Przejdź do treści

Karol Bączkowski, ratownik medyczny: Zdarza się, że nie ma zmiennika i zostajesz na kolejne 12 godzin dyżuru. Bo przecież „karetka musi jeździć”

ratownik medyczny w trakcie pandemii koronawirusa
Ratownik medyczny Karol Bączkowski: Zdarza się, że nie ma zmiennika i zostajesz na kolejne 12 godzin dyżuru. Bo przecież karetka musi jeździć/ Getty Images
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Kobieta
Marianna Gierszewska o zakończeniu relacji: Urwać można metkę, nie relację
Czujesz ból w okolicach kręgosłupa lędźwiowego? Spróbuj ćwiczeń na kanapie przy ulubionym serialu
„Jak łączy pan karierę z wychowywaniem dzieci?”. Ania Kęska bierze pod lupę pytania, których mężczyźni nigdy nie usłyszą, a kobiety są nimi bombardowane
„Jak łączy pan karierę z wychowywaniem dzieci?”. Ania Kęska bierze pod lupę pytania, których mężczyźni nigdy nie usłyszą, a kobiety są nimi bombardowane
Dziecko
Wirtualna rzeczywistość pomaga chorym spełniać marzenia. Film Piotra Łoja podbija internet
Ericka Hart pokazała na wybiegu blizny po mastektomii. Prawdziwa rewolucja na tygodniu mody w Nowym Jorku

– Gdyby nie śmiech, to byśmy siedzieli i podawali sobie chusteczki do ocierania łez. A płakać nie możemy, bo jak zaczniemy, to będzie po nas” – mówi Karol Bączkowski, ratownik medyczny. W rozmowie z Hello Zdrowie opowiada o walce z pandemią z perspektywy karetki.

 

Nina Harbuz: Dzień przed naszym spotkaniem napisałeś do mnie chwilę po 11 z pytaniem, czy się widzimy? Odpowiedziałam, że faktycznie jesteśmy umówieni na 11, ale następnego dnia. Roześmiałeś się i napisałeś: “Sorry, żyję w innym świecie”. W jakim świecie teraz żyjesz?

Karol Bączkowski: Kalendarz jest wypełniony po brzegi dyżurami, wsparciem dzieci w zdalnym nauczaniu, odwożeniem córki do przedszkola, wspólnymi sprawami z żoną, dyżurami w pogotowiu, szkoleniami z udzielania pierwszej pomocy, formalnościami związanymi z prowadzeniem firmy. Dni zaczynają się zlewać. Dodatkowo co i rusz ktoś dzwoni, musząc oddać swój dyżur, bo trafił na kwarantannę.

Często to się zdarza?

Ciężko powiedzieć, bo każdy dzień jest inny. Ważniejsze jednak od tego, jak często to się przytrafia, jest uświadomienie sobie, że na kwarantannę nie trafiała zwykle jedna osoba, tylko cały zespół karetki, albo nawet kilka zespołów ratowniczych.  Od pewnego czasu testujemy testami antygenowymi pacjentów objawowych. Mamy też możliwość testować objawowych ratowników medycznych. Ratownicy wypełniają grafiki, jeżdżąc z pogotowia do pogotowia, od szpitala do szpitala, ze straży pożarnej do pogotowia. Zespoły się mieszają, przez co wzrastają zachorowania. Więc gdy ktoś zachoruje, to zwykle trzeba znaleźć zastępstwo kilku dyżurów, dla kilku osób. Dodatkowo dni, które trzeba rozdysponować, należy pomnożyć przez wymagany czas izolacji bądź kwarantanny. I tak rodzi się kłopot. To, co się teraz zmieniło, to możliwość pracy, jeśli jesteśmy po kontakcie z chorym, ale nie mamy objawów. Spodziewam się jednak, że do połowy kwietnia, w trakcie drugiego sezonu zachorowań na grypę, sytuacja będzie jeszcze gorsza, bo przecież nikt teraz z przeziębieniem czy stanem podgorączkowym nie chodzi do pracy. Jedynym plusem tej pandemii jest to, że spadła krzywa zachorowań na grypę. Wiąże się to z faktem, że nosimy maseczki, myjemy lub dezynfekujemy częściej ręce i więcej siedzimy w domu.

