Przejdź do treści

„Koronawirus odebrał mi wszystkie siły” – mówi chora na Covid-19 Anna, 40-letnia pielęgniarka z Kalisza

Pielęgniarka a koronawirus. Zdj: pexels.com
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim

– Stres bardzo pogarsza samopoczucie w tej chorobie. Pogłębia go jeszcze odcięcie od świata, bezsilność, groźby. To część dramatu tej choroby – mówi zarażona koronawirusem Anna, 40-letnia pielęgniarka z Kalisza. Rozmawiamy w 25 dniu jej kwarantanny.

Iwona Dudzik: Zaraziła się pani podczas pracy, na oddziale chirurgii Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kaliszu. Wie pani od kogo?

Anna: Prawdopodobnie od pacjenta zero w naszym szpitalu.

Prawdopodobnie?

Podobno 15 marca się nim opiekowałam. Tak ustalono w postępowaniu epidemiologicznym i wpisano w dokumentacji, ja nawet tego chorego nie kojarzę. Słyszałam, że był to starszy mężczyzna, trafił do nas na planową operację. Z początku nic nie wskazywało na to, że jest zakażony. Kiedy wystąpiły objawy został przeniesiony na OIOM, gdzie 23 marca zmarł.

Dwa dni później przyszedł wynik testów na COVID-19, dodatni. Tego samego dnia zamknięto oba oddziały wraz z personelem. Wszystkim pacjentom i pracownikom pobrano wymazy. Akurat tego dnia nie było mnie w szpitalu, bo po dyżurze byłam w domu.

Lek. Dorota Kotowska / http://kotowskamedycyna.pl/

Jak się pani dowiedziała?

Była piąta rano, zadzwoniła oddziałowa. Krótko powiedziała, że oddział został zamknięty, nie stawiamy się w pracy. Wszyscy idą do kwarantanny. Ci, którzy akurat byli w szpitalu mają zakaz opuszczania szpitala, pozostałe osoby, w tym ja – kwarantannę domową. Lista nazwisk pracowników poszła już do Sanepidu, od tej pory jesteśmy pod jego nadzorem.

Mąż wyjechał już do pracy, zadzwoniłam do niego. Od razu wrócił. W jego firmie wiedzą, gdzie pracuję, nie robili problemów.

Jak pani zareagowała?

Czułam strach, jak chyba każdy. Zastanawiałam się ile mogło być zakażonych pacjentów. Jak długo byłam narażona? Szybko okazało się, że był więcej niż ten jeden, doszły nowe zgony. Zaczęło się nerwowe oczekiwanie, czy będę miała objawy. I na telefon z Sanepidu, który wciąż się ze mną nie skontaktował. U innych koleżanek dawno już pobrano wymazy, miały nawet wyniki. U mnie cisza. Coraz bardziej martwiłam się o męża i synów.

Pamięta pani ten moment, kiedy pomyślała: oho, zaczęło się?

W czwartej dobie kwarantanny, w nocy obudził mnie potworny ból głowy. Oczodoły były ciężkie i uciskające. Miałam gorączkę. Z trudem podniosłam się z łóżka. Sił starczyło mi tylko aby dojść do kuchni, wziąć paracetamol i popić wodą z czajnika. Może to grypa? Przecież nie od razu musi być koronawirus – pocieszałam się. Rano ból głowy już nie pozwolił mi wstać. Nie byłam w stanie ani otwierać, ani zamykać oczu. Tkliwość gałek ocznych była nie do wytrzymania. Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam, a przechodziłam nie raz grypę czy zapalenie oskrzeli.

Gorączka narastała do ponad 39 stopni. O przełknięciu choćby kęsa jedzenia nie było mowy.

W przestrzeni zakupowej HelloZdrowie znajdziesz produkty polecane przez naszą redakcję:

PROMOCJA
Zdrowie umysłu
Less Stress from Plants 60 kaps. wegański
60,00 zł 90,00 zł
nastolatka gra na perusji

Przyjęłam podwójną dawkę środków i w tym stanie zaczęłam pisać smsy do koleżanek, aby podały mi numery kontaktowe do Sanepidu. Kiedy się dodzwoniłam do stacji, była godzina 18. Kazali natychmiast zgłosić się na oddział zakaźny w Kaliszu. Akurat nie mieli wolnej karetki, polecili zasłonić twarz tym, co akurat mam pod ręką i pojechać własnym samochodem do szpitala. Koniecznie z mężem, absolutnie z nikim z zewnątrz.

Przy okazji okazało się, dlaczego do tej pory do mnie nie zadzwonili: mieli błędny numer telefonu.

Pospiesznie spakowałam się i w ciągu godziny wyruszyliśmy.

