 64 lata i naprawdę zobaczyła: „ja nie mam narzędzi”. Nikt jej tego nie nauczył.
Tu pojawia się wątek gaslightingu, czyli ranienia innych. Jak go rozpoznać i czy zawsze jest świadomy?
Nie zawsze. Czasami ludzie odpowiadają: „to przecież ironia”, „ja tak mam”, „zawsze tak było”. Jeśli ktoś sam od dziecka doświadczał unieważniania swoich uczuć, będzie to robił wobec innych. A to, o czym teraz rozmawiamy, uzna za “przesadę” i “wyolbrzymianie problemu.”
Dlatego na pytanie „czy ‘nie przejmuj się’ to zawsze gaslighting?” odpowiadam: to zależy. Jeśli jest wypowiadane w kontekście: „nie mów o tym”, „przestań to czuć”, „to nieważne” – może być elementem gaslightingu, bo ktoś odbiera ci prawo do interpretowania własnego doświadczenia. A jeśli ktoś mówi: „widzę, że ci ciężko, chcesz o tym pogadać?” lub “co mogę zrobić, żeby cię to mniej bolało?” – to zupełnie inny komunikat, nawet jeśli dotyka tematu „przejmowania się”.
Ustalmy, czym jest przemoc. Gaslighting to rodzaj przemocy psychicznej i emocjonalnej, w której druga osoba podważa sposób postrzegania rzeczywistości i „status ja” ofiary. Chodzi o odbieranie poczucia wartości, zaufania do siebie i deprecjonowanie. Osoba skrzywdzona dosłownie się „kurczy”, słysząc słowa, które ją niszczą. Sprawca lub sprawczyni potrafi mówić: „beze mnie sobie nie poradzisz”, „nikt cię nie chciał”, „jesteś śmieciem”, „to ja cię utrzymuję”, „wzięłam cię z litości”.
Wspomniała pani, że nie umiemy towarzyszyć osobie skrzywdzonej.
Tak, bo zamiast wsparcia dajemy często ocenę. W moim gabinecie słyszałam wiele historii, w których osoba, która odważyła się powiedzieć o przemocy, słyszała: „to po co z nim jesteś?”, „jak mogłaś do tego dopuścić?”, „ty, taka mądra, i z takim człowiekiem?”. To nie jest pomoc, tylko społeczny wyrok. Dlatego wiele ofiar milczy i nie ujawnia przemocy. Wolą udawać, że wszystko jest w porządku. Cena za mówienie bywa zbyt wysoka.

Agnieszka Kozak, fot. Masza Kubiak
I to milczenie często sprawia, że kobiety wracają do oprawcy. Co się wtedy dzieje?
To destrukcyjne zarówno dla osoby, która tego doświadcza, jak i dla jej otoczenia. Kiedy ktoś przez lata słyszy, że ona lub on jako osoba „nic nie znaczy”, zaczyna wierzyć, że naprawdę jest bezradny. Ofiary czują wstyd i boją się, że nikt im nie uwierzy, bo przecież partner lub partnerka to „taki miły człowiek”.
Jak wyjść z tego impasu?
Najtrudniejsze dla ofiar przemocy jest odzyskanie zaufania do siebie. Uznanie przemocy to jedno, ale dla mnie kluczowe w procesie odzyskiwania poczucia wartości jest zrozumienie, że nie da się odebrać człowiekowi godności. Można ją na chwilę podeptać, ale podeptane 100 zł nadal ma tę samą wartość. Wartość człowieka jest nienaruszalna.
Osoby doświadczające przemocy najbardziej potrzebują wspierających słów, aby mogły budować własne zasoby. Gdy mówimy: „poradzisz sobie”, warto powiedzieć konkretnie, co ta osoba może zrobić, by stanąć na nogi. Można nazwać cechy charakteru, które jej w tym pomogą.
”Podam przykład mojej babci. Wracałam późno do rodzinnego domu, ponieważ pokonywałam drogę z Lublina pod Szczecin. Ona siedziała w kuchni, odmawiała różaniec i kiedy wchodziłam mówiła: „Dziecko, jak ty źle wyglądasz… ale dobrze, że jesteś”. Złościłam się, bo chciałam usłyszeć coś miłego. Po latach zrozumiałam, że mówiła: „kocham cię”, „cieszę się, że jesteś bezpieczna”. Taki miała język.”
Warto przemóc wstyd i poszukać wsparcia na zewnątrz?
Oczywiście. Pierwszy krok to nazwanie tego, co się dzieje i wyjście z poczucia winy. W przemocy bardzo łatwo przejąć narrację sprawcy: „to moja wina”. A jeśli w to wierzę, próbuję „naprawiać siebie”, zamiast się chronić.
