Przejdź do treści

„Po pięćdziesiątce nie oddamy żadnego dnia”. Jak nie bać się starości, złapać dystans i doceniać każdą chwilę

50-letnia zadowolona kobieta leży na kanapie i przegląda telefon - Hello Zdrowie
"Po 50. bardzo sobie cenimy ten czas, który mamy, bo widzimy z przodu datę ważności" / Fot. Adobe Stock
Podoba Ci
się ten artykuł?

„Po 50. bardzo sobie cenimy ten czas, który mamy, bo widzimy z przodu datę ważności. I wiemy, że każdy dzień jest na wagę złota i tak łatwo go nie oddamy”  – mówiła niedawno w rozmowie z Karoliną Wierzbińską Izabela Pajor, influencerka 50+. Czy w naszych czasach wejście w piątą dekadę życia stało się nowym kamieniem milowym? Czy to czas zmian, czy podsumowań? Wreszcie, czy ta mityczna pięćdziesiątka faktycznie ma jakieś znaczenie?

Czasy przesunięcia

W ostatnich dekadach wszystko dzieje się później. Później wyprowadzamy się od rodziców, zakładamy rodziny, rodzą się nam dzieci, później osiągamy pełnię możliwości zawodowych i społecznych. Czy jest w tym wszystkim miejsce na analizowanie upływającego czasu?

– Jestem przekonana, że w ostatnich 15-20 latach pięćdziesiątka stała się dawną czterdziestką. Jesteśmy bardziej aktywne, bardziej świadome. Mamy też jeszcze przed sobą perspektywę wielu lat aktywności. Nie żegnamy się z życiem i nie myślimy jeszcze o emeryturze, ale z drugiej strony mamy takie poczucie, że to czas, kiedy w końcu możemy skupić się na sobie, że to czas na drugi start – potwierdza moje przemyślenia psycholożka Dorota Minta.

Dorota Minta - Hello Zdrowie

Dorota Minta / fot. archiwum prywatne

„Wiek to tylko liczba, nieważne, ile masz lat, życie zaczyna się po 50.” – zdają się dziś krzyczeć media społecznościowe, pełne motywujących bon motów dla osób zbliżających się do tej granicy. Z drugiej strony, nieubłagana machina marketingowa, pokładająca duże nadzieje w dochodach silver generacji, podsuwa jej bardzo stereotypowe propozycje: kremy przeciwzmarszczkowe, farby koloryzujące, leki na nietrzymanie moczu i skrzypiące stawy (by mieć siłę bawić się z wnukami, pytanie tylko, jak dużo osób w tym wieku ma już wnuki).

kilka pokoleń kobiet, grafika AI - Hello Zdrowie

Czy jest się czego bać?

– Z moich doświadczeń wynika, że kobiety, które przekroczyły 50. albo nawet 60., już wiedzą, że jest ok i nie ma czego się bać. Tymczasem obserwuję w mediach społecznościowych i wokół mnie, że to raczej obecne czterdziestolatki czują lęk przed tymi czekającymi je chorobami. To jest niewiarygodne, bo żyjemy w czasach, kiedy widzimy masę celebrytek, aktorek, influencerek w wieku 50-60-70+, które są silne, piękne, mądre, aktywne i wcale nie są stare. Myślę, że 40-latki boją się starości, bo jej nie znają – mówi Ela Hübner, autorka bloga „Fajna baba nie rdzewieje”, jednego z pierwszych, które powstały z myślą o pokoleniu silver w czasach, kiedy mało się jeszcze o nim mówiło.

Elżbieta Hubner - Hello Zdrowie

Elżbieta Hubner / Fot. archiwum prywatne

Nie ma wątpliwości, że jednym z głównych powodów strachu przed starością jest presja społeczna. Media, reklamy, popkultura — wszędzie promuje się młodość jako najwyższą wartość, a starzenie się pokazuje jako coś, co należy za wszelką cenę opóźnić lub ukryć. W świecie, gdzie wszyscy są młodzi i piękni, starzenie się przedstawiane jest jako utrata atrakcyjności czy energii. „W dyskursie publicznym wydłużanie się ludzkiego życia często jest przedstawiane jako jeszcze jeden niepokojący trend, w jednym szeregu z ociepleniem klimatu i nierównościami ekonomicznymi, a dyskusji towarzyszą sformułowania typu 'siwe tsunami’  albo 'tykająca bomba zegarowa'” – napisał Carl Honoré w książce „Siła wieku. Szczęśliwe życie w epoce długowieczności”. Brytyjski autor napisał tę książkę dla siebie, by oswoić czas, którego jako trzydziestolatek bardzo się bał („bo przecież 50-latek to staruszek nad grobem, ludzie tak długo nie żyją”). Jego zdaniem dobrze byłoby, gdyby przeczytali ją także 30-latkowie, bo nie ma sensu bać się dojrzałości, która i tak przyjdzie, lepiej skupić się na tym, by zadbać o nią już teraz.

