Przejdź do treści

Kobiety budzą się ze snu, czyli trzy lata ruchu #MeToo na świecie

Kobiety budzą się ze snu, czyli trzy lata ruchu #MeToo na świecie Pexels.com
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
„Nie mam dzieci z wyboru. Nie będę za to przepraszać!”. Ewa Chodakowska odpowiada na hejt
Transpłciowa pacjentka trafiła na oddział męski. „To jest on, to jest mężczyzna” – mówią lekarze
Lara Gessler o życiu z ortoreksją: „Wpadałam w panikę, kiedy miałam pięć, a nie sześć migdałów na śniadanie”
Svante Pääbo laureatem nagrody Nobla w dziedzinie medycyny. „Udało mu się dokonać niemożliwego”
Czego nie wolno wyrzucać do toalety? Mama Chemik odpowiada i pokazuje zdjęcia

W październiku 2017 roku hasztag „MeToo” zaczął zmieniać świat. Przejmujące wyznania zalały media społecznościowe w Hiszpanii i Ameryce Łacińskiej (#YoTambién), we Francji (#BalanceTonPorc, czyli dosł. „zdemaskuj swoją świnię”), Włoszech (#QuellaVoltaChe – wtedy, gdy), Kanadzie (#MoiAussi), Szwecji (#tystnadtagning, co można przetłumaczyć jako „cichy strzał”).  Swoje historie zaczęły opowiadać też kobiety w tych rejonach świata, gdzie ze względów religijnych czy kulturowych o takie wyznania jest ogromnie trudno.

„Efekt Weinsteina”

Hasztag #MeToo pojawił się w sieci na długo przed tym, jak zaczęła się jego światowa kariera. Autorką hasła była Tarana Burke – afroamerykańska aktywistka i prawniczka, która w dzieciństwie trzykrotnie stała się ofiarą molestowania seksualnego. Zachęcona przez mamę postanowiła przekuć swoje traumatyczne doświadczenia w pomoc innym i jeszcze jako nastolatka podjęła się pracy z młodszymi od niej dziewczynami, które przeżyły to samo. Hasztag #MeToo wymyśliła w 2006 roku i umieściła go na portalu MySpace w ramach kampanii społecznej, a wkrótce potem stworzyła ruch o tej nazwie, pragnąc zwiększyć ogólnospołeczną świadomość na temat przemocy seksualnej, szczególnie tej dotykającej kobiety pochodzące z uboższych środowisk.

Ponad dekadę później zdarzyła się historia, która rozsławiła hasztag Burke na cały świat. Wstrząsnęła Hollywood na początku października 2017, gdy na łamach „The New York Timesa” i „The New Yorkera” opublikowano relacje kilkunastu kobiet oskarżających o gwałty, napaści seksualne oraz wieloletnie wykorzystywanie Harveya Weinsteina – producenta, założyciela legendarnego Miramaxa i jedną z najpotężniejszych postaci w przemyśle filmowym. Mimo że przez kilka tygodni zebrało się łącznie ponad 100 obciążających go zeznań, m.in. ze strony takich sław jak Angelina Jolie, Gwyneth Paltrow, Uma Thurman, Eva Green czy Daryl Hannah, król Fabryki Snów wydawał się czuć bezkarny i zaprzeczał wszystkiemu. W międzyczasie zwolniono go jednak m.in. z założonej z bratem firmy The Weinstein Company (która rok później ogłosiła bankructwo) oraz usunięto jego nazwisko z Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej. Do aresztowania doszło ostatecznie w maju 2018, a w marcu 2020 roku, po długim procesie, 68-letniego Weinsteina skazano na 23 lat więzienia jako winnego gwałtom i innym przestępczym aktom seksualnym. Wiele ofiar do ostatnich chwil nie wierzyło, że mężczyzna rzeczywiście odpowie za swoje czyny – tego dnia odetchnęły z ulgą.