Anna, pielęgniarka
W czwartej dobie kwarantanny, w nocy obudził mnie potworny ból głowy. Oczodoły były ciężkie i uciskające. Miałam gorączkę. Z trudem podniosłam się z łóżka. Sił starczyło mi tylko aby dojść do kuchni, wziąć paracetamol i popić wodą z czajnika. Może to grypa? Przecież nie od razu musi być koronawirus – pocieszałam się

Jaką sytuację zastała pani w szpitalu?

Już na mnie czekano. Do budynku weszłam przez wskazane drzwi, zamykając je za sobą. Śluza prowadziła wprost do mojej sali izolacji. Od razu pojawiły się lekarka i pielęgniarka w pełnym profesjonalnym zabezpieczeniu: przyłbice, maski, kombinezony. Pobrano wymazy z jamy ustnej, krew, zostałam zbadana. Wszystko to bardzo sprawnie i szybko.

Potem drzwi się zamknęły i od tej pory kontaktowałam się z nimi już tylko telefonicznie.  Telefon i ładowarka – to obowiązkowe przedmioty, które musiałam zabrać do szpitala.

Wyposażono mnie w zestaw do inhalacji, termometr i leki. Zostałam też poinstruowana co mam robić – wszystkie czynności trzeba było wykonywać samemu. Pielęgniarka często dzwoniła i pytała czy inhalacja zrobiona, czy leki przyjęłam. Podawano je tak samo jak posiłki – zostawiając w śluzie pod drzwiami. Kiedy pracownik opuszczał śluzę należało otworzyć drzwi i zabrać to, co dla mnie zostawił.

Mimo wszystko czułam ulgę. Jeśli coś złego zacznie się dziać, od razu się mną zajmą.

Bez środków do życia w czasach pandemii. Co z zatrudnionymi na „śmieciówkach” i właścicielkami jednoosobowych firm?

Jak wyglądała pani izolatka?

Nie była jakaś bardzo mała. Z oknem, łazienką i telewizorem, ale nawet go nie włączałam. Po pierwsze było to płatne, a ja nie wzięłam pieniędzy. Po drugie – wystarczał mi telefon, który i tak szybko mnie męczył.

Na szczęście pani stan się nie pogarszał.

Kiedy rano wzięłam prysznic i leki, przez chwilę poczułam się odrobinę lepiej.  Zastanawiałam się jaki będzie wynik testu. Zaczęłam dopuszczać myśl, że może to jednak to: koronawirus SARS-CoV-2. Bałam się. Gdyby pojawiły się kłopoty z oddychaniem, trafiłabym pod respirator. Myślałam: oby tylko do tego nie doszło.

To wykańczało mnie psychicznie.

Wynik testu był ciosem?

Rano 31 marca dowiedziałam się, że jestem dodatnia. Co gorsza akurat chwilę wcześniej zadzwonił mąż. Mówił, że źle się czuje: bóle głowy, ciężkie oczy. Także starsze dziecko dostało gorączki 38 stopni i kaszel.

Dla mnie to była tragedia. Natychmiast powiedziałam o tym mojemu lekarzowi. Chcieli od razu przyjąć męża na oddział, ale co z dziećmi? Nie można poprosić o opiekę dziadków, ani nikogo innego. Mąż chciał mimo wszystko zostać z synami. Sanepid się zgodził i opracował plan: mąż będzie się leczyć w domu. A gdyby objawy się nasiliły, miał dzwonić na numer alarmowy. Karetka zawiozłaby jego oraz  dzieci do Poznania – jego na oddział dla dorosłych, a chłopców na pediatrię.

Jak nam wychodzi praca zdalna? Zarówno introwertycy, jak i ekstrawertycy odczuwają społeczną izolację na swój sposób

Co pani czuła?

Nigdy w życiu nie czułam takiego napięcia. Stres i chęć ratowania rodziny dały mi taką adrenalinę, że zapomniałam o swoim stanie. Myślałam tylko „Boże, żeby to się dobrze skończyło! Obyśmy z tego wyszli, to dalej już damy sobie radę”.

Na szczęście dzięki lekom i inhalacjom duszności u mnie nie wystąpiły. Mój stan stawał się coraz bardziej znośny. Kolejną dobrą informacją było to, że rentgen nie wykazał zmian w płucach. W tej sytuacji zdecydowano, że z uwagi na sytuację w domu lepiej będzie mnie wypisać. Wyszłam 1 kwietnia, w czwartej dobie hospitalizacji.

Wspólna kwarantanna trwa nadal?

Tak, oficjalnie cała nasza czwórka jest na kwarantannie. Nasze samopoczucie polepszyło się, ale kłopoty nie skończyły się.