Tiffany Watt Smith - Hello Zdrowie

„Silver tsunami” już tu jest

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, liczba Polaków powyżej 50. roku życia zbliża się do 15 milionów, co stanowi prawie 40% populacji. Jak się szacuje, obecni czterdziestolatkowie dożyją czasów, kiedy osób starszych będzie prawie 50 procent. Czy tego chcemy, czy nie, to zjawisko będzie miało ogromny wpływ na nasze życie. Wpłynie na rynek pracy, który będzie musiał docenić i szanować dojrzałego pracownika, dla opieki zdrowotnej, bo zapotrzebowanie na usługi medyczne będzie większe. Zmieni się też rynek dóbr i usług – wzrośnie popyt na produkty dla osób starszych, takie jak zdrowa żywność, z pewnością rozwiną się też technologie ułatwiające życie codzienne, inne oczekiwania staną przed branżą turystyczną czy rekreacyjną.

Z pewnością zmienią się także relacje międzyludzkie – siłą rzeczy konieczna będzie większa integracja międzypokoleniowa, zarówno na poziomie rodziny, jak i grup zawodowych. „Moja praktyczna wskazówka brzmiałaby tak: żeby w życiu towarzyskim otworzyć się na osoby starsze od siebie, starać się utrzymywać z nimi kontakty. Bo często jest tak, że ludzie przebywają tylko ze swoimi rówieśnikami, co powoduje, że mają ograniczoną perspektywę, budują sobie nieprawdziwe wyobrażenia na temat późniejszego wieku. Gdyby mieli możliwość porozmawiać z seniorami na temat tego, jak wygląda ich życie, wyleczyliby się z tego lęku – mówił Carl Honoré w jednym z wywiadów.

Whitehair Truth, Izabela Pajor /grafika: Design Center

Stare wzory, nowe wzory

O tym, że dojrzałość obecnych 50-latków jest zupełnie inna niż ich rodziców, nie trzeba długo przekonywać. Wpłynęły na to i przemiany historyczne – to pierwsze pokolenie, które wchodziło w dorosłość po upadku komuny – i zmiany obyczajowe. Nasze babcie w tym wieku były już po prostu babciami, teraz jest zupełnie inaczej:

– Jak sobie przypomnę moją babcię, to ona w tym wieku była szacowną matroną trochę już wycofaną z życia. Moja mama nie, bo miała specyficzną pracę, była artystką, ale już 50-, 50-kilkuletnie mamy moich koleżanek kończyły aktywności zawodowe i koncentrowały się na wnukach. Jak patrzymy na obecne 50-letnie kobiety, to coś zupełnie innego. One chcą ciekawiej się ubierać, chodzą na gimnastykę, uczą się malować. Kilka dni temu spotkałam się z koleżanką, która zaczęła chodzić na balet dla dorosłych – wylicza Dorota Minta.

W ślad za tą zmianą zmieniają się też relacje osobiste. Kobiety po pięćdziesiątce są obecnie największą grupą osób, które się rozwodzą. Jak tłumaczą psychologowie, kiedy pary finiszują już z wychowywaniem dzieci, często mają trudność w znalezieniu wspólnego pomysłu na kolejne lata. Kobiety rozkwitają, chcą zmieniać, poznawać, doświadczać, a ich partnerzy niejednokrotnie „dziadzieją”, ograniczają swoje potrzeby do minimum.

Pomijanym tematem numer jeden tego czasu jest opieka nad mocno już starszymi rodzicami, która przynosi wyzwania nie tylko emocjonalne, związane z odwróceniem ról, ale i praktyczne: konieczność specjalistycznej opieki, planowanie leczenia, wsparcie na co dzień, co przy pracy zawodowej staje się dużym obciążeniem i może prowadzić do wypalenia i przeciążenia.

– U mnie zaczęło się od operacji endoprotezy biodra po 50., zaraz później ojciec podupadł na zdrowiu i wymagał opieki. Kiedy zmarł (w pandemii), trzeba było zająć się mamą i jej niedomaganiami. To było łącznie sześć lat opieki. Nie miałam czasu myśleć o sobie, o swojej menopauzie, do tego doszły turbulencje zawodowe, wiele się pozmieniało na rynku, w tym wszystkim była pandemia. To był ogromny ciężar emocjonalny – wspomina Ela Hübner.

zmartwiona, zapłakana kobieta wykonuje gest ręką przed obiektywem kamery - Hello Zdrowie

Jak nie teraz, to kiedy

– Mam wrażenie, że osoby koło 50., a spotykam takich u siebie w gabinecie psychoterapeutycznym wiele, to osoby, które myślą: no to teraz ja. Dzieci już są dorosłe, już nie trzeba oszczędzać na kanapę, więc możemy się zająć sobą. Często są wtedy momenty, kiedy ludzie zastanawiają się, czy chcą mieszkać tu, gdzie mieszkają, czy chcą pracować w tym miejscu, gdzie pracują. Jest w nich większa akceptacja zmiany, potrzeba zmiany, a przede wszystkim większa odwaga – mówi Dorota Minta.