Ludzie nie będą umierać masowo pod szpitalami czy w karetce, tylko w domach, bo tygodniami nie idą do lekarza. Coraz częściej odpuszczają sobie badania i diagnostykę. Do szpitala trafiają z powikłaniami, kiedy często nie można już pomóc pacjentowi

Wzrosła natomiast liczba zgonów. Czytałam wywiad z jednym z urzędników Stanu Cywilnego na Śląsku. Przewartował stare księgi w mieście, z którego pochodził i okazało się, że liczba zgonów pod koniec ubiegłego roku była tam najwyższa od stu lat. Nie wiadomo, o które miasto chodziło, bo urzędnik wypowiadał się anonimowo, bojąc się zarzutów o angażowanie w politykę. 

Uważam, że będzie jeszcze gorzej i liczba zgonów jeszcze wzrośnie. Nie zabije nas sam COVID, tylko sparaliżowany system opieki zdrowotnej. Ludzie nie będą umierać masowo pod szpitalami czy w karetce, tylko w domach, bo tygodniami nie idą do lekarza. Coraz częściej odpuszczają sobie badania i diagnostykę. Do szpitala trafiają z powikłaniami, kiedy często nie można już pomóc pacjentowi. Odpuszczenie sobie rezonansu, cytologii, czy badania krwi w danym miesiącu i zaplanowanie ich na kolejny, albo za pół roku, nie jest bez znaczenia. Później może być za późno. Uważam, że opóźnienia w diagnostyce spowodowane wybuchem epidemii będą nie do nadrobienia, szczególnie w onkologii. Jeden miesiąc pogarsza przeżywalność o ponad 15 proc. Zauważam nawet, że jest nieco mniej nieuzasadnionych wezwań karetki pogotowia, co przed pandemią było plagą. Podejrzewam, że ludzie boją się ratowników medycznych, bo mamy stały kontakt z pacjentami z dodatnim wynikiem.

Ile czasu trzeba czekać na karetkę?

Ciężko powiedzieć, bo są dni, kiedy wszystko idzie gładko i mamy wyjazd za wyjazdem. A są doby, kiedy karetka przetrzymana jest 40 minut, półtorej godziny, a czasem nawet 4. Sama dezynfekcja pojazdu trwa 2 godziny i w tym czasie karetka jest całkowicie wyłączona z użytkowania, a jej zespół czeka. Nie pojedzie ani do pacjenta covidowego, ani do pacjenta, który ma ostre bóle brzucha, złamaną nogę, stracił przytomność, ma padaczkę albo został potrącony przez samochód. Trzeba czekać. Na pewno pacjent, który ma COVID i duszności, poczeka na karetkę dłużej niż osoba, która jest poszkodowana w wypadku. Przed pandemią liczba karetek była niewystarczająca. Jedna przypada średnio na 25 tysięcy mieszkańców. Ale zakup karetek nie rozwiąże problemu. Nie ma ludzi do pracy, nie ma chętnych, bo co raz mniej osób chce pracować na dwa lub trzy etaty. I nie da się „wyprodukować” w jeden tydzień ratownika, który przez trzy lata ma się uczyć, a potem zdobyć 5 tysięcy godzin doświadczenia i praktyki zawodowej. Pandemia te braki uwypukliła i pokazała, że nie tylko z finansowego punktu widzenia nie jest dobrze, żeby ratownik pracował w kilku miejscach. Gdy tak się dzieje, stwarzamy większe ryzyko roznoszenia się wirusa.

Ratownik medyczny Karol Bączkowski / Archiwum prywatne

Ratownicy medyczni relacjonują, że niełatwo jest umieścić pacjenta w szpitalu, bo często nie ma w nim wolnych miejsc. Jadą wtedy do kolejnego szpitala, czasem oddalonego o półtorej, dwie godziny drogi.

Zdarzają się takie dni, kiedy szpitale są przepełnione i trzeba krążyć wiele godzin. Bywają doby, w których całe oddziały, całe izby przyjęć są wyłączane, bo nie ma pracowników. Są chorzy albo na kwarantannie. Oczywiście są też dni, kiedy nowe miejsca na oddziałach się zwalniają, bo pacjenci zdrowieją i wracają do domów albo umierają. Śmierć też zwalnia szpitalne łóżko. Więc my odbieramy pacjenta, sprawdzamy, co mu jest i czy zaraża. Teraz mamy testy antygenowe w karetce, wiec jest trochę łatwiej. Dostajemy od dyspozytora wskazanie, dokąd mamy jechać, ale bywa, że po dotarciu na miejsce jesteśmy odsyłani. I zaczyna się jeżdżenie z punktu A do punktu B. Ostatnio tak było, że półtorej godziny jeździliśmy z  pacjentem z dodatnim wynikiem, z narastającą dusznością, czuł się coraz gorzej. Takie sytuacje zdarzają się, ale nie o wszystkich się pamięta. Wyrzucamy je z głowy, bo to zbędny balast, który nas obciąża i utrudnia pracę.