Wkrótce po pojawieniu się pierwszych zeznań w Stanach Zjednoczonych zaczął być odczuwalny tzw. „efekt Weinsteina” – na światło dzienne wychodziło coraz więcej historii, które dotąd były tłumione lub spychane w niepamięć z powodu bezsilności, wstydu i poczucia braku sprawczości ofiar. Najczęstszym powodem milczenia był strach przed demaskowaniem osób posiadających znane nazwisko, wysoką pozycję społeczną i władzę – ekonomiczną, polityczną czy czysto symboliczną, opartą na uznaniu lub masowym uwielbieniu. Po upadku jednego z najważniejszych ludzi Hollywood lawiną posypały się oskarżenia wobec kolejnych nietykalnych dotąd postaci, m.in. Billa Cosby’ego, Kevina Spacey’a, szefa Disneya i założyciela Pixara Johna Lassetera, popularnego komika Louisa C.K., reżysera Bryana Singera czy cenionego dziennikarza telewizyjnego, Charliego Rose´a.

W przestrzeni zakupowej HelloZdrowie znajdziesz produkty polecane przez naszą redakcję:

PROMOCJA
Zdrowie umysłu
Less Stress from Plants 60 kaps. wegański
60,00 zł 90,00 zł
Wkrótce po pojawieniu się pierwszych zeznań w Stanach Zjednoczonych zaczął być odczuwalny tzw. „efekt Weinsteina” – na światło dzienne wychodziło coraz więcej historii, które dotąd były tłumione lub spychane w niepamięć z powodu bezsilności, wstydu i poczucia braku sprawczości ofiar

Wirtualna wspólnota

Hasłem-wytrychem do płynących przez Internet zeznań był właśnie hasztag #MeToo, którego w przełomowym Tweecie z 15 października 2017 roku użyła Alyssa Milano.

„Jeżeli kiedykolwiek staliście się ofiarami molestowania, napiszcie w odpowiedzi #MeToo” – napisała aktorka, ośmielając do publicznego dzielenia się historiami.

Na reakcje nie trzeba było długo czekać: tego samego dnia jej słowa udostępniło ponad 50 tys. osób, a w ciągu zaledwie jednej doby pojawiło się ok. 500 tys. tweetów i ponad 12 milionów postów z tym hasztagiem. Prosty, zwięzły zwrot sprawił, że wiele kobiet poczuło w sobie siłę i odwagę do opowiedzenia o swoich przeżyciach: molestowaniu, gwałtach, doświadczanym na własnej skórze seksizmie. Stał się zaproszeniem do wirtualnej wspólnoty, bo tysiące, a potem całe miliony ofiar zrozumiały, że problem przemocy seksualnej nie jest tylko ich problemem – jest powszechny, a one nie są w swoich doświadczeniach same.

Hasztag okazał się na tyle uniwersalny, że szybko przekroczył granice Stanów Zjednoczonych. Zaczął wybrzmiewać w różnych językach i pojawiać się na różnych szerokościach geograficznych. Przejmujące wyznania zaczęły zalewać media społecznościowe w Hiszpanii i Ameryce Łacińskiej (#YoTambién), we Francji (#BalanceTonPorc, czyli dosł. „zdemaskuj swoją świnię”), Włoszech (#QuellaVoltaChe – wtedy, gdy), Kanadzie (#MoiAussi) czy Szwecji (#tystnadtagning, co można przetłumaczyć jako „cichy strzał”).

Swoje historie zaczęły opowiadać również kobiety w tych rejonach świata, gdzie ze względów religijnych czy kulturowych o takie wyznania jest ogromnie trudno. W ich zdominowanych przez patriarchalny sposób myślenia krajach mężczyźni cieszą się zwykle dużo większym niż kobiety pakietem praw, przywilejów oraz społecznego zaufania. Szczególnie jeśli posiadają władzę. Albo są kochani przez miliony.

Bollywodzka Fabryka Snów i koszmarów

Na taki odważny krok dwa lata temu zdobyły się m.in. kobiety w Indiach, gdzie ruch #MeToo, podobnie jak w Stanach Zjednoczonych, zaczął się od branży filmowej. Pod koniec września 2018 roku Tanushree Dutta, aktorka, modelka i była miss kraju, wyznała w telewizyjnym wywiadzie, że 10 lat wcześniej była molestowana na planie przez gwiazdę Bollywood, Nanę Patekara. Doświadczenia te odcisnęły na niej na tyle mocne piętno, że postanowiła wycofać się z przemysłu filmowego. I choć oskarżony mężczyzna do dziś pozostał bezkarny (sąd odrzucił zeznania ofiary), to opowiedziana przed milionami widzów historia stała się katalizatorem dla kolejnych wyznań. W mediach społecznościowych Dutte oficjalnie poparło wiele indyjskich aktorek, a w ogniu oskarżeń wkrótce potem stanęli m.in. reżyser Vikas Bahl, ceniony dziennikarz i redaktor naczelny „Hindustan Times” Prashant Jha, autor bestsellerowych powieści Chetan Bhagat, uwielbiany komik i gwiazda stand-upu Utsav Chakraborty, a nawet kilku polityków, m.in. ówczesny Minister Spraw Zagranicznych, MJ Akbar.