Drugi krok to szukanie ludzi, którzy potrafią wspierać, a nie oceniać. I ważne jest, by nie była to „grupa wsparcia w biedzie”, tylko przestrzeń budująca siłę: „co jest we mnie dobre?”, „co mi się już udało?”. My jesteśmy „ubrani w słowa”. Nazywajmy zasoby bliskich – mówmy, co w niej widzimy dobrego, i pozwólmy jej „rozepchać się w sobie”, jak mówi mój kolega coach Zbyszek Rećko. To wzmacniający język. Jeśli przez lata ktoś słyszał: „jesteś niczym”, potrzebuje wielu komunikatów, by mózg w ogóle dopuścił inną wersję rzeczywistości.
To prowadzi nas do NVC. Wiele osób myśli, że „komunikacja bez przemocy” oznacza „bycie miłym” albo „unikanie konfliktów”. O co w tym naprawdę chodzi?
W Porozumieniu Bez Przemocy chodzi o mówienie z poziomu siły i godności. O świadomość tego, kim jestem, gdzie są moje granice i na co się zgodzę, a na co nie oraz o to, że podejmuję decyzje z poziomu potrzeb, a nie lęku.
Dla mnie esencją NVC jest też tłumaczenie intencji. Nie tylko mówię „chcę”, ale komunikuję, dlaczego to jest dla mnie ważne. Na przykład: ktoś zaprasza mnie na wykład i mówi: „masz 35 minut”. Chcę tam wystąpić, ale wiem, że w tym czasie nie da się uczciwie przedstawić ważnego zagadnienia. Komunikacja w duchu NVC polega wtedy na powiedzeniu: „ważne są dla mnie jakość, kompetencja i uczciwość. Jeśli mam zadbać o te wartości i poprowadzić merytoryczny wykład, potrzebuję godziny”. To nie jest upór „bo tak”, tylko komunikacja „po co”. NVC pozwala dbać o szacunek do siebie i daje „ramę bezpieczeństwa”, pomagając wyjść z sytuacji typu: „domyśl się”, „robimy tak, bo zawsze tak było”.
Czyli: mniej domysłów, więcej sensu?
Tak. Jeśli powiem: „chcę mieć tekst wcześniej do autoryzacji”, ktoś może to zinterpretować jako kontrolę lub brak zaufania. A gdy powiem: „chciałabym autoryzować tekst, bo zależy mi na bezpieczeństwie i biorę odpowiedzialność za przekaz”, druga osoba słyszy intencję. I wtedy łatwiej o współpracę.
Intencje, jasna komunikacja. Co jeszcze jest ważne w NVC?
Uczymy się „języka żyrafy”, to metafora komunikatów serca i potrzeb – ujawniania tego, co naprawdę czuję i czego potrzebuję. Zagraniczni nauczyciele metody mówią, że żyrafa to zwierzę, które “konfrontuje”, a nie wchodzi w konflikty. Dlatego w NVC tak ważna jest umiejętność zadawania pytań. Coraz częściej boimy się dopytywać, bo wymaga to wytrzymania czyjegoś niezadowolenia.
Jakiś czas temu opublikowałam zdjęcie zrobione przez fotografkę Maszę Kubiak. Kiedy ktoś napisał, że pięknie wyglądam, odpowiedziałam: „wiem”. Usłyszałam, że jestem pewna siebie. Zapytałam więc: „co w tym złego?”. Często wtedy ludzie mówią, że zaskoczyła ich ta odwaga.
A jak rozróżnić potrzeby od próśb w NVC? Ludzie często mówią: „potrzebuję kawy”, „potrzebuję z tobą porozmawiać”.
Potrzeby są mylone ze strategiami. „Potrzebuję kawy” oznacza chęć odpoczynku i napicia się kawy. „Potrzebuję porozmawiać” to działanie, nie potrzeba. Potrzeby są głębiej: odpoczynek, bliskość, zrozumienie, bezpieczeństwo. Gdy znam potrzeby, jako ważne dla mnie jakości, mogę znaleźć różne strategie – czyli działania je zaspokajające.
Dlatego warto pytać: dlaczego chcę z tobą porozmawiać? Co się za tym kryje – potrzeba bliskości, relacji, a może lęk i niepokój? Doprecyzowanie tego zmienia jakość komunikacji.
Jeśli mówię: „chcę z tobą porozmawiać”, a ktoś odpowiada: „dziś nie mam czasu”, mogę usłyszeć: „nie jestem ważna”. Gdy powiem: „czuję niepokój i zależy mi na naszej relacji, chciałabym dziś znaleźć chwilę na rozmowę”, rośnie szansa na empatyczną odpowiedź, na przykład: “chętnie z tobą porozmawiam, ale mogę zaproponować jutrzejsze popołudnie, ponieważ dzisiaj już jestem umówiona”.
A co zrobić, gdy po wyjściu z relacji przemocowej i nauczeniu się stawiania granic otoczenie reaguje zarzutami („zmieniłaś się”, „jesteś niemiła”)? Czy warto dalej utrzymywać takie relacje, czy lepiej zmienić środowisko?
