Magdalena Tereszczuk-Brach: Aniu, czy pamiętasz swój pierwszy atak paniki?
Anna Powierza: Nie. Pewnie dlatego, że kiedyś ich nie akceptowałam. Wstydziłam się tego, co się ze mną dzieje, dlatego wypierałam takie momenty i jak najszybciej starałam się o nich zapomnieć. Pamiętam jedynie, że ataki paniki zdarzały się od dawna.
Co było w nich najgorsze?
Bardzo wstydziłam się tego, że tracę kontrolę nad sobą, w głowie robi mi się pustka, nie wiem nic i nie umiem niczego zrobić. Wydawało mi się to moją ogromną słabością. W trakcie ataków paniki staję się bezradna, nie umiem poradzić sobie w najprostszych sprawach. Kiedyś dostałam ataku paniki, kiedy wysiadłam z tramwaju. Nie była to zupełnie mi nieznana dzielnica, ale jechałam w nowe miejsce. Skręciłam w złą stronę, nie umiałam trafić pod właściwy adres. I nagle zupełnie mnie odcięło. Ja, dorosła kobieta grubo po czterdziestce, nie wiedziałam, co mam zrobić! Nie umiałam poradzić sobie w tej sytuacji. Nic nie przychodziło mi do głowy, ani to, żeby skorzystać z Google Maps, ani żeby spytać się kogokolwiek o drogę. Zresztą, gdyby nawet ktoś stanął i spytał mnie, czy mi pomóc, nie umiałabym znaleźć odpowiednich słów. Nie umiałabym poprosić ani o wskazanie drogi, ani o wodę, o nic. W takich momentach czuję tylko bezgraniczny strach, często mam wrażenie, że nie jestem w stanie złapać powietrza. A może naprawdę nie oddycham, nie wiem. Pulsuje mi głowa, słyszę w niej miarowe uderzenia. Czasami wtedy myślę, że umieram. Wszystko robi się nierealne.
Co w końcu zrobiłaś wtedy, kiedy wysiadłaś z tramwaju? Jak sobie poradziłaś?
Zadzwoniłam do przyjaciółki. Ona zna te moje stany, przed nią się nie wstydzę i kilka razy udało mi się w tym krytycznym momencie do niej dodzwonić. Wtedy rozmawia ze mną tak długo, aż kryzys minie. Nie zawsze to działa, wtedy na szczęście pomogło.
Próbowałaś kiedyś, sama albo z pomocą psychologa, zrozumieć, skąd mogą brać się twoje lęki?
Oczywiście, że tak. Od pewnego momentu ataki paniki stały się coraz częstsze. Zaczęły pojawiać się w nowych, takich bardzo neutralnych sytuacjach. Zaczęłam się ich obawiać, tego, że zdominują moją codzienność, że bojąc się dyskomfortu z powodu ataku paniki, będę rezygnować z rzeczy, które lubię. W poprzednim roku nie pojechałam na Art Cup, coroczne zawody jeździeckie, właśnie z lęku, że spotka mnie tam atak paniki, bo wcześniej się to zdarzyło. Poddanie się temu strachowi było dla mnie jednoznaczne z tym, że na koniec będę się bała wyjść z własnego mieszkania. Dlatego zaczęłam czytać na ten temat, szukać przyczyn, diagnozować. Nieleczone ADHD może mieć takie właśnie powikłania. Z tego samego powodu zrobiłam też wreszcie diagnozę autyzmu. Były mocne przesłanki, że te sprawy mają ze sobą związek i dziś myślę, że na pewno zarówno autyzm jak i ADHD wpłynęły w dużym stopniu na to, co teraz się ze mną dzieje, jednak nie były główna przyczyną. Pogłębiona diagnostyka specjalistów wskazała, że zmagam się z objawami CPTSD i PTSD. Wdrożone leczenie, terapie i zmiany, które wprowadziłam w życiu, zaczęły przynosić efekty. Od kilku miesięcy nie miałam ani jednego ataku paniki. Czuje się z tego powodu szczęśliwym, wolnym człowiekiem, chociaż nie świętuję jeszcze sukcesu, bo wiem, że mogą nawracać. Mam jednak nadzieję, że w razie potrzeby będę umiała już lepiej sobie z tym radzić.