„Bardzo cieszy mnie fakt, że kampania #MeToo dotarła też wreszcie do naszego kraju” – oświadczyła Maneka Gandhi, ceniona polityczka, aktywistka i ówczesna Minister Ds. Kobiet i Dzieci.

Warto dodać, że #MeToo nie była jedyną w ostatnich latach debatą dotyczącą przemocy seksualnej na indyjskim subkontynencie. Jedna z najgorętszych dyskusji na ten temat wybuchła w 2012 roku, wkrótce po śmierci zgwałconej brutalnie przez kilku mężczyzn 23-letniej studentki z Delhi. Jej historia poruszyła cały kraj i wywołała masowe protesty oraz publiczna debatę na temat miejsca kobiet w indyjskim społeczeństwie. Temat powrócił m.in. w 2018 roku, gdy w Czennaju zgwałcono 11-latkę, a potem w kaszmirskiej wiosce zgwałcono i zabito 9-letnia dziewczynkę, co znów wzbudziło ogólnospołeczne oburzenie. Na ulice wyszły miliony ludzi protestujących przeciw wszechobecnej przemocy wobec kobiet i dziewczyn, które w państwie uważanym za największą demokracje świata mają tak niewiele praw i są traktowane przedmiotowo.

Wyznania spod znaku #MeToo stały się tych wcześniejszych wydarzeń istotnym dopełnieniem. Tym razem bohaterami historii objawiających ponure oblicze tutejszego patriarchatu byli nie tyle anonimowi mężczyźni, ile panowie z pierwszych stron gazet – majętni, znani i lubiani. Za sprawą pojawienia się tego ruchu Indie doczekały się tez pierwszej publicznej dyskusji o problemie molestowania oraz innych seksualnych nadużyć w miejscach pracy. Które, swoja droga, i tak nie są i nigdy nie były naturalnym i zbyt przyjaznym środowiskiem dla hinduskich kobiet.

„Syn w domu jest jak bóg” – brzmi popularne powiedzenie Hindusów, którzy wciąż dużo chętniej inwestują w edukację i rozwój zawodowy chłopców, a nie dziewczynek, zgodnie z tradycja predestynowanych nie do nauki bądź kariery, tylko do służenia mężczyzną i pozostania w domu. Boleśnie nierówny charakter tych społecznych relacji widać zresztą w wymownych statystykach: zaledwie 52 proc. kobiet jest aktualnie Indiach piśmienna i tylko 27 proc. Hindusek jest aktywna zawodowo.

Szacuje się, że w Kraju Kwitnącej Wiśni zaledwie 4 proc. gwałtów jest zgłaszanych policji, z czego połowa oskarżeń zostaje umarzana przez prokuraturę. Już samo słowo „gwałt” jest otoczone w Japonii swoistym tabu – rzadko używa się go wprost, a zamiast mówić o tym, ze kobieta np. została wykorzystana seksualnie, mówi się, że „została oszukana” czy „poniżona”

Sama przeciw wszystkim

Wiele barier musiały pokonać także kobiety w niektórych krajach azjatyckich – m.in. w Korei Południowej, gdzie ruch #MeToo wybuchł z dużą mocą. Na przestrzeni dwóch ostatnich lat zebrano tam kilkadziesiąt zeznań dotyczących przemocy seksualnej, m.in. w branży filmowej i (w połowie 2020 roku) w świecie sportu. Szczególnym wyzwaniem obnażenie tego problemu było w Japonii – z jednej strony nowoczesnej, z drugiej: patriarchalnej do szpiku kości. Szacuje się, że w Kraju Kwitnącej Wiśni zaledwie 4 proc.  gwałtów jest zgłaszanych policji, z czego połowa oskarżeń zostaje umarzana przez prokuraturę. Jak mówi japońska prawniczka i politolożka Mari Miura, niechęć do mówienia o doświadczanej przemocy ma związek z silną stygmatyzacją ofiar przemocy seksualnej, kulturą wstydu i powszechną, ogromnie trudną do zerwania zmową milczenia. Już samo słowo „gwałt” jest otoczone w Japonii swoistym tabu – rzadko używa się go wprost, a zamiast mówić o tym, że kobieta np. została wykorzystana seksualnie, mówi się, że „została oszukana” czy „poniżona”.

