Do sieci trafił właśnie zwiastun filmu „Violetta Villas” w reżyserii Karoliny Bielawskiej, który wejdzie do kin końcem listopada. Dla Sandry Drzymalskiej rola Villas jest kolejną kreacją, która z pewnością wywoła burzliwą dyskusję.
Dwa razy Villas
Drzymalska dostała propozycję zagrania Villas już kilka lat temu, jednak odmówiła, bo twórcy postawili warunek, którego nie była gotowa spełnić. Oczekiwano, że do roli przytyje od 10 do 15 kilogramów. „Każdy z nas ma jakieś granice. Są aktorzy, którzy bez problemu tyją i chudną do ról. Ja czułam, że w moim przypadku mogłoby to uruchomić bardzo trudne mechanizmy, z którymi walczyłam przez lata” – tłumaczyła swoją odmowę.
Ostatecznie po pewnym czasie projekt trafił do innego producenta, zmienił się scenariusz i sposób myślenia o bohaterce. Drzymalska ponownie została zaproszona na casting, ponownie go wygrała i zgodziła się zagrać, kiedy okazało się, że można zrobić film bez przekraczania granicy, którą wyznaczyła. „Byłam też już bardziej dojrzała. Spotkałam się z większym zrozumieniem i empatią, wspólnie szukaliśmy innych rozwiązań” – mówi.
Rolki
„Musiałam czuć fizyczny głód, żeby zagłuszyć smutek”
O swoich zaburzeniach odżywiania Sandra Drzymalska po raz pierwszy szerzej opowiedziała kilka lat temu. Problemy zaczęły się u niej bardzo wcześnie. Zaczęła miesiączkować jako dziesięciolatka, a ponieważ dojrzewała szybciej niż koleżanki, nie rozumiała zmian zachodzących w jej ciele, a nikt z nią o nich nie rozmawiał. W tym samym czasie zmarła jej ukochana babcia. „Byłam nadwrażliwym dzieckiem, które wypełniał ból i którego ciało zaczęło szukać przed nim obrony. Nie przestałam jeść specjalnie. Musiałam czuć fizyczny głód, żeby zagłuszyć smutek” – mówiła w rozmowie z „Wysokimi Obcasami”.
Sandra miała 11 lat, kiedy zachorowała na anoreksję. Później pojawiła się bulimia. Jak opowiadała, objadanie się i zwracanie jedzenia było dla niej sposobem radzenia sobie z emocjami, których jako dziecko nie potrafiła ani nazwać, ani wyregulować. W najtrudniejszym okresie anoreksji, między 11. a 13. rokiem życia, przy wzroście 165 cm ważyła niewiele ponad 30 kilogramów. Była tak osłabiona, że większość dnia spędzała, śpiąc i czytając, a zaburzenia z przerwami towarzyszyły jej aż do 28. roku życia. „Dłużej więc chorowałam, niż byłam zdrowa” – przyznała w wywiadzie dla „Zwierciadła”.
Z gorsetu w kolejny gorset
Wcielając się w rolę Izabeli Łęckiej w netfliksowej „Lalce”, Drzymalska przez wiele godzin dziennie nosiła ciężkie suknie i gorset. Podczas jednej z przymiarek jedna z fiszbin ucisnęła nerw tak mocno, że aktorce zdrętwiało biodro i część nogi.
Gorset Łęckiej stał się dla niej metaforą tego, co robimy współcześnie z kobiecymi ciałami. „Kiedyś ciało było zdyscyplinowane gorsetem. A wtedy nie można dużo zjeść. Trend heroin chic, który znów wrócił, to nie był wymysł lat 90. Ale Hollywood też ma wielki wpływ na to, jak postrzegamy siebie. Dziś mamy kult nazbyt wysportowanej sylwetki i jedzenia białka. Brakuje nam luzu, więc de facto wciąż jako kobiety ściskamy się jakimiś gorsetami. Ktoś na nas patrzy. Ktoś nas ocenia w mediach społecznościowych. Przez to przestajemy ufać swojemu ciału” – mówiła w „Elle”.
Nie inaczej było z „gorsetem” Violetty Villas, który z czasem stał się dla niej obciążającym balastem w prywatnym życiu. Artystka o niespotykanej skali głosu i charakterystycznym scenicznym wizerunku występowała na najsłynniejszych scenach świata, by umrzeć w 2011 roku w ubóstwie i samotności.
„Schudłaś?”, „Jadłaś?”
Charakterystyczna i zupełnie inna niż w powieści konstrukcja roli Izabeli Łęckiej w hitowym serialu Netfliksa sprawiła, że Sandra Drzymalska jest dziś obiektem burzliwej dyskusji i zmaga się z wieloma nieprzychylnymi komentarzami, zwłaszcza ze strony kobiet. „Zdarzyło mi się wielokrotnie, że to kobiety komentowały mój wygląd. Zaczynając od wagi, tego, że jestem drobna, a kończąc na tym, że wyglądam na zmęczoną” – mówiła w wywiadzie dla „Elle”.
Jak ocenia Drzymalska, dla osoby mającej za sobą doświadczenie anoreksji i bulimii może to mieć zupełnie inne znaczenie niż dla kogoś, kto nigdy nie cierpiał na zaburzenia odżywiania. „Schudłaś”, „Czy wszystko w porządku?”, „Jadłaś?” – takie słowa, jak twierdzi, słyszy każdego dnia. „Nie ukrywam, że w przeszłości doświadczyłam zaburzeń odżywiania i słuchanie tego, że schudłam czy przytyłam, jest dla mnie niekomfortowe. Takie słowa zostają w głowie, zaczynasz je analizować, bo zaburzenia odżywiania są mocno powiązane z poczuciem własnej wartości, a ciało i głowa szybko potrafią wrócić do tych mechanizmów” – tłumaczy.
Rola bez gorsetu
Po roku spędzonym na dwóch planach i wielogodzinnych charakteryzacjach, aktorka pracuje już nad kolejnym filmem. W „Miłce” Katarzyny Warzechy gra współczesną dziewczynę podróżującą kamperem. Tym razem bez gorsetu. „Kończąc ‘Violettę Villas’ powtarzałam, że teraz czekam na rolę, gdzie będę grała w wygodnych, komfortowych ciuchach i bez make-upu. I tak też się stało. Wywróżyłam to sobie” – mówiła z planu w Bieszczadach. Film opowiada o dziewczynie, która poszukuje swojego ojca, a jednocześnie drogi do samej siebie.