„Wszystko przychodziło mi lekko, łatwo i przyjemnie”
Adrianna Sułek-Schubert po ogłoszeniu radosnej wieści o tym, że spodziewa się dziecka, informowała jednocześnie, że mimo swojego stanu nie zamierza rezygnować z rywalizacji o medal na igrzyskach olimpijskich w Paryżu. Będąc w zaawansowanej ciąży, zdecydowała się trenować na własną rękę. Polski Związek Lekkiej Atletyki (PZLA) w swojej oficjalnej decyzji odmówił jej bowiem udziału w szkoleniu centralnym, podkreślając, że z uwagi na ciążę 25-latka jest niezdolna do uprawiania sportu.
Widok nagrań sportsmenki, która w ostatnich tygodniach przed porodem pokonuje bieg przez płotki, pcha kulą, wykonuje wymagające ćwiczenia na hali sportowej, stał się obiektem wielu krytycznych komentarzy ze strony internautów. Powątpiewania kibiców w bezpieczeństwo takiej aktywności wieloboistka ucinała stwierdzeniem, że trenuje pod okiem specjalistów od zadań specjalnych, którzy nie tylko obserwują jej postępy sportowe, ale również dostosowują ćwiczenia do jej stanu.
„Jestem w złotych rękach, zaopiekowana na każdej płaszczyźnie, z pełnym rozsądkiem i wyrozumiałością dla zmieniającego się ciała i rosnącego w nim, wyczekiwanego przeze mnie, życia… z wielkim apetytem na dożywotnie zamknięcie ust wszelkim niedowiarkom w Paryżu” – tłumaczyła.
W lutym Sułek-Schubert urodziła syna, a w lipcu wzięła udział w igrzyskach w Paryżu, gdzie w siedmioboju zajęła 12. miejsce.
W rozmowie z Łukaszem Kadziewiczem w podcaście „W cieniu sportu” lekkoatletka odniosła się do kwestii treningów w ciąży. Przyznała, że popełniła błąd i nie powinna była trenować w tym czasie. Zaznaczyła również, że nikt nie poinformował jej, że robi sobie tym krzywdę.
„Nikt nie przedstawiał, że trenując, mogłam sobie zaszkodzić. Nie wiedziałam tego. Czytałam wiele artykułów naukowych i ogólnodostępnych, w których napisane było, że jeżeli ktoś uprawia jakąś aktywność, to nie musi z niej rezygnować. Myślałam, że jak w jakimś stopniu okroję objętość jednostek treningowych, to sobie nie zaszkodzę” – wyznała. „Teraz, z perspektywy czasu, kiedy wszyscy jesteśmy już bogaci o to doświadczenie i po rozmowach z trenerami, którzy prowadzili zawodniczki ciężarne, to być może popełniałam błąd i sobie zaszkodziłam tym, że droga od porodu do igrzysk nie była od zera, tylko sporo na minusie” — dodała.
Rolki
„Nie miałam prawa urodzić naturalnie”
Sportsmenka przyznała, że jej pewność co do predyspozycji ciała wynikała też z tego, że chwilę wcześniej zdobyła srebrny medal i wynikiem 5014 punktów poprawiła rekord Polski w lekkoatletycznym pięcioboju podczas halowych mistrzostw Europy w Stambule.
„Byłam piekielnie mocna. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jaki wysiłek funduję organizmowi, bo wszystko przychodziło mi lekko, łatwo i przyjemnie. Wtedy wydawało mi się, że robię to, na co pozwala mi sztab. To jest minimum, jakie powinnam wykonywać, a zaprocentuje to po porodzie” – podkreśliła.
Po czym nawiązała do kwestii porodu, który odbył się przez cesarskie cięcie.
„Teraz wiem, że nie miałam prawa urodzić naturalnie, skoro cały czas wzmacniałam brzuch i sprawiałam, że moje ciało nadal wyglądało lekkoatletycznie. Tak naprawdę trzeba było iść śladem zawodniczek, które na wysokim poziomie zaprzestały aktywności w ciąży” — powiedziała.
Utytułowana wieloboistka wyznała, że wraz z mężem rozważają drugie dziecko. Najwcześniej jednak za cztery lata – po udziale w igrzyskach olimpijskich w Los Angeles. „(…) Wtedy w okresie ciąży nie będę trenowała” — podsumowała Sułek-Schubert.
Źródło: Onet.pl