Pomimo tych kulturowych barier i braku odpowiedniego słownika pozwalającego nazywać rzeczy po imieniu, również tutaj znalazła się osoba, która postanowiła nagłaśniać problem seksualnej przemocy – także tej doświadczanej ze strony prominentnych, cieszących się szacunkiem mężczyzn. Co jednak znamienne i na co zwracają uwagę socjolodzy: tabu, wbudowywane przez japońską kulturę poczucie wstydu i przyzwolenie na męską przemoc są na tyle mocno zakorzenione, że ten oskarżycielski głos był – jak dotąd – dość osamotniony. Tą samotną ikoną japońskiego ruchu #MeToo stała się 30-letnia dziennikarka Shiori Ito, która w 2017 roku, wkrótce po wybuchu afery Weinsteina, wyznała, że dwa lata wcześniej zgwałcił ją Noriyuki Yamaguchi – ceniony dziennikarz i reporter, szef kanału telewizyjnego Tokyo Broadcasting System i postać bliska politycznym elitom, m.in. ówczesnemu premierowi Shinzō Abe. Gdy zeznania młodej stażystki dotarły na tokijską policję, poradzono dziewczynie, że jeśli nie pamięta dokładnie okoliczności zdarzenia (do gwałtu doszło po tym, jak Yamaguchi ja odurzył, nie tylko alkoholem, ale też farmakologicznymi środkami, po których straciła świadomość), powinna wycofać się z oskarżeń. Długo nie dowierzano jej historii i nie dawano szans na wygraną. Ito spotkała się też z licznymi pogróżkami i falą hejtu w mediach społecznościowych, a wielu komentatorów kwestionowało jej narodowość, twierdząc, że żadna „prawdziwa” Japonka nie pozwoliłaby sobie na publiczne mówienie o tak „haniebnych rzeczach”.

„Siła ruchu #MeToo polega w dużym stopniu na zawierzeniu jednostkom i opiera się na indywidualistycznym podejściu do społeczeństwa. Na obronie integralności jednostek, ich praw. Takie podejście zderza się z kolektywnym myśleniem Japończyków, którzy nad dobro jednostki przekładają dobro ogółu. Szczere mówienie o swoich doświadczeniach jest tu często postrzegane jako przejaw egoizmu. Oraz coś mało kobiecego – bo japońska kobieta przecież powinna myśleć kolektywnie, a nie o sobie” – skomentowała te sprawę Natsumi Ikoma, profesorka gender studies na Międzynarodowym Uniwersytecie Chrześcijańskim w Tokio.

Mimo że odosobniona walka Shiori Ito wydawała się niemożliwa do wygrania, po dwóch latach procesu się udało: w grudniu 2019 roku Yamaguchi został uznany za winnego. Co więcej, za sprawą odwagi i bezprecedensowych wyznań dziennikarki wprowadzono przełomową zmianę do japońskiego prawodawstwa, które dotąd nie liczyło się z głosem ofiar i nie było aktualizowane w tej dziedzinie od początku XX wieku. Pod wpływem nagłośnienia jej historii, gwałt i napaść seksualna trafiły wreszcie na listę czynów kryminalnych, karanych więzieniem – wcześniej w Japonii dużo większą kara mogła spotkać np. kieszonkowca niż właśnie gwałciciela. Sam jednak Yamaguchi, mimo że został okrzyknięty winnym, nadal pozostaje na wolności i prędko nie ulegnie to zmianie. Zgodnie z prawem, aby wszcząć sprawę karną o gwałt, ofiara musi bowiem udowodnić, że doświadczyła przemocy, była zastraszona albo nie mogła stawić oporu napastnikowi. A w związku z tym, że w tej sprawie sąd postanowił w ogóle nie wszczynać sprawy karnej, aresztowanie oskarżonego nie było możliwe. Wyznaczona kara wyniosła za to ok. 30 tys. dolarów odszkodowania dla Ito, która za sprawą tej historii trafiła niedawno na listę 100 najbardziej wpływowych osób 2020 roku magazynu „Time”. I sama uznała wyrok za przełomowe zwycięstwo: najpewniej pierwszy raz w historii japoński sąd przyznał rację nie zamożnemu mężczyźnie, lecz niżej postawionej w społecznej hierarchii kobiecie.