Taki właśnie scenariusz zrealizowała Ela Hübner – zdecydowała się na sprzedaż mieszkania i wyprowadzkę z Warszawy do maleńkiej warmińskiej wsi nad jeziorem.

„Choroba mojej mamy była jedną z cegiełek mojej decyzji. Stwierdziłam, że nie ma co czekać, że jeśli coś zmieniać, to już, TERAZ, nie mówić o zmianie, ale ją przeprowadzić. Bo mam 58 lat, bo czuję się bardzo dobrze fizycznie i jestem pełna energii. Bo może za chwilę nie będę już tak sprawna, by podołać logistyce, bo mogę mieć za mało czasu, by nacieszyć się tą zmianą. Kiedy mam wyjeżdżać sama na wieś? Jak skończę siedemdziesiąt lat? Moim hasłem w tym czasie był cytat: pomyśl sobie, że chcesz tego bardziej, niż się boisz. Z tym hasłem w głowie, krok po kroku organizowałam tę operację. Po drodze było wiele wydarzeń, które mnie zatrzymywały, ale udało się i jestem z siebie dumna, że to zrobiłam. Moja warszawska energia się wypaliła i bardzo potrzebowałam tej zmiany – opowiada Ela Hübner.

Jak mówi, każdy dzień w nowym miejscu umacnia ją w przekonaniu, że podjęła bardzo dobrą decyzję. Odzyskała siły, wróciła kreatywność, ma nowe plany i pomysły na siebie.

Odwaga do zmiany to motor do działania wielu 50-latków. Osoby w tym wieku zakładają rocznie około 35 tysięcy jednoosobowych działalności gospodarczych. To prawie 12 procent wszystkich firm, jakie powstają. Jak wynika z raportu opublikowanego przez Forsal w 2023 roku, 23 proc. aktywnych zawodowo osób po 50. prowadzi własny biznes, a wynik ten plasuje Polskę powyżej unijnej średniej. Dla ponad połowy z tych osób motywacją była potrzeba osiągnięcia równowagi między pracą a życiem prywatnym.

– To jest dojrzała odwaga wynikająca ze znajomości i rozumienia siebie lepiej. Jak obserwuję ludzi wokół siebie, to nie mam wątpliwości, że obecnie tej odwagi jest zdecydowanie więcej, niż w pokoleniu naszych rodziców – uważa psycholożka Dorota Minta.

starsza para tańczy w kuchni - Hello Zdrowie

Ciesz się tu i teraz

Recept na dobrą pięćdziesiątkę jest tyle, ile ludzi w tym wieku.

– Myślę, że trzeba dużo wcześniej uruchomić profilaktyczne myślenie o tym, żeby nie czuć się w przyszłości osamotnionym. Te 50+ jest momentem otwierania się na nowe życie społeczne, ćwiczenia się w spotykaniu z ludźmi, budowaniu relacji. Nie mówię tutaj o związkach, chociaż też się w tym wieku zdarzają, ale o budowaniu relacji towarzyskich wokół czegoś, co nas interesuje. To jest taki moment, kiedy zapracujemy jeszcze na brak osamotnienia za 20-30 lat – radzi Dorota Minta.

 

Do wyświetlenia tego materiału z zewnętrznego serwisu (Instagram, Facebook, YouTube, itp.) wymagana jest zgoda na pliki cookie.Zmień ustawieniaRozwiń

– Mówi się, by nie marnować żadnego dnia, ale to marnowanie jest bardzo umowne, bo jeżeli cały dzień leżysz z książką, to marnujesz dzień? Albo jak grządki pielisz, to marnujesz? Chciałabym odejść od powszechnego współczesnego modelu, że jak żyjesz pełnią życia, to jedynie na Mauritiusie, z drinkami, non stop w podróży, na wystawach i wernisażach. Dużo rzeczy jest fajnych – spędzić dzień z książką i się zaczytać, pójść do lasu, siedzieć na pomoście nad jeziorem i po prostu się gapić, pobiec w biegówkach na zamarznięte jezioro. Każdy ma coś swojego – mówi Ela Hübner.

Na koniec jeszcze rada Carla Honoré i fragment z cytowanego wcześniej wywiadu: „Pewna dziennikarka napisała trafnie, że kiedy mamy 20 lat, zastanawiamy się, co ludzie o nas myślą, kiedy mamy 40, przestajemy się tym interesować, a kiedy mamy 60, zdajemy sobie sprawę, że oni w ogóle o nas nie myśleli. Uzmysłowienie sobie tego jest wyzwalającym doświadczeniem szczególnie dla kobiet, od których zwykło się kulturowo więcej wymagać i które czują presję spełniania oczekiwań innych. Zrzucenie tego ciężaru oznacza wolność i poczucie, że można wreszcie robić to, na co się ma ochotę”.

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Powiązane tematy:

Podoba Ci
się ten artykuł?