Zapomnienie jest sposobem na stres?

Chyba wszyscy sobie z nim tak radzą. Jak się uda przekazać pacjenta w godzinę, to żartujemy, że szybko poszło. Gdyby nie śmiech, to byśmy siedzieli i podawali sobie chusteczki do ocierania łez. A płakać nie możemy, bo jak zaczniemy, to będzie po nas. Od początku pandemii było wiele sytuacji, w których rządzący ośmieszali służby medyczne. Jednego dnia mówią, że kradniemy maski, następnego, że za dużo ich używamy. Później, że nie chcemy pracować, że się buntujemy albo chowamy łóżka. Niedawno słyszeliśmy, że ludzie umierają, bo pogotowie zostawia ich w domach. No to co mamy zrobić z takimi informacjami? Pozostaje się tylko z nich śmiać i popukać w głowę na te głupoty. Wiem, że w pewnym momencie trzeba upuścić emocje, ale to już każdy musi znaleźć własną złotą chwilę na nie. Czy to jeżdżąc po lesie na rowerze, czy biegając, skacząc albo przytulając się z domownikami.

Jesteśmy zmęczeni. Czasem rozmawiamy ze sobą w pogotowiu, koleżanka cierpliwe słucha kolegi, a na koniec mówi: 'wiesz, opowiadasz mi już o tym trzeci raz…'. Wszystko nam się zlewa. Wyjazd z wyjazdem. Duszność z dusznością

Nawzajem się nie wspieracie?

Jesteśmy zmęczeni. Czasem rozmawiamy ze sobą w pogotowiu, koleżanka cierpliwe słucha kolegi, a na koniec mówi: „wiesz, opowiadasz mi już o tym trzeci raz…”. Wszystko nam się zlewa. Wyjazd z wyjazdem. Duszność z dusznością. Najgorsze są te chwile, gdy siedzisz drugą lub trzecią godzinę w kombinezonie ochronnym. Chce ci się siku tak bardzo, że aż w brzuchu ciśnie i burczy, ale musisz wytrzymać. Na zmianę jest ci gorąco, czujesz, że pot leje się po plecach, a potem stopniowo się wychładzasz i czujesz zimno. Maska ciśnie w głowę, okulary parują, więc ledwo co widzisz. Nie możesz się podrapać, ubranie ci przeszkadza, taśmy łączące nogawki i rękawy z rękawicami ciągną, bo materiał jest za krótki, gumka uwiera, z trudem wykonujesz ruchy. Jest ciasno, niewygodnie, każdy obrót wywołuje szelest, przez co gorzej słychać, co ktoś do ciebie mówi, tym bardziej, że maski tłumią dźwięk. Więc gdy zdejmujesz kombinezon, to doświadczasz ogromnej ulgi i radości, że to koniec męczarni i można założyć swoje ubranie i wrócić do domu.

Wrócić, o ile nie trzeba będzie zostać dłużej na dyżurze, bo zdarzy się wypadek albo ktoś trafi na kwarantannę.

Zgadza się, wtedy trzeba przejąć czyjś dyżur. Kiedyś przed epidemią moja zmiana najdłużej przeciągnęła się o 4 godziny. Mieliśmy wyjazd za wyjazdem i nie było szans, żeby zjechać do bazy i się zmienić. Zdarza się, że nie ma zmiennika i zostajesz na kolejne 12 godzin dyżuru. Bo przecież karetka musi jeździć. I niby masz wybór, możesz nie zostawać dłużej, ale zazwyczaj ludzie pękają i się godzą. Dzwonią wtedy do domu i oznajmiają: dzisiaj nie wrócę. Ich partnerzy czy partnerki już nawet nic nie mówią. Taka robota.

Wolontariuszka z oddziału covidowego

Czytałam, że ratownicy w pandemii pracują teraz po 280-380 h miesięcznie.