Zmiany na horyzoncie

Podróżując tropem hasztagu #MeToo, nie sposób nie zajrzeć do muzułmańskich krajów, których obywatelki poza trudnościami dzielonymi w tym temacie z kobietami na całym świecie często muszą się mierzyć z dodatkowymi przeciwnościami – m.in. zasadami narzucanymi przez własną rodzinę, swoiście pojmowanym honorem czy ograniczeniami nakładanymi przez religie. W muzułmańskim świecie echa ruchu również stały się jednak widoczne.

W Tunezji pojawiły się głosy pod hasztagiem #EnaZeda, w Palestynie #AnaKaman, w Libanie internetowe wyznania zaczynają się od hasła #MeshBasita. W Pakistanie, gdzie średnio 30 proc. kobiet doświadcza przemocy domowej, a ok. 5 tys. kobiet rocznie staje się jej śmiertelnymi ofiarami, popularny stał się hasztag #MainBhi, zaś publiczna debata na ten temat wybuchła na początku 2018 roku – wkrótce po nagłośnionym przez media gwałcie i zabójstwie siedmiolatki w Pendżabie. Śmierć dziewczynki wywołała falę protestów, a zarazem internetowych wyznań tysięcy dziewczyn, często bardzo młodych, które zaczęły ujawniać swoje historie. Do głosów anonimowych Pakistanek dołączyły m.in. zeznania aktorki Nadii Jamil, byłej modelki i choreografki Friehy Altaf oraz projektantki mody Maheen Khan. Za pośrednictwem Twittera pakistańskie gwiazdy rozpoczęły dyskusję na temat własnych wspomnień, pisząc o tym, że też były w dzieciństwie ofiarami molestowania seksualnego.

Kilka miesięcy później czarnym bohaterem tutejszego ruchu #MeToo stał się Ali Zafar – słynny aktor, producent filmowy, piosenkarz i model. Jedna z najzamożniejszych postaci w pakistańskiej branży rozrywkowej, uwielbiany przez miliony. W lipcu 2018 roku na Twitterze o parokrotne sytuacje molestowania seksualnego oraz seksistowskie zachowania oskarżyła go piosenkarka i aktorka, Meesha Shafi. Dołączyło do niej dwanaście innych kobiet opowiadających o podobnych doświadczeniach z Zafarem, który wszystkim tym sytuacjom zaprzeczał. Za sprawą kilku innych hasztagów, m.in. #BoycottAliZafar, powstał ruch bojkotowania mężczyzny, m.in. jego filmowych premier, na które przychodziły tłumy protestujących. Wkrótce potem zaczęły wypływać nazwiska kolejnych oskarżanych postaci – jak dotąd „nietykalnych”: o molestowanie oskarżono m.in. popularnego komika Junaida Akrama oraz dyrektora jednej z największych w kraju organizacji charytatywnych w Pakistanie, Faisala Edhiego. Żadnego z mężczyzn nie udało się jednak do dziś pociągnąć do odpowiedzialności, a niektóre kobiety zapłaciły za swoje wyznania bardzo wysoką cenę. Tak stało się m.in. z Ayesha Gulalai Wazir, parlamentarzystką, która oskarżyła jednego z polityków i zarazem szefa jej partii, Pakistańskiego Ruchu na rzecz Sprawiedliwości (PTI), o molestowanie, ale jej zarzuty zostały oddalone. Kobieta sama została poproszona o opuszczenie zgrupowania, a jej kariera polityczna z dnia na dzień mocno podupadła.

Jedno jest pewne: ruch #MeToo w muzułmańskim świecie działa z pewnym opóźnieniem i przynosi różne skutki, ale jest faktem i wydaje się coraz bardziej obecny. Potwierdzają to zresztą wiadomości na temat tego, co dzieje się aktualnie m.in. w Iranie, gdzie pod koniec sierpnia 2020 roku w mediach społecznościowych pojawiły się głosy oskarżające kilkudziesięciu mężczyzn, m.in. cenionego profesora socjologii Keyvana Imama Verdiego, który okazało się być winny seksualnych nadużyć wobec ponad 300 studentek.