Dlaczego?

Ciągnie się sprawa błędnego numeru. Codziennie podjeżdża radiowóz sprawdzając czy przebywamy na kwarantannie i za każdym razem upominają mnie, że nie odbieram telefonu. Któreś dnia próbowałam do nich wyjść i z daleka krzyknąć, że mają zły numer, ale gdy tylko stanęłam w drzwiach w naprawdę dużej odległości, głośno wezwali mnie, aby się nie zbliżać.

Napięcie w placówkach wychowawczych w czasach kwarantanny. "Zaczynają się nastroje buntownicze, dzieciaki szepczą między sobą o zbiorowych ucieczkach"

Mija 25 dzień pani kwarantanny. Wiadomo, kiedy będzie koniec?

Zgodnie z procedurą po przechorowaniu COVID-19 dwa kolejne testy muszą być ujemne. Pierwszy wykonany w święta dał ujemny wynik.  Wczoraj miałam pobrany drugi wymaz, czekam na rezultat.

Kiedy zbadani będą pozostali członkowie rodziny? Nie mamy informacji. Od dawna nie mają objawów. Na szczęście zakażenie przebiegło u nich łagodniej niż u mnie, 11-letni syn w ogóle zakażenie przeszedł bezobjawowo.

Anna, pielęgniarka
Nigdy w życiu nie czułam takiego napięcia. Stres i chęć ratowania rodziny dały mi taką adrenalinę, że zapomniałam o swoim stanie

Jeśli okaże się, że wszyscy są zdrowi, co pani planuje?

Chciałabym normalnie funkcjonować, zrobić wiosenne porządki w ogrodzie. Teraz jeszcze nie jestem w stanie. Jestem za słaba, męczy mnie kaszel. Marzy mi się spokój, relaks.

W czasie, kiedy pani przeżywała trudne chwile, toczył się dramat pani koleżanek zamkniętych w szpitalu. Niektóre nie wytrzymywały psychicznie napięcia i załamywały się. Część z nich po kwarantannie zamknęła się w sobie, widać, że ta choroba coś złego robi z psychiką ludzi.

Stres bardzo pogarsza samopoczucie w tej chorobie. Pogłębia go jeszcze odcięcie od świata, bezsilność, groźby. To część dramatu tej choroby.

Kardiolog sportowy: to nie jest czas na bicie rekordów i dokonywanie rewolucji w swoim życiu

Z kolei pielęgniarki, które wciąż pracują, spotykają się z hejtem. Ludzie nie wpuszczają ich do autobusów, żądają wyprowadzenia się.

Ludzie zapominają, że zarazić się mogą wszędzie, nie tylko od pracowników szpitala. Dziś nikt nie ma pewności, czy sam nie jest zakażony. Na szczęście mam rodzinę, która pomaga. Zawsze ktoś zrobi zakupy i stawia pod bramą. Gdyby nie oni, nie wiem co by było.

Szefowa zakładowego związku zawodowego pielęgniarek powiedziała, że wysłano was na koronawirusa niczym nieuzbrojonych żołnierzy na czołgi. Czuła się pani jak mięso armatnie?

Cały czas pracujemy z pacjentami na pierwszej linii frontu, a do chwili pojawienia się koronawirusa w szpitalu nie miałyśmy nawet masek. Już wcześniej pytałyśmy o środki ochrony osobistej. Spokojnie, spokojnie, jeszcze jest czas – słyszałyśmy wtedy. O naszej ochronie dowódcy pomyśleli zbyt późno.

Mówi się: co cię nie zabije, to cię  wzmocni. Czy koronawirus w czymkolwiek panią wzmocnił?

Dał mi wręcz poczucie kompletnej niemocy. Chwilami puszczały mi nerwy, siadałam i płakałam. Zwłaszcza wtedy, gdy z sanepidu dostawałam sprzeczne informacje o dacie zakończenia kwarantanny, a policja miała pretensje o brak kontaktu, choć już wiele razy podawałam im prawidłowy numer. Do zdrowienia potrzebuję spokoju, a ciągle go nie mam.

Co będzie dalej? Na to nie mam wpływu. O tym wirusie ciągle bardzo mało wiemy, dopiero się go uczymy. Nie są jeszcze znane odległe konsekwencje choroby. Dlatego poddałam się i czekam.

Nadzieję daje mi tylko to, że kiedyś ten koszmar się wreszcie skończy. W końcu kiedyś musi.