Warto dopytywać i konfrontować: „co dokładnie jest niemiłe?”, „co konkretnie się zmieniło?”, „dlaczego to ci przeszkadza?”. Często okazuje się, że problemem nie jest nasze zachowanie, tylko to, że przestaliśmy się zawsze zgadzać. To nie jest bycie niemiłym, tylko stawianie granic. W NVC chodzi o mówienie wprost oraz o gotowość wytrzymania czyjegoś niezadowolenia.
Jeśli relacja opierała się wyłącznie na uległości, zmiana może ją zachwiać – i to jest ważna informacja. Nie zawsze trzeba od razu zrywać kontakt, ale warto sprawdzić, czy druga strona jest gotowa na naszą zmianę. A jeśli nasze potrzeby są stale podważane, zmiana środowiska może być formą dbania o siebie, a nie porażką.
Co z zarzutem: „NVC jest sztuczne”?
Na początku – tak. Jak każdy nowy język. Ucząc się na przykład włoskiego, najpierw składamy zdania „jak z klocków”, a potem mówimy płynnie. Z NVC jest podobnie: uczymy się wypowiadać słowa, okazywać uczucia, potrzeby i wartości. Brzmi to sztucznie, bo na co dzień tych słów nie używamy. Za to świetnie umiemy wyrażać pretensje i oceny.
”Przemocowe zachowania często otrzymujemy „w pakiecie” z wychowaniem i kulturą. Są one tak powszechne, że przestajemy je rozpoznawać jako przemoc. Kiedy prowadzę warsztaty z Porozumienia Bez Przemocy (NVC – Nonviolent Communication) i pokazuję różne formy nadużyć słownych, ludzie bywają zaskoczeni. Często słyszę: „przesadzasz”, „to nie przemoc”. To pokazuje, jak bardzo mamy przesunięte granice.”
A co, jeśli otoczenie reaguje śmiechem – zwłaszcza w środowiskach, gdzie trzeba być „twardym”?
To częsty lęk: „wyśmieją mnie”. Lubię wtedy zapytać: „czy to kiedykolwiek wydarzyło się naprawdę?”. Najczęściej odpowiedź brzmi: „nie twarzą w twarz”. Często boimy się scenariuszy, które istnieją tylko w naszej głowie.
A jeśli ktoś reaguje śmiechem, wracamy do „języka żyrafy”: pytamy: „co dokładnie jest dla ciebie śmieszne?”, „co cię w tym porusza?”. To także umiejętność wytrzymania czyjegoś dyskomfortu.
Wątek pokoleniowy też jest ważny. Co mogą zrobić starsze osoby, które mówią: „wiem, że ranię, ale inaczej nie umiem”?
Mogą pogłębiać wiedzę – sięgać po książki, webinary, warsztaty. A my, młodsi i bardziej świadomi, możemy robić jeszcze jedną rzecz: odkodowywać. Rozumieć, że czasem „ostry” komunikat bywa czyimś językiem troski.
Podam przykład mojej babci. Wracałam późno do rodzinnego domu, ponieważ pokonywałam drogę z Lublina pod Szczecin. Ona siedziała w kuchni, odmawiała różaniec i kiedy wchodziłam mówiła: „Dziecko, jak ty źle wyglądasz… ale dobrze, że jesteś”. Złościłam się, bo chciałam usłyszeć coś miłego. Po latach zrozumiałam, że mówiła: „kocham cię”, „cieszę się, że jesteś bezpieczna”. Taki miała język.
A gdyby miała pani wskazać jedną drobną zmianę w języku, która może poprawić relacje?
To zdanie: „Zależy mi” – na tobie, na tej relacji, na porozumieniu. Ono przenosi nas w sferę bliskości. Trudniej odpowiedzieć pretensją, gdy słyszy się, że komuś zależy. To też odwaga – przyznanie się, że mi zależy, odsłania mnie. Często wolimy udawać obojętność, niż zaryzykować odrzucenie. A relacje nie budują się na obojętności. Ich fundamentem są szczerość, intencja i jasny język.
Zobacz także
„Nie ma wieku, w którym nie warto udać się do psychologa czy psychoterapeuty” – o różnych obliczach przemocy wobec dziecka i ich konsekwencjach w dorosłości mówi psycholożka Justyna Radulska
„Nie powtórzę historii mojej matki, bo wiem, jak się skończyła”. Anna Rusowicz o doświadczeniu przemocy psychicznej
Marta Krzysztoń: „Regularne i opresyjne ingerowanie w stany drugiego człowieka, w tym unieważnianie jego emocji, jest przemocą”
Polecamy
DARVO, czyli jak sprawca robi z siebie ofiarę. Poznaj mechanizm i naucz się bronić
Dr Izabela Kaźmierczak: „Nie każdy smutek to depresja, ale każdy smutek coś mówi”
Magdalena Wiatrowska: „Myśl ‘nie lubię swojego dziecka’ nie czyni z nikogo złego rodzica”
Beata Biały: „Wstyd nie krzyczy, on szepcze. To jedna z najbardziej podstępnych emocji”
się ten artykuł?