Jeszcze mocniej opinią publiczną wstrząsnęły doniesienia, jakie wybuchły w kraju ajatollahów pod koniec 2020 r., gdy o wieloletnie, trwające ponad 30 lat nadużycia (m.in. gwałty i molestowanie) oskarżono 80-letniego Aydina Aghdashloo – malarza, kuratora, pisarza i krytyka filmowego, uznawanego za prawdziwą legendę irańskiej kultury. W połowie października, dokładnie trzy lata po tym, jak odważyły się zabrać głos ofiary Harveya Weinsteina, jego legenda zaczęła się kruszyć. Na łamach „The New York Timesa” ukazały się historie trzynastu ofiar charyzmatycznego irańskiego artysty, powszechnie określanego „inspirującym mistrzem”, a w kuluarach: nieznoszącym sprzeciwu narcyzem, wykorzystującym brutalnie swoją władzę. Lokalne i zachodnie media szybko określiły go mianem „irańskiego Weinsteina”. Jakkolwiek nie zakończy się historia Aghdashloo, jedno jest pewne: już teraz wiele kobiet w jego ojczyźnie poczuło się wysłuchanych i odzyskało pewne poczucie sprawczości. A ruch #MeToo oraz media społecznościowe niewątpliwie pokazały swoją siłę.

Po trzech latach od pojawienia się słynnego tweeta amerykańskiej aktorki Alyssy Milano widać, że wirtualna wspólnota kobiet dalej rośnie. Nabiera mocy i przekracza kolejne geograficzne granice.

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy:

Zainteresują cię również:

Gwałt na mężczyźnie przez kobietę to nie żart. "To gwałt jest problemem, nie płeć sprawcy i ofiary" - podkreśla Maja Staśko / East News Paweł Wodzynski

Gwałt na mężczyźnie przez kobietę to nie żart. „To gwałt jest problemem, nie płeć sprawcy i ofiary” – podkreśla Maja Staśko

Edyta Górniak / Andras Szilagyi MWMEDIA

Edyta Górniak komentuje słowa Margaret, mówiąc, że przeżyła to samo. „Był w wieku mojego ojczyma. Traktowałam go jak wujka”

„Tylko TAK znaczy TAK”. W Hiszpanii seks bez zgody to gwałt

"Wymiotowałam krwią, a on spojrzał na mnie i powiedział, że nie jestem wystarczająco chora". Demi Lovato szczerze o pracy jako nastolatka / gettyimages

„Wymiotowałam krwią, a on spojrzał na mnie i powiedział, że nie jestem wystarczająco chora”. Demi Lovato szczerze o pracy w Disneyu

Anne Heche

Anne Heche nie żyje. Aktorka została odłączona od aparatury podtrzymującej życie

„Jeśli kobieta opowiada koleżankom, że jej partner dochodzi wyłącznie, kiedy się masturbuje, zwykle nie kojarzy tego z przemocą. A powinna” – mówi Anna Jastrzębska

Sean Bean

Sean Bean kwestionuje pracę koordynatorów intymności. „Doświadczenie bardzo hamujące”

Kwas GHB, popularnie nazywany pigułką gwałtu, wcale nie musi mieć formy tabletki. Fundacja #SEXEDpl wyjaśnia, pod jakimi postaciami można go spotkać

Kwas GHB, popularnie nazywany pigułką gwałtu, wcale nie musi mieć formy pigułki. Fundacja #SEXEDpl ostrzega

MZ podało, ile w Polsce przeprowadzono aborcji w 2021 r. "To liczba żenująco niska, ponieważ osób potrzebujących aborcji jest dużo, dużo więcej"

MZ podało, ile w Polsce przeprowadzono aborcji w 2021 r. FEDERA: „To liczba żenująco niska, ponieważ osób potrzebujących aborcji jest dużo, dużo więcej”

Agnieszka Czapczyńska: Kobiece ciało po gwałcie robi się jak pole minowe. Nigdy nie wiadomo, kiedy wybuchną emocje

Agnieszka Czapczyńska: Kobiece ciało po gwałcie robi się jak pole minowe. Nigdy nie wiadomo, kiedy wybuchną emocje

"Kobiety dla kobiet" w usłudze Bolt / istock

Nowość dla użytkowniczek Bolta. Usługa „Kobiety dla kobiet” jest reakcją na przemoc seksualną

Przemysław Czarnek

Kontrowersyjne treści w podręczniku do nowego przedmiotu HiT. „Mamy do czynienia z seksualizacją zamiast edukacji seksualnej”

Kobiety protestują

Rusza pierwszy proces o gwałt dokonany przez rosyjskiego żołnierza w Ukrainie

Nowe zarzuty dla Harveya Weinsteina. Jego pobyt w więzieniu może się wydłużyć

Nowe zarzuty dla Harveya Weinsteina. Jego pobyt w więzieniu może się wydłużyć

Cztery zarzuty o napaść na tle seksualnym. Czy to koniec Kevina Spaceya?