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy:

Zainteresują cię również:

Pracowała w szpitalu w koszmarnych warunkach. Wszystko opisała na blogu. Dziś jest najsłynniejszą pielęgniarką w Polsce

Erika Diaz / screeny TikTok

„Jaki ten strój jest wyzywający! Chodzisz do pracy, a nie na randkę”. Pielęgniarka, wyśmiewana za wygląd swojego uniformu, odpowiada

"Była operacja i musi boleć. To normalne", "Usiądzie, da rękę, położy się...". Siostra Bożenna o grzeszkach pielęgniarek / pexels

„Była operacja i musi boleć. To normalne”, „Usiądzie, da rękę, położy się…”. Siostra Bożenna o grzeszkach pielęgniarek

Siostra Bożenna o mobbingu w pielęgniarstwie: "Pielęgniarki pielęgniarkom urządziły piekło w miejscach pracy"

Siostra Bożenna o mobbingu w pielęgniarstwie: „Pielęgniarki pielęgniarkom urządziły piekło w miejscach pracy”

Szczepionka już we wrześniu, ale nie dla każdego. Ministerstwo Zdrowia wyjaśnia

„Zdarzają się sytuacje, że pacjent nie powie lekarzowi wszystkiego, a powie pielęgniarce” – mówi Anna Szczypta, krajowa konsultantka w dziedzinie pielęgniarstwa epidemiologicznego

Ponad 90 proc. Polaków jest odpornych na koronawirusa? Niedzielski: Wynik daje nam pewien komfort bezpieczeństwa

Hello Pionierka: Jak Marta Płaska została mentorką polskiej instrumentalizacji, szkoląc pielęgniarki operacyjne i aplikując chorym „słowne relanium”

Nowe zasady dotyczące odwiedzania pacjentów w szpitalu. Sprawdź, co się zmieniło

Nowe zasady dotyczące odwiedzania pacjentów w szpitalu. Sprawdź, co się zmieniło

Myszka Mickey

Uściski wracają do Disneylandu! Po dwóch latach pandemii COVID-19

Ponad 5 mln dzieci straciło opiekunów przez pandemię. "Pandemia ciągle zbiera swoje żniwo, więc te liczby będą rosły"

Ponad 5 mln dzieci straciło opiekunów przez COVID-19. „Pandemia ciągle zbiera swoje żniwo, więc te liczby będą rosły”

Ludzie w maseczkach ochronnych

Rząd znosi większość obostrzeń. Minister zdrowia: „Trend spadkowy jest bardzo silny”

Ludzie w pracy stoją i rozmawiają

15 tys. zł kary odszkodowania za zakażenie w pracy i testy raz w tygodniu. Nowy projekt covidowy

„Mordercy, zaraziliście moją córkę!”. Medycy z pierwszej linii frontu o zachowaniach antyszczepionkowców /fot. Getty Images

„Mordercy, zaraziliście moją córkę!”. Medycy z pierwszej linii frontu o zachowaniach antyszczepionkowców

Kobiety

Niewliczanie osób zaszczepionych na COVID-19 do limitu – jak teoria wygląda w praktyce? Wyjaśnia prawniczka Patrycja Pieszczek-Bober

Kobieta w odzieży ochronnej

3 grudnia dniem covidowej żałoby narodowej. Projekt obywatelski upamiętnia ofiary pandemii

Szczepionki

„Szkoda, gdy słyszysz, że człowiek się nie zaszczepił, bo brat-dekarz mu odradzał” – pisze Pan Pielęgniarka

Lekarze w uniformach

WHO: Europa ponownie staje się epicentrum pandemii COVID-19

Nastolatka po szczepieniu

Włochy. Nastolatka wygrała w sądzie ze swoim ojcem, który sprzeciwiał się szczepieniom na COVID-19

Kolejki do szczepień w Austrii

„Panika sznyclowa” i długie kolejki do szczepień. Powód? Nowe obostrzenia sanitarne w Austrii

Lukasz Sakowski, fot. archiwum prywatne

„W pseudonaukę częściej wierzą osoby wykształcone, z dużych miast. Gorzej wykształceni nie kontestują ugruntowanej wiedzy”. Z Łukaszem Sakowskim rozmawiamy o jego „Bioksiążce”

Cicho towarzyszę, jestem obecna

Elżbieta Nasierowska-Bachanek: Moją pracę można porównać do pracy położnej – ona pomaga przy przyjściu człowiekowi na ten świat, ja natomiast zajmuję się pomaganiem przy odchodzeniu

Lotnisko

Izrael. Pięcioletni zakaz wjazdu do kraju dla turystów z fałszywym paszportem szczepionkowym

Kobieta w sklepie

Sypią się mandaty za brak maseczek ochronnych! Ponad 2 tys. osób ukaranych w jeden dzień

×