Tyle to pracowali przed pandemią. Od czasu, kiedy pojawił się koronawirus, jedynym limitem jest liczba dób w miesiącu. Są osoby, które pracują 300 godzin, co drugi miesiąc. Inni wyciągają po 400 godzin miesiąc w miesiąc. Ja tyle nie pracuję. Zadbałem o własne zdrowie psychiczne i odstawiłem pogotowie na rzecz innych zleceń. Staram się jeździć w karetce około 140 godzin w miesiącu. To jest praca, w której możesz dostać w mordę, ktoś cię opluje, uderzy, kopnie karetkę albo ją zastawi, kiedy ty biegniesz ratować życie. Albo znajdujesz kartkę za szybą: „ty…, gdzie stawiasz?!”. A my nie mam czasu prawidłowo zaparkować na ciasnych osiedlach, kiedy spieszymy się, bo człowiek umiera. Włączamy koguty i biegniemy. Więc jak ze wszystkich stron jesteś bombardowany brakiem szacunku, to możesz mieć dość.

15 marca 2020 roku opublikowałeś na Facebooku post, że złości cię nowa, pandemiczna sytuacja, że boisz się o własną rodzinę. Minął prawie rok od tamtego momentu. Coś się w tym czasie zmieniło?

Ministerstwo Zdrowia nadal tylko składa obietnice, których potem nie realizuje. Nie pochyla się nad naszym czasem pracy, nad formą zatrudnienia, nad zabezpieczeniem ratowników kontraktowych w czasie kwarantanny, gdy jesteśmy pozbawieni pracy i nie zarabiamy. Dostaliśmy jednak 100 proc. dodatek do pensji listopadowej. Praca jest coraz cięższa i coraz więcej ludzi odchodzi z zawodu. To nie jest żadna tajemnica, że tak się dzieje. Pozytywną zmianą jest to, że ludzie zaczęli nas bardziej dostrzegać i rozumieć naszą pracę. Pojawiło się wiele miłych gestów. Ktoś nam obiad podrzuci, ktoś podaruje butelkę wody. Nie chodzi o to, że my nie mamy pieniędzy i nas nie stać, żeby coś sobie kupić. Jest nam zwyczajnie miło, gdy wjeżdżasz na stację benzynową i pytają cię, czy chcemy sobie zrobić herbatę albo kawę na koszt firmy. Nagle poczuliśmy się widziani i doceniani przez zwykłych ludzi. Dzieciaki zwracają na nas uwagę, więc im machamy, wygłupiamy się chwilę. Zaczęliśmy istnieć w społecznej świadomości, że jesteśmy potrzebni, a nasza praca nie jest ani łatwa, ani bezpieczna. Nie wiem, jak długo taki stan się utrzyma, ale póki trwa – jest to uskrzydlające.

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy:

Zainteresują cię również:

Anglia rezygnuje z certyfikatów covidowych

Anglia rezygnuje z certyfikatów covidowych. „Nie będziemy kontynuować planu wprowadzenia paszportów szczepionkowych”

Protest pracowników ochrony zdrowia

Protest pracowników ochrony zdrowia. Ane Piżl:  Nie dotrę. Wygnała nas z tego kraju nienawiść do osób LGBT+

Joe Biden ogłasza obowiązek szczepień dla pracowników

Joe Biden ogłasza obowiązek szczepień dla pracowników. „To nie jest sprawa wolności czy osobistego wyboru”

dr Beata Rajba, psycholożka, członkini Psychology Unit for Public Health w Dolnośląskiej Szkole Wyższej /fot. archiwum prywatne

„Nasze relacje po pandemii staną się lepsze jakościowo, bardziej autentyczne, nawet jeśli będzie ich mniej”. Z psycholożką Beatą Rajbą rozmawiamy o tym, jak zmieniły się nasze priorytety i kontakty z innymi ludźmi

Szczepionka

Jest plan na jesień. Rząd podał, od jakiej liczby chorych wróci podział na strefy

Molo

Jedno z polskich miast nie zatrudni niezaszczepionych. „Od miesięcy zachęcamy mieszkańców, aby się szczepili”

Dziewczynka z tornistrem

Floryda: pierwsze kary nałożone na szkoły za wprowadzenie obowiązku noszenia maseczek

Nowa Zelandia

Lockdown w całym kraju. Wystarczyło jedno zakażenie koronawirusem

Kobieta jedzie na rowerze

Pierwsze państwo UE znosi wszystkie restrykcje spowodowane COVID-19

Włoski lekarz przekonuje do szczepień na targu

Lekarz rozkłada stolik na targu i zachęca mieszkańców do szczepień. Przekonał już 500 osób

Niemcy. Pielęgniarka szczepiła solą fizjologiczną

Zamiast szczepionki Pfizer otrzymali sól fizjologiczną. Pacjenci zgłaszają się na ponowne szczepienia

CNN zwalnia niezaszczepionych pracowników. „Mamy politykę zerowej tolerancji w tej kwestii”

Jennifer Aniston odcina się od niezaszczepionych znajomych

„Nie mam czasu dla antyszczepionkowców”. Jennifer Aniston odcina się od niezaszczepionych znajomych

Jak będzie wyglądał powrót do szkół od września?

Jak będzie wyglądał powrót do szkół od września? Oto nowe rządowe wytyczne

MZS odradza wyjazd do popularnych wakacyjnych kierunków

Popularne kierunki wakacyjne uznane za obszary wysokiego ryzyka epidemicznego. MSZ i ECDC odradzają podróżowanie w te lokalizacje

Dwie kobiety w oknie

Akademiki UJ i UW będą dostępne także dla niezaszczepionych studentów

Kobieta z folią

Mama Chemik: czy tak samo jak szczepionek boicie się metali ciężkich, które mogą być nawet w kubku, z którego codziennie pijecie kawę?

Obowiązkowe szczepienia dla medyków w Polsce

Obowiązkowe szczepienia dla polskich medyków. Morawiecki: rozważamy taki wariant

Znieczulica i zobojętnienie ludzi na informacje o COVID-19

Znieczulica i zobojętnienie ludzi na informacje o COVID-19. „Co poszło nie tak?” – pytają eksperci

Tekturowe łóżka w wiosce olimpijskiej. Mają zapobiegać współżyciu?

Kartonowe łóżka w Tokio. Zdaniem olimpijczyków mają na celu „zabicie intymności wśród sportowców”. Jak jest naprawdę?

Handel fałszywymi zaświadczeniami o szczepieniu kwitnie. Wiele osób nie wie, że posługiwanie się nimi jest przestępstwem

Katarzyna Grochola: stoję murem za ratownikami, którzy uratowali mi życie rok temu w czasie lockdownu

Seksuolożka i terapeutka Patrycja Wonatowska

Baby boom, którego nie ma. „Ostatnie półtora roku wniosło nową jakość w życie kobiet. Sprawiło, że przestały udawać” – uważa seksuolożka

Urszula Dąbrowska/ fot. M. Dąbrowski)

„Największy lęk pandemii? To, że się skończy”. Jak introwertycy wracają do życia po izolacji?

Najpopularniejsze

Ćwiczenia na biust. 6 sposobów na ujędrnienie i podniesienie piersi

Choroby mają zapach – wiedziałaś o tym?

Kobieta mindfulness

Mindfulness dla początkujących. Kasia Bem zdradza 5 prostych zasad uważności

Twój kręgosłup potrzebuje wsparcia? Oto kilka ćwiczeń, które go wzmocnią

4 sposoby na pozbycie się oponki z brzucha. I nie chodzi wcale o robienie brzuszków

Kobieta popijająca winko

„Alkoholiczka, która pije wino albo piwo, twierdzi, że nie ma problemu”. Kobiecy alkoholizm

Ćwiczenia na rozciąganie barków

Rozciąganie stawów barkowych – te ćwiczenia na pewno ci się przydadzą

Kobieta trzyma psa na rękach

Stres. Jak sobie z nim radzić? Oto 14 pomysłów, jak poradzić sobie ze stresem

Intymne dolegliwości rowerzystek. Sprawdź, jak zadbać o siebie w trakcie rowerowych wojaży

kobieta na wydmach

„Odpuszczanie” jest dobre dla ambitnych i konsekwentnych kobiet – podpowiada nam psycholożka Anita Kruszewska

Fit Matka Wariatka / Facebook

Agresja i fałszywa troska na profilu „Fit Matki Wariatki”. Przyszedł czas na pato-fitness. Hello Zdrowie mówi temu nie!

5 ćwiczeń, które zredukują stres

Ćwiczenia na odstresowanie. Zobacz 5 ćwiczeń od trenerki fitness

Dzień się dopiero rozpoczął, a ciebie już ktoś wyprowadził z równowagi? Poznaj 5 kroków, które pozwolą zapanować nad emocjami

Gdy kobieta staje się przedmiotem, a gwałt wydaje się romantyczny

„365 dni”: gdy kobieta staje się przedmiotem, a gwałt wydaje się romantyczny

Po pracy nie masz już na nic siły? Oto 6 sposobów na odzyskanie energii wieczorem

7 najgorszych typów butów dla twoich stóp. Jakie obuwie może być niebezpieczne?