Sąd Okręgowy w Lublinie: To nie był gwałt. 14-latka miała ufarbowane włosy i makijaż. Mężczyźni mogli nie wiedzieć, ile ma lat

Blok w Ukrainie

Ukraińska infolinia dla ofiar gwałtów. To co słyszą pracownicy, przeraża. „To pogwałcenie moralności cywilizowanego świata”

Kobieta siedzi w samochodzie

Obawiasz się powrotu do domu taksówką? Puść ten dźwięk z TikToka

„Gdy panuje wojna, zaczyna się ogromna przemoc wobec kobiet” /fot. Getty Images

„Gdy panuje wojna, zaczyna się ogromna przemoc wobec kobiet” – mówi Jolanta Gawęda, wiceprezeska fundacji Feminoteka, która pomaga uchodźczyniom

Widziała, jak ginie jej 12-letnia córka. Obok świadectwa Viktorii trudno przejść obojętnie /fot. Getty Images

Widziała, jak ginie jej 12-letnia córka. Obok świadectwa Viktorii trudno przejść obojętnie

Zamiast bezpiecznego schronienia, otrzymały propozycje seksualne. „Ukrainki muszą być ostrożne”

Kobieta

31-letnia Olga zgwałcona przez rosyjskiego żołnierza. „Cały czas trzymał broń przy mojej skroni lub przykładał mi ją do twarzy” – relacjonuje

Kierowczynie radzą sobie świetnie

Taksówka tylko „Dla niej”. Nowa usługa jednej z sieci taksówkowych – pasażerkę do celu zawiezie kobieta

W GROM-ie spędziła 18 lat. „Jest kilka powodów, dla których kobiety, mimo mobbingu, nie rezygnują ze służby” – mówi Katarzyna Kozłowska, prezeska Fundacji #SayStop

Najpopularniejsze

Kobieta wąchająca kwiat

Choroby mają zapach – wiedziałaś o tym?

Ćwiczenia na biust

Ćwiczenia na biust. 6 sposobów na jędrne piersi

8 rzeczy, za które pokochają cię twoje stawy. Nie tylko wysiłek fizyczny!

Kobieta mindfulness

Mindfulness dla początkujących. Kasia Bem zdradza 5 prostych zasad uważności

kobieta na wydmach

„Odpuszczanie” jest dobre dla ambitnych i konsekwentnych kobiet – podpowiada nam psycholożka Anita Kruszewska

Kobieta ćwiczy

Ćwiczenia na wzmocnienie kręgosłupa – łatwe i skuteczne

Kobieta w stroju fitness

Oponka na brzuchu. Jak zredukować ten problem?

Przysiady bułgarskie – ćwiczenie na zgrabne uda i pośladki/Pexels

Przysiady bułgarskie – ćwiczenie na zgrabne uda i pośladki

Ćwiczenia na rozciąganie barków

Rozciąganie stawów barkowych – te ćwiczenia na pewno ci się przydadzą

7 najgorszych typów butów dla twoich stóp. Jakie obuwie może być niebezpieczne?

Intymne dolegliwości rowerzystek. Sprawdź, jak zadbać o siebie w trakcie rowerowych wojaży

Odczuwasz lęk i niepokój, choć nic złego się nie dzieje? Sprawdź, co może ci dolegać

Kobieta ćwiczy

Dzień się dopiero rozpoczął, a ciebie już ktoś wyprowadził z równowagi? Poznaj 5 kroków, które pozwolą zapanować nad emocjami

Ty zawsze w trzech swetrach, a dalej ci zimno? Oto kilka możliwych przyczyn

Kasia Bigos trenerka

Ćwiczenia z hantlami – wypracuj smukłe ramiona

Smartfon a dolegliwości / istock

Smartfon a dolegliwości, które może wywołać. To nie tylko bezsenność

×