Opowiesz trochę więcej o tym, co zaczęło ci pomagać? To były raczej małe, codzienne zmiany, które stopniowo przynosiły ulgę, czy raczej taki moment, w którym poczułaś, że musisz gruntownie poukładać swoje życie na nowo, coś odpuścić, postawić granice albo zakończyć relacje, które ci nie służyły?
To nie były wielkie zmiany, te zaszły w moim życiu kilka lat temu, kiedy zaczęłam terapię. Teraz nastał czas na małe kroki, które okazały się robić wielkie rzeczy. Zdrowe jedzenie miało dla mnie od zawsze znaczenie fundamentalne, ale teraz przestałam sobie pozwalać nawet na małe wykroczenia. Zero chipsów, fast foodów, gotowych dań z dziwnym składem. Od pewnego czasu nie piję już w ogóle alkoholu, nawet symbolicznego łyka szampana na sylwestra. Regularnie uprawiam sport. Regularnie chodzę na długie spacery z psami po lasach, polach i łąkach. Taki kontakt z przyrodą niebywale mnie resetuje. Przede wszystkim dbam o sen. Staram się zasypiać o 22, najpóźniej 23 i nie korzystać ze smartfonów i tego typu urządzeń ani przed zaśnięciem, ani po obudzeniu. To akurat najsłabszy punkt moich małych zmian, ale ciągle walczę. Motywuje mnie to, że widzę, jak wiele jakości zyskało dzięki temu moje życie. Mniej się przebodźcowuję, mam większa odporność, psychiczną ale również fizyczną. Zaczęłam też lepiej wyglądać. Chudnę, chociaż nie zmieniłam sposobu jedzenia. Po prostu obniżył mi się kortyzol, ciało pozbyło się permanentnego napięcia. Jestem przekonana, że dzięki temu uda mi się dłużej utrzymać dobrą kondycję i zdrowie.
O tym, że jesteś w spektrum dowiedziałaś się już jako dorosła osoba, czy byłaś zdiagnozowana wcześniej?
Rozpoznanie miałam już wiele, wiele lat temu, jednak to jeszcze były czasy, gdy w Polsce autyzm diagnozowało się wyłącznie u chłopców. Przez przypadek, na swojej drodze zawodowej spotkałam kobietę, która kształciła się i praktykowała w Stanach Zjednoczonych. Dla mnie wtedy, pomimo tego, że podejrzewałam u siebie autyzm, i tak był to szok. Długo nie chciałam się pogodzić z diagnozą, przede wszystkim dlatego, że jeszcze przez długi czas uważano, że osoby autystyczne są pozbawione empatii i emocji. Z tym nie byłam w stanie się zgodzić, bo i jednego i drugiego mam w sobie aż nadmiar. Dlatego też diagnozę autyzmu przyjęłam, ale zaczęłam się do niej przyznawać dopiero wtedy, gdy w publikacjach na ten temat naukowcy zaczęli się wycofywać z tych opinii. Żyje mi się z tym normalnie, to znaczy cały czas tak samo od początku życia, bo w spektrum jestem od urodzenia. Nigdy nie żyłam bez niego, więc nie wiem, jak może być inaczej.
Myślisz, że bycie w spektrum pomaga czy raczej może przeszkadzać w twojej pracy?
Na pewno aktorstwo bardzo mi pomogło i w życiu i z radzeniem sobie z emocjami. Nie umiem jednak odpowiedzieć na pytanie czy spektrum pomaga, bo nigdy nie byłam aktorką bez spektrum.
Rolki
Zastanawiam się też, czy fakt, że zaczęłaś być aktorką bardzo wcześnie i od młodego wieku byłaś wystawiona na ocenę innych, mógł wpłynąć na twoje poczucie bezpieczeństwa, sposób przeżywania stresu albo późniejsze lęki?
Myślę, że to podziałało na mnie w odwrotny sposób. Odnalazłam się tak bardzo w aktorstwie, bo okazało się to dla mnie sposobem na uwolnienie wielu emocji, w tych krótkich momentach mogłam być naprawdę sobą. Zdjąć maskę, która może być ogromnym obciążeniem. Kiedyś doczytałam gdzieś, że dobrze działającą terapią dla autystów jest aktorstwo, teatr. I jestem przekonana, że to właśnie tak działało na mnie. Pamiętaj, że ja zaczynałam, kiedy jeszcze nie było social mediów, nawet prasy brukowej jeszcze nie było.
Czy to, że publicznie powiedziałaś o swoich zmaganiach z lękiem, w jakiś sposób ci pomogło? Pytam też bazując na własnym doświadczeniu, bo zauważyłam, że kiedy sama zaczęłam mówić na głos o moich atakach paniki, które też miewam, trochę mniej zaczęłam się bać tego, że one wrócą.
Opowiedzenie o tym sprawiło, że uwolniłam się od wstydu. Nie spodziewałam się też takiego odzewu. W jednej chwili zaczęły spływać do mnie dziesiątki, setki, teraz to już pewnie i tysiące wiadomości. Byłam w szoku, jak szeroki, jak powszechny jest to problem. W jeszcze większym szoku byłam, gdy znane mi osoby opowiadały o swoich, takich samych albo bardzo podobnych doświadczeniach. W życiu bym się nie spodziewała, że też mierzą się z atakami paniki. Nie będę ukrywać, że bardzo mnie to podniosło na duchu, fakt że nie jestem w tym sama.
Pomówmy trochę o wstydzie, o którym wspomniałaś. Co tak naprawdę paraliżowało cię w myśli, że ktoś mógłby dowiedzieć się o twoich atakach paniki?
Może wstydziłam się swojej bezradności? Może utraty kontroli? A może zwyczajnie bałam, że gdyby w takiej chwili przyszło zagrożenie, nie umiałabym się obronić? Może wszystkie odpowiedzi są właściwe, a może żadna? Tego o sobie jeszcze nie wiem.
Jakie masz metody na przetrwanie ataku paniki? Wspominałaś, że masz zaufaną przyjaciółkę, która wie, jak cię wyprowadzić z takiego ataku.
Tak, to prawda. Jeśli mam atak paniki i jeśli dam radę, to do niej dzwonię. Zazwyczaj nie stosuję innych metod. To znaczy wiem, że mogę przyłożyć coś zimnego albo zjeść coś kwaśnego. Problem w tym, że w krytycznej sytuacji nigdy nie mam cytryny ani kwaśnego żelka w kieszeni. Nie umiem też się wtedy o niego postarać. Jedyne co czasem zadziała, to jak ktoś do mnie mówi i zmusza do odpowiadania. Wtedy mój mózg jakoś wraca w tryby normalnego funkcjonowania.
A te sposoby, żeby zjeść coś kwaśnego albo przyłożyć coś zimnego, ktoś ci je podpowiedział, czy sama odkryłaś metodą prób i błędów, że takie „wytrącenie” organizmu z tego stanu może pomóc?
O tym wiem z internetu i od terapeutów.
Zdarzało ci się mieć atak paniki przy córce i czy rozmawiasz z nią o tym, że czasami tak się czujesz?
Nie, na szczęście nigdy mi się to przy niej nie zdarzyło. Nie chciałabym, żeby kiedykolwiek była świadkiem takiego stanu, bo to może być dla niej trudne doświadczenie. Ale mówiłam jej o tym oczywiście. Wolałabym, żeby wiedziała, co się ze mną dzieje, kiedy przy niej dostanę ataku paniki. Pewnie i tak będzie wtedy przerażona, ale może trochę mniej. Wie, że mogę wtedy przestać się ruszać, nie mówić, ale że to przejdzie i że może mi pomóc, trzymając mnie za rękę.
Czy jest coś, czego się dzisiaj boisz najbardziej?
Nie wiem. Kiedy wszystko jest ze mną ok, tak jak teraz, to niczego się nie boję, nawet pająka! Ale w momencie największego kryzysu psychicznego nie wiedziałam, czego się boję. Moje ciało się bało tak bardzo, że nie byłam nawet w stanie się ruszyć, ale mój mózg nie miał pojęcia, czego się obawiam. Siedziałam u siebie w domu, na swojej własnej kanapie, w naprawdę bardzo szczęśliwym, dobrym i spokojnym momencie życia, a bałam się, jakby właśnie upolował mnie tygrys szablozębny. Trwało to kilka tygodni, był to naprawdę największy koszmar, jaki przeżyłam. Po tym czasie wreszcie leki i terapia zaczęły działać, inaczej nie wiem, co by się stało.
Cieszę się, że dzisiaj czujesz się dużo lepiej, a napady lęków zdarzają się coraz rzadziej. Czy myślisz, że możemy zaryzykować takie stwierdzenie, że ataki paniki da się oswoić i normalnie z nimi żyć? Ja wiem po sobie, że tak.
Nie mam innego wyjścia niż mieć taką